MPMJ Facimiech- jeszcze dużo pracy 2…

Nadszedł ostatni dzień zmagań na Mistrzostwach Polski w Facimiechu. Już prawie wszyscy pogodzili się z wczorajszym wypadkiem przy pracy, a nawet szczerze mówiąc muszę przyznać, że mi ulżyło… Oczywiście nie jest to rzecz, którą powinien powiedzieć sportowiec, ale taka jest prawda. Na prawdę cieszyłam się, bo wreszcie zeszła ze mnie presja i można było mieć chociaż odrobinę wakacji…

Wszystkie trzy klasy miały rano przegląd w związku z czym musieliśmy wyczyścić na błysk obydwa konie. W związku z tym Shaggy wreszcie doczekał się kąpieli, i muszę przyznać, że w jej wyniku zeszły nawet te plamy, które myślałam że miał już od urodzenia :P

 

 

Przyszedł czas na nasz nieszczęśliwy parkour na Sagenhafcie. Już od momentu wyjścia ze stajni miałam dziwne wrażenie, że coś jest nie tak. Przez całą drogę zastanawiałam się, czy dobrze robię, że po raz pierwszy na zawodach nie noszę kamizelki na skoki… i tak podczas rozprężenia nawet pomimo bardzo dużej ilości, czasami dość dzikich koni, Szymek zachowywał się bardzo dobrze. gdy pilnowałam siebie, żeby mocno go wspierać łydkami i prowadzić po bezkolizyjnej trasie nawet przestawał w ogóle na nie reagować. I tak spokojnie z krzyżaczka przeszliśmy do małej stacjonatki. Po skoku zobaczyłam, że przede mną przy ogrodzeniu stoi jakiś koń, tak więc z rozmysłem zaczęłam wcześniej zwalniać, aby przejechać koło niego spokojnym kłusikiem. Niestety nie przewidziałam sytuacji, że ktoś inny może mnie nie zauważyć, lub też nie zdążyć zareagować, lub też nie opanować konia (nie wiem nie widziałam), i prawie wjechać mi w tyłek. Na to Szymon, zareagował uzasadnionym odskokiem w bok, lecz wtedy ogarnął się, że tak również stoi koń, więc odskoczył ponownie w drugą stronę. No i tego już nie zdołałam wysiedzieć tak wiec zostałam zawieszona na wodzach z przewieszoną prawą nogą przez siodło… i może nawet jakoś bym się z powrotem wdrapała, gdyby nie to, że Shaggy w swojej lekkiej panice kierował się coraz szybszym galopem prosto na ogrodzenia tak jakby miał zamiar je przeskoczyć.

Tak więc po niedługim rozważeniu moich opcji:

opcja nr.1 trzymać się, przeskoczyć przez płot i potem wdrapać się na konia (mało prawdopodobne),

opcja nr.2 trzymać się spróbować przeskoczyć przez płot i spaść na kamienistą drogę za, lub tez w ogóle zabić się w pierwszej kolejności o płot,

opcja nr.3 nie trzymać się i spać na kwarcowy plac, to zdecydowałam się oczywiście na tę ostatnią.

Okazało się jednak, że ten kwarcowy plac nie jest takim miękkim puszkiem jak mi się wydawało. Już dość długo nie spadłam z konia i na prawdę zapomniałam jak ta ziemia jest twarda! W związku z tym tak jak zapewne normalny doświadczony w tym jeździec spadłby, potem normalnie wstał, otrzepał się i poszedł dalej, tak ja musiałam zrobić całą wielka scenę z wyciem i krzykami, tak jakby nie wiem co się stało :P Oczywiście w końcu musiałam skończyć przedstawienie i wsiąść z powrotem na siwą mendę, a nawet ogarnąć się na tyle żeby przejechać jeszcze parkour… Jakoś wgramoliłam się więc na konia i przejechałam zdecydowanie nie najlepszy w moim życiu przejazd.  Pierwszą część jechałam zupełnie bez przekonania, przez co dwa dystanse były absolutnie tragiczne, lecz potem złapaliśmy już cug i dalej poszło już całkiem kulturalnie.

