Wakacje!

Jestem już po drugiej stronie oceanu. Mam ładować baterie przed trudnym rokiem, który mnie czeka. Dlatego do 7 września nie będę wieszać wpisów końskich, jeździeckich etc.

Póki co, jak już pewnie wiecie, Smoczuś ukończył w ostatni weekend zawody wkkw w Bogusławicach, z wynikiem 54pkt na ujeżdżeniu, jedną zrzutką w skokach i krosem na czysto! Cieszę się że Smoczuś wraca do tego co kocha najbardziej!

1560675_586117361498225_7441086699991399483_n (1)

Co do mnie na wakacjach – wczoraj pooglądaliśmy sobie NY, wpadliśmy do kilku sklepów, a jutro lecimy w dalszą drogę nad morze. Niewątpliwie superowo jest mieć ciocię która mieszka akurat w takim miejscu!!!

IMG_6512

Do przeczytania we wrześniu!

Opublikowano Dzień jak codzień... | 9 komentarzy

Powrót Smoka :)

Otóż na specjalne życzenie donoszę, że Smok sukcesywnie wraca do sportu. Wciąż stoi w Grzmiącej i dużo czasu spędza na padokach ze swoim przyjacielem Treworkiem.

Pani Kasia przywraca jego kondycję i pracuje nad techniką. Startował już jak wiecie w zawodach ujeżdżeniowych dwa razy w tym roku, raz w zawodach skokowych pod Panią Kasią (zdjęcie ze strony Stajni Grzmiącej na fb):

1039887_582160028560625_5410070684304429143_oW najbliższy weekend Smok będzie startował w zawodach wkkw w Bogusławicach. W planach ma starty w wkkw przez całą jesień i co dalej będzie, to zobaczymy. Trzymajcie za niego kciuki w najbliższy weekend!

 

Opublikowano Dzień jak codzień... | 5 komentarzy

Nie bez wrażeń :P

Jak już wiecie, zawody skończyły się happy endem, ale nie myślcie, że obyło się bez dodatkowych przeżyć!  Trzeba przyznać, że trochę się stresowałam przed krosem. Wydawał się trudniejszy od tego w Baborówku. Szczególnie obawiałam się trzech przeszkód: szweda- hyrdy z rowem (nr 4)- zwłaszcza, że skakało się ją po długim okresie galopu co utrudniało właściwe przygotowanie konia do skoku, przeszkody nr 9 i 10 (kłody na górce i w prawo pochylni). Bałam się, że nie uda mi się trafić. Bałam się też pierwszego wskoku do wody, gdzie mocno odbijało się słońce od tafli wody. Jednak starałam się nie myśleć o nich zbyt dużo, miałam nadzieję że tak samo jak w Baborówku Timon będzie skakał każdą przeszkodę bez zawahania. Niestety wtedy już znałam oficjane wyniki po ujeżdżeniu i skokach i wiedziałam, że jestem druga, co poskutkowało dodatkowym stresem, spowodowanym chęcią utrzymania pozycji… A jak już wcześniej się przekonałam często bywa tak, że im bardziej komuś zależy tym gorzej wychodzi. Podsumowując: poplątanie z pomieszaniem, mętlik w głowie, w takiej sytuacji najlepiej jest jak najmniej myśleć.

Startowałam o 08.06 a konkurs zaczynał się od 08.00. Gdy zajechałam na rozprężalnię był tam tylko jeden koń. Te warunki bardzo mi sprzyjały, chociaż i tak nie uniknęłam nagłych zrywów, dzikich ucieczek i brykanka, z powodu nadjeżdżającego jednego, jedynego konia… :) Po długim stępie i kłusie nareszcie nadszedł czas zagalopowań i pierwszych skoków. Najpierw małe kłody, potem większe i na koniec ta całkiem duża. Skoczyłam ją trzy razy, wszystko pasowało. Trenejro powiedział, że jeśli chcę mogę ją skoczyć jeszcze raz, no to jadę. Wtedy przemknęła mi przez głowę myśl, że pewnie tym razem nie będzie pasować… i tak się właśnie stało, tak zwany podskoczek (myślałam że odbije się fulę wcześniej, a on tupnął a ja pofruuuunęłam z siodła…) Dobrze, że rozprężalnia była w miarę zagrodzona, bo inaczej raczej byśmy Timsona nie złapali.  Mogłoby się wydawać, że upadek na rozprężalni może tylko zaszkodzić jeźdźcowi na psychikę. Tymczasem dzięki temu się uspokoiłam. Musiało mnie ewidentnie trzebnąć o glebę i wybić niepotrzebne myśli z głowy, tym bardziej, że po takiej sytuacji na rozprężalni, trzeba dostać zgodę od sędziów na start więc szybko musiałam się tym zająć i przestać myśleć o przeszkodach.

