Jak to bywa z końską młodzieżą…

Przez ostatnie dni byłam bardzo zajęta dlatego nie udało mi się znaleźć czasu na napisanie postu… Początkowo planowałam to zrobić w czwartek lecz powierzono mi zadanie upieczenia babeczek za ostatni upadek z konia na drogę do Strzegomia. Robiłyśmy je aż do pierwszej w nocy razem z Olimpią, która u mnie wtedy nocowała. Przynajmniej wyszły bardzo dobre :P W piątek z kolei zajechaliśmy stosunkowo późno, trzeba było objeździć dwa konie i przygotować się do startów , a wczoraj to sami możecie sobie wyobrazić co ze mną było po czterech tak emocjonujących startach…

Zaczynając od początku wczorajszy dzień zaczął się bardzo wcześnie, bo około 5.30 rano. W ten sposób już po śniadaniu byłyśmy w stajni trochę po 6.30. Mój pierwszy start na Scottym był ustalony na 8.28, a żeby móc się spokojnie rozprężyć miałam siedzieć na koniu jakieś 50 min wcześniej. Na szczęście udało nam się wyjechać dalej od koni na trawę gdzie w końcu mogłam zacząć normalną pracę. Głównie były to przejścia, przez które miałam Timona dostać do ręki, zaledwie kilka ustępowań, potem znów przejścia tyle, że kłus, galop i znów kilka kontrgalopów. Z tego co czułam i jak to wyglądało czworobok zapowiadał się całkiem udany… i w sumie byłby gdybym znów czegoś nie schrzaniła :/

Jak sami zobaczycie na filmie, przez cały czas Timi był ładnie ustawiony, większość ruchów też była udana (oprócz cofania, ale tego się jeszcze nie nauczył), nawet galop w prawo był ładny, bez machania głową i przeganaszowania się. Do tego mi się też czworobok jechało całkiem dobrze. Niestety po dodanym galopie w lewo, gdy przyszedł czas na kontrgalop (teoretycznie ten lepszy) zabrakło łydki. Tak jak trener później mówił pół koła dziesięciometrowego jest po to żeby konia zebrać, osadzić na zadzie i zmagazynować, ja natomiast troszkę go przespałam czego efektem było późniejsze przejście do kłusa. W tamtej sytuacji w sumie nie wiedziałam zbytnio co mam robić, czy jechać cały czas kłusem czy próbować zagalopować, a gdy zagalopuje na złą nogę to jeszcze raz czy nie. Ja próbowałam aż pięć razy tyle, że Timiemu jakoś nie odpowiadała opcja zagalopowania na lewą nogę, przez co w ocenia sędziowskiej tez spadły mi noty za skuteczność używania pomocy jeźdźca.  W efekcie dostałam  58,4 punktów karnych, w tym w dwóch ruchach raz po 3 i raz 1 i 0, zawsze musi być ten pierwszy raz :P

W konkursie 1* były 33 konie więc drugi przejazd miałam dopiero o 11.15. Podczas prawie dwu godzinnej przerwy pomiędzy startami wybrałam się z mamą obczaić kilka przeszkód krosowych, ale o nich opowiem w następnym wpisie :P Co do rozprężenia na Sojuzie było ono z jednej strony przyjemne, ale  z drugiej mocno męczące. Mogłam co prawda bez obaw przejeżdżać obok koni, a nawet na nie wpadać (na małym placu rozprężały się konie do trzech klas- zderzenia były nieuniknione), ale też Sojuz był jakoś dziwnie ospały, a wyobrażacie sobie co znaczy dojeżdżać non stop 700 kilowego zwierza :P Na szczęście gdy objeżdżałam dodanym kłusem czworobok troszkę się podpalił więc dalej nie było już tak ciężko.

IMG_2168 IMG_2195IMG_2276

Co do samego przejazdu uważam go za całkiem udany, co prawda zdarzały się drobne niedociągnięcia (zad odjechał przy zatrzymaniu na linii środkowej, przed zatrzymaniem po ustępowaniu się poślizgnął przez co zadarł łeb itp.). Trener mi też powiedział, że za mało skracałam po dodanym galopie na półkolu, ale pamiętając ciągle przejazd Timiego nie chciałam aż tak zwalniać, no i w samym kontrgalopie dawałam o wiele więcej łydek. Przejazd na Sojuzie był też o wiele bardziej dokładny, starałam się by wszystko było w literkach, przy kółkach 10 metrowych w galopie pamiętałam żeby nie dojeżdżać do ścian, zatrzymania były na liniach środkowych. Składając to wszystko do kupy osiągnęłam wynik 49,4 :) Zasłużyłam bo po samym przejeździe czułam się jakbym przebiegła właśnie maraton :P

