Błędne koło

W Sopocie już się trochę zadomowiłam. Codziennie mam jeden do dwóch treningów oraz spacer na Ostlerku.

Wczoraj na przykład miałam łącznie trzy treningi. Pierwszy był spacer na Ostlerze (około 30 min stępa i 10 kłusa), następnie jeździłam na koniu którego jeszcze nie znacie, czyli Big Benie, a na koniec kolejny raz na Ostlerku. Niestety miałam słabszy dzień niż zwykle, przez co początki wszystkich jazd były dość nieudane. Wpadłam w tzw „błędne koło” polegające na tym, że im bardziej koń był sztywny, tym bardziej ja byłam z tego powodu zła przez co sama się usztywniałam, a w następstwie koń się jeszcze bardziej usztywniał ponieważ ja byłam sztywna …

Może najpierw przedstawię wam Big Bena. Jest ośmioletni wałach, niestety nie wiem jakiej rasy, ale w każdym razie należy do pana Łukasza. Wczorajsza jazda była już drugą na nim i po raz kolejny skakaliśmy. Jak to pan Łukasz powiedział: jeżdżę na Big Benie ponieważ jest na nim o wiele trudniej, a czym trudniej będzie mi teraz tym łatwiej będzie na Ostlerze. Trzeba przyznać, że miał rację.

Big Ben jest o tyle trudny, że lubi pędzić, ale cały myk polega na tym, że nie można przytrzymać wodzami, bo wtedy się zapiera i pędzi jeszcze bardziej. Podczas pierwszej jazdy był to mój największy problem, ale teraz już to w miarę ogarnęłam. Kolejną rzeczą z którą mam problem to utrzymanie go we względnym ustawieniu i zaokrągleniu. Pod tym względem również nie można go pociągnąć za wodze (co mi się niestety zdarza :() tylko wręcz przeciwnie- trzeba rozluźniać go oddając wodze. Jest to o tyle trudne, że musisz przy tym kontrolować dosiadem i ciałem żeby nie przyśpieszał. Dochodzi jeszcze do tego problem z zakręcaniem, ale ten akurat występuje także na Ostlerze (za mało na zewnętrznej wodzy- wypadająca łopatka (pracuję nad tym :P). No i ostatnią rzeczą której Big Ben jeszcze nie potrafi to najazd na przeszkodę równym galopem z utrzymaniem tego samego spokojnego rytmu po przeszkodzie. Ciężko pracuję żeby go tego nauczyć :P

Co do Ostlerka to tak jak już wspominałam na początku jazdy wystąpiło zjawisko błędnego koła. Na szczęście na małą halę przyszły jakieś kucyki i musieliśmy się stamtąd wyprowadzić na dużą halę. W sumie nie wiem dlaczego, może podczas tej wymuszonej przerwy jakoś ochłonęłam, ale gdy wjechaliśmy na dużą halę wszystko zaczęło jakby się układać. Ostler nagle zaczął się szybko rozluźniać, ja przestałam się denerwować w związku z czym dalszy ciąg jazdy był bardzo udany :)

Głównie ćwiczyliśmy zmiany kierunku (wydawałoby się że to takie proste, ale niezupełnie), małe koła, łopatki, wyjeżdżanie narożników i przejścia. Oczywiście podczas robienia tych wszystkich figur Ostler musiał być zaokrąglony, rozluźniony i podstawiony, no a ja miałam kontrolować swoje łokcie, plecy i głowę. Do tego (żeby dodatkowo się nade mną po pastwić) pan Łukasz nakazał jeżdżenie bez strzemion.

Wczoraj przed jazdami z panem Łukaszem wraz z jego luzaczką (potocznie zwaną Jana) stwierdziłyśmy, że trzeba przerwać grzywę Ostlera. Jana akurat w tym temacie jest bardzo biegła, więc zrobiła to zaledwie w 15 min, a ja tymczasem zajęłam się ogonem. Jeszcze w Grzmiącej zauważyłam że Ostler ma łupież, ale myślałam, że trzeba to po prostu umyć szamponem a wtedy był na to jeszcze za zimno. Jednakże wczoraj poznałam taki fajny patencik, a mianowicie wodę z octem mniej więcej pół na pół (lepiej więcej wody niż octu). Co prawda wiedziałam że olej z octem jest bardzo dobry na grudę, ale nie miałam pojęcia, że stosuje się ocet również na łupież. :)

Plan na dziś: skoki na Ostlerze!!! Pozdrawiam z Sopotu :D

hipodrom

Komentarze

7

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.