Jakoś inaczej…

Przepraszam Was, że wczoraj nic nie napisałam, ale jak wróciłam do domu byłam strasznie zmęczona ponieważ miałam ciężki tydzień w szkole i codziennie spałam po pięć godzin, tak więc musiałam to odespać. Tak się złożyło że zasnęłam na kanapie i nie zdążyłam zrobić wpisu. Sorcia :)

Wczoraj do ostatniej chwili nie wiedziałam na którą godzinę mam trening ponieważ miał do nas przyjechać nowy trener od skoków. Niby po 17.00 moja mama miała dostać jakąś wiadomość kiedy dojedzie, ale jej nie dostała. Tak więc stwierdziłyśmy że bezpiecznie będzie przyjechać na 17.30, ponieważ i tak najwcześniej będę mogła mieć jazdę na 18.00. Jednak gdy już przyjechałam pani Dorotka (mama Ani) powiedziała, że dopiero piętnaście minut wcześniej Ania zaczęła, z czego wynikało że mam trening na 18.15. Wyszłam z Sojuzem jakieś pięć po żeby go rozstępować. Nie był to najlepszy pomysł. Niezależnie od tego czy jestem w Paszkowie czy na Wolicy pogoda jest ta sama, i przez te 10 min stępa zdążyły mi zamarznąć palce u rąk jak i u nóg. Dopiero pod koniec jazdy odzyskałam w nich czucie :(

Na samym początku chwilę porozmawiałyśmy z mamą z nowym trenerem ponieważ chciał się dowiedzieć w czym mamy problem. Powiedziałyśmy mu, że mam problem z odmierzaniem odległości i że w skokach prawie nigdy nie jeżdżę z głową Smoka na dole, ponieważ mi to nie wychodzi. Następnie pan Zbyszek kazał mi jeździć dookoła niego kłusem, żeby zobaczyć jak siedzę. Stwierdził, że chyba Trener nie zdołał mnie jeszcze tak pochylić do przodu w siodle jak sam jeździ. Potem zaczęłam jeździć po drągach w kłusie w jedną i w drugą stronę. W tym ćwiczeniu chodziło o to bym zachowała ten sam rytm kłusa jak najeżdżam i podczas przejeżdżania przez drągi. Pan Zbyszek mówił, że bardzo dobrze ale mi się wydawało że Sojuz jest zbyt leniwy. Jednak zadowoliło mnie coś innego. Miał głowę na dole! I w ogóle był jakiś taki miły w pysku. Miejmy nadzieję ze dzisiaj tez taki będzie :)

W każdym razie po galopach znowu zaczęliśmy od drągów tyle, że ze zmianami nogi w obie strony. Znacznie pewniej się czuję jak zmieniam z prawego na lewo. A w ogóle najlepiej jest jak nie zmieniam nogi, ale tak nie mogłam. Następnie Trener Zbyszek postawił mi krzyżaczka, przed którym i za ktorym były drągi. O dziwo wszystko mi pasowało jak nigdy. Przez co szybko podwyższono mi tego krzyżaka. Jedyne o czym pan Zbyszek zwrócił mi uwagę to to, że za bardzo w czasie skoku działam górą ciała jak chcę zmienić nogę. Od razu się poprawiłam jednak ja osobiście nie czułam, żeby to były dobre skoki. Moim zdaniem Sojuz się za bardzo “przelewał” się przez te przeszkody. Był za mało energiczny i wydawało mi się, że trochę mu przeszkadzam. Po prostu za długo to trwało i nie wiedziałam jak się ustawić. Dlatego tak lubię skakać w krosie. Wtedy te skoki są pełne energii i takie szybkie. Dynamiczne, po prostu świetnie się w nich czuję. No ale tam nie mogłam się tak rozpędzić…

(Zdjęcia są jakie są bo aparat jest w naprawie i mama robi je telefonem. Za 3 tyg będą lepsze :) )

Następnie pan Zbyszek postawił mi okserek przed którym miałam trzy drągi co fulę. Niestety jeden raz się pomyliłam i zrobiłam to co zwykle czyli przyspieszyłam przed drągiem a potem Sojuz tupnął i przez to przeszedł do kłusa. Na szczęście miałam przed sobą trzy drągi i Smok znalazł rytm i znowu zaczął galopować i skoczył tego okserka. Wyratował mnie, mój mały kucyk :) Pan Zbyszek powiedział wtedy, że i tak bardzo dobrze jak się pomyliłam jeden raz na 20 skoków. Tak więc ogólnie byłam bardzo zadowolona z treningu tyle że następnym razem muszę trochę bardziej obudzić Sojuza.

Muszę już wyjeżdżać na trening z panią Ewą ba mam go na godzinę 11. Papacia :)

Komentarze

6

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.