Po dłuższej przerwie przyszedł czas na skoki. Specjalnie na Timim wyjechałam ze stajni koło 50 min przed początkiem konkursu żeby złapać jakiś moment kiedy nie byłoby zbyt dużo koni na placu. Niestety nawet pomimo zaledwie trzech koni na rozprężalni coś Timiego wyprowadziło z równowagi. Nie do końca wyłapałam co to było. Skoczyłam kilka razy przeszkody, ale w pewnym momencie po przeszkodzie Timi postanowił nagle skręcić w prawo, a ja zostałam z chęcią jazdy prosto – ale sama… Teraz jest to całkiem śmieszne ale wtedy byłam szczerze zła i sfrustrowana, do tego bolał mnie tyłek… :P Timi był mocno zdenerwowany i to połączenie moich i jego emocji zadziałało bardzo niedobrze na skoki.

IMG_2512IMG_2388IMG_2536Przejazd na Timim najchętniej bym pominęła. W sumie nie wiem dlaczego kucyk zrzucił tyle razy. Ze dwa razy rzeczywiście było za blisko, ale dałoby się z tego wyratować. Po A, ja byłam zupełnie zdekoncentrowana po upadku (np. znowu musiałam biec szybko do karetki, starać się zdążyć z tym wyrobić przed startem a to dekoncentruje), po B bardzo możliwe że stało się tak też przez wędzidło. Na treningu na cygance skakało się super, Timi latał jak samolot, a do tego miałam nad nim całkowitą kontrolę, tak teraz jakby nie dawał z siebie wszystkiego. Możliwe, że w tak stresującej sytuacji ja byłam też bardziej zestresowana więc mocniej nim działałam, albo trzymałam go w skoku… W każdym razie mamy całą zimę żeby nad tym pracować.

Zmienić konie musiałam w bardzo szybkim tempie, a na plac jechałam kłusem, ale na szczęście zdążyliśmy się rozprężyć na czas. Przed startem dosłownie czułam jak żołądek podchodzi mi do gardła.

IMG_2577

Pamiętałam, że pan Łukasz po moim pierwszym przejeździe powiedział, że na jedynkę i dwójkę najechałam na Timim za szybko więc teraz specjalnie galopowałam trochę wolniej- okazało się potem z kolei, że za wolno… :P Jak sami usłyszycie na filmie mama chciała już żeby Trenejro krzyknął żebym dodała, ale dobrze wiedział, że 5 fuli w lini 3- 4 Sojuza idealnie obudzi, i tak się stało. Do tego do trójki wyszło mi za blisko więc później musiałam mu sprzedać lekkiego kopa. Reszta parkuru była bardzo fajna, jedynie do dziewiątki musiałam Sojuza trochę rozciągnąć bo zrobiło się za daleko. Niestety zaskutkowało to zrzutką na ostatniej przeszkodzie! Smok zrobił się długi przez co też płaski a podczas tego krótkiego zakrętu nie zdążyłam go wystarczająco zebrać. Ale i tak byłam z niego bardzo zadowolona, bardzo się starał nie dotknąć drągów, czasami gdy było za blisko aż czułam jak musi się wykręcać żeby tylko nie zrzucić. Słodziak <3

Wczoraj, a raczej dzisiaj wróciliśmy z zawodów ok 1 w nocy, więc mam nadzieję, że darujecie mi że o krosie napiszę później.

Opublikowano Na zawodach | 11 komentarzy

Wreszcie kontrola!!!

Mam nadzieję, że miło spędziliście wolny od szkoły Dzień Edukacji :) Mi upłynął on bardzo dobrze, a szczególnie dobry humor zapewniły mi udane skokowe treningi na moich zwierzątkach :) Pierwszą jazdę miałam na Timim o 13.30. Dzisiaj niestety nie było zbyt ładnej pogody więc miałam jazdę na hali. Trochę się obawiałam, że skoro nie da się jeździć na dworzu to będzie tam dużo koni, ale jak widać środek dnia nie jest zbyt popularną porą. Oczywiście trening zaczęliśmy od rozgrzeweczki, a następie przeszliśmy do przejazdów przez drągi i krzyżaczki. Nie obeszło się też bez powtórki z rozgrywki- ochrzanu, że za mało działam na Timim i że się z nim obchodzę jak z jajkiem :P Można wywnioskować ze wstępu postu, że zaliczam dzisiejszy trening do udanych. A co się zmieniło, że nagle zaczęło wychodzić? A mianowicie użyliśmy innego wędzidła.

