Łydki drogą do szczęścia :)

Ostatnie treningi z p. Łukaszem wydaje mi się, że były dość znaczące, szczególnie odnośnie skoków na Timonie oraz pracy z Czarkiem, bo w przypadku pierwszego nareszcie ogarnęłam system na skoki, a odnośnie drugiego w końcu zaczyna się mnie słuchać :)

IMG_3073

Zaczęło się od (wreszcie!) bardzo intensywnego treningu ujeżdżeniowego na Chenaro. Pierwsze 15 min rozprężałam się sama i w sumie szło mi całkiem nieźle, bo Czaruś był rozluźniony i chodził z głową na dole. Ostatnio stwierdziłam, że przez moje zachowanie na początku pracy z Czarkiem (to że nie wiedziałam jak na nim jeździć no i chciałam z nim pracować współpracując, czyli inaczej mówiąc po dobroci) został trochę rozpuszczony w efekcie czego nauczył się, że pode mną może wariować. Właśnie taki moment nadszedł razem z przybyciem Trenejra w związku z czym po raz kolejny byłam zmuszona trochę się pokłócić z konisiem żeby doprowadzić go do pionu.

Ogólnie ten trening uważam za najlepszy od kilku miesięcy nie do końca dlatego, że wszystko mi wychodziło ale właśnie dlatego, że byłam po nim bardziej schetana niż po krosie. Bite 40 min jeździłam w kłusie ćwiczebnym oraz galopie. Głównie skupialiśmy się na energicznych chodach i dokładności wykonywania elementów programu. Właśnie dlatego prawie każdy element musiałam poprawiać po kilka razy w tym np. na koniec jazdy gdy byłam już mega zmęczona  musiałam wykonać osiem długich przekątnych w kłusie dodanym ponieważ za mało dodawałam, miałam za mocny kontakt (też trochę dlatego, że chciałam złapać równowagę) przez co nie pozwalałam koniowi wydłużyć wykroku lub też za wcześnie kończyłam… :P Bardzo dużo czasu też spędziłam robiąc kontr-galopy które na początku nie wychodziły najlepiej (bo np. przestawiałam ciężar ciała, a moje konie bardzo dobrze na to reagują gdy tego nie chcę :P)… do czasu gdy zaczęłam używać więcej łydki niż ręki. Ostatnio zauważyłam, że (chyba) przez to, że jestem za długa ciężko jest mi ogarnąć moje biodra w związku z czym również utrzymywanie ciężaru ciała po odpowiedniej stronie :P Lecz gdy zaczęłam używać półparad zamiast stałego trzymania wodzy oraz gdy zaczęłam skręcać za pomocą łydki, która w kontr-galopie powinna być bardziej z tyłu (czyli jak się jedzie po kole to wewnętrznej) zaczęło bardzo dobrze wychodzić. Połączyliśmy to ćwiczenie z łopatką w galopie, która miała na celu lepsze podstawienie zadu… i tak przez jakieś 15 min non stop :P Ogólnie najbardziej zadowolona oprócz dobrze wykonywanych figur z tego, że nareszcie udało mi się jeździć bardziej kierując konia łydkami przy lżejszym kontakcie i z rozluźnioną szyją konia ustawioną do dołu, co zdecydowanie nie wyszło mi na wcześniejszym treningu na Timonie. Okazało się to dość łatwe ponieważ po prosu musiałam używać więcej wewnętrznej łydki, a zewnętrznej używać do kontrolowania kierunku oraz stosowanie dłuższych półparad a potem odpuszczeń. Wiem, jak o tym piszę może Wam się Wam wydawać, że odnośnie wszystkich figur wykonuje się w sumie te same czynności (co może i jest prawdą), ale cała trudność polega na wyczuciu w jakim natężeniu użyć pomocy i dokładnie w którym momencie – na jakie zachowanie konia odpowiedzieć którą pomocą.

IMG_7078

Następnego dnia miałam treningi skokowe na młodych z czego na pierwszy ogień poszedł Timoncio. Nie skakaliśmy zbyt dużych przeszkód bo zaledwie ze trzy miały koło 115 cm z całego parkuru na 6, w tym dwóch szeregów. Co było najlepsze podczas tej jazdy to to, że na zwykłym, grubszym wędzidle miałam zarówno kontrolę skręcalności jak i w miarę prędkości :D Udało mi się to dzięki systemowi: mocno czekać ciałem (ale się nie usztywniać), dawać dużo wewnętrznej łydki w zakrętach oraz przed odskokiem, a co najbardziej znaczące używać (czasem mocniejszej) półparady zewnętrzną wodzą. Ogólnie skakało mi się świetnie, wreszcie miałam kontrolę nad koniem i sobą, a do tego pomimo nie za szybkiego (ale energicznego) tempa kucyk skakał z ogromnym zapasem.

Następną jazdę miałam na Czarku, już co prawda nie miałam nadziei na tak dobry trening jak na Scottim, ale miałam nadzieję, że będzie chociaż trochę lepiej niż zwykle… i się udało :D Naszym hasłem przewodnim były zamknięte palce, czekanie ciałem oraz kontrola zarówno przed przeszkodą jak i po (to szczególnie). W sumie starałam się używać pomocy podobnie jak na Timonie czyli zewnętrzną wodzą półparady oraz starałam się przełamać i zacząć używać więcej łydek. Ku mojemu zaskoczeniu im więcej dawałam łydek tym bardziej udawało mi się ogarnąć kucyka, a jeżeli zaczynało się rodeo robiłam małe wolty i tak kręciłam się w kółko dopóki za pomocą półparady wew. wodzą i użycia wew. łydki nie udawało mi się go ogarnąć. Co prawda Trenejro powiedział, że było trochę lepiej, ale moim zdaniem biorąc po uwagę jakie miałam odczucia wtedy w porównaniu do poprzednich treningów, uważałam że poprawa jest duża :)

Czyli podsumowując: łydki drogą do szczęścia :P

Komentarze

7

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.