KONKURS Z OKAZJI 500 WPISU NA BLOGU!

konkurs zebrazklasa

Obrazek | Opublikowano by | 2 komentarzy

Przerywanie grzywy już niestraszne :D

W końcu postanowiłam się z Wami podzielić moją nowo nabytą wiedzą na temat przerywania grzyw koni. Muszę się przyznać, że dopiero niedawno nabyłam tę umiejętność i udało mi się ją z sukcesem wykorzystać. Okazało się, że wcale nie jest to takie skomplikowane :) Zacznijmy od podstaw, jak zapewne większość z Was wie konie nie mają podłączonych włosów do nerwów, więc nie ma opcji żeby wyrywane ich sprawiało naszym przyjaciołom jakikolwiek ból.

1. W jakim celu przerywa się grzywy koni?

Otóż, wykonuje się tą czynność ze względów estetycznych, ale też i praktycznych. Stosunkowo cienka grzywa jest o wiele łatwiejsza w pielęgnacji, występuje w niej mniej łupieżu a także wolniej się przetłuszcza. Przerywanie jest szczególnie ważne u koni sportowych, na przykład uprawiających ujeżdżenie czy WKKW, gdzie obowiązkowym jest zaplatanie grzywy na start. Gdy jest ona cienka zarówno o wiele łatwiej formuje się różnego rodzaju „fryzury” jak i wyglądają one znacznie ładniej.

2. Skutki podcinania

Na własnym przykładzie mogę stwierdzić, że często ludzie unikają czasochłonnego procesu przerywania, myśląc że może ono być zastąpione „prostym” podcięciem grzywy. Niestety nie jest to takie łatwe szczególnie jeżeli grzywa jest dość gęsta. Jeżeli ktoś z Was próbował kiedyś obciąć równo grzywę, wie że jest to (prawie) niemożliwe. Gdy tylko koń poruszy szyją włosy ustawiają się w inny sposób i znów jest źle. I ponownie chcemy wyrównać więc dalej obcinamy. Kolejny problem pojawia się gdy jest już za późno: grzywa robi się za krótka albo ma zupełnie krzywy kształt. Przykład poniżej:

W takiej sytuacji pozostaje nam tylko zaczekać aż odrośnie :P (żeby nikogo nie urazić Sojuz wyglądał tak przez mniej więcej 2 lata).

3. Narzędzia potrzebne do przerywania grzywy

Wszystko zależy od grzywy danego konia. Jeżeli włosy nie mają zbyt dużych cebulek przez co nie trzymają się zbyt mocno w skórze do przerywania wystarczą mocne palce. Są też jednak konie z bardzo mocnymi włosami, do których wyrwania potrzebne są już rekwizyty. W takiej sytuacji najwygodniej jest wybrać zwykły metalowy grzebień. Ważne żeby miał on mocną budowę- sama miałam taką sytuację kiedy to jeden z ząbków się ułamał (grzywa Sojuza mu się nie poddała :P). Najlepiej wybierać wąskie grzebienie tak by można było je bez problemu trzymać i wygodnie ułożyć w ręku.

Powszechne są też że tak to ujmę „samowyrywacze”. Są to specjalne grzebienie, którymi wystarczy przejechać po grzywie, a włosy same się wyrywają. Na pierwszy rzut oka jest to bardzo fajne urządzonko, ale niestety ucina ono włosy na całej długości- część na początku, w środku lub pod koniec przez co w efekcie włosy są nierówne. Często widać to np. w warkoczykach kiedy wyłażą takie krótkie włoski :(

Często zdarza się, że ludzie na końcu zabiegu w celu wyrównania końcówek podcinają je (sama tak kiedyś robiłam). Do wyrównywania końcówek stosuje się kolejny grzebień, tyle że z o wiele mniejszymi i ostrzejszymi ząbkami.