IMG_6213

Jego działanie ogólnie polega na ustabilizowaniu kontaktu, a także na zasadzie dźwigni utrzymuje głowę konia u góry. Też dzięki temu, że jest to wędzidło dwuwodzowe, mogę regulować siłę jego działania. Już wcześniej używałam go na treningach krosowych, lecz tam nie odczuwałam takiej różnicy- Timi tak czy tak dostawał na krosie szajby. Tymczasem teraz na skokach różnica była diametralna. Wcześniej gdy robiłam półparadę Timi zaczynał się buntować, machać głową albo się rolować, za to teraz mam prawie całkowitą kontrolę (nadal trochę przyśpiesza do przeszkód). Moje ostateczne zadanie polegało na przejechaniu krótkiego parkuru złożonego z linii stacjonata, okser, stacjonata , a następnie potrójny szereg. Co najważniejsze musiałam pilnować by nie wychodzić przed konia w skoku oraz żeby poprzez tempo galopu już w zakręcie decydować w jaki sposób przejadę linię (czy bardziej do przodu czy do tyłu). W większości przypadków udawało się bardzo zgrabnie. Co prawda były lekkie problemy z ilością ful w linii, między innymi dlatego że Timi potrafił lądować nawet 2 metry za okserem :P Poza tym gdy Timonowi zbierało się na takie wyskoki, mnie tez trochę wyrzucało z siodła przez co nie byłam w stanie przytrzymać go pierwszych dwóch fulach. Jeden raz udało mi się zupełnie idealnie przejechać potrójny szereg. Usłyszałam wtedy tyle pochwał na swój i Timiego temat od Trenera!!!… Obiektywnie odskok wyszedł troszkę za daleko, ale udało mi się podtrzymać kucyka łydką, dzięki czemu mógł w bardzo ładnym stylu pokonać tę trudną jak dla nie niego kombinację (do tego Trenejro ustawił przeszkody dość wąsko). Jeszcze bardziej byłam z siebie zadowolona ponieważ bardziej wypinając biodra do tyłu udało mi się pozostać w pełnej równowadze podczas skoków :) Najchętniej właśnie w tym momencie skończyłabym jazdę lecz musiałam najpierw poprawić linię okser-stacjonata, gdzie zrobiłam 3,5 fuli. Miałam zamiar utrzymać mój poziom, ale oczywiście tak dla wyrównania musiała się wtedy zdarzyć wpadeczka. Spektakularny podtoczek… w sumie mało co nie glebnęłam, a biedny kucyk poobijał sobie nóżki :( Miałam tylko nadzieję, że wszyscy jeżdżący wtedy na hali akurat wtedy odwrócili ode mnie wzrok :P Ale i tak takie dobre treningi są potrzebne, żeby poczuć że robi się chociaż kilka kroków do przodu w sztuce jeździectwa…

Opublikowano Dzień jak codzień... | 10 komentarzy

Testowanie kontroli

W związku z przygotowaniami do Strzegomia, przez ostatnie trzy dni miałam aż trzy treningi krosowe: dwa na Timim we środę i piątek) i na Sojuzie w piątek. Pierwszego dnia skacząc na Timim głównie skupiliśmy się na wąskich frontach. W poprzednim poście pisałam o mojej niewiedzy i problemami z wyczuciem i odpowiednim zareagowaniem na daną sytuację, co też wywołuje u mnie niepewność. Niestety skacząc tak trudne technicznie przeszkody jak wąskie fronty chcąc nie chcąc trzeba podejmować zdecydowane kroki. Nie są to już szerokie przeszkody z klasy P czy L, jak to powiedział pan Łukasz „skończyły się wakacje”. Tutaj trzeba konia pilnować na każdym kroku, trzeba wiedzieć na ile można partnerowi zaufać, a kiedy z kolei trzymać go w ryzach. Tak jak już wcześniej wspominałam na Timim – przez to, że jest młody i dopiero się uczy – mam jakby blokadę. Nie chcę zrobić czegoś za mocno, lub też w ogóle boję się podejmować jakąś większą decyzję, bo podświadomie obawiam się, że ona może być niewłaściwa. Jednak skacząc przeszkody z 1* a szczególnie wąskie fronty brak decyzji jest jeszcze gorszy niż podjęcie tej złej. Tak na przykład było podczas mojej pierwszej próby przeskoczenia wąskiego domku na rozprężalni. Najeżdżając na tą przeszkodę jak zwykle wydawało mi się, że Scotty jest zupełnie zamknięty w pomocach, a jednak wywinął się w prawo :(.

