Ekscytujące początki :)

Jak sami wiecie w poprzednim tygodniu większość jazd miałam sama. Były to najczęściej ćwiczenia na drągach, lekkie ujeżdżenie albo wyjazdy nad morze. Jednak od tego tygodnia nareszcie zaczęłam prawdziwe jazdy z trenerami :)

Pierwsze dwa treningi miałam z panią Gosią, która będzie pracowała ze mną nad ujeżdżeniem. Szczerze mówiąc przed pierwszy treningiem miałam obawy jak ułoży nam się współpraca. Jednak po pierwszym treningu, po raz pierwszy od dłuższego czasu, nie mogłam się doczekać następnego! Jak na razie jeździło mi się świetnie :D

Pierwsza jazda oczywiście była bardziej zapoznawcza, ale pomimo tego dowiedziałam się kilku ważnych rzeczy. Po pierwsze muszę zwracać uwagę na ustawienie mojego ciała (np. trzymanie rąk na równym poziomie i trochę niżej, by były w jednej linii z wodzami), jak również pilnować Czarka szczególnie odnośnie wpisywania go w koło (żeby nie było za łatwo w lewą stronę ma tendecję do wpadania do środka, a z kolei w prawo do wypadania na zewnątrz). Do tego doszły jeszcze dwie, w sumie najważniejsze rzeczy czyli utrzymywanie kontaktu na obydwu wodzach w miarę na równym poziomie (Czaruś bardziej lubi się opierać na prawej), no utrzymywanie aktywnych chodów. I tutaj właśnie wyjaśniłam sobie w końcu w jaki sposób powinny działać moje łydki (i w sumie całe ciało). Powinnam dawać nimi zaledwie krótkie sygnały jako przygotowanie do wykonania jakiegoś ćwiczenia czy kiedy koń przestaje pilnować swoich obowiązków, którymi jest np. utrzymanie tępa chodu. Wiem, że może się to wydawać dość oczywiste, ale jakoś nigdy do końca nie byłam pewna, teraz tylko (albo aż) kwestia żeby zmienić moje nawyki :P

IMG_2729

Tak więc pierwszy trening poszedł raczej z górki, ale podczas drugiego już nie było tak kolorowo (przynajmniej dla pani Gosi :P). Stwierdziłam bowiem, że najbardziej owocna będzie nasza praca jeżeli pani Gosia będzie wiedziała jak się Chenaro czuje „pod sobą”. Podczas tego treningu większość czasu spędziłam przyglądając się jak Czarek dostaje lekki wycisk. Ogólnie kucyk wyglądał bardzo dobrze i wydaje mi się, że pani Gosi tez się w miarę podobał (dobrze reagował na pomoce, był w miarę grzeczny i ogólnie stwierdziła, że jest „śmieszny”, ale przyznała, że jeszcze dużo pracy przed nami, bo kucyk wcale nie jest taki miękki jak jej wcześniej wspomniałam. Dopiero gdy wsiadłam na Czarka z powrotem poczułam, że rzeczywiście nie było najmilej, bo szczerze mówiąc nigdy jeszcze nie był tak twardy w pysku. W trakcie jazdy okazało się jednak, że kucyk tylko pokazał swój prawdziwy charakterek :P W pracy z dołu czy w stajni było widać, że jest uparty i często ma swoje własne zdanie, ale jak na razie (przynajmniej pod względem ujeżdżenia) nie miał większych powodów do buntu. Jednak teraz – gdy w końcu ktoś się za niego wziął – musiał chodzić na wyższym ustawieniu, a do tego bardziej podstawić bardziej zad, chyba mu się to nie spodobało. W związku z tym jako, że dodatkowo kucyk był już dość zmęczony, pogalopowałyśmy jeszcze chwilę na jedną i drugą stronę robiąc przejścia zarówno do kłusa, stępa a potem do stój, a moim głównym zadaniem (oprócz oczywiście kontroli ciała i wpisania konia w koło) było zapobieganie wieszaniu się kucyka na wodzy i zachęcanie do rozluźnienia, poprzez utrzymywanie lekkiej ręki, krótkie półparady wsparte łydką i natychmiastowe odpuszczenia po odpowiedzi na pomoc. Zdecydowanie nie było to łatwe zadanie, tak więc po paru dobrze wykonanych ćwiczeniach dałyśmy Czarkowi spokój. Podsumowując jeszcze dużo pracy przed nami, ale na pewno jesteśmy w dobrych rękach :D

Dzisiaj z kolei mam pierwszy trening skokowy z Panem Marcinem i tak jak zwykle często się ich obawiałam, tak teraz wręcz nie mogę się ich doczekać! W końcu nie skakałam od prawie trzech tygodni! Życzcie mi powodzenia ;)

Komentarze

11

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.