Poza tym przestałam się bać ewentualnego upadku na krosie i biorąc pod uwagę zaistniałą sytuację przestało mi tak zależeć na utrzymaniu pozycji.  Tak więc wystartowałam z czystą i otrzeźwioną upadkiem głową (może dzięki temu po raz pierwszy podczas przejazdu pamiętałam, że włączyłam sobie zegarek o 5 sekund wcześniej :P). Co tu dużo mówić, Timon szedł super!!!

 

Niczego się nie bał, stosunkowo dobrze mi się zakręcało (oczywiście trochę się szarpał, ale to od mojej ręki, bo bałam się, że nie wykręci więc używałam mocniejszych pomocy. Jedyne z czym miałam problem to hamowanie. Jak widać na filmie z kasku (patrz cień) przed czwórką Timon często opuszczał głowę, wyciągając mnie tym samym z siodła, przez co nie dało się zwolnić. Dlatego w niektórych momentach musiałam go nawet przyszarpnąć, żeby podniósł głowę, dzięki czemu zaczynały działać półparady.

Za to np. przy żywopłotach gdzie miało być ciasne pięć fule, myślałam, że będzie pędził, więc odchyliłam się i przytrzymałam mocniej, Scotty skrócił się aż za ładnie- nagle zrobiło się za daleko. Nie ogarniam tego konia… :D

No ale fajne jest, że nareszcie przejechałam kros na czysto! Fajnie było w końcu zdobyć jakieś miejce na zawodach, co prawda dekoracji nie było, ale za to puchar ładny, nagroda też fajna :). Najważniejsze że Timon spisał się na medal, szczególnie na krosie, naprawdę co do tego to można mu zaufać

PS: Na filmie z kasku przy prawie każdej przeszkodzie wydaje się, że odskok wychodzi za blisko, a tymczasem dopiero gdy w realu wychodził za daleko na kamerze było ok (tak tylko mówię ) i jeszcze przed trójką jest moment kiedy to nagle skręciłam głowę w prawo- dostałam gałęzią w twarz…

A tutaj jak to wyglądało z boku. Ładny cukiereczek z tego Timonka, co?

Opublikowano Na zawodach | 12 komentarzy

Ponowne zaskoczenie

Wiem, że to już było, lecz znów muszę powiedzieć, że nie był to czworobok mojego życia (pomimo najlepszego wyniku ever- 40.4 :P). Na rozprężalni starałam się trzymać na uboczu, żeby nie mieć zbyt wielu konfrontacji z innymi końmi. Jednak oczywiście zdarzały się „niebezpieczne” sytuacje, ale pod tym względem oboje z Timim poczyniliśmy postępy- Timon zwykle jedynie trochę odskakuje (nie wpada w panikę), a mi udaje się ignorować jego wybryki- zachowuję (prawie) stoicki spokój :P

IMG_4618Co do samego przejazdu to głównie ZA MAŁO ŁYDEK. Niestety gdy pojawia się większy stres, a do tego poświęcać muszę część uwagi np. mojemu wyglądowi, mam tendencję do trzymania za mocnego kontaktu. Stosunkowo powinnam wtedy bardziej podpierać konia łydką… muszę jeszcze nad tym poćwiczyć :) Z tego powodu kłusy były mniej energiczne od tych w Baborówku, albo też za wczesne przejście do kłusa przy pierwszym kontrgalopie. Pewnie także z tego powodu czasami Scotty lekko wychodził mi z ustawienia lub się przeganaszowywał. Do plusów tego przejazdu na pewno trzeba zaliczyć cofanie, które pomimo tego, że nie było jeszcze doskonałe to jednak i tak lepsze niż na poprzednich zawodach. Tym razem się nie wypaszczył, ponieważ za każdym razem gdy przykładałam cofniętą łydkę by się cofnął przerabiałam go palcami- tak jak powinno się to robić. Podsumowując (jak bardzo często mi się zdarza) mój przejazd wyglądał lepiej niż moje osobiste co do niego odczucia. Ale nie wiedziałam, że aż tak :P

