Dzień z życia praktykanta

Hej wszystkim! Wydaje mi się, że to już najwyższy czas aby pokazać Wam jak mi się tutaj żyje i pracuje, czyli dzień jak co dzień z życia praktykanta :) Przy okazji z góry przepraszam za jakość zdjęć, ponieważ zapewne jesteście przyzwyczajeni do arcydzieł mojej mamy, tymczasem obecne w większości wykonane są telefonem, jeszcze przy średnim świetle…

Na początku chciałabym pokazać plan ośrodka, który po długich poszukiwaniach wreszcie udało mi się znaleźć na tablicy przy bramie wjazdowej, tak żebyście mieli względne pojęcie gdzie co się znajduje.

 

Krótki opis:

Największe skupisko budynków po prawej stronie to cała główna część ośrodka, na której skupia się nasza praca. Znajdują się tam trzy rozgałęzione stajnie, w każdej po 20 koni połączone okrągłym przedsionkiem, dwie hale, jedna ujeżdżeniowa o wymiarach dużego czworoboku (ta po prawej stronie) i druga skokowa (ta po lewej stronie) o podobnych wymiarach. Obok hali skokowej umieszczone są również sale wykładowe potrzebne podczas różnego rodzaju kursów i zjazdów, oraz gabinety kadry zarządzającej ośrodkiem i recepcja. Pomiędzy przedsionkiem, a halą i recepcją jest jeszcze kilka pomieszczeń w stylu pralni, spiżarni, no i oczywiście bardzo ważna szczególnie dla mnie kuchnia i dwie jadalnie, w których codziennie spotykamy się na śniadaniach.

Hala ujeżdżeniowa:

 

Hala skokowa od środka:

 

Lewa część mapy jest częścią reprezentacyjną z pięknymi ogrodami i dwoma budynkami, w których odbywają się wszelkie imprezy, bale, wesela i spotkania biznesowe (dwa górne budynki). Dwa dolne budynki to mniejsze stajnie nazywane L-Stall, zamieszkiwane już w większości przez prywatne konie (Czaruś stoi w tej mniejszej najbardziej po lewej).

Mniejsza L-Stall, w której oprócz kilkunastu boksów znajduje się również 6 mieszkań dla praktykantów na pierwszym piętrze. Co prawda nie widziałam wszystkich, ale z tego co wiem wszystkie są identyczne i składają się z jednego dużego pokoju ze stacjonarną kuchnią i łazienki. Co ciekawe oprócz mebli w kuchni, pozostałe meble praktykanci organizują we własnym zakresie, więc wystroje poszczególnych „apartamntów” znacznie się różnią.

Normalnie w szkole jest sześcioro praktykantów, jednak ja zostałam przyjęta jako siódma, niejako dodatkowo. Z tego powodu nie załapałam się na mieszkanie tylko tymczasowo mieszkam w jednym z pokojów dla kursantów, które znajdują się w dużej L-Stall. Mieszkam w dwuosobowym pokoju z piętrowym łózkiem, więc dla mnie i moich walizek wystarcza miejsca, mam do dyspozycji własną łazienkę ogólna kuchnię z lodówką i jadalnię. Jedynym mankamentem jest brak kuchenki w kuchni (jest tylko mikrofala). Na razie kwestia dostępu do kuchni okazuje się być trochę problematyczna, dlatego mam nadzieję, że niedługo uda się jakoś rozstrzygnąć ten problem.

 

Mała L-Stall w której stoi Czaruś:

 

Na tej mapie nie widać jeszcze zewnętrznych placów treningowych, ogromnych trawiastych padoków i pola terenowego, na którym znajdują się przeszkody crossowe na różnym poziomie. Czworobok zewnętrzny znajduje się obok hali ujeżdżeniowej, tymczasem duży plac skokowy otoczony padokami jest umieszczony po drugiej stronie drogi biegnącej wzdłuż ośrodka (na mapie prawie poziomo poniżej ośrodka).

Czworobok:

Plac skokowy:

 

Tak więc skoro już wiecie mniej więcej gdzie co się znajduje możemy przejść do mojej codziennej rutyny. Ogólnie z tego co wyczytałam w kontrakcie praktykanci mają około 24 dni urlopu płatnego na rok i do tego dolicza się jeszcze po kilka dni wolnego podczas np. Świąt Bożego Narodzenia czy Wielkanocy. Te jednak podzielone są zwykle na dwie części, ponieważ ktoś jednak zawsze musi się zajmować końmi, dlatego w przypadku nadchodzących świąt troje praktykantów będzie miało wolne trzy dni w święta, a kolejna trójka trzy dni w Nowy Rok. Mi osobiście jako, że jest to de facto moja pierwsza prawdziwa praca w życiu, ciężko było na początku przyzwyczaić się do myśli że będę musiała planować dni wolne, szczególnie że jeszcze wtedy myślałam o kontynuowaniu sezonu zawodniczego na Czarusiu co zużywałoby dni urlopu. Dodatkowo trzy dni urlopu podczas świąt są w moim przypadku całkowicie bezsensowe, ponieważ sama podróż do domu i z powrotem zajmie co najmniej półtora dnia, dlatego albo uda mi się wziąć urlop dodatkowo przed świętami, albo będą to moje pierwsze święta bez rodzinki. Jeszcze się zobaczy…