4. Sposób przerywania grzywy

Bardzo trudno jest mi określić jaka powinna być uniwersalna gęstość grzywy, ja to bardziej robię na oko, albo jeżeli nie wiem, to pytam kogoś z doświadczeniem w pleceniu grzyw. Też zależy to od człowieka- niektórym łatwiej się zaplata gęstszą grzywę, innym cieńszą. To samo można powiedzieć odnośnie jej długości. Co do samego sposobu przerywania (teraz uważajcie bo będzie bardzo skomplikowane): łapiemy kępek grzywy, owijamy go wokół palca albo ząbka/ków grzebienia i jednym zamaszystym ruchem ciągniemy. To by było na tyle :P

5. Technika przerywania grzywy

Na przykładzie grzywy Timiego:IMG_6316

Co prawda niezbyt na tym zdjęciu widać, ale część jego włosów była długa, a część kończyła się w połowie szyi i okolicach. Najpierw ustaliłam miejsca gdzie grzywa jest za gęsta, a następnie zaczęłam wyrywać najdłuższe włosy tak by jednocześnie ją przerzedzić i skrócić. Na szczęście grzywa Timsona okazała się w miarę łatwa w obróbce- naturalnie miał w miarę rzadką grzywę, a do tego całkiem łatwo się ją wyrywało. Na koniec by wyrównać końcówki użyłam małego grzebienia. Łapałam pomiędzy kciuk i grzebień włosy które chciałam uciąć , tak by częściowo był on owinięty . Wtedy obracałam rękę tak by grzebień był ustawiony pionowo i szybkim ruchem ciągnęłam do dołu. Efekt: IMG_6318

Metamorfoza Sojuza

Znacznie mniej szczęścia miała moja koleżanka (której bardzo dziękuję :*), podjęła się przerwania grzywy Sojuza. Zdjęcie przed zabiegiem:

Jak sami widzicie była ona za długa,a do tego o gęstości grzyw trzech koni a nie jednego. Jak sama stwierdziła, musiała się nieżle namęczyć- grube, mocne włosy nie puszczały tak łatwo. Do tego musiała wyrwać ich prawie połowę. Godzinna praca opłaciła się, ponieważ efekt jest olśniewający :D

Jak sami widzicie przerywanie grzyw nie jest strasznie skomplikowane. Co prawda czasami męczące i czasochłonne, ale efekt kusi. Do tego przez następne pół roku po zabiegu (jak nie więcej jeżeli się poprawia regularnie) ma się z tym spokój, a zaplatanie grzywy staje się wręcz przyjemnością :D

Opublikowano co?, gdzie, Poradnik jeźdzca: jak | Otagowano , , , , , , | 1 komentarz

Zawsze jest jakiś pierwszy raz

W niedzielę kiedy to przyszedł czas na próbę terenową byłam naprawdę zestresowana. Po raz koleiny były to moje pierwsze razy- i na Sojuzie pierwsza 1* i na Scottym. Obawiałam się też niektórych przeszkód, które potencjalnie mogły sprawić większe problemy. Wydaje mi się że częściowo przez to że Donek nie lubił rowów ja też zaczęłam, w związku z czym bałam się kombinacji 7AB – stacjonata, fula i jakby z zaskoczenia rów w dołku. 7 7b

Z jednej strony wiedziałam, że Timi skacze je bez problemu, a Sojuz nawet nie zdążyłby się zatrzymać przed, ale tak czy tak to zadanie wywoływało u mnie lekki niepokój. Na krosie było też kilka kombinacji technicznych, przeszkody ustawione pod dużym kątem, ale chyba największy respekt czułam do wąskich frontów. Niestety było ich całkiem dużo: pierwszy pojawił się już na 4 przeszkodzie w linii z hyrdą po lekkim łuku:

4A 4B

potem w wodzie (na szczęście postawiono obok niego drzewka):

12 13

no i świnka i dwa domki w linii po skosie ze wskokiem do wody:

15 16A

No i wreszcie przedostatnia kombinacja hyrd po łuku:

19AB

Zapowiadało się ciekawie…

W moim konkursie który zaczynał się o 12.20 startowałam jako pierwsza i jako przedostatnia, zaczynając od Sojuza. Na Sojuzie moim zadaniem było jechać w tempie, nie gnając kucyka za bardzo, ale co ważne przy najeździe na każdą przeszkodę miałam mieć całkowita kontrolę, czyli równo i precyzyjnie. Na rozprężalni i tuż przed startem starałam się jak najbardziej skoncentrować na robocie.

IMG_2752 IMG_2775 IMG_2786 IMG_2836 IMG_2849

Wiedziałam, że Sojuz jest doświadczonym koniem i nie powinno być żadnych problemów na przeszkodach lecz także nie mogłam zapomnieć, że jest to tylko zwierzę i nie można mu zaufać w stu procentach. Do tego to czekanie, kiedy to człowiek aż nie może wytrzymać ze stresu… Wreszcie usłyszałam odliczanie i w końcu wystartowałam.

