Przygotowania do wyższych skoków

Przed egzaminami przerzuciłam się na teoretycznie lżejsze zajęcie niż ujeżdżenie. A jest to przygotwanie do wyższych skoków w gwiazdce (115cm na parkourze i nawet 120 na krosie). W praktyce oznacza to męczenie szeregów gimnastycznych. W najbliższym czasie wybieram się z Doncasterem do Warki na zawody skokowe w niedzielę 27.04, gdzie sprawdzimy jak te szeregi zadziały na naszą skuteczność skokową… Potem, w długi weekend majowy, zaczynamy wkkw od Ptki. By the way jeśli przejedziemy tą Ptkę w ramach wyniku kwalifikacyjnego (czyli kros na czysto), to tym samym zdobędę II klasę sportową! Nice :) A dla Was mam dziś filmik z męczenia szeregów, oraz życzę Wam Wesołych Świąt!

Opublikowano Dzień jak codzień... | 10 komentarzy

Reaktywacja Smoka

Mamy za sobą pierwszy start Sojuza w tym sezonie :). Jechał jak wiecie P2 (11 par) i P4 (4 pary) w zawodach regionalnych w Podkowie Leśnej pod Panią Kasią. Po takim czasie swobodnego odpoczynku, nie jest łatwo go pozbierać do kupy i przywrócić tak trudnej dyscyplinie jak ujeżdżenie. Ale jak widać dali radę, bo w P2 zajęli 4 miejsce (z jedną pomyłką w programie!), a w P4 byli bezkonkurencyjni :). Mam nadzieję, że tak będzie dalej! Gratulacje! A poniżej fotorelacja z zawodów:

Po pierwsze przy pakowaniu sprzętu do bagażnika, zaplątał nam się pasażer na gapę – czyli Nidalka. Wyglądała gotowa może nie do luzakowania, ale sprzętu tam na miejscu by przypilnowała…IMG_8266

IMG_8269Przed startem nastroje były pozytywne:IMG_8385

IMG_8381IMG_8279Wzmocnienie zawodniczki między startami gorącą czekoladą:IMG_8424Dekoracja:IMG_8475IMG_8479IMG_8548IMG_8543IMG_8597

 

 

Opublikowano Dzień jak codzień... | 10 komentarzy

Film z treningu ujeżdżeniowego w Walewicach

Ufff, wreszcie udało mi się zgrać film z Walewic na Ostlerze. Nie szło nam jak widać zbyt łatwo. No ale było minęło. W kolejce czeka do zgrania kilka treningów skokowych na Donku, no i jutrzejsze zawody (pierwsze od roku) Sojuza!!! A na dziś filmik z ujeżmęki znajdziecie poniżej :)

Opublikowano Dzień jak codzień... | 7 komentarzy

Nagłe zmiany :)

Czy wy też tak macie, że z treningu na trening nagle pojawia się problem,  na który wcześniej nikt nie zwracał uwagi? Otóż właśnie tego doświadczyłam. Na ostatniej jeździe z panią Kasią dowiedziałam się że załamuję nadgarstki – dłonie mam skrzywione do dołu, przez co nie trzymam prostej linii pomiędzy ręką (razem z wodzą), a pyskiem konia. Poza tym znacznie utrudnia to działanie ręki do góry (w ten sposób nie ciągnie się konia za pysk). Zamiast tego „nawet gdy nie działasz do dołu, to działasz do dołu” (słowa pani Kasi). Inaczej mówiąc jeżeli ma się tak ustawioną rękę (z załamanym nadgarstkiem) to każdy jej ruch, próba oddziaływania na koński pysk jest z tendencją w dół, a jak w wielu książkach jest napisane: działanie do tyłu lub w dół jest złe. Gdy zapytałam się pani Kasi czy wcześniej zauważyła u mnie ten problem, ona potwierdziła, a nawet powiedziała więcej: na początku miałam ręce za nisko, ale powiedziała też, że wszystko trzeba robić stopniowo, dlatego wcześniej nie zwracała na to uwagi. Szkoda. że zdążyło mi to już wejść w nawyk :( przez co teraz nie dość że muszę ogarniać konia, kierunek jazdy, własną sylwetkę… to jeszcze toczyć ze sobą zawziętą walkę :P