 

 

Aż do momentu zejścia z konia nie zdawałam sobie do końca sprawy jak źle jest z moim biodrem. Dobry koniś został od razu zabrany do rozsiodłania przez Gabrysię (której jeszcze raz ogromnie dziękuję za pomoc <3), a ja do karetki wsparta o ramię mojego taty. I tak ledwo byłam w stanie chodzić, lecz zawody trzeba było dokończyć! Czy nie przypomina Wam to może pewnej sytuacji z przed 5 lat, kiedy to uciekający Sojuz podciął mnie sznurkami plastikowymi przez co miałam kilka poważnych ran pod kolanami i całą siną łydkę… Przypadek? Nie sądzę… :P

Żeby sobie przypomnieć tamten wpis z OOM-ów zapraszam tu:

Dwie twarze OOM w Facimiechu

 

Po półtorej godziny chłodzenia trzeba było znów się wziąć w garść i przejechać ostatni parkour na Czarku. Jako, że zajmowałam po krosie ostatnie miejsce w konkursie jechałam tym razem jako pierwsza. I krótko mówiąc również nie mogę powiedzieć, że był to dobry przejazd, a wręcz na pewno gdyby pokazać Czarkowi trasę i powiedzieć żeby sam skakał, zrobiłby to lepiej niż ze mną i nawet nie dotknąłby jednego drąga.

 

 

Tak więc kolejny przejazd, który nawet możliwe, że trafił mnie bardziej niż kros. Jenak na krosie uważało się bardziej za wypadek przy pracy, za coś co zwykle nie ma prawa się zdarzyć. A dodatkowo to całe gadanie, że lepiej teraz niż na ME, przez które miałam jednak takie przeświadczenie że wyczerpał nam się już zapas pecha przez co na ME samo przez się musi być dobrze. Tymczasem na skokach po raz kolejny były to moje i tylko i wyłącznie moje błędy. Po prostu zawaliłam sprawę i wcale nie wyklucza to możliwości, ze stanie się tak ponownie na ME. kolejny zimny prysznic, tyle że tym razem z odpowiednimi wnioskami i chęcią poprawy.

Ostatecznie udało nam się utrzymać trzecią pozycję (kto widział lub słyszał o moim wywiadzie z TV regionalna po krosie ten wie o co chodzi (https://krakow.tvp.pl/37790090/mistrzostwa-polski-juniorow-i-mlodych-jezdzcow-w-wkkwfacimiech-2018) :P), bo w sumie niezbyt dało się spaść niżej. (Znów, czy dobrze mi się wydaje, że zajęliśmy to samo miejsce 5 lat temu…?) I cóż mogę powiedzieć, jeszcze dużo pracy przed nami…

 

Oczywiście jeszcze raz ogromnie chcę pogratulować Roksanie za dobycie drugiego miejsca i przede wszystkim naszej nowej mistrzyni Paulince, która ciężką pracą na pewno sobie na to zasłużyła!

 

 

A także podziękować wszystkim, którzy mnie wspierali! Całej rodzinie, a w szczególności mamie, cioci Marzenie i wujkowi Calwinowi nie tylko za doping, ale przede wszystkim na to, że umożliwiają spełnianie się w tym sporcie. I na koniec moim trenerom w tym p. Jacobsowi za poświęcony mi czas i naukę, oraz p. Piotrowi Kulikowskiemu za wsparcie na zawodach, a przede wszystkim za przeogromne zaangażowanie i wiarę we mnie!

 

 

I tak Mistrzostwa Polski już za nami, ale bynajmniej to nie jest koniec wyzwań. Teraz pozostaje nam pełna mobilizacja, dopracowywanie szczegółów i magazynowanie sił, tak aby na ME pokazać na co nas na prawdę stać!!!

Komentarze

13

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.