Co do krosu na Sojuzie, uważam go za jeden z najbardziej udanych w moim życiu. Smok był pewny, super galopował nawet pomimo nienajlepszego podłoża a do tego nie pasowało mi tylko do jednej przeszkody :) Tak jak się spodziewałam odnośnie rowu, bardzo pomogła mi w jego pokonaniu siła rozpędu. Przy najeździe na stacjonatę pamiętałam: nogi do przodu, zamknięte pomoce, przyciśnięte ostrogi. Odległość pasowała lecz gdy już byłam za nią Sojuz trochę się spojrzał na dół, przez co i ja się pochyliłam. Czułam się jak w zwolnionym tempie- chwila zawahania, głębokie analizowanie zadania, a następnie dziki wyskok w górę. W tamtej sytuacji tylko myślałam żeby nie spaść :P Reszta przeszkód poszła wręcz jak po maśle, nawet z hyrdami pod dużym kątem gdzie bałam się, że się nie wyrobię w zakręcie nie było problemu. Ostatecznie mój czas wynosił 5.14, więc spóźniłam  się 5 sekund, ale akurat na czasie mi nie zależało. Pierwsza gwiazdka zaliczona na czysto :D

 

Podczas szybkiej zmiany koni, kłębiły mi się w głowie dwie myśli:

1) jestem wyczerpana, jak mam przejechać jeszcze jeden kros?!,

2) oj mamuś, co ja bym bez ciebie zrobiła… <3

Przyszedł czas na Timiego. Co mnie troszkę zaskoczyło na rozprężalni nawet w obliczu bliskich konfrontacji z innymi końmi kucyk zachowywał się bardzo przyzwoicie (może miał wyrzuty sumienia za poprzedni dzień :P).

IMG_2977 IMG_2996 IMG_3079 IMG_3087

Tak samo odnoście przeszkód- troszkę do nich ciągnął, ale cały czas miałam nad nim kontrolę. Przy najeździe na wąski miałam wzmożoną czujność, lecz okazało się, że nawet bez niej pokonałabym tą przeszkodę bez problemu :)

Tak jak już mówiłam czekanie na start jest najgorsze, a w związku ze zdemontowaniem jednej z przeszkód przez poprzedniego konia to oczekiwanie przedłużało się w nieskończoność. Głównie miałam się skupić na przeszkodach, czas nie grał roli. Podczas odcinków do galopowania miałam „złapać feeling”- wyczuć jaki mam utrzymywać półsiad tak by być w równowadze, jakie tempo jest odpowiednie, co robić jeżeli Timi opuszczałby głowę itp.

Jak się okazało na końcu jechałam za wolno, a mi się wydawało że jest dobrze. Niestety jest to częściowo przez jazdę na Sojuzie- strasznie ciężko jest w tak krótkim czasie przestawić się z tak różnych koni. W porównaniu do ogromnych powolnych fuli Sojuza, Timi zawsze wydaje się szybki :P Co do przeszkód nie pasowało mi częściej niż u Smoka, ale z kolei przy rowie kucyki zachowały się bardzo podobnie. Najciężymi punktami trasy zdecydowanie były wąskie fronty. Do tego w wodzie bardzo mocno pilnowałam Scottiego przy czym też siedziałam mocno z tyłu. Właśnie to wyratowało mnie od gleby :P Zamiast tupnąć Timi jakoś dziwnie odbił się z piątej nogi… zresztą sami zobaczycie :)

Niestety przez moje stosunkowo wolne tempo zostałam częściowo dogoniona przez następnego zawodnika. Co prawda sędziowie mogli go wypuścić trochę później obserwując sytuację, bo gdybyśmy spotkali się w trochę innym miejscu byłoby to naprawdę niebezpieczne. W sumie na szczęście skończyło się to tylko na wypadniętym strzemieniu i mojej dekoncentracji. Niefart polegał na tym, że zdarzyło się to przy najeździe na kombinację złożoną z trzech wąskich… Ta wyłamka była moim błędem, ponieważ nie przypilnowałam Timiego do końca, czego dowodem jest fakt, że przeszkodę 19 a czyli wysoką hyrdę po łuku (ostatnie zdjęcie powyżej), która była jeszcze trudniejsza od domków przy odpowiednim zachowaniu jeźdźca Scotty skoczył bez zawahania.

