Halloween po mojemu

Hej wszystkim, mam nadzieję, że świetnie się bawiliście podczas uroczego wieczoru Halloweenowego, kiedy to ja siedziałam samotna pomiędzy czterema zimnymi ścianami pokoju i moimi jedynymi towarzyszami były podręczniki po niemiecku, ponieważ zostałam opuszczona nawet przez internet… :P

W każdym razie przedwczorajszy wieczór nie był zbyt udany, ale za to poranek genialny, bo… W sumie nie wiem z jakiej okazji, czy to z powodu teoretycznie dnia wolnego od pracy czy może dobrego humoru p. Jacobsa (dyrektora szkoły), ale po raz pierwszy od kiedy tu jestem mieliśmy w 100% dzień skokowy! :D To znaczy, że każdy z praktykantów mógł powiedzieć o swoich preferencjach odnośnie koni (ja oczywiście powiedziałam, że chcę skakać na moim Cosmusiu) i względnie adekwatnie do tego dostawał trzy konie do jazdy i miał treningi skokowe z p. Jacobsem. W moim przypadku nie obyło się bez emocji, ale było ekstra!

Jako pierwszego oczywiście wzięłam mojego ulubieńca! Co prawda zgodnie z rozpiską powinnam była wziąć innego konia w pierwszej kolejności, która jak się okazało miała głębszy sens zaplanowany przez p. Jacobsa… Po długiej rozgrzewce połączonej z patrzeniem i podziwianiem jak jeden z naszych praktykantów Lennert skacze sobie parkurki po 135 zaczęła się akcja. Ostatnim razem gdy siedziałam na Cosmo był Dzień Otwarty, czyli około dwa tygodnie temu, tak więc na początku musiałam się znów troszkę oswoić z tym konisiem. Cosmo jest bardzo specyficznym koniem szczególnie odnośnie działania wodzami, ponieważ na za mocną pomoc natychmiastowo reaguje chowaniem się. Z drugiej jednak strony niezbyt dobrze (przynajmniej w moim przypadku) odpowiada na pracę ciałem, dosiadem czy przesuwanie ciężaru ciała. Tak więc ogólnie trzeba być naprawdę świadomym swojej pracy pomocami, ponieważ w przeciwnym razie może to się skończyć galopami bez możliwości skrócenia, tak jak podczas moich pierwszych treningów na nim XD Jak sami zobaczycie na filmie ograniczyliśmy się raczej do pracy na krzyżaczkach i małych okserach, skupiając się bardziej na stronie technicznej, ale to już zawsze coś. No i ogólnie oprócz moich kilku pomyłek odnośnie dystansu oceniam się całkiem dobrze. Co prawda w przypadku skoków przez żółty krzyżak kiedy to obydwa razy wyszedł mi dystans odrobinę do przodu, nie mogłam potem Cosma skrócić przez co wychodziła mi foula mniej niż powinna, ale tak czy tak całkiem nieźle. Na pewno była to duża przyjemność!

 

 

 

 

Prawdziwa praca zaczęła się na następnym treningu kiedy to miałam jeździć na Rimini. Jest to klacz, na której jeździłam tylko raz i był to pierwszy trening jaki tutaj miałam. Nie wiem czy pamiętacie, ale właśnie między innymi tą jazdę miałam na myśli gdy mówiłam o policzku w twarz :P Mianowicie skończył się on dość szybko, bo Małgorzatka nie umiała zrobić z tym koniem zupełnie niczego plus nie miała żadnej kontroli nad tempem…

Tak więc mając w pamięci ten trening możecie sobie wyobrazić moją minę, gdy usłyszałam że mam na niej skakać :P Pierwsze wrażenie podczas czyszczenia, zakładania siodła, podpinania popręgu- wredna menda. Szczurzyła się na mnie prawie cały czas. Nawet po tym jak znalazłam się w siodle, aż się pytałam innej praktykantki czy to normalne, że wciąż była wkurzona bo myślałam że może coś jej przeszkadza, może siodło źle założone… Najwyraźniej przeszkadzał jej po prostu człowiek na górze. Gdy jednak zaczęłam z nią pracować podczas rozgrzewki okazało się nie być tak źle jak bym się tego mogła spodziewać. Oczywiście moja jazda daleka była od ideału, ale w stępie i kłusie szła sobie zganaszowana, równym tempem pod kontrolą, trochę gorzej w galopie (na szczęście tylko odnośnie tej pierwszej rzeczy).

Podczas pierwszych kilku skoków tak jak się po niej spodziewałam w ostatnich kilku foulach przed przeszkodą zaczynała gnać… Tak więc specjalnie pamiętałam żeby nie przekładać na nią żadnej presji, czy napięcia ponieważ jak wiedziałam z treningów na niej  innych praktykantów, jej natychmiastową reakcją jest ucieczka w przód. Tym razem p. Jacobs przedstawił mi zdecydowanie trudniejszą wersję parkouru niż podczas treningu na Cosmo, a mianowicie dwie linie po trzy przeszkody na kształt litery S. Jak zawsze w moim przypadku pierwsza próba była fatalna, ponieważ już po pierwszej przeszkodzie Rimini zaczęła ze mną pędzić bez kontroli. Jednak dzięki uwagom p. Jakobsa, zrozumiałam o co chodzi i drugi raz okazał się o niebo lepszy. Mówiąc łopatologicznie: zwykle gdy najeżdża się na przeszkodę, nawet nieświadomie buduje się pozytywne napięcie pod tytułem “o! za chwilę będzie przeszkoda!”, tymczasem z Rimini wraz ze zbliżającym się skokiem należy się dosłownie rozpłynąć w siodle, wręcz sflaczeć tym samym przekazując koniowi wręcz ujemną energię i wtedy zaczyna działać. Tak więc za drugim razem wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt, że ten koń ma również preferencje odnośnie przeszkód- nienawidzi krzyżaków, przez co zamiast normalnie dojść sobie do przeszkody, nawet tupnąć, wyskakuje jak szalona, a Małgorzatka odstawia angola. W związku z tym trzeba było powtórzyć tę ostatnią linię jeszcze razy, lecz przez moją za wolną reakcję przy skręcie po pierwszej przeszkodzie, posypał się cały rysunek, przez to również i dystans, ja zaczęłam znowu robić za dużo naraz… i mało co nie wylądowałam na ziemi. Na szczęście umiejętności wkkwoskie umożliwiły mi ponowne wdrapanie się na konia (albowiem byłby to ogromny wstyd spaść z konia, jako że zdarza się to mega rzadko :P). I po wysłuchaniu kilku żartobliwych uwag można było powtórzyć tę kombinację nareszcie w dobrym “niemieckim” (jak to ujął p. Jacobs) stylu :D

I tak dzień który zaczął się od fajnych emocji, skończył się na samotnym studiowaniu podręczników. A jak to wyglądało u Was?

Komentarze

8

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.