Moim zdaniem oprócz tego, że pracuje się z żywym zwierzęciem, najtrudniejsze w jeździectwie jest to, że nikt nie powie ci jak mocno masz przyłożyć łydkę, jak mocno użyć półparady w danym momencie- samemu trzeba to wszystko wyczuć, a żeby się tego nauczyć najpierwsze trzeba tego doświadczyć i uczyć się na własnych błędach. Niestety odnośnie młodych koni te błędy mają bardzo wysoką cenę, ponieważ wpajają złe nawyki. Gdy następnym razem najechałam na domek i przypilnowałam Timiego mocniej (głównie za lewą wodzę) nie było problemu, jednak efekt pierwszego wyłamania zostaje- przy następnej przeszkodzie też Timon się wywinął :(

Na szczęście na drugim treningu wczoraj byłam już bardziej stanowcza. Pomimo tego, że zadania były trudniejsze w większości przypadków wychodziłam z tego bez problemu. Skakaliśmy teraz całe kombinacje włącznie z wąskimi frontami, na przykład dwa żywopłoty z klasy P z wąskim na cztery fule. Moim głównym zadaniem było siedzenie mocno odchylona z zamkniętymi łydkami i na mocnym kontakcie tak by nie dać Timiemu przyśpieszyć do przeszkody. Teoretycznie wydaje się to bardzo proste, lecz podczas jazdy wszystko dzieje się tak szybko… Uwielbiam te sytuacje gdy po przejechaniu jakiejś kombinacji podjeżdżam do Trenera a ten mówi mi, że np. znowu się pochyliłam podczas gdy mi wydawało się, że bardziej do tyłu siedzieć się już nie da. Po prostu to wszystko dzieje się tak szybko, że się samemu nie ogarnia :P

Na koniec wczorajszego treningu skoczyliśmy sobie parę razy sam wąski, nie było z tym żadnego problemu, a potem jeszcze zaatakowaliśmy korner (z karteczką z ostatnich zawodów: 23 przeszkoda dla klasy 3* :P (ale był on stosunkowo łatwy i mały jak na tę klasę). Za pierwszym razem jeszcze z 10 metrów przed przeszkodą Timi odskoczył mi od jakiś krzaczków które tam stały, dlatego musiałam przejść do stępa i pokazać mu całą okolicę. Następne razy były już spoko i byłam z nich bardzo zadowolona dopóki przy powrocie do stajni nie zaczął się bać Lifta (konia Agaty, swojegonajlepszego przyjaciela ze stajni…) stępującego obok. Nie ogarniam tych koni!

Po około pół godziny wyjechałyśmy z Agatą już na następnych koniach (Sojuzie) na kolejny trening krosowy. Podczas rozprężenia na serio odczuwałam ogromną ulgę że nie muszę się obawiać końskiego towarzystwa, a nawet specjalnie podjeżdżałam i nadjeżdżałam z naprzeciwka do Agaty, która była na Obłoku :P Co do samych skoków pomimo tego, że Sojuz patrzył się na wszystko, czasami nawet miałam wrażenie, że jeszcze w locie przygląda się temu przez co przeskakuje, skakał wszystko. Muszę jednak pamiętać, żeby się nie rozleniwić i nie zaufać mu za bardzo, bo w Strzegomiu gra jest o dużą, gwiazdkową stawkę, a jak człowiekowi zależy to nie wiadomo co się może wydarzyć…

Opublikowano Dzień jak codzień... | 6 komentarzy

Wszystko kwestia wyczucia :)

Przez ostatnie dwa dni miałam treningi tylko na Timim, ponieważ pan Łukasz postanowił trochę popracować nad dużym. W sumie miła odmiana wracać do domu o godzinę wcześniej :P

We wtorek miałam ujeżdżonko, podczas którego w końcu poczułam, że coś wyniosłam. Tak jak teraz sobie myślę Timi jest jeszcze dzieciakiem, więc gdy się na nim jeździ na początku powinno się mu pokazać, kto „rządzi” poprzez mocniejsze użycie łydki czy półparady, lecz to wszystko musi być zrobione w odpowiednim momencie i z adekwatną siłą- to wszystko wymaga wyczucia. Zauważyłam podczas tej i wielu wcześniejszych jazd, że koń często chodzi nie tak jakby powinien (zapiera się na którejś wodzy, nie pracuje zadem, albo w przejściu się usztywnia) ale nie wiem co w danej chwili mam zrobić, czym zadziałać żeby zaczęło wychodzić. Przez moją jakby niewiedzę też trochę boję się działać, obawiam się że zepsuję Timona. Uświadomiłam sobie też, że mam również tendencje do przesady- gdy już zacznę działać to stopniowo używam tych pomocy coraz mocniej i wtedy dochodzi do walki z koniem :(