Co do ostatnich nowinek, to pani Kasia wraz z Martyną stwierdziły, że muszę przestać zakładać na Donka ostrogi, żeby nauczyć się prawidłowo używać  łydki. Ogólnie przyjęty (przynajmniej przez moich trenerów) jest podział siły z jaką używa się łydki. Pierwszy stopień jest gdy ocieramy nią jedynie o sierść konia. Jeżeli nie odpowiada to zaczynamy naciskać na skórę, jeśli dalej nie ma reakcji to działamy jeszcze mocniej- tak by poczuł to w mięśniach. Ostatnim, czwartym stopniem nazywane jest działanie na kości konia, tak mocne że musi on już odpowiedzieć. Proces znieczulania konia na łydkę jest bardzo żmudny i monotonny. Polega on na stosowaniu łydki, po kolei z każdym stopniem siły. Jeżeli nie działa pierwszy, to przechodzimy do działania na skórę, i dalej na mięśnie i kości, a gdy w końcu będzie reakcja znów zaczynamy od sierści. W końcu koń zrozumie, że jeżeli nie odpowie na lekkie pomoce to przyjdą co raz mocniejsze i w ten sposób zacznie „działać na myśli” jeźdźca.

Moim błędem podczas jeżdżenia w ostrogach (oprócz tego, że miałam je za wysoko zadarte) było działanie na konia głównie na poziomie dwójki lub trójki. Zamiast używać łydki jako samej łydki bardzo często działałam od razu ostrogą, która jak powszechnie wiadomo jest o wiele mocniej odczuwalna dla konia. Chomik (jak go niedawno nazwała Martyna) czasami ma dni kiedy niezbyt chce mu się współpracować z jeźdźcem. W takich sytuacjach wcześniej myślałam, że powinno się zastosować mocniejsze pomoce- ostrogi, a tymczasem to właśnie one znieczulały go na moje pomoce. Muszę przyznać, że pomimo braku stosowania ostróg, koń nie zrobił się bardziej tępy na pomoce.  Co prawda i tak Donek czasami reaguje dość ociężale (i wtedy trzeba mu dać reprymendę), ale przynajmniej używam znacznie lżejszych pomocy, a dzięki temu i jazda staje się o wiele przyjemniejsza :)

Podsumowując znowu mnóstwo pracy przede mną…

Opublikowano Dzień jak codzień... | 5 komentarzy

Niefart :(

Cały dzisiejszy wpis powinien dotyczyć mojego (i nie tylko) występu w Halowym Pucharze Mazowsza w ujeżdżeniu. Niestety nastąpił przykry zbieg okoliczności, który wykluczył nas z uczestnictwa w tych zawodach. Nie dość że Martyna się pochorowała, to jeszcze na przedostatnim treningu Ostler musiał się podbić  :( Co za niefart!

We środę i czwartek miałam trening z panem Michałkiem. Po raz pierwszy miałam jechać cały czworobok przed zawodami, przez co troszkę się stresowałam (bez sensu). Pomimo tego że program N7 jest wyższy klasą niż P9 to moim zdaniem jest on łatwiejszy. W P9 występują trudniejsze technicznie figury. Nie mówię tutaj o łopatkach czy kontrgalopach, bo jeżeli koń jest ich nauczony to nie powinny sprawiać problemu (jedynie rozluźnienie). Chodzi mi bardziej o elementy, które więcej wymagają od jeźdźca, np. wjazd w galopie na linię środkową i zmiana nogi przez kłus czy też zwykła zmiana (przez stęp) na lini EXB. Bardzo chętnie pokazałabym Wam jak za pierwszym razem wyglądała moja zmiana, ale (o ile w ogóle) uda się wstawić filmik dopiero w poniedziałek, gdy mama będzie miała lepszy internet w pracy. W każdym razie wyszło mi to tragicznie. Moim zdaniem sam wjazd na linię środkową, tak żeby to rzeczywiście była linia łącząca literki A i C jest wymagające, a co dopiero zmiana na niej nogi. Bardzo ważną wskazówką, którą dał mi pan Michałek jest żeby jadąc po linii środkowej cały czas patrzeć na punkt końcowy i zmierzać do niego. Za pierwszym razem ja skupiłam się bardziej na ładnym przejściu i tym by rzeczywiście wypadło ono w punkcie X, niżeli żeby jechać w linii prostej. Inna sprawa, że w ogóle nie wjechałam na linię środkową, tylko byłam obok :P

Gdy w czwartek  okazało się że Ostler jest podbity, myślałyśmy że może jeszcze uda się wystartować na Doncasterze. Piątkowy trening był na prawdę bardzo spoko. Już o wiele lepiej wychodziło mi rozluźnianie Doncastera. Tak jak pani Kasia mówiła, jeżeli Donek się buntuje trzeba co jakiś czas mu przypominać o swoich obowiązkach. Stosowałyśmy tz. „chwile dyskomfortu” podczas których przy użyciu łydki i wodzy działającej do środka koła, wymagałyśmy od niego ustąpienia. Następnie moim zadaniem był tylko utrzymanie go w tej „strefie komfortu”. Trzeba przyznać, że pod koniec jazdy dobrze mi to wychodziło, ale pomimo tego stwierdziłam, że jednak nie ma co się pchać na te zawody tak zupełnie bez przygotowania. Nie przejechałem nawet całego programu P9 ani N7 na Donku, na zawodach jechałabym pierwszy raz. Tak więc następne planowane zawody są w maju, ale za to nie jest to już zwykłe ujeżdżenie tylko WKKW. Mam nadzieję że takie zbiegi okoliczności nie będą się już powtarzać, bo na prawdę tęsknię już za tą adrenalinką :P