 

Ogólnie chyba najbardziej zadowolona byłam z mojego dosiadu podczas tych krosów (oprócz oczywiście wysiłków kucyków). Po każdym z przejazdów słyszałam od Trenejra pochwały na temat mojego dosiadu np. przy akcji na wąskim froncie w wodzie z Timonem. Wreszcie mogłam z pewnością stwierdzić, że zrobiłam jakiś progres :)

IMG_3153 IMG_3166

Po ekspresowej akcji pakowniczej i dekoracji mogliśmy wyruszyć w długą podróż. Niestety szybko zaszło słońce przez co nie mogłam pogrążyć się w lekturze, ale wtedy przyszła jeszcze jedna opcja- spanie :P Do stajni zajechaliśmy koło 24.00, a zanim się rozładowaliśmy i obrobiliśmy konie była 1.00 w nocy. Oczywiście żeby nie było następnego dnia nie mogłam iść do szkoły :P

Opublikowano Na zawodach | 20 komentarzy

Jak to bywa z końską młodzieżą…

Przez ostatnie dni byłam bardzo zajęta dlatego nie udało mi się znaleźć czasu na napisanie postu… Początkowo planowałam to zrobić w czwartek lecz powierzono mi zadanie upieczenia babeczek za ostatni upadek z konia na drogę do Strzegomia. Robiłyśmy je aż do pierwszej w nocy razem z Olimpią, która u mnie wtedy nocowała. Przynajmniej wyszły bardzo dobre :P W piątek z kolei zajechaliśmy stosunkowo późno, trzeba było objeździć dwa konie i przygotować się do startów , a wczoraj to sami możecie sobie wyobrazić co ze mną było po czterech tak emocjonujących startach…

Zaczynając od początku wczorajszy dzień zaczął się bardzo wcześnie, bo około 5.30 rano. W ten sposób już po śniadaniu byłyśmy w stajni trochę po 6.30. Mój pierwszy start na Scottym był ustalony na 8.28, a żeby móc się spokojnie rozprężyć miałam siedzieć na koniu jakieś 50 min wcześniej. Na szczęście udało nam się wyjechać dalej od koni na trawę gdzie w końcu mogłam zacząć normalną pracę. Głównie były to przejścia, przez które miałam Timona dostać do ręki, zaledwie kilka ustępowań, potem znów przejścia tyle, że kłus, galop i znów kilka kontrgalopów. Z tego co czułam i jak to wyglądało czworobok zapowiadał się całkiem udany… i w sumie byłby gdybym znów czegoś nie schrzaniła :/

Jak sami zobaczycie na filmie, przez cały czas Timi był ładnie ustawiony, większość ruchów też była udana (oprócz cofania, ale tego się jeszcze nie nauczył), nawet galop w prawo był ładny, bez machania głową i przeganaszowania się. Do tego mi się też czworobok jechało całkiem dobrze. Niestety po dodanym galopie w lewo, gdy przyszedł czas na kontrgalop (teoretycznie ten lepszy) zabrakło łydki. Tak jak trener później mówił pół koła dziesięciometrowego jest po to żeby konia zebrać, osadzić na zadzie i zmagazynować, ja natomiast troszkę go przespałam czego efektem było późniejsze przejście do kłusa. W tamtej sytuacji w sumie nie wiedziałam zbytnio co mam robić, czy jechać cały czas kłusem czy próbować zagalopować, a gdy zagalopuje na złą nogę to jeszcze raz czy nie. Ja próbowałam aż pięć razy tyle, że Timiemu jakoś nie odpowiadała opcja zagalopowania na lewą nogę, przez co w ocenia sędziowskiej tez spadły mi noty za skuteczność używania pomocy jeźdźca.  W efekcie dostałam  58,4 punktów karnych, w tym w dwóch ruchach raz po 3 i raz 1 i 0, zawsze musi być ten pierwszy raz :P

