Jak zostałam Mistrzem 2

Dobry wszystkim :) Tydzień już prawie minął od Mistrzostw, a ja zrobiłam sobie małe wakacje i do tej pory nie mogłam się zebrać do napisania relacji, na którą na pewno czekacie z zapartym tchem ;P

Zaczynając od początku, jak to zwykle ja nie mogę się zacząć pakować wcześniej, czyli na przykład dzień przed wyjazdem tylko zawsze na ostatnią chwilę. Na zawody tym razem jechałam tylko z moim trenerem Jankiem Kamińskim w czwartek wczesnym popołudniem (nie martwcie się moja mama przyjeżdżała następnego dnia ;)). Oczywiście wszystko pięknie sobie zaplanowałam i według niego na luzie powinnam była zdążyć ogarnąć wszystkie rzeczy na zawody jeszcze tego samego dnia o ile przyjadę do stajni rano. No i oczywiście wynikły nieoczekiwane komplikacje, przez które ani nie zdążyłam rzeczywiście wszystkiego zabrać według listy, (co boleśnie odczuwałam np. przy przygotowywaniu się na czworobok) ani wyjechać o czasie :P. Przestrzegam! Nie bądźcie tak jak ja, planujcie wszystko i przygotowujcie wcześniej! ;P

 

 

Na szczęście udało nam się jeszcze zajechać na miejsce o w miarę przyzwoitej godzinie pomimo faktu, że i tak jechaliśmy wyjątkowo długo (zapewne dlatego, że ja prowadziłam połowę drogi :P), dzięki czemu na spokojnie mogliśmy znaleźć stajnię (na szczęście murowaną), ogarnąć rzeczy i trochę potrenować ;)

Następnego dnia konkurs miał się zacząć dopiero, około 13, ale o dłuższym pospaniu można było zapomnieć, ponieważ o 8 rano odbywał się przegląd weterynaryjny. Razem z moim kadrowym kolegą Marcelem Dulem, (jako że spałam u nich w domu, za co jeszcze raz bardzo dziękuję :*) przypadkiem podjęliśmy wyzwanie na przygotowanie się do przeglądu w niecałą godzinę. Mogłoby się wydawać, że bardzo dużo czasu, ale wliczając w to przygotowanie konia (korki, czyszczenie, mycie nóg, czyszczenie ogłowia, ogon itd.…) i siebie grafik okazuje się być napięty. Jakimś cudem nam się udało :) Co prawda moje 10 korków było raczej indywidualną interpretacją tego jak naprawdę powinny one wyglądać, podczas gdy Marcel w tym samym czasie zrobił piękne, równe, wręcz pod linijkę… : P

Poranny trening jak to zwykle treningi udał się całkiem dobrze, więc nie ma, o czym gadać, lepiej przejść od razu do akcji! Podczas rozprężenia bardziej martwiłam się czy sędziowie zauważą, że mam dwie różne rękawiczki (jedną czarną a drugą granatową) niż samym przejazdem ;))). W pracy z Czarkiem bardziej skupiliśmy się na jego ogólnej sylwetce, dlatego dużo pracowaliśmy nad zmianami tempa, na kołach i równych ustawieniach raz wyżej raz niżej. Im mniej czasu mieliśmy do startu bardziej zwracałam uwagę na jego karność i posłuszeństwo, jako że zwykle podczas ostatnich kilku minut zaczyna pokazywać rogi, a nawet sama prowokowałam sytuacje, które mogłyby u niego wywołać jakieś odskoczenie, wystraszenie się itp. Tymczasem Czaruś w większości przypadków nie dawał się przechytrzyć i zachowywał całkowity spokój. W takiej sytuacji można by zacząć myśleć, że może tym razem Chenaro będzie spokojny, ale przerabiając to już wiele razy wiedziałam, na co stać mojego konia, dlatego wjeżdżając na czworobok byłam przygotowana na wszystko…

 

 