Opublikowano Dzień jak codzień... | 7 komentarzy

Przyłapana :P

Tak jak ostatnio Wam wspominałam – moja mama zaczęła już sobie podskakiwać. Chcieliście to zobaczyć, no to udało mi się ją sfilmować!  Co prawda jak to zwykle ona, twierdzi że się starsznie telepie, ale (jak sami zobaczycie) nie wygląda to tak źle :)

Najpierw ćwiczyła w kłusie, ale w sumie nie było czego dlatego szybko przeszła do galopu. Trzeba przyznać,że na początku była trochę spięta, swoim ciałem hamowała Treworka dlatego nie pasowały fule w szeregu.  Na szczęście po chwili mamusia się rozluźniła, odważyła się jechać żwawszym galopem i już wszystko było ok. Moja krew :D

Po mamy treningu nastał mój czas. W związku z zawodami, które odbędą się w ten weekend, trwale i zawzięcie ćwiczymy programy ujeżdżeniowe… Jak na razie niezbyt nam to wychodzi- przejechałyśmy zaledwie elementy P9. Podczas tej jazdy skupiłyśmy się głównie na rozluźnieniu i przejściach. Okazało się, że wcześniej używałam za mało łydki w stosunku do działania ręki, dlatego właśnie Ostler bronił się przed zejściem z głową w dół. Najdziwniejsze jest to, że żebym to załapała pani Kasia musiała wsiąść na konia i mi pokazać, a jak jak powinnam robić, bo jak przez tyle czasu o tym mówiła- nie docierało. Najwyraźniej jestem wzrokowcem :P
Muszę przyznać że z przejściami kłus galop jest o wiele lepiej niż ostatnio i nawet zagalopowania ze stępa zaczęły mi wychodzić :) Niestety gorzej jest w drugą stronę. Nie umiem jeszcze podstawić na tyle Ostlera w galopie żeby przy przejściu go „posadzić”, czyli zrobić przejście tak by koń większość ciężaru miał na zadzie (lekki przodem). Na szczęście mamy jeszcze trochę czasu. Do tego jutro i pojutrze będę miała trening u pana Michałka co oznacza jeszcze cięższą pracę nad programami. Już się stresuję:P

Opublikowano Dzień jak codzień... | 12 komentarzy

Sweet 16!

Dzisiaj moje urodziny… a ja siedzę chora w domu :( na szczęście zawsze mogę liczyć na moją mamę, która nie dość że nakarmiła biedne dziecko (mnie :D) to jeszcze zafundowała pyszny tort z bitej śmietany  i musu z czarnej porzeczki :) Mam nadzieję, że wszystkie dzisiejsze perypetie (moje choróbsko, oraz to że nie mogłyśmy zapalić świeczek na torcie…) zapowiadają dobry przyszły rok :P

Cały wczorajszy i dzisiejszy dzień spędziłam w łóżku, więc nie mam zbyt dużo do powiedzenia o moich treningach. Za to moja mama może pisać całe elaboraty :) Osobiście nie widziałam, ale słyszałam że czyni duże postępy. Ostatnio nawet już skakała! Mówiła, że podczas jazdy  krótko kłusowała (bo to jej wychodzi najlepiej) a bardziej skupiła się na galopie. No i wtedy z kolei pani Kasia poszalała: najpierw drągi, cavaletki, a potem krzyżaki! Patrząc po tym z jaką ekscytacją mama opowiadała o swoim treningu, wnioskuję że jej się podobało :D

Chciałam jeszcze poinformować Was, że już w przyszłym tygodniu mam pierwsze zawody :) Co prawda nie będzie to coś mega ciekawego- Halowy Puchar w ujeżdżeniu (Aromer)- ale zawsze pomoże przy czworoboku na WKKW. Startuję w kategorii Juniorów gdzie jest (chyba) P9 a w finale N7. Jednymi z trudniejszych elementów są łopatki, koła 10 metrów w galopie, oczywiście dodania i kontrgalopy (dokładnie takie same jak w klasie P wkkw). Problem jest taki, że jak na razie miałam dopiero jedną jazdę podczas której pracowałam nad tymi czworobokami. Dlatego jutro, zdrowa czy w chorobie idę ćwiczyć programy :P

Opublikowano Dzień jak codzień... | 14 komentarzy