W konkursie 1* były 33 konie więc drugi przejazd miałam dopiero o 11.15. Podczas prawie dwu godzinnej przerwy pomiędzy startami wybrałam się z mamą obczaić kilka przeszkód krosowych, ale o nich opowiem w następnym wpisie :P Co do rozprężenia na Sojuzie było ono z jednej strony przyjemne, ale  z drugiej mocno męczące. Mogłam co prawda bez obaw przejeżdżać obok koni, a nawet na nie wpadać (na małym placu rozprężały się konie do trzech klas- zderzenia były nieuniknione), ale też Sojuz był jakoś dziwnie ospały, a wyobrażacie sobie co znaczy dojeżdżać non stop 700 kilowego zwierza :P Na szczęście gdy objeżdżałam dodanym kłusem czworobok troszkę się podpalił więc dalej nie było już tak ciężko.

IMG_2168 IMG_2195IMG_2276

Co do samego przejazdu uważam go za całkiem udany, co prawda zdarzały się drobne niedociągnięcia (zad odjechał przy zatrzymaniu na linii środkowej, przed zatrzymaniem po ustępowaniu się poślizgnął przez co zadarł łeb itp.). Trener mi też powiedział, że za mało skracałam po dodanym galopie na półkolu, ale pamiętając ciągle przejazd Timiego nie chciałam aż tak zwalniać, no i w samym kontrgalopie dawałam o wiele więcej łydek. Przejazd na Sojuzie był też o wiele bardziej dokładny, starałam się by wszystko było w literkach, przy kółkach 10 metrowych w galopie pamiętałam żeby nie dojeżdżać do ścian, zatrzymania były na liniach środkowych. Składając to wszystko do kupy osiągnęłam wynik 49,4 :) Zasłużyłam bo po samym przejeździe czułam się jakbym przebiegła właśnie maraton :P

Po dłuższej przerwie przyszedł czas na skoki. Specjalnie na Timim wyjechałam ze stajni koło 50 min przed początkiem konkursu żeby złapać jakiś moment kiedy nie byłoby zbyt dużo koni na placu. Niestety nawet pomimo zaledwie trzech koni na rozprężalni coś Timiego wyprowadziło z równowagi. Nie do końca wyłapałam co to było. Skoczyłam kilka razy przeszkody, ale w pewnym momencie po przeszkodzie Timi postanowił nagle skręcić w prawo, a ja zostałam z chęcią jazdy prosto – ale sama… Teraz jest to całkiem śmieszne ale wtedy byłam szczerze zła i sfrustrowana, do tego bolał mnie tyłek… :P Timi był mocno zdenerwowany i to połączenie moich i jego emocji zadziałało bardzo niedobrze na skoki.

IMG_2512IMG_2388IMG_2536Przejazd na Timim najchętniej bym pominęła. W sumie nie wiem dlaczego kucyk zrzucił tyle razy. Ze dwa razy rzeczywiście było za blisko, ale dałoby się z tego wyratować. Po A, ja byłam zupełnie zdekoncentrowana po upadku (np. znowu musiałam biec szybko do karetki, starać się zdążyć z tym wyrobić przed startem a to dekoncentruje), po B bardzo możliwe że stało się tak też przez wędzidło. Na treningu na cygance skakało się super, Timi latał jak samolot, a do tego miałam nad nim całkowitą kontrolę, tak teraz jakby nie dawał z siebie wszystkiego. Możliwe, że w tak stresującej sytuacji ja byłam też bardziej zestresowana więc mocniej nim działałam, albo trzymałam go w skoku… W każdym razie mamy całą zimę żeby nad tym pracować.

Zmienić konie musiałam w bardzo szybkim tempie, a na plac jechałam kłusem, ale na szczęście zdążyliśmy się rozprężyć na czas. Przed startem dosłownie czułam jak żołądek podchodzi mi do gardła.

IMG_2577

Pamiętałam, że pan Łukasz po moim pierwszym przejeździe powiedział, że na jedynkę i dwójkę najechałam na Timim za szybko więc teraz specjalnie galopowałam trochę wolniej- okazało się potem z kolei, że za wolno… :P Jak sami usłyszycie na filmie mama chciała już żeby Trenejro krzyknął żebym dodała, ale dobrze wiedział, że 5 fuli w lini 3- 4 Sojuza idealnie obudzi, i tak się stało. Do tego do trójki wyszło mi za blisko więc później musiałam mu sprzedać lekkiego kopa. Reszta parkuru była bardzo fajna, jedynie do dziewiątki musiałam Sojuza trochę rozciągnąć bo zrobiło się za daleko. Niestety zaskutkowało to zrzutką na ostatniej przeszkodzie! Smok zrobił się długi przez co też płaski a podczas tego krótkiego zakrętu nie zdążyłam go wystarczająco zebrać. Ale i tak byłam z niego bardzo zadowolona, bardzo się starał nie dotknąć drągów, czasami gdy było za blisko aż czułam jak musi się wykręcać żeby tylko nie zrzucić. Słodziak <3