Odnośnie planu tygodniowego w dni robocze pracujemy zazwyczaj od godziny 6.30 do około 16.30 z dwugodzinną przerwą obiadową i raz lub czasami dwa razy w tygodniu każdy ma tak zwany „długi dzień”, co oznacza że musi dodatkowo pracować od 18.30 do 21.30. Ja jeszcze nie miałam takiego prawdziwego dnia ponieważ w większości oprócz prac początkowych takich jak sprzątanie siodlarni, czy czyszczenie myjek są to treningi dla dzieci i amatorów prowadzone w języku ojczystym, którego jeszcze nie udało mi się dobrze opanować :P Weekendy są zawsze podzielone, co oznacza że pracuje wtedy trzech praktykantów, a pozostali mają wolne. I tak jak sobota jest zwykle bardzo podobna pod względem planu do dni roboczych, tak niedziele są znacznie lżejsze, a mianowicie zamiast treningów mamy prace porządkowe, dzięki czemu popołudniową przerwę możemy mieć wydłużoną do szesnastej i wracamy już tylko na karmienie :)

W roku szkolnym w zależności czy jest się na programie trzyletnim (w przypadku braku matury) lub skróconym, dwuletnim (gdy ma się maturę) dochodzą jeszcze dni szkoły. Są one tak porozkładane aby praktykanci się wymieniali tak więc na przykład ja jako, że będę tu dwa lata mam na zmianę zajęcia tylko we wtorek, lub we wtorek i czwartek, podczas gdy dwójka innych praktykantów tak samo tyle że w poniedziałki i środy. Zajęcia odbywają się w szkole w Munster około 8 km od naszego ośrodka, więc trzeba tam dojechać albo samochodem albo busem i trwają od 7.45 do 14.40 z czego po powrocie mamy obowiązek jeszcze pomagać w pracy w stajni. Z ogólnych spraw to jeszcze nie powiedziałam o trenowaniu naszych prywatnych koni. Mianowicie zazwyczaj musimy to robić w naszym wolnym czasie i oczywiście mamy do dyspozycji wszystkie place, chyba że jesteśmy umówieni z tutejszymi trenerami to wtedy daje się treningi wcisnąć jeszcze w godziny pracy.

Wreszcie można przejść do dziennego planu dnia :D

Teoretycznie robotę zaczynamy o godzinie 6.30, ale tak na prawdę to o tej porze musimy być już w dużej stajni gotowi do wybierania boksów. Tymczasem zostaje jeszcze karmienie pozostałych stajni, tak więc de facto żeby zdążyć ze wszystkim trzeba być w stajni już koło 6.10. Tak jak już wcześniej wspominałam na początku miałam duże problemy z byciem punktualnym, ponieważ zawsze spóźniałam się po kilka minut. Udało mi się jednak jakoś rozwiązać ten problem czyli po prostu kładę się wcześniej spać i zazwyczaj wstaję rano koło godziny 4.30/5.00, żeby jeszcze przed pracą pouczyć się godzinkę niemieckiego ;)

 

Do naszych porannych obowiązków należy sprzątanie boksów do 7.00 rano, które o ile nie mamy zaplanowanych jakiś specjalnych zadań, kontynuujemy po południu. Oznacza to np dościelanie słomą, karmienie koni i wykładanie ich na padoki i pola, no i oczywiście zamiatanie. Wydaje się wcale nie tak dużo ale jednak obrobienie ponad 60 koni w 6 osób chwilę zajmuje dlatego zwykle kończymy chwilę przed 8.00.Co do czyszczenia boksów to jeszcze jest dodatkowa sprawa, że w weekendy jako, że jest tyle samo pracy a mniej ludzi nie wybieramy boksów w ogóle, w związku z czym zawsze poniedziałki są pod tym względem najcięższe. Zamiast pół taczki na boks robią się dwie albo trzy…

Bezpośrednio ze stajni już wszyscy głodni, ruszamy pędem do jadalni gdzie czeka na nas wspólne śniadanko. Oprócz bardzo miłej, rodzinnej atmosfery ma ono ogromnie ważną rolę spotkania organizacyjnego, na którym dowiadujemy się o planie dnia (mnie to jak na razie nie dotyczy) i przydzielamy konie do poszczególnych uczniów podczas popołudniowych treningów. Gdybym tylko jeszcze rozumiała o czym oni tam gadają byłoby super… :P

