Mrozić czy schładzać? Jak postępować z koniem po wysiłku?

W czasie 12 lat (już tyle??!!) swojej “kariery” jeździeckiej uczona byłam co najmniej kilku sposobów postępowania z koniem po wysiłku typu galopy kondycyjne, kros czy intensywny parkur. Rozmawiając z osobami, które mają odmienny sposób postępowania po wysiłku widzę, że rutyna ta częściej wynika z tego “że zawsze tak robiliśmy” niż z konkretnej wiedzy.

W czasie zawodów w Strzegomiu miałam okazję testować owijki chłodzące Aerochill wobec których szczerze mówiąc podchodziłam z dużym dystansem, bo to nowa technologia, nie sprawdzona jeszcze szerzej i takie subtelne działanie, przecież jak to zamoczysz w wodzie to się na nodze konia woda zagrzeje i będzie je grzać etc…
Dzisiaj chcę się z Wami podzielić efektem doświadczeń ze Strzegomia i opowiedzieć nieco więcej o swoich spostrzeżeniach.

W WKKW etap po krosie, a przed skokami (w zawodach międzynarodowych często jest taka kolejność) jest najtrudniejszym i najbardziej krytycznym momentem ponieważ cały dotychczasowy wysiłek włożony w ujeżdżenie i kros może pójść na marne jeśli koń nie przejdzie przeglądu weterynaryjnego przed skokami… Tymczasem po krosie walczymy z niewidzialnym wrogiem – nie widzimy gołym okiem co się dzieje w organizmie konia, czy nastąpiły jakieś uszkodzenia tkanek, przeciążenia itp. Działamy nieco w ciemno…

W czasie krosu koń ma wyjątkowe obciążenie swojego organizmu. Następuje kumulacja wysiłku spowodowanego długim, bardzo szybkim galopem, kilkudziesięcioma niestandardowymi skokami (w porównaniu do parkuru) wymagającymi czasem ekstremalnie długiego lub krótkiego odskoku, skrętami w tempie, a także możliwością obrażeń poprzez np otarcie czy uderzenie nogą o przeszkodę stałą, zmianą podłoża, czy po prostu kontuzjami przy wyskoku czy lądowaniu. Przez adrenalinę jeszcze jakiś czas po krosie koń może nie pokazać swojej niedyspozycji, sytuacja jest zatem dość nieprzewidywalna. Jakie więc są główne etapy postępowania po krosie?

1. Pierwszy etap to przywrócenie temperatury konia, pulsu i oddechu do normy tak szybko, jak to możliwe. Tu nie ma żadnych kontrowersji, robi się to przez odparowanie np polewa się konia zimną wodą i spaceruje z nim do czasu, aż oddech wróci do normalnego stanu spoczynkowego. Ważne jest aby nie zostawiać wody na koniu, tzn po polaniu konia wodą zdjąć nadmiar zbieraczką, ponieważ chcemy żeby koń oddał temperaturę co możliwe jest przez odparowanie niewielkiej warstwy wody. Jeśli jednak zostawimy wodę na koniu (która zbiera się w futrze) to w momencie gdy ona ogrzeje się od ciała konia, a jest jej za dużo aby od razu parowała, działa jak izolator i praktycznie podgrzewa nam konia.

Na tym etapie trudno jest zastosować lód na nogi konia, ponieważ z reguły jest on dostępny dopiero w stajniach, a po drugie ochraniacze z kieszeniami na lód bardzo ograniczają możliwość ruchu konia który na tym etapie jest priorytetem. Zatem zajmujemy się koniem w całości i najczęściej polewamy po prostu nogi konia zimną wodą, ale nie jest to zbyt efektywne schładzanie, jako że najczęściej są to jednorazowe polania, dodatkowo woda wylana na korpus konia spływa po nogach konia będąc już ogrzana od ciała.

2. Drugi etap to spacerowanie z koniem po wysiłku, przez pół do półtorej godziny, w zależności od wieku i kondycji konia. Utrzymywanie stałego ruchu konia po krosie jest naprawdę ważne, aby zapobiec gromadzeniu się kwasu mlekowego w mięśniach, obniżyć częstotliwość akcji serca, a także obniżyć poziom adrenaliny która spala się tylko w ruchu.

3. Schłodzenie nóg jest kolejnym etapem, który w praktyce odbywa się minimum godzinę po starcie bo tyle czasu zajmują poprzednie czynności. Znakomita większość zawodników robi to przez kilkukrotne okładanie nóg lodem po 20 min z przerwą 10 min. Schłodzenie nóg jest potrzebne przede wszystkim dla zahamowania powstawania opuchlizn i rozwoju stanów zapalnych wokół mikrouszkodzeń tkanek powstałych podczas wysiłku.

