Luz blus :P

Przez ostatni tydzień zarówno ja jak i wszystkie trzy kucyki mieliśmy małe roztrenowanie. Tak jak wspominałam w poprzednim wpisie wyjechałam na kilka dni do rodziny, podczas gdy konie wychodziły sobie tylko na spacerki… a gdy wróciłam rodzina przyjechała do mnie :). Tak więc jak to zwykle bywa z kuzynkami, które się widzi raz na pół roku, chciałam spędzić z nimi jak najwięcej czasu, a do tego od czwartku do niedzieli codziennie odczuwalne były niemiłosierne upały, czyli byłam skazana na to, żeby jeździć albo wcześnie rano albo późnym wieczorem (w większości wybierałam tą drugą opcję :P).

Jako, że z Sojuzem przez cały ten czas miałam tylko (albo aż) stępować pod siodłem godzinę, a zaledwie wczoraj pierwszy raz trochę podkłusować, a z kolei Timi miał codziennie być lonżowany, najwięcej mogę napisać o pracy z Czarkiem. Pierwsze dwie jazdy polegały głównie na rozluźnieniu na długiej szyi w dół z nosem do przodu. Podczas tych treningów głównie skupiałam się na kontroli mojego ciała (zawsze zaczynaj najpierw od siebie- zaczyna mi ta zasada wchodzić do głowy), oraz na utrzymywaniu lekkiego kontaktu na wodzach, bo przynajmniej w przypadku Czarka on nie pójdzie z nosem do przodu jeżeli będę utrzymywała mocniejszy kontakt (półparada wewnętrzną wodzą z łydką i odpuszczenie ręki do przodu, na zewnętrznej wodzy lekki w miarę stały kontakt).

IMG_2187

 

Znacznie łatwiej było mi uzyskać rozluźnienie konia w lewą stronę ponieważ (zapewne przez moją technikę jazdy) kucyk jest bardziej oparty na prawej wodzy, czyli w tym przypadku zewnętrznej. Tymczasem w drugą stronę wymagało to ode mnie o wiele mocniejszego użycia lewej łydki, ale przy tym musiałam pamiętać żeby nie usztywniać ani biodra ani kolana (koń delikatesik się znalazł… :P). W końcu udało mi się go też rozluźnić w galopie, po tym jak nareszcie ustawiłam ciało tak żeby mu nie przeszkadzało i w sumie nie wiem czy sama to spowodowałam, czy kucyk mając po prostu dosyć galopu i (tak jak często Sojuz) zrobił wszystko czego jeździec chciał żeby tylko skończyć… :P
Następnego dnia miałam sobie 5 min pogalopować przez nóżkę, ale wiedziałam już, że bez wcześniejszej pracy rozluźnieniowej może ten galop co prawda być wolny, ale tylko dzięki mocnemu hamowaniu konia co z kolei skutkuje usztywnieniem i mocnym nabuzowaniem. Niestety podczas tej jazdy zrobiłam mały błąd ponieważ powinnam od początku pracować w tym miejscu gdzie chciałam galopować po dużym kole, podczas gdy ja najpierw poszłam na plac kwarcowy. W ten sposób gdy uznałam, że kucyk jest już wystarczająco rozgrzany wyjechałam z niego i jak to zwykle bywa wszystko nagle stało się straszne… To było wolne, ale bardzo intensywne 5 minut…
Ostatnio też doszłam do wniosku że Czaruś nie ma do mnie zaufania, co objawia się właśnie częstym przestraszaniem się czegoś (co potem przemienia się w lekką panikę), banie się koni… Postanowiłam więc częściej przed jazdą wychodzić z koniem na tor i kręcić się wokół przeszkód , na luźnej wodzy tak przez około 20 min. Jak na razie zrobiłam tak trzy razy i podczas samego spaceru widać różnicę bo o wiele mniej rzeczy straszy Chenaro, ale niestety odnośnie pracy na jazdach jeszcze nie przyniosło to efektu. Znacie może jakieś fajne ćwiczenia zarówno pod siodłem jak i w ręku, które mogłyby zwiększyć zaufanie konia do jeźdźca?
Jeszcze jedna sprawa: przestrzegam Was przed bardzo atrakcyjnymi wieczornymi jazdami! Ostatnio wyszłam ze stajni z koniem około 21.30 i zaraz po tym zostałam zmuszona do niej wrócić, ponieważ doświadczyłam dosłownie ataku chrząszczy. Niby nie gryzą, ani nie drapią, ale zdecydowanie nie jest przyjemne gdy wielki żółty, latający i bardzo głośny owad siada na szyi i twarzy oraz wplątuje ci się we włosy. Timi może potwierdzić, bo zwiewał równie szybko jak ja :P

Komentarze

14
  • A.