IMG_4638

Dobrze, że wyniki poznałam dopiero po dwóch próbach, bo  dzięki temu jechałam skoki na większym luzie- mniej mi zależało. Po wyjechaniu z czworoboku była szybka akcja z przesiodływaniem, oglądaniem parkuru i rozprężeniem, bo Trener musiał jak najszybciej wyjechać z Sopotu, z powodu jego równoległego z naszymi startowania w zawodach skokowych w Ciekocinku na Borze. Niby powtarzałam sobie parkur ze sześć razy, ale i tak podczas przejazdu te dwa razy zapomniałam gdzie jest kolejna przeszkoda, dobrze, że przynajmniej wiedziałam w która stronę mam skręcać to przeszkody same się nawijały :P

IMG_4788IMG_4776

Ogólnie skoki jechało się całkiem spoko, oczywiście oprócz tej jednej zrzutki kiedy to zrobiłam dokładnie to samo o czym mówiłam w poprzednim wpisie- nie pasowała odległość, a ja się położyłam i zostawiłam Timsona samego. Na szczęście akurat wtedy mama straciła ostrość aparatu, więc nie widać tej sytuacji dokładnie, jak miło :P Reszta była fajna, tyle, że bardziej muszę siedzieć z tyłu i mieć nogi do  przodu. Było to trudne zadanie, bo tak jak na treningach skokowych Scotty skacze normalnie tak na zawodach musi wyskakiwać bardziej do góry, przez co bardziej wybija. Wiem, że z jednej strony to dobrze jednak jeszcze nie znam Timiego na tyle, żeby się tego spodziewać. Jak to podsumował Trenejro im więcej przeszkód z parkuru miałam za sobą tym lepiej prowadziłam kucyka, mam nadzieję, że tak samo będzie to działać względem ilości przejechanych zawodów :)

Relacje z przeżyć podczas krosu i okolic w następnym wpisie. Wiem, że już nie możecie się doczekać :P

Opublikowano Na zawodach | 4 komentarzy

Sopot, dzień pierwszy

Poniżej filmy z moich dzisiejszych wyczynów :) Komentarz do nich jutro, bo muszę wstać o 5.30 żeby się przygotować do startu. Miłej nocy i życzcie mi powodzenia :)

Opublikowano Na zawodach | Dodaj komentarz

Praca nad nawykami

Wczoraj nareszcie robiłam coś innego niż dresaż. Tak długo nie skakałam że aż dziwnie się czułam siedząc nie w ujeżdżeniowym siodle :P Ogólnie skakało mi się całkiem dobrze, Timon się starał, oczywiście czasami zdarzała mi się jakaś mała wpadka, ale chyba wyglądało to też przyzwoicie :) Bardzo chętnie bym Wam pokazała film z tego treningu, który nakręcił tata Agaty (za co mu bardzo dziękuję :)), ale niestety zawiódł sprzęt (komputer) i nie mogę przesłać go do internetu :( Więc znowu będzie sam tekst, współczuję Wam :P

Ostatnio Trener mówił, są dwa typy koni skokowych: konie które potrzebują tempa do skoków i te którym prędkość nie jest potrzebna. Timon należy do tej drugiej grupy. Oznacza to, że mogę galopować stosunkowo wolnym galopem by skakać duże przeszkody, ale za to muszę bardzo wspomagać go łydką, żeby pomimo małej prędkości był osadzony na zadzie. Do tego dochodzi jeszcze mój wcześniejszy problem ze skręcaniem, którą to sztukę ciągle muszę doskonalić. Dlatego na treningach skokowych nie skaczemy jakichś ogromnych wysokości (też nie chcemy kucyka zbyt obciążać) tylko bardziej skupiamy się na ćwiczeniach technicznych na mniejszych przeszkodach- główne cele: podstawiony koń, ładny, swobodny skok, dobre zachowania mojego ciała, utrzymywanie równego tempa i trafianie między chorągiewki :)

