Cross w Baborówku

Następnego dnia nadszedł czas na próbę terenową w związku z czym, jak sobie pewnie wyobrażacie byłam mocno zestresowana… Pierwszy raz w życiu miałam taką sytuację, że trasa crossu wydawała mi się łatwiejsza po tym jak przeszłam ją sama, niż gdy przechodziliśmy ją z Trenerem. Okazało się bowiem, że było kilka naprawdę masywnych przeszkód (np nr 15 na zdjęciu poniżej – duża przeszkoda na dość stromej górce), ale też nie doceniłam trudności technicznych kombinacji. Ogólnie cross miał 21 przeszkód w czym było kilka kombinacji z wąskimi frontami i one wydawały mi się najtrudniejsze, szczególnie dwie hyrdy ustawione po dużym skosie (przeszkoda 17 i 18). Czułam też lekki niepokój na widok zeskoku do wody ok 160cm (na zdj nr 12), na którym w tamtym roku zaliczyłam glebę (jadąc w drugą stronę) :P

IMG_8710

IMG_8711

IMG_8712 IMG_8713

IMG_8714

Dodatkową trudność sprawiało przedstawione w propozycjach tempo, które wynosiło 530 m/min, czyli jak dotąd nigdy tak szybko nie jechałam. Na szczęście w związku z naprawdę dużym upałem tego dnia, zmniejszono je do 520m/min co i tak nie zmieniło faktu, że musieliśmy w niektórych odcinkach bardzo mocno galopować (a w sumie gnać ile sił), żeby nadrobić czas stracony w miejscach gdzie zwalnialiśmy do kombinacji. Do tego miałam jechać po jak najkrótszej trasie żeby oszczędzać czas, tak więc podsumowując cross wydawał się dość wymagający :)

Znów tego dnia jechałam pierwszym Timonem co z jednej strony było spoko bo nie czułam się jeszcze taka zgrzana i zmęczona, ale z drugiej strony gdybym jechała na nim jako drugim, to wiedziałabym na co zwracać uwagę podczas przejazdu. Tego dnia Timi zachowywał się bardzo dobrze, bo zarówno na rozprężalni jak i podczas przejazdu był bardzo posłuszny i wyczulony na moje pomoce. Ogólnie ten cross jechało mi się fajnie, aczkolwiek gorzej niż podczas ostatnich zawodów w Strzegomiu, ponieważ zapewne ze względu na zdenerwowanie, zbyt mocno kontrolowałam konia ręką, przez co czasami szarpał głową lub się nieco przeganaszowywał. Genialne Timi starał się pomagać mi podczas podczas tego krosu, ponieważ praktycznie sam celował w przeszkody nawet jeśli go mocno nie kontrolowałam ciałem i pomocami, co możecie zobaczyć na filmie na pierwszym kompleksie wodnym, kiedy za bardzo poszłam ciałem do przodu i straciłam równowagę. Wtedy on sam wycelował do wąskiego frontu po wodzie :D. Za to zdecydowanie najlepszymi odcinkami crossu było gdy mogłam pocwałować na Timim, szczególnie że on był bardzo chętny zarówno do przyspieszenia jak i zwalniania, dzięki czemu nie musiałam się obawiać, że przy dojeździe do przeszkody nie będę mogła uzyskać ponownie kontroli. Nareszcie udało mi się dotrzeć na metę przed czasem, z czego byłam bardzo zadowolona, ale nie mogłam popadać w euforię, bo jeszcze czekał mnie drugi koń…

Przed startem na Chenaro na rozprężalni zrobiło się nieco nerwowo, bo nie do końca wiadomo czemu Czarek zaczął wariować, co nieco wytrąciło mnie z równowagi, bo bałam się, że na krosie może zrobić podobny numer. Do tego dopiero po wejściu na konia poczułam jak bardzo zmęczone jest moje ciało po pierwszym przejeździe przez co tym bardziej obawiałam się, że nie opanuję kucyka podczas crossu.

IMG_7112

Na szczęście podczas przejazdu zachowywał się bardzo dobrze, a nawet w porównaniu do przejazdu ze Strzegomia wydawało mi się że ten cross sprawił mu więcej przyjemności, bo tym razem galopował znacznie pewniej w dystansach jak również podobnie do Timona starał się sam celować w przeszkody. Byłam mu mega wdzięczna, ponieważ uratował mi skórę na tej samej pierwszej kombinacji na wodzie, gdy zrobiło się za daleko do stacjonaty z kajakiem i jak to zwykle ja zamiast czekać chciałam żeby się koń odbił fulę wcześniej… oczywiście wyszedł podtoczek, a gdyby nie to, że Czarek sam chciał skoczyć następny wąski front, ja bym nie dala rady się wystarczająco szybko podnieść i skontrolować konia w przeciągu czterech fuli.

IMG_8701

IMG_8699

IMG_8700

Również na Czarku fajnym uczuciem było mocne galopowanie w dystansach, ponieważ gdy zachowywałam system najazdu na przeszkodę, czyli najpierw odchylałam ciało do tyłu jadąc wciąż w półsiadzie, potem robiłam lekkie półparady sygnalizujące ze coś się będzie działo, a na końcu, dopiero 3-4 fule przed przeszkoda siadałam w siodło i zamykałam konia mocno pomiędzy pomocami, to udawało mi się zyskać kontrole po dłuższym okresie galopu i skacząc z pełnego tempa. Na ostatnich zawodach w Strzegomiu straciłam dużo czasu na tym, że bardzo wcześnie siadałam w siodło nawet przed pojedynczymi przeszkodami i zwalniałam do nich żeby mieć pełną kontrolę, tak tym razem stwierdziłam ze czas najwyższy zaufać bardziej koniom i postanowiłam te kilka pojedynczych przeszkód skakać z mocnego tempa, dzięki czemu udawało mi się też nadrabiać czas i po raz kolejny dojechałam na metę nie przekraczając normy czasu :D Sukces!

Taki jest już ten rok, że każde zawody przynoszą jakieś nowe wyzwanie, nowe odkrycia i osiągnięcia. Można chyba powiedzieć, że Baborówek utwierdził mnie w przekonaniu, że moim koniom mogę w crossie zupełnie zaufać!

Komentarze

10

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.