Z relacji na facebooku wiecie już, że Czarek tym razem postanowił zachowywać się jak przyzwoity koń i swoje wygłupy ograniczył do minimum. Do tej pory zastanawiam się, co miało na to wpływ, na pewno otoczenie czworoboku było bardziej przyjazne niż np. w Strzegomiu gdzie wszędzie są porozwieszane banery, flagi powiewające na wietrze, stoiska z ludźmi itd. Możliwe, że pogoda również miała w tym swój udział, ponieważ było całkiem ciepło, a jak już zdążyłam zauważyć wysoka temperatura dosłownie dobija Czarka. Mogłabym snuć te rozmyślania jeszcze jakiś czas, ale fakt jest taki, że wreszcie mogłam względnie normalnie przejechać program. Oczywiście wiedząc po fakcie, że kucyś był (jak na niego) spokojny mam niedosyt, ponieważ mogłam go lepiej zaprezentować chociażby w kłusie dodanym, którego osobiście na filmie prawie nie zauważyłam, jednak wtedy wciąż miałam obawy przed zbyt mocnym otworzeniem go. Dlatego podsumowałabym ten czworobok, jako zbyt zachowawczy, ale i tak wystarczył żeby objąć nie tylko prowadzenie w Młodych Jeźdźcach, ale także w całym konkursie :D

Następnego dnia równie późno zaczynała się próba terenowa 2*. Moim zdaniem zdecydowanie najtrudniejszymi zadaniami były dwie kombinacje wodne, z czego pierwsza składała się z domku, jednej foule do zeskoku do wody, pięć fouli do wyskoku i trzy do wąskiego frontu:

 

A w drugiej problematyczny był korner ustawiony po wyjeździe z wody, który wymagał bardzo precyzyjnego najazdu (na zdjęciu to brązowe na wprost, gdzie trzeba było trafić między chorągiewki…).

 

 

Dodatkowo lekkie obawy wywoływała u mnie kombinacja z mega szerokim okserem i kolejnym cornerem ( i w tym przypadku widać, jaką dużą rolę odgrywa psychika, ponieważ wmówiłam sobie, że ten okser taki straszny i oczywiście podczas przejazdu musiało mi do niego nie pasować, przez co nawet Czaruś ledwo dał radę się wyratować…).

 

Jako że cross ogólnie nie wydawał się mega wymagający odnośnie przeszkód i kombinacji poziom trudności podnosiła bardzo ciasno zmierzona norma czasu, w której oczywiście miałam zamiar się zmieścić. Na rozprężalni Czaruś z kolei tym razem był bardzo… bym powiedziała bardziej niż energiczny i zarówno tam jak podczas całego przejazdy miałam wrażenie jakby przed czymś uciekał. Trochę nam zajęło domyślenie się co mu tak przeszkadzało.. Biednemu konisiowi przeszkadzał popręg z przylegającym fartuchem, który pożyczyłam od Janka (z resztą tak samo jak siodło, za co również po raz kolejny bardzo dziękuję :*). W związku z tym niestety przez cały cross nie mogliśmy złapać równego rytmu, bo za każdym razem po przeszkodzie, gdy dawałam łydkę do galopowania ten wystrzelał jak z rakiety, przez co nie do końca wiedziałam, czego mogę się po nim spodziewać. Dodatkowo sama byłam jakaś nieogarnięta i mało myśląca jak na mnie, zapewne było spowodowane ciśnieniem żeby trafić w normę czasu, dlatego ogólnie muszę przyznać, że nie jechało mi się zbyt dobrze. Na szczęście udało nam się na tyle skupić żeby pokonać te najtrudniejsze kombinacje bez większych problemów i ostatecznie przyjechać w czasie i na czysto :) Pozostawało jedynie czekać do następnego dnia na ostateczną próbę, no i przy okazji spędzić jeszcze kilka godzin na chodzeniu z koniem, chłodzeniu nóg ochraniaczami lodowymi itd. Na szczęście miałam już wtedy do pomocy mamę :D

 

W niedzielę nasz konkurs po raz kolejny zaczynał się, jako ostatni, czyli, około 14.00, ale wcześniej czekał nas jeszcze przegląd. Na szczęście p. Artur, jako organizator zawodów okazał się być litościwym i zaplanował rozpoczęcie przeglądu godzinę później, co biorąc pod uwagę imprezę przy ognisku, na której wszyscy bawili się do późnych godzin było bardzo pomocne.

