Jak sopel lodu…!

Dzisiaj miałam bardzo ekstremalny trening.  Pomimo tego, że w ciągu dnia pieszo przebyłam trasę od domu do szkoły i z powrotem, nie zdawałam sobie sprawy, że temperatura na dworze była taka niska. W związku z tym nie wpadłam na to, żeby się grubiej ubrać.

Przed jazdą jak zwykle zimą odbywało się nagrzewanie zadka Donka (przy którym ja również się troszkę ogrzałam). Nieśpiesznie się ubierałam, ale tak czy tak, w końcu musiałam wyjść z cieplejszej stajni do lodowatej hali. Zaledwie ok. 10 min stępa (dla mnie wydawało się to wiecznością) wystarczyło żebym była zamarznięta. Zanim zaczęłam jazdę, już chciałam schodzić. Na szczęście podczas rozgrzewki również i ja zaczęłam się rozgrzewać (czyli tułów i ręce), a potem powoli zaczęłam z powrotem czuć stopy :P

Na treningu znów było trochę ujeżdżenia i trochę skoków. W związku z temperaturą twierdziłyśmy, że nie ma sensu skakać jakichś wysokich przeszkód, tak więc skupiłyśmy się bardziej na stronie technicznej. A mianowicie jeździłam po drągach (potem skakałam) na kółku o średnicy szerokości hali. Było to o tyle trudne że nasza hala ma zaledwie 13 metrów szerokości, więc ciężko było się wyrobić. Do tego robiłyśmy ćwiczenie wymuszające kierowanie zewnętrzną wodzą i wewnętrzną łydką. Miałam najeżdżać na przeszkodę w kontr-ustawieniu a przed samą wskazówką prostować i przy skoku oddawać rękę itp. Oczywiście jest to przesadzone ustawienie w porównaniu do np. zawodów, ale tak czy tak trzeba prowadzić na zewnętrznej wodzy.

Do tego pani Kasia kazała mi jeździć w tak zwanym “lekkim pełnym siadzie”. Chodziło o to żeby na małym terenie sprawić żeby Donek lepiej pracował zadem. W normalnym półsiadzie byłoby to trudne, a z kolei pełny siad mógłby się odbić na plecach Donka. Wygląda to tak jakbyś jadąc półsiadem przysiadł z lekko podniesionym tyłkiem, obciążając strzemiona i dodatkowo był lekko pochylony. W ten sposób można wyjechać konia przed przeszkodą nie obciążając przy tym grzbietu konia.

Podczas końcowego stępa niestety znów zdążyłam zamarznąć. W pewnym momencie gdy pani Kasia powiedziała mi żebym zrobiła półparadę wewnętrzną ręką miałam problem, bo jej nie czułam. Dopiero po dojechaniu do domu, pod prysznicem moje stopy przestały być białe :P Na następną jazdę przyjeżdżam w termicznym kaftanie!

66603118

Komentarze

6
  • Minifaliowa

    Ja ostatnio jeździłam 15 min bo tak mi palce zmarzły, że nie byłam nic w stanie zrobić a dodatkowo konikowi odwalało. Jak rozmrażałam palce to tak strasznie bolały :(

    Odpowiedz
  • Kartagina

    Jezdzictwo w zimę to naprawde sport ekstremalny :p

    Odpowiedz
  • asia

    Nie wiem dlaczego, ale ja jeździłam dzisiaj na hali przy minus 10 stopni, przy stępie było mi zimno, troche skostniałam, ale jak zaczęłam kłusować i galopować zrobilo mi się milo i całkiem cieplo chociaż nie byłam grubo ubrana. Nie wiem dlaczego, może ja tak bardzo nie marzne :D Ja zimę spokojnie przeżyję :) Może dla tego że tamtą zimę przejeździłam na polu.

    Odpowiedz
  • Grala

    mi ostatnio tak stopy zamarzły że nawet nie czułam jak mi same ze strzemion wylatywały :P I całą lekcje przejeździłam bez strzemion. :)

    Odpowiedz
  • konik6628

    Ja się cieszę,że wogóle jest hala…:)

    Odpowiedz
  • Kasia :)

    Tak ja też mam zawsze problem z odmarzającymi stopami !!!
    Jak wracam do domu to tylko zrzucam ciuchy ciepłą herbatka i nogi do gorącej wody :P
    Również mam halę .lecz muszę przyznać ,że nie jestem pewna czy ona dużo daję ,ale wolę się nie przekonywać :/ Ale co tam lepiej jeździć w mrozie niż wcale :D

    Odpowiedz

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.