Wczorajsza jazda zaczęła się oczywiście od rozgrzewki, byłam bardzo zadowolona, ponieważ nie widziałam na horyzoncie żadnego innego konia, dzięki czemu nie musiałam się martwić, że Timon będzie się czegoś bał. Na początku jeździłam przez malutkie krzyżaczki w kłusie i galopie. Miałam utrzymywać ten sam, spokojny rytm i celować na środek przeszkody jeżdżąc po kole. Następnie przejeżdżałam przez dwa krzyżaki po kole w prawo (trudniejsza strona do zakręcania). Właśnie wtedy doświadczyłam superowego uczucia, kiedy to przed przeszkodą odchyliłam się do tyłu, wyprostowałam plecy i wypięłam brzuch do przodu… Timon się wtedy bardzo ładnie skrócił i osadził na zadzie :D Niestety udawało mi się to zrobić tylko przy krzyżaczkach, bo gdy stały już wyższe przeszkody to musiałam się trochę bardziej spinać :(

Podczas jechania całego parkuru złożonego z ośmiu przeszkód, zdarzyła mi się zrzutka. Jak zwykle nie była to wina konia, lecz moja. Niestety w sytuacjach gdy nie pasuje mi odległość do przeszkody i nie wiem czy się zdjąć o jedną fule wcześniej czy dołożyć, po prostu się pochylam i zostawiam konia samego, podczas gdy powinnam czekać coraz bardziej podpierać łydką i odchylać się do tyły w miarę przybliżania się do przeszkody, tak by koń nawet jeżeli będzie za blisko miał więcej ciężaru na zadzie i by mógł się wyratować. Jak sami widzicie teoria jest prosta i bardzo dobrze ją znam, lecz to o czym teraz pisałam dzieje się ciągu zaledwie kilku sekund. Nie ma wtedy czasu żeby myśleć co ma się zrobić w danej chwili, działa instynkt lub po prostu wyrobiony nawyk. To pierwsze często opiera się na farcie, a to drugie osiąga się poprzez milionowe powtarzanie danej rzeczy (biedne konie :P). Tak więc zanim skończyłam jazdę musiałam z pięć razy powtórzyć linię po łuku, którą miałam pojechać na ciasne sześć fule, tak był to płynny, rytmiczny przejazd. Przy okazji chciałam udoskonalić mój półsiad, a mianowicie bardziej wypinać biodra do tyłu, i w końcu przy ostatnim przejeździe nie zapomniałam o tym. Czy Wy też tak macie, że tuż po skończeniu przejazdu myślicie, że następnym razem trzeba coś poprawić, a gdy już do niego dochodzi to o tym zapominacie? Ja mam tak mega często :P

No i zbliżamy się do zawodów w Sopocie. Wiadomo już, że ujeżdżenie klasy P zaczyna się o 11.15 w piątek, po pół godzinie są skoki, czyli tak jak najbardziej lubię. W sobotę kros zaczyna się o 8.00 co patrząc na prognozy pogody będzie dla nas niewątpliwie dobre, bo ma być bardzo gorąco.

10531447_730944286943117_1916927630868224808_o

No i w Sopocie zostaję tylko do 13go Sierpnia, bo od 16go jadę na wakacje na prawie trzy tygodnie! Mam nadzieję, że odpocznę, bo przed nami ciężki rok…

Opublikowano Dzień jak codzień... | 8 komentarzy

Tak to jest z młodziakami :P

Od kiedy przyjechałam do Sopotu w poniedziałek, każdego dnia średnia temperatura wynosiła ponad 27 stopni. Przekonałam się, że prażące słońce i bezchmurne niebo jednak może się przejjeść. Więc gdy wczoraj nareszcie było chłodniej, ustaliliśmy z trenerem, że poskaczemy przeszkody krosowe koło południa- kiedy to normalnie wyjście na słońce o tej porze groziło udarem :P