Ta jazda była można powiedzieć wyjątkowa, ponieważ podczas niej zaczęłam czuć co się dzieje i reagować na to, w większości przypadków w odpowiedni sposób. Oczywiście najpierw musiałam dostać lekki ochrzan od trenera, za bardzo się cackam nad Timonem i że właśnie na treningach powinnam próbować tych mocniejszych pomocy, i sprawdzać na które koń by zareagował, bo na zawodach już się niczego konia nie nauczy, jest to sprawdzian dotychczasowo zdobytych umiejętności i wtedy już muszą działać te lżejsze pomoce. Tak więc wzięłam się za siebie i (co prawda pod koniec jazdy nie galopowałam tylko kłusowałam) zaczęło wychodzić. Na początku Timi próbował wyjść z ustawienia, jednak na końcu mogłam po prostu sobie siedzieć, czasami tylko robiąc jakąś półparadę a kucyk cały czas zostawał w tym samym miejscy- siła autorytetu :P. Mam jeszcze problem z przejściami- po A) w przejściach do niższego chodu powinno się używać jeszcze więcej łydki niż do wyższych (żeby się koń bardziej podstawił), B) we wszystkich przejściach powinno się jednocześnie używać łydki jak i robić półparady… Niestety często nie zdaję sobie nawet sprawy z tego, że podczas przejścia popuszczam np. zewnętrzną wodzę, przez co Scotty od razu wychodzi z ustawienia, dzisiaj będziemy nad tym pracować, ale chyba jestem na to za mało wielofunkcyjna :P

IMG_1231

O moim drugim trenigu na Timim napiszę wieczorkiem bo teraz nie zdążę już przed szkołą :)

Opublikowano Dzień jak codzień... | 1 komentarz

Opłaciły się te nerwy :)

Nadszedł czas na ten najbardziej wyczekiwany, a za razem wywołujący największe obawy kros. Z jednej strony byłam raczej pewna, że oba konie pokonają tą trasę bez żadnych problemów, dla Timiego była to powtórka z rozgrywki, a Sojuz już nie takich rzeczy naoglądał się w życiu. Z drugiej jednak zawsze przed startem (mam nadzieję, że z doświadczeniem to przechodzi) ma się lekką nerwicę :P

Tak samo jak poprzedniego dnia Sojuz jechał jako pierwszy. Na rozprężalni w sumie nie działo się nic niezwykłego, ale muszę przyznać, że troszkę się zaniepokoiłam a nasze przyszłe losy, gdy Smok bał się podejść do kłody stojącej na placu (zresztą tej na której spadłam podczas rozgrzewki na poprzednich zawodach, konie jednak czują te złe fluidy :P). W końcu udałam się w kierunku boksu startowego. W takiej sytuacji bardzo pomaga jeźdźcowi (przynajmniej mi) jak koniowi nie odbija szajba. Gdy zachowuje zupełny spokój człowiek wie, że jest gotowy do startu, skupia się na robocie i takie właśnie uczucie miałam gdy siedziałam na Sojuzie.

Muszę przyznać, że jechało mi się super! Możecie sobie wyobrazić jakie to jest uczucie gdy Smok w dzikim galopie jeszcze bardziej wyciągnie tą swoją fulę – człowiek się czuje jak władca świata… żeby nie przesłodzić przejdźmy do konkretów :P. Oglądając poniższy film- przeszkody 7a i 7b (dwie hyrdy po skosie na samym końcu hipodromu) powinno się jechać na cztery fule, kucyk zrobił trzy, albo inny przykład- żywopłot po drugiej wodzie teoretycznie na 6 fule. Nawet pan Łukasz nie mógł uwierzyć w to ile zrobił tak Smoczek :P Wracając, mogłoby się wydawać, że przez te ogromne fule strasznie trudno jest skakać na Sojuzie, tymczasem jest to łatwiejsze niż bym mogła się spodziewać. Jeżeli do przeszkody robi się za blisko wystarczy czekać i podpierać łydką, a koń sam się wycofa, ale co najlepsze zawsze Sojuz nie ma żadnego problemu z wybijaniem się z daleka- nie trzeba się obawiać o „podtoczek” (co mi się ostatnio często zdarza :P). Co do jakichkolwiek problemów z przeszkodami to w ogóle nie ma co wspominać, nawet Trenejro, po moim przejeździe na Sojuzie zwrócił mi uwagę, że najeżdżałam na przeszkody za mało pilnując konia :P

A oto kros na Smoku:

 

Przejazdu na Scottym obawiałam się bardziej niż na Smoku. Tak jak ustaliliśmy z Trenerem moim zadaniem było przejechać kros na czysto, więc przynajmniej zeszła mi z głowy presja czasu. Bardzo dobrze zostałam ustawiona w liście, jako przedostatnia tak więc gdy się rozprężałam na placu były zaledwie dwa inne konie. Oczywiście jak nie świr z powodu towarzystwa, to Timi musiał szaleć z nadmiaru energii, po prostu lubi mnie wystawiać na próby przed startem.