Wczoraj, a raczej dzisiaj wróciliśmy z zawodów ok 1 w nocy, więc mam nadzieję, że darujecie mi że o krosie napiszę później.

Opublikowano Na zawodach | 18 komentarzy

Wreszcie kontrola!!!

Mam nadzieję, że miło spędziliście wolny od szkoły Dzień Edukacji :) Mi upłynął on bardzo dobrze, a szczególnie dobry humor zapewniły mi udane skokowe treningi na moich zwierzątkach :) Pierwszą jazdę miałam na Timim o 13.30. Dzisiaj niestety nie było zbyt ładnej pogody więc miałam jazdę na hali. Trochę się obawiałam, że skoro nie da się jeździć na dworzu to będzie tam dużo koni, ale jak widać środek dnia nie jest zbyt popularną porą. Oczywiście trening zaczęliśmy od rozgrzeweczki, a następie przeszliśmy do przejazdów przez drągi i krzyżaczki. Nie obeszło się też bez powtórki z rozgrywki- ochrzanu, że za mało działam na Timim i że się z nim obchodzę jak z jajkiem :P Można wywnioskować ze wstępu postu, że zaliczam dzisiejszy trening do udanych. A co się zmieniło, że nagle zaczęło wychodzić? A mianowicie użyliśmy innego wędzidła.

IMG_6213

Jego działanie ogólnie polega na ustabilizowaniu kontaktu, a także na zasadzie dźwigni utrzymuje głowę konia u góry. Też dzięki temu, że jest to wędzidło dwuwodzowe, mogę regulować siłę jego działania. Już wcześniej używałam go na treningach krosowych, lecz tam nie odczuwałam takiej różnicy- Timi tak czy tak dostawał na krosie szajby. Tymczasem teraz na skokach różnica była diametralna. Wcześniej gdy robiłam półparadę Timi zaczynał się buntować, machać głową albo się rolować, za to teraz mam prawie całkowitą kontrolę (nadal trochę przyśpiesza do przeszkód). Moje ostateczne zadanie polegało na przejechaniu krótkiego parkuru złożonego z linii stacjonata, okser, stacjonata , a następnie potrójny szereg. Co najważniejsze musiałam pilnować by nie wychodzić przed konia w skoku oraz żeby poprzez tempo galopu już w zakręcie decydować w jaki sposób przejadę linię (czy bardziej do przodu czy do tyłu). W większości przypadków udawało się bardzo zgrabnie. Co prawda były lekkie problemy z ilością ful w linii, między innymi dlatego że Timi potrafił lądować nawet 2 metry za okserem :P Poza tym gdy Timonowi zbierało się na takie wyskoki, mnie tez trochę wyrzucało z siodła przez co nie byłam w stanie przytrzymać go pierwszych dwóch fulach. Jeden raz udało mi się zupełnie idealnie przejechać potrójny szereg. Usłyszałam wtedy tyle pochwał na swój i Timiego temat od Trenera!!!… Obiektywnie odskok wyszedł troszkę za daleko, ale udało mi się podtrzymać kucyka łydką, dzięki czemu mógł w bardzo ładnym stylu pokonać tę trudną jak dla nie niego kombinację (do tego Trenejro ustawił przeszkody dość wąsko). Jeszcze bardziej byłam z siebie zadowolona ponieważ bardziej wypinając biodra do tyłu udało mi się pozostać w pełnej równowadze podczas skoków :) Najchętniej właśnie w tym momencie skończyłabym jazdę lecz musiałam najpierw poprawić linię okser-stacjonata, gdzie zrobiłam 3,5 fuli. Miałam zamiar utrzymać mój poziom, ale oczywiście tak dla wyrównania musiała się wtedy zdarzyć wpadeczka. Spektakularny podtoczek… w sumie mało co nie glebnęłam, a biedny kucyk poobijał sobie nóżki :( Miałam tylko nadzieję, że wszyscy jeżdżący wtedy na hali akurat wtedy odwrócili ode mnie wzrok :P Ale i tak takie dobre treningi są potrzebne, żeby poczuć że robi się chociaż kilka kroków do przodu w sztuce jeździectwa…