 

 

Wika I Marcel :)

 

Tym razem do przeglądu o dziwo udało mi się względnie wyrobić z całym przygotowaniem konia i nawet wysiliłam się na tyle żeby zrobić 12 korków :P

W końcu przyszedł czas na ostateczną próbę :O Ogólnie moja sytuacja wyglądała całkiem dobrze, ponieważ w miarę trwania konkursu moja przewaga punktowa rosła i ostatecznie, aby utrzymać pierwsze miejsce w konkursie mogłam pozwolić sobie na dwie zrzutki, a w Mistrzostwach aż 4, co na Czarku jeszcze nigdy się nie zdarzyło. Dlatego mogłoby się wydawać, że z taką przewagą nasze zwycięstwo jest raczej pewne, przez co teoretycznie powinnam być względnie spokojna i zrelaksowana… I tak mi się właściwie wydawało dopóki nie zaczęłam przejazdu, kiedy to okazał się on być małą tragedią przez moje głupie błędy…

 

 

Po parkourze byłam naprawdę zła na siebie, bo jednak fajnie byłoby wygrać Mistrzostwa pokazując, na co mnie rzeczywiście stać, bo przecież nie mówię tu o koniu, ponieważ on pokazał ogromną klasę wyratowując się z zadań, które mu dawałam i to do tego nawet nie dotykając drąga. Dopiero po wszystkim, gdy byłam już w stajni ogarniając sprzęt, kiedy to przeszły już emocje uświadomiłam sobie, że w ten sposób kucyk odpłacił mi się za te wszystkie łzy wylane po czworobokach, a w szczególności podczas ME we Włoszech…  każdym razie nie zważając już na targające mną emocje UDAŁO NAM SIĘ!!! Jesteśmy Mistrzami Polski!!! :D Tak jak już wcześniej pisałam na Fb ten tytuł nie należy się tylko mnie i Chenaro, ale wszystkim, którzy równie ciężko pracowali na ten sukces :D

 

 

Chciałabym przeogromnie podziękować mojemu trenerowi Jankowi Kamińskiemu, za pełną przygód współpracę, którą wytrzymał i się nie poddał ;) Także pani Gosi Pawłowskiej, która sprawowała pieczę nad naszym wytrenowaniem ujeżdżeniowym 😍 Wszystkim kibicom trzymającym za nas kciuki i oczywiście mojej rodzinie a w szczególności moim rodzicom i siostrze, Cioci i Wujkowi bez których moje jeździectwo nie byłoby możliwe 😘😘😘😘 Dziękuję również wszystkim którzy dbali o konie – a przede wszstkim Panu Doktorowi Michałowi Kaczorowskiemu, Pani Anecie Worontkiewicz, oraz firmie Optifeed która pomaga nam w optymalnym wyżywieniu koni. Tak więc tytuł Mistrza Polski uważam za sukces nas wszystkich, zdobyty dzięki wspólnej ciężkiej pracy ( no i trochę talentu też pomogło 😜). Bardzo chcę również podziękować mojemu sponsorowi firmie Pikeur i Eskadron za zafundowanie świetnych ubrań oraz sprzętu dla Czarka W końcu co się nie dojedzie to się dowygląda 😉

Oczywiście po dekoracji tradycyjnie, (mimo że próbowałam się jakoś wywinąć) zostałam zmuszona razem z resztą medalistów do taplania się w bajorku zwanym przeszkodą wodną, :P Na szczęście oprawcy byli na tyle mili, że pozwolili nam zdjąć wszystkie cenne rzeczy, czyli oficerki kaski fraki itd., Co prawda chętnie jeszcze oszczędziłabym koszulkę i spodnie konkursowe, ale, od kiedy je mam przeżyły już gorsze rzeczy i nic im nie jest ;)

 

 

 

 

 

 

Komentarze

12

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.