Co do samego przejazdu (nie zwracając uwagi na dwa pierwsze skoki- to była rozgrzewka), też jechało mi się bardzo dobrze. Timon na przeszkody się nie patrzył, nie wybijał aż tak strasznie wysoko jak mogłabym się spodziewać po skokach, dzięki czemu udało mi się utrzymać w siodle :P Jedyny problem to było wyciąganie mnie głową z siodła i nagłe spidy gdy tylko siadałam w siodło (przez co czasami sypała się odległość – przykład – pochylnia po górce). Mój przejazd Trener oglądał z panem Elmarem Lesch, który jest jednym z czołowych zawodników wkkw w Europie i zna Scottiego z Niemiec. Po moim przejeździe dał mi on kilka wskazówek, w tym na przykład też powiedział żebym nie ingerowała tak ręką, gdy Timi opuszcza głowę bo wtedy on ma się na czym oprzeć i zaczyna się zapierać. Powinnam więcej siedzieć w półsiadzie i po prostu opierać ręce o grzywę, zostawić kucyka w spokoju, a on w końcu w końcu ustabilizuje swój piękny łepek. Przy następnej okazji postaram się. Dowiedziałyśmy się też w końcu dlaczego Timon tak panicznie boi się koni na rozprężalni. Zdarzyło się dokładnie to czego się spodziewałyśmy: kiedyś na rozprężani gdy Scotty przeskakiwał właśnie przeszkodę jakiś inny koń zajechał mu drogę, a Timi dostał jeszcze kopniaka w łopatkę. I od tej pory panicznie boi się powtórki z tej sytuacji :(

Co do przejazdu spóźniłam się kilka sekund, ale przeszkody przejechałam na czysto. W ogólnej kwalifikacji zajęłam 5 i 6 miejsce, za takimi mistrzami jak Marta Dziak-Gierlicz, czy Paweł Spisakiem, tak więc można uznać ten wynik za zadowalający. Na następnych zawodach za dwa tygodnie w Strzegomiu, poprzeczka zostanie zawieszona niezwykle wysoko. Nie dość że dwa konie, to jeszcze oba 1*. Mam tylko nadzieję, że pogoda będzie sprzyjająca, bo pamiętam jakie potrafi być gliniaste błoto w Strzegomiu gdy pada deszcz. Brrr!

A oto film z krosu na Timonie:

Opublikowano Na zawodach | Otagowano , , | 17 komentarzy

WKKW do kwadratu :)

Po raz trzeci w życiu jadę zawody jednocześnie na dwóch koniach. Trzeba przyznać, że jest o wiele więcej roboty i tak jak przy skokach poradziłam sobie bez większego problemu, tak teraz w wkkw bez pomocy mojej mamy nie sądzę żebym się wyrobiła. Szczególnie, że w mojej kategorii jest tylko 18 koni, czyli nie wiele czasu. Jednak też przez to czas zawodów wydaje się sensowniej zorganizowany, pełniejszy, podobnie jakby się miało drugie życie w grze podczas którego można robić to samo ale zupełnie w inny sposób :)

Według list startowych mój konkurs klasy P zaczynał się o 12.00, a ja jechałam jako pierwsza i przedostatnia. Tak więc nie było potrzeby zrywania się o szóstej rano żeby zdążyć zapleść i przygotować oba konie do startów. Na dodatek gdy przyszłam do stajni koło 8.45 i spojrzałam na listy ponownie, okazało się, że konkurs został jeszcze przesunięty o 52 minuty, więc już w ogóle wydawało mi się, że mam full czasu. Zajęłam się więc grzywą Timiego, bo Sojuza już nie musiałam- wcześniej wspomniałam tylko Marcie (z którą byłam w Parchowie) czy może umie przerywać konie i wczoraj przychodzę a tu koń przerwany. Marta mówiła że była to dobra godzina rwania (będę musiał coś jej za to postawić :P), Sojuz stracił połowę grzywy, ale przynajmniej w końcu wygląda jak koń sportowy :) Do tego Marta pokazała mi na czym polega sztuka przerywania, więc nareszcie mogłam bez obaw o skutki zabrać się za grzywę Timiego :)

I tak czas sobie leciał, a ja jeszcze poszłam do mieszkania, moja mama przyjechała i wzięła ze sobą dość sporo pakunków, więc trzeba było jej pomóc z wnoszeniem tego wszystkiego i zanim się rozpakowała, zanim pogadałyśmy trochę i wróciłyśmy do stajni okazało się, że na ogarnięcie siebie i dwóch koni mamy 1,5 godziny! Musiałyśmy zarzucić ostre tempo :P

W końcu udało mi się wyjechać na Sojuzie na rozprężalnię, byłam tam jako jedna z pierwszych.