 

Plan dnia: (akurat tutaj wzięłam urlop dla Bundeschampionatów)

 

Po śniadaniu czyli około 8.30 zaczynamy jeździć przypisane nam konie. Ja co prawda, jako że jest to jedyna pora gdy nie ma ustalonej konkretnej godziny wpadam jeszcze w między czasie do Czarusia i dokańczam rzeczy których nie zdążyłam zrobić podczas porannego karmienia jak np. dawanie siana moczonego. W każdym razie przez pierwsze dwa tygodnie zazwyczaj jeździliśmy sami ponieważ jeden z trenerów był w szpitalu, a drugi jako, że jest właścicielem ośrodka miał też wiele innych rzeczy do załatwienia, w tym prowadzenie wszelkich kursów i egzaminów. Od początku tego tygodnia wrócił już jednak drugi trener Herr Jackel, więc wygląda na to, że teraz już codziennie będziemy mieli treningi z trenerami. Oznacza to również więcej jazd skokowych, jako że jak już wspominałam w poprzednim wpisie nie możemy skakać sami, ale odnośnie samych treningów to w innym wpisie. Zwykle udaje mi się obrobić trzy konie w około 2,5 h, ponieważ w zależności od konia są to mocniejsze lub lżejsze treningi. Po skończeniu zazwyczaj chwilę po 11.00 możemy brać się za sprowadzani koni z padoków a następnie karmienie tym razem na szczęście bez siana i sianokiszonki co zwykle zajmuje z tego wszystkiego najwięcej.

Na zdjęciu Insterboy, jeden z przyjemniejszych koni z którymi mam do czynienia ;)

 

I tak, po skończeniu z karmieniem w głównej stajni i L stajniach zaczyna się nasza przerwa obiadowa trwająca do godziny 14.00.  I tutaj pojawia się kwestia zjedzenia obiadu bez kuchenki. Na szczęście jest możliwość zamówienia gotowego jedzenia z menu pewnej firmy dzień wcześniej i odebrania go razem z deserem gratis. Do tej pory skorzystałam z niej zaledwie kilka razy, nie z powodu złej jakości ale po prostu przez cenę (dla Niemca może 6 euro to niedużo, ale jakby się miało jeść codziennie…). Dlatego staram się regularnie bywać w stajennej kuchni i gotować potrawy w ilości wystarczającej na kilka dni. Co prawda wtedy już raczej nie starcza mi czasu z przerwy na nic innego, ale dla jedzenia można się poświęcić :P

 

 

I znów względnie punktualnie o 14.00 zaczynamy przyprowadzać kolejna partię koni z padoków, które wystawiliśmy po obiednim karmieniu, a następnie przechodzimy do prac porządkowych, a część praktykantów również do prowadzenia treningów. I tutaj jest kilka możliwości. Tak jak mówiłam jeśli nie ma żadnego specjalnego zadania to po prostu możemy spokojnie zająć się sprzątaniem 10 przydzielonych do każdego boksów. Czasami jednak są jakieś przyjazdowe treningi, na które trzeba zbudować parkour lub czworobok, albo prace organizacyjne w stylu budowania płotu dookoła czworoboku, czy koszenie trawy dookoła padoków i placów treningowych, albo po prostu prace porządkowe w stylu zamiatanie dziedzińców, czyszczenie siodlarni, uzupełnianie zapasów itp.

Wozy ze słomą, sianem i sianokiszonką:

 

Owies razem z pelletem, którym są karmione wszystkie konie:

 

Siodlarnie:

 

Tak więc zwykle robotę kończymy koło 16.00 i od razu możemy zabierać się do kolacji koni, która zajmuje koło 45 min, a w międzyczasie również mniejszych stajni. I w ten sposób zazwyczaj kończy się oficjalny dzień pracy, a zaczyna prywatny. Na początku miałam całkiem dużo roboty z organizowaniem treningów i jeżdżeniem do Varendorfu do p. Luttera, lecz teraz gdy to mi tymczasowo odpadło z powodu kopyta Czarka przyszło tłumaczenie podręczników szkolnych, które na prawdę idzie mi jak krew z nosa… :P

Podsumowując jak na razie wydaje mi się, że fajnie się tutaj pracuje. Co prawda na początku trudno było dostosować się do sytemu, ale na szczęście z czasem powoli to wypracowałam. Na pewno bardzo pomógł mi sposób w jaki zostałam tutaj przyjęta, ponieważ mimo, że od pierwszego dnia musiałam już normalnie pracować to jednak współpracownicy się mną zaopiekowali i pokazali co i jak. Na pewno bardzo miłym zaskoczeniem był również całkiem przyjemny i niezbyt wyczerpujący rozkład pracy. Gdy tutaj przyjechałam pod wpływem wielu opinii, które słyszałam, myślałam że będzie trzeba harować od świtu, tymczasem ilość pracy okazuje się zupełnie odpowiednia dla tych sześciu czy siedmiu osób. Oczywiście jak na razie nie poznałam jeszcze wszystkich uroków pracy i spodziewam się, że gdy dojdzie jeszcze prowadzenie treningów, egzaminy w szkole i trenowanie na Czarku już nie będę tak pozytywnie nastawiona, ale jak na razie jest super.