Oczywiście zaczęliśmy od rozgrzeweczki do której zaliczało się skakanie malutkich kłódek. Timi trochę mnie denerwował na początku, ponieważ gdy tylko wyszedł ze stajni od razu się podjarał, wiecie duża przestrzeń, świeże powietrze itp. :P, a im bardziej jest podniecony tym bardziej mu odwala- boi się koni, zaczyna brykać, rozpędza się. Takie młodzieńcze wybryki. Ale ja niestety nie jestem starym wyjadaczem z doświadczeniem, żeby to zupełnie zignorować. Tak więc musiałam go kilka razy zatrzymać, zadziałać mocniej wodzą czy łydką, ale na szczęście gdy zaczęły się już trudniejsze zadania niż na rozgrzewce to skupił się na robocie. Głównie skakaliśmy przeszkody z klasy P, trochę z L i 1*. Timon skakał bardzo dobrze, aczkolwiek trochę inaczej niż na skokach. Tak jak wcześniej wspominałam gdy pisałam o krosie w Baborówku, prawie każdą krosówkę skacze z mocnym zapasem, wyskakuje o wiele wyżej i do tego (z mojego punktu widzenia- jako osoby na nim skaczącej) robi w powietrzu jakby barana- strasznie mocno wybija w skoku. Teraz już mniej to odczuwałam niż na zawodach, powoli się przyzwyczajam, ale czasami wystawia na próbę moją równowagę :P

Przez cały trening spojrzał się tylko na dwie przeszkody: szweda i wąski front. Szweda jechałam w ciągu z kilkoma innymi przeszkodami. Przy najeździe już czułam, że jest niepewny, więc przytrzymałam mocniej łydką, ale w ostatnim momencie, tuż przed skokiem gdy Timi się zawahał, lekko go kopnęłam i skoczył. Niestety z wąskim miałam większe problemy… Przy pierwszym najeździe wydawało mi się że kucyk jest w kupie, czyli „w tunelu pomiędzy moimi łydkami i wodzami”. Później dowiedziałam się, że był jednak krzywy co spowodowało spłynięcie w lewo. Niestety gdy za pierwszym razem schrzaniłam potem było coraz trudniej. Skończył się na tym że pan Łukasz stał po jednaj stronie przeszkody z drągiem w ręku, a Agata na swoim Lifcie po drugiej imitując odskok. W końcu udało mi się skoczyć ten wąski front. Tak to właśnie jest z tymi młodziakami. Niestety bardzo szybko uczą się złych rzeczy, więc gdy za pierwszym razem się nie uda i one łapią to w lot i później potrzeba już takiego specjalisty jak nasz trener żeby uratować sytuację. I tu spada na mnie jeszcze większa odpowiedzialność, muszę bardzo mocno pilnować, nie dość że siebie to jeszcze konia.

Na szczęście Timon „ma dobrą głowę”, łatwo przyswaja umiejętności, ale też można go szybko oduczyć złych. Dzisiaj np. miałam trening ujeżdżeniowy, podczas którego w sumie jeździłam tylko przez chwilę.imageimagePlan był taki, że pan Łukasz wsiądzie najpierw i Tima „podrobi”, a potem ja pojadę kilka razy czworobok żeby poćwiczyć przed zawodami. Jednak jak pan Łukasz się wziął za kucyka, to aż nie mógł przestać- zajęło mu to prawie całą jazdę. Trzeba jednak przyznać, że Timi chodził świetnie- bardzo ładnie wyciągał, był mega podstawiony i zebrany, prawie jak prawdziwy koń ujeżdżeniowy. Gdy wreszcie trenejro skończył, Timi był mocno zmęczony, dlatego myślałam, że już damy mu spokój. Tu jednak musiałam wsiąść, żeby poczuć jak to jest gdy Timi chodzi jak należy. Nagle wszystko się udawało, nie machał głową, nie wychodził z ustawienia przy przejściach, do tego rzeczywiście czułam jakbym jeździła na startującym samolocie. Teraz tylko muszę tak Timiego wyprodukować podczas zawodów- stoi przede mną duże wyzwanie :P

Opublikowano Dzień jak codzień... | 6 komentarzy