IMG_1027 IMG_1031IMG_1061

Co do samego przejazdu moją pierwszą myślą po wjeździe na czworobok, było to, że nie ma na ziemi żadnych śladów kopyt… Tak to możesz przynajmniej porównać, zobaczyć którędy inne konie szły i ewentualnie jechać tą samą drogą na przykład w kwestii linii środkowej, a tak jesteś zdana tylko na siebie. Pomimo tego jednego utrudnienia ogólnie jechało mi się bardzo dobrze. Czasami niestety miałam za mocny kontakt, ale też w przejściach zdarzało się Sojuzowi jakby podskakiwać w przejściu albo wychodzić z ustawienia (np. w zagalopowaniu na lewą nogę, ale też wydaje mi się, że trochę się przestraszył ludzi którzy tam stali), ale tak to szedł bardzo ładnie ustawiony. Szczerze mówiąc myślałam, że będzie gorzej :P Jeszcze co do ewidentnie moich błędów to końcowy wjazd na linię środkową i zatrzymanie były poza linią środkową- byłam koło pół metra za bardzo w lewo, ale i tak mój wynik końcowy wynosił 50 i coś, więc całkiem nieźle :)

 

Odnośnie skoków, pan Łukasz powiedział że były super, oprócz tej trójki, kiedy to za mało jechałam do przodu w zakręcie, przez co Sojuz stał się troszkę flegmatyczny, a potem jak byłam już na wprost przeszkody to jeszcze bardziej zwolniłam i po prostu kucyk nie miał się z czego wybić (do tego było za blisko). Tak więc honorowa zrzutka musi być :P

IMG_1144

 

Po przejazdach na Sojuzie musiałam przypominać sobie cały czas, że jeszcze jeden koń więc nie mogę się aż tak rozluźniać. Na szczęście każdy koń w ujeżdżeniu zajmuje koło 6 min, więc nawet 17 koni wystarczyło żeby w spokoju zająć się Sojuzem, a potem przygotować Timka. Szczerze mówiąc trochę obawiałam się przejazdów na Timim. Nie wiem czy już wcześniej o tym mówiłam, ale przez to, że Scotty szybki, szybko myśli (co teoretycznie jest dobre) czuję się na nim mniej pewnie. Tak jakbym ja była dla niego za wolno myślącym jeźdźcem, nie jestem w stanie przewidzieć co on zrobi, cały czas coś się dzieje a ja nie wiem jak na to mam zareagować, po prostu jeszcze go nie do końca ogarniam.

Jednak na rozprężalni było całkiem ok, nawet w galopie udawało mi się trzymać Timona w ryzach, tak na czworoboku galop na prawą nogę był totalną masakrą. Cały czas starałam się robić półparady prawą wodą, ale może robiłam je za mocno, w sumie sama nie wiem, ale Scotty zaczął się ze mną bić. Wyglądało to tak jak na samym początku- przeganaszowywanie się i wyrywanie głowy do góry… Teoretycznie mogłabym powiedzieć sędzinie, że wpadła mu mucha do nosa, ale to chyba by nie przeszło :P. Do tego tak jak na Sojuzie nie miałam żadnych śladów, tak teraz cały czworobok był wręcz rozkopany, Było tak grząsko i nierówno, że czułam jakby Timi pływał z boku na bok, żeby tylko utrzymać równowagę, przez co jeszcze bardziej się usztywniał.

IMG_1187 IMG_1231 IMG_1264

W każdym razie przyszedł czas na skoki, trzeba było zapomnieć już co się działo na ujeżdżeniu i skupić się na nowym zadaniu. Na szczęście nie musieliśmy się już nigdzie śpieszyć, więc zaczekaliśmy aż na placu zostały ze dwa konie.

IMG_1272 IMG_1293 IMG_1297

Co śmieszne parkur jechało mi się beznadziejnie, ale było to spowodowanie czymś bardzo pozytywnym. Mianowicie Timi nagle się odblokował i zaczął tak wyskakiwać na przeszkodach, że za każdym razem mało co nie lądowałam na szyi. Jeszcze w życiu się tak nie telepałam!

IMG_1365 IMG_1366

W jednym miejscu miałam swoje słynne widzenie- chciałam urwać fulę przed przeszkoda, więc wyszedł mi spektakularny podskoczek… Do tego po tym skoku kask zleciał mi na oczy i żeby coś widzieć musiałam zadzierać łeb jak głupek :P Ogólnie była to parodia prawidłowego przejazdu i jeżeli na krosie Timi tez tak będzie wyskakiwał, to chyba powinnam już szukać kleju, którym mogłabym się przylepić do siodła :P

 

O 17.00 byliśmy umówieni z trenerem na oglądanie krosu. Ogólnie w całej trasie krosu zmieniły się dwie przeszkody w stosunku do poprzedniej P-tki w Sopocie, a jedna została odrobinę przesunięta. Lecz właśnie w tym jest cała pułapka… Skoro kros prawie ten sam, a ostatnio na Scottym przejechałam go bezbłędnie, a Sojuz skacze wszystko, niby mogłabym się czuć pewnie, przez co podczas przejazdu byłabym mniej czujna co mogłoby skutkować jakimś błędem. Więc teraz było o tyle trudniej, że nie dość że musiałam pilnować koni, to jeszcze siebie…

Opublikowano Na zawodach | 2 komentarzy

Od szczęścia do zmęczenia :P

Drugi dzień zawodów w Białym Borze pod względem organizacyjno- rozkładowym był bardzo podobny do poprzedniego. Zaczął się tak samo wcześnie jak pierwszy, bardzo podobne miałam godziny startów, więc główne co się zmieniło to był styl moich przejazdów.