Co prawda muszę podkreślić, że z tego widziałam u Pana Dibowskiego inaczej się pracuje u zawodników, a inaczej tutaj w szkole. Szkoła gwarantuje większą regularność planu dnia. Znani zawodnicy często są w rozjazdach na zawody, więc zarówno czas treningów jak i pracy w stajni bywa różny w różnych tygodniach. Szkoła daje mi świetną możliwość… szkoły po prostu, normalnych wykładów i przerobienia całej teorii jeździectwa od podstaw.

Po drugie mogę zaobserwować od kuchni jak działa taka duża, międzynarodowa szkoła, których u nas przecież nie ma. Nie tylko jak prowadzić stajnię szkoleniową, ale też jak promuje się ośrodek, jak pozyskuje kursantów z zagranicy. Na przykład ostatnio przyjechała do nas grupa Japonek na tygodniowe szkolenie…

Niewątpliwie najlepszą rzeczą jest możliwość uczestniczenia w kursach, jak np w ciągu następnych dwóch tygodni będę brała udział w kursie na trenera niemieckiej C klasy. W normalnych warunkach połowa obowiązków praktykantów to uczenie, więc te umiejętności szkoleniowe można też ćwiczyć na co dzień. I nie trzeba wymyślać treningów, bo wszystko co potrzebne do uczenia jest na kursach dostarczane, z treningami, godzinami itp… Tym sposobem można podłapać rzeczywiście wartościowe triki i sposoby uczenia, co jest niedostępne nigdzie indziej.

No i wreszcie poznaję tu mnóstwo ludzi związanych z końmi. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że będę w stanie tą całą wiedzę wchłonąć i kiedyś wykorzystać :)

Idę spać bo o 4.00 pobudeczka….

Komentarze

5
  • Akuma

    Hej Gosia! :D
    Mnie bardzo interesuje jak się dostałaś tam? I w ogóle co to jest za szkoła, w sensie co ona Ci daje? Jesteś przecież po maturze, więc liceum zakończyłaś, prawda? To jaka jest to szkoła? Czekam na taki wpis! :)

    Odpowiedz
    • zebrazklasa

      W poprzednim wpisie pisałam po co tam poszłam, generalnie po to by zdobyć uprawnienia trenerskie, ale niejako przy okazji robię uprawnienia na rajtra, czyli jeźdźca. U nas nie ma takich wymogów, a szkoda, bo jednak jakiś poziom uporządkowanej wiedzy by się wszystkim zajmującym się końmi przydał.

      Traktuję tą szkołę jako uzupełnienie wiedzy i zdobycie uprawnień honorowanych przez cały świat przed studiami. Miałam kiedyś pomysł żeby studiować rehabilitację, ale jednak doszłam do wniosku, że żeby być w czymś dobrym to trzeba się temu poświęcić, więc pomysł z rehabilitacją odpadł. Muszę zatem jeszcze pomyśleć jakie studia będą pasować do moich planów.

      Jak się dostałam? Najpierw pisałam do tej szkoły z prośbą o przyjęcie, bo słyszałam, że jest to dobra szkoła. Ale nie dostałam żadnej odpowiedzi, zapewne mają takich zgłoszeń mnóstwo. I dopiero zostałam przyjęta jako dodatkowa praktykantka po poleceniu mojej osoby przez znanego im trenera z Niemiec. Myślę, że tak z ulicy byłoby bardzo ciężko się tam dostać tym bardziej, że też o tym chyba pisałam, że oni robią okres próbny i jeśli im się nie spodoba kandydat to go odsyłają, więc dużą uwagę przykłądają do tego kto się u nich uczy. Mam nadzieję, że odpowiedziałam na twoje pytania.

      Odpowiedz
  • justii

    Gosia,ty ucz się,kończ tą szkołę i wracaj,żeby w Polsce taką otworzyć! ;) Gratuluję samozaparcia,nastawienia i chęci przywrócenia całego życia o 180st. Podziwiam :)

    Odpowiedz
  • Oliwia

    miejsce śliczne trzeba przyznać

    Odpowiedz
  • asia

    Widzę, że zajęć nie brakuje, intensywny ten twój dzień😀 Trzymam kciuki, żeby się fajnie układało.

    Odpowiedz

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.