Opublikowano Dzień jak codzień... | 10 komentarzy

Testowanie kontroli

W związku z przygotowaniami do Strzegomia, przez ostatnie trzy dni miałam aż trzy treningi krosowe: dwa na Timim we środę i piątek) i na Sojuzie w piątek. Pierwszego dnia skacząc na Timim głównie skupiliśmy się na wąskich frontach. W poprzednim poście pisałam o mojej niewiedzy i problemami z wyczuciem i odpowiednim zareagowaniem na daną sytuację, co też wywołuje u mnie niepewność. Niestety skacząc tak trudne technicznie przeszkody jak wąskie fronty chcąc nie chcąc trzeba podejmować zdecydowane kroki. Nie są to już szerokie przeszkody z klasy P czy L, jak to powiedział pan Łukasz „skończyły się wakacje”. Tutaj trzeba konia pilnować na każdym kroku, trzeba wiedzieć na ile można partnerowi zaufać, a kiedy z kolei trzymać go w ryzach. Tak jak już wcześniej wspominałam na Timim – przez to, że jest młody i dopiero się uczy – mam jakby blokadę. Nie chcę zrobić czegoś za mocno, lub też w ogóle boję się podejmować jakąś większą decyzję, bo podświadomie obawiam się, że ona może być niewłaściwa. Jednak skacząc przeszkody z 1* a szczególnie wąskie fronty brak decyzji jest jeszcze gorszy niż podjęcie tej złej. Tak na przykład było podczas mojej pierwszej próby przeskoczenia wąskiego domku na rozprężalni. Najeżdżając na tą przeszkodę jak zwykle wydawało mi się, że Scotty jest zupełnie zamknięty w pomocach, a jednak wywinął się w prawo :(.

Moim zdaniem oprócz tego, że pracuje się z żywym zwierzęciem, najtrudniejsze w jeździectwie jest to, że nikt nie powie ci jak mocno masz przyłożyć łydkę, jak mocno użyć półparady w danym momencie- samemu trzeba to wszystko wyczuć, a żeby się tego nauczyć najpierwsze trzeba tego doświadczyć i uczyć się na własnych błędach. Niestety odnośnie młodych koni te błędy mają bardzo wysoką cenę, ponieważ wpajają złe nawyki. Gdy następnym razem najechałam na domek i przypilnowałam Timiego mocniej (głównie za lewą wodzę) nie było problemu, jednak efekt pierwszego wyłamania zostaje- przy następnej przeszkodzie też Timon się wywinął :(

Na szczęście na drugim treningu wczoraj byłam już bardziej stanowcza. Pomimo tego, że zadania były trudniejsze w większości przypadków wychodziłam z tego bez problemu. Skakaliśmy teraz całe kombinacje włącznie z wąskimi frontami, na przykład dwa żywopłoty z klasy P z wąskim na cztery fule. Moim głównym zadaniem było siedzenie mocno odchylona z zamkniętymi łydkami i na mocnym kontakcie tak by nie dać Timiemu przyśpieszyć do przeszkody. Teoretycznie wydaje się to bardzo proste, lecz podczas jazdy wszystko dzieje się tak szybko… Uwielbiam te sytuacje gdy po przejechaniu jakiejś kombinacji podjeżdżam do Trenera a ten mówi mi, że np. znowu się pochyliłam podczas gdy mi wydawało się, że bardziej do tyłu siedzieć się już nie da. Po prostu to wszystko dzieje się tak szybko, że się samemu nie ogarnia :P

Na koniec wczorajszego treningu skoczyliśmy sobie parę razy sam wąski, nie było z tym żadnego problemu, a potem jeszcze zaatakowaliśmy korner (z karteczką z ostatnich zawodów: 23 przeszkoda dla klasy 3* :P (ale był on stosunkowo łatwy i mały jak na tę klasę). Za pierwszym razem jeszcze z 10 metrów przed przeszkodą Timi odskoczył mi od jakiś krzaczków które tam stały, dlatego musiałam przejść do stępa i pokazać mu całą okolicę. Następne razy były już spoko i byłam z nich bardzo zadowolona dopóki przy powrocie do stajni nie zaczął się bać Lifta (konia Agaty, swojegonajlepszego przyjaciela ze stajni…) stępującego obok. Nie ogarniam tych koni!