Tak samo jak poprzedniego dnia Timon poszedł na pierwszy ogień, dzięki czemu ominęłam niepotrzebne towarzystwo na rozprężalni, a tym samym wszystko psujące nerwy. Co do samej L-ki, parkur był stosunkowo niski jak na tę klasę, jedyne co mnie odrobinkę niepokoiło to ogromna ilość zakrętów, która wynikała z tego, że parkur zajmował zaledwie połowę placu konkursowego (niby ogarnęłam już zakręcanie w prawo, lecz nadal wykonuję go dość niechętnie :P). Na szczęście wszystko udało się zgrać- na parkurze byłam skoncentrowana, myślałam (co bardzo ważne), pamiętałam co powinnam robić czego nie, znałam mapę, no i byłam w miarę rozluźniona. Udało mi się również „być ponad” wybrykami Scottiego na rozprężalni, z czego byłam bardzo dumna. W ten sposób wreszcie przejechałam parkur na czysto i do tego w bardzo dobrym stylu! Nawet w momencie gdy odskok wyszedł za blisko, nie pochyliłam dzięki czemu Timonowi udało się wyratować. Jak się pewnie domyślacie byłam bardzo szczęśliwa, naładowana dobrą energią, tak więc ochoczo poszłam po następnego konia :)

Co do przejazdów na Sojuzie były one bardzo dobre, ale już nie jechało mi się tak super jak poprzedniego dnia. W jednym i drugim parkurze trafiła się zrzutka z mojej winy. Jeden z nich wyglądał w ten sposób, że przy najeździe na stacjonatę z rowem: robiło się blisko, tak więc starałam się przytrzymać Smoka ciałem i ręką, lecz nie zdążyłam jej odpuścić przy odskoku przez co zostawił zad :( Ale za to podczas przejazdów pamiętałam moją ówczesna maksymę „siedź i łydka”, którą udało mi się wcielić w życie. Chętnie pokazałabym wam film, ale niestety nie było tak łatwo go zorganizować (Trener ma ulotną pamięć :P).

Co do ostatniego przejazdu na Timim, jak sami widzieliście nie był on najlepszy. Te zawody były moimi drugimi w życiu zawodami kiedy to miałam dwa konie do jazdy, więc niestety podczas czwartego przejazdu byłam już naprawdę zmęczona fizycznie i psychicznie. Do tego nie dało się już uniknąć koni na rozprężalni, więc obył się tam pokaz bardzo unikalnych umiejętności Scottiego: podwójne zwroty na zadzie w rekordowo krótkim czasie, piruety w galopie, stawanie dęba itp. Raz nawet mało co nie zleciałam na krzyżaczku, bo za nim galopował jakiś koń- nigdy nie wiesz kiedy przyda ci się kamizelka :P Wy nie znacie trasy parkuru na filmiku który wisi na facebooku, ale może niektórzy zauważyli że zrobiłam jakiś taki dziwny szlaczek przed najazdem na szereg, to właśnie był efekt mojego braku koncentracji- zapomniałam mapy i zamiast skręcić od razu po szóstce w lewo, chciałam najpierw w prawo… potem w lewo… No niestety Timi będzie miał ze mną ciężki los :P

Gdy już udało mi się obrobić konie wróciłam na plac konkursowy, żeby po pierwsze COŚ ZJEŚĆ, a tak przy okazji pooglądać pana Łukasza startującego na Borze i Godecji w klasie N (120 cm) i C (130cm). Oczywiście najbardziej interesujący był ten ostatni konkurs, ponieważ miał on być z rozgrywką, a do tego ternejro miał w nim dość duże szanse, bo poprzedniego dnia wygrał konkurs o tej wysokości. Gdy nagrywałam go jadącego na Borze, tak się stresowałam że aż mi się ręce trzęsły (postaram się wydobyć to nagranie od pana Łukasza). Ogólnie jechał bardzo ładnie, wszystkie odskoki pasowały, Bora pokonywałam przeszkody bez większego problemu… Zapowiadało się, że przejedzie pierwszy etap na czysto… ale niestety w linii, która pan Łukasz pojechał do przodu na 5 fule, zostawiła nogi i spadło :( Skoro pan Łukasz nie zakwalifikował się do dalej, od razu poszliśmy się pakować, bo jeszcze czekał na nas trzy-godzinny powrót do Sopotu. I ominęły mnie całe emocje podczas rozgrywki :( Na szczęście kolejne emocje już w czwartek, kiedy to zaczynają się zawody wkkw w Sopocie…

Opublikowano Na zawodach | 8 komentarzy