    Odnośnie zwiększenia zaufania i opanowania strachu przed rożnymi rzeczami, może sprobowalibyście tradycyjnego odczulania? Na folie, parasole, rożne wiszące rzeczy, na hałasy? Tu pole jest nieograniczone! Podam prosty przykład: wystarczy do przeszkód/barierek/drzew (zależy od tego gdzie jeździcie) przywiązać kawałki starego prześcieradła albo folii (przy tym drugim dodatkowo odczulasz na hałas) tak, zeby powiewały na wietrze. I co jakiś czas podjeżdżasz pod to z rożnych stron.
    To samo z ziemii, czyli klaskanie, szeleszczenie, kichanie.
    I duzo spacerów, w ręku, bo nic tak nie buduje więzi jak wspólne chodzenie, a nie tylko wożenie sie na grzbiecie :D
    Duzo nie trzeba, Chenaro i tak jest odzwaznym koniem, biorąc pod uwagę to, ze pokonuje pod tobą Crossy. Myślę, ze wystarczy systematyczna praca, która wyżej opisałam i raz, zwiększy sie jego tolerancja na otoczenie, a dwa, bedziesz jego prawdziwym partnerem, przy którym nic nie bedzie mu grozić.
    Sa wakacje, korzystajcie, powodzenia!:)

    Odpowiedz
  • Vic

    Jeśli chodzi o odczulanie to wziąć konia na katar i przygotować różne “straszaki”, piłki, puste butelki, folie, kurtkę. Na początku daj powąchać rzecz która odczuwasz. Może spotkałaś się z takimi filmikami gdzie człowiek “uderza” długim batem w partie ciała również możesz to obadać. Ale jeśli chodzi o te śmieszne różne rzeczy to najpierw daj koniowi powąchać dany obiekt. Następnie delikatnie zacznij przesuwać po ciele na przykład folie. Kurtkę możesz zakładać na głowę lub przyjeżdżać wzdłuż kręgosłupa. Wszystko tak naprawdę zależy od twojej wyobraźni! Ja naprawdę polecam odczulanie konik się nie boi i jeszcze do tego wzmacniamy zaufanie!

    Odpowiedz
  • justii

    Myśle,że aby zyskać zaufanie konia jest bardzo ważne poświęcanie mu dużej ilości czasu i uwagi. Sądze, ze na wiązaniu prześcieradeł itd nie masz warunków na hipodromie,.yak jak pdoponują dziewczyny wyżej. Ka polecam chociażby samo przesiadywanie z koniem w boksie, długo, wolno go czyść, potem siedź w boksie, niech koń zobaczy,.ze moze czuć się przy tobie swobodnie, ze nawet w jego prywatnym boksie ty nie jesteś szkodliwa, dołączaj potem wspólne spacery. Ja miałam wiele różnych koni pod opieką i zawsze ta metoda u kazdego się sprawdzała do tego stopnia, ze z nienacka mogłam przejść pod brzuchem konia, czy wskoczyć na grzbiet w boksie, a spacery były dosłownie bez uwiązu i innuch- koń sam za mną chciał chodzić, sam mnie obserwował, słowa były niepotrzebne :)

    Odpowiedz
  • kamcia

    jest jedno bardzo proste ćwiczenie-sprawdzian na zaufanie konia do człowieka: końcówkę uwiązu, którą zwykle trzymasz w ręku przerzucasz ponad szyją, aby klepnęła konia po drugiej stronie. zaskakująco wiele koni przy tak prostym ćwiczeniu odskakuje na bok.
    polecam pooglądać dokonania tej dziewczyny: https://www.youtube.com/user/Bhukshine/videos

    Odpowiedz
  • carolina

    1) chciałam Ci powiedzieć że jesteś naprawdę dzielna i jestem pod wielkim wrażeniem. Mam tyle takt co Ty i podziwiam że mieszkasz sama, tak daleko od rodziny i godzisz pasje ze szkołą. Twoja ciężka praca na pewno się opłaci! Trzymam kciuki i mam nadzieje że zobaczymy Cię niedługo na Olimpiadzie!

    2) czy mogłabyś napisać jakie bryczesy masz na sobie, jaki model? Bardzo mi się podobają. :)

    Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów! Nie podawaj się!
    Karolina

    Odpowiedz
  • koniara

    Mija kolejna rocznica śmierci Arysa. Mimo że go nie znałam to uważam że był to wspaniały koń. ,, on żyje , żyje w naszych sercach i będzie żyć póki pamięć o nim będzie trwać”
    Rysio ur.19.03.2001 zm.07.07.2012

    Odpowiedz
  • Koniara

    Gosia mam pytanie masz jakąś propozycje jak można się nauczyć,żeby mieć większy ciężar na strzemionach ?

    Odpowiedz
  • Misia

    Gosiu a jak miewają się Twoje blizny pod kolanami?

    Odpowiedz
  • Ewa

    Co do zaufania, ja mojego Grubasa zawsze przed jazdą wypuszczam na mały plac z przeszkodami i zmuszam go do ruchu. Nie jest to do końca join-up, bo daję mu kilka razy chwilę odpoczynku, ale po kilkunastu minutach kucyk sam do mnie przychodzi i na jeździe nie ma problemu ani z zaufaniem, ani z zbyt dużą ilością energii konia :)

    Odpowiedz

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.