Po około pół godziny wyjechałyśmy z Agatą już na następnych koniach (Sojuzie) na kolejny trening krosowy. Podczas rozprężenia na serio odczuwałam ogromną ulgę że nie muszę się obawiać końskiego towarzystwa, a nawet specjalnie podjeżdżałam i nadjeżdżałam z naprzeciwka do Agaty, która była na Obłoku :P Co do samych skoków pomimo tego, że Sojuz patrzył się na wszystko, czasami nawet miałam wrażenie, że jeszcze w locie przygląda się temu przez co przeskakuje, skakał wszystko. Muszę jednak pamiętać, żeby się nie rozleniwić i nie zaufać mu za bardzo, bo w Strzegomiu gra jest o dużą, gwiazdkową stawkę, a jak człowiekowi zależy to nie wiadomo co się może wydarzyć…

Opublikowano Dzień jak codzień... | 6 komentarzy

Wszystko kwestia wyczucia :)

Przez ostatnie dwa dni miałam treningi tylko na Timim, ponieważ pan Łukasz postanowił trochę popracować nad dużym. W sumie miła odmiana wracać do domu o godzinę wcześniej :P

We wtorek miałam ujeżdżonko, podczas którego w końcu poczułam, że coś wyniosłam. Tak jak teraz sobie myślę Timi jest jeszcze dzieciakiem, więc gdy się na nim jeździ na początku powinno się mu pokazać, kto „rządzi” poprzez mocniejsze użycie łydki czy półparady, lecz to wszystko musi być zrobione w odpowiednim momencie i z adekwatną siłą- to wszystko wymaga wyczucia. Zauważyłam podczas tej i wielu wcześniejszych jazd, że koń często chodzi nie tak jakby powinien (zapiera się na którejś wodzy, nie pracuje zadem, albo w przejściu się usztywnia) ale nie wiem co w danej chwili mam zrobić, czym zadziałać żeby zaczęło wychodzić. Przez moją jakby niewiedzę też trochę boję się działać, obawiam się że zepsuję Timona. Uświadomiłam sobie też, że mam również tendencje do przesady- gdy już zacznę działać to stopniowo używam tych pomocy coraz mocniej i wtedy dochodzi do walki z koniem :(

Ta jazda była można powiedzieć wyjątkowa, ponieważ podczas niej zaczęłam czuć co się dzieje i reagować na to, w większości przypadków w odpowiedni sposób. Oczywiście najpierw musiałam dostać lekki ochrzan od trenera, za bardzo się cackam nad Timonem i że właśnie na treningach powinnam próbować tych mocniejszych pomocy, i sprawdzać na które koń by zareagował, bo na zawodach już się niczego konia nie nauczy, jest to sprawdzian dotychczasowo zdobytych umiejętności i wtedy już muszą działać te lżejsze pomoce. Tak więc wzięłam się za siebie i (co prawda pod koniec jazdy nie galopowałam tylko kłusowałam) zaczęło wychodzić. Na początku Timi próbował wyjść z ustawienia, jednak na końcu mogłam po prostu sobie siedzieć, czasami tylko robiąc jakąś półparadę a kucyk cały czas zostawał w tym samym miejscy- siła autorytetu :P. Mam jeszcze problem z przejściami- po A) w przejściach do niższego chodu powinno się używać jeszcze więcej łydki niż do wyższych (żeby się koń bardziej podstawił), B) we wszystkich przejściach powinno się jednocześnie używać łydki jak i robić półparady… Niestety często nie zdaję sobie nawet sprawy z tego, że podczas przejścia popuszczam np. zewnętrzną wodzę, przez co Scotty od razu wychodzi z ustawienia, dzisiaj będziemy nad tym pracować, ale chyba jestem na to za mało wielofunkcyjna :P

IMG_1231

O moim drugim trenigu na Timim napiszę wieczorkiem bo teraz nie zdążę już przed szkołą :)

Opublikowano Dzień jak codzień... | 1 komentarz