Chłodzić można na wiele sposobów, niektórzy wstawiają nogi konia do wiadra z wodą i lodem (zdjęcia bezczelnie ściągnięte z netu):

Szczęśliwi posiadacze przenośnych lodówek stosują różne formy folii na kostki lodu przygotowanych wcześniej i przymocowywanych do nóg konia różnymi owijkami czy ochraniaczami. Mi osobiście zdarzyło się przy braku lodu dostarczonego przez organizatorów przykładać mrożonkę z fasolki kupioną w pobliskim sklepie i też było ok :) Bardzo ważne jest aby lód był jak najbardziej pokruszony tak by mógł dostosować swój kształt do nogi konia, co w efekcie umożliwia bardziej równomierne schłodzenie nóg konia. Jak również musi być oddzielony od skóry konia np przez materiał, owijkę czy coś podobnego by nie dopuścić do odmrożenia tkanek!

Niektórzy stosują wysokie buty chłodzące, widziałam takie już na zawodach, ale musiałabym zmienić samochód na większy żeby coś takiego transportować:

Ja do tej pory stosowałam specjalne ochraniacze z kieszeniami na lód. Mam jednak do nich pewne zastrzeżenia – zauważyłam że chłodzą nogi nierówno jeśli nie mamy dostępnego lodu rozbitego na bardzo małe części, a dodatkowo przez swoją wielkość (szczególnie na zady) i wagę razem z lodem w środku konie często niezbyt dobrze na nie reagują.

4. Zadbanie o nogi po chłodzeniu – znakomita większość zawodników stosuje glinki chłodzące jako kolejny etap zadbania o nogi. Część zawodników, w tym ja za czasów Trawersu, zakłada na noc okłady lub glinki i owijki rozgrzewające nogi, które z kolei mają zwiększyć krążenie krwi. Z moich obserwacji wynika, że jest to stara szkoła i coraz rzadziej widzi się ją w praktyce.

Co zatem z tym chłodzeniem?

Oficjalny opis Aerochill brzmi tak:

Owijki AeroChill® zostały zaprojektowane przy współpracy z jeźdźcami i lekarzami weterynarii.  Wykorzystano do ich produkcji opatentowany materiał HyperKewl™, który jest świetnie absorbującą wodę tkaniną polimerową. Działając na zasadzie ewaporacji, skutecznie odprowadza nadmiar ciepła na zewnątrz. Zapewnia utrzymanie przy skórze temperatury nawet o 10-15o C niższej niż temperatura otoczenia. Znakomita do stosowania przed zawodami, aby utrzymać chłód konia, aby uzyskać maksymalną wydajność. Zasadą działania Aerochill® nie jest wychładzanie nogi konia przez inwazyjne działanie niskiej temperatury do wewnątrz tkanki. Ochraniacze przez swoje właściwości ewaporacyjne „wyciągają” ciepło z tkanki na zewnątrz, poprawiając krążenia krwi, wpływając pozytywnie na złagodzenie obrzęków, stanów zapalnych i mikro urazów.

Wg informacji producenta można je stosować ZAMIAST okładania lodem, ponieważ pomimo innej mechaniki działania, bardzo skutecznie odprowadzają ciepło bez ograniczania krążenia w nogach. Dlatego w Strzegomiu stosowałam tylko te owijki i nie stosowałam już lodu.

Jakie wrażenia?

Pierwszy plus – mają znacznie mniejszy rozmiar niż te duże ciężkie owijki z kieszeniami na lód. Bardzo praktyczne w przewożeniu i suszeniu. Drugi plus – bardzo łatwe w stosowaniu! Wystarczy przed nałożeniem na konia zamoczyć je w zimnej wodzie na 2 minuty…

 

Po trzecie zupełnie nie krępują ruchów konia, zatem można je założyć już na rozprężalni po krosie! Nie powiem, ale ten ostatni punkt jest przełomowy. Zawsze bowiem szybsze schłodzenie nóg zapobiega stanowi zapalnemu lepiej niż już godzinę po krosie, gdy procesy zapalne mogą być już w trakcie rozwoju. Aerochille wzięliśmy ze sobą na kros i założyliśmy natychmiast po krosie, w czasie polewania konia wodą a potem normalnie z nimi spacerowaliśmy.

Największe moje zdziwienie było po zdjęciu owijek po 20 minutach po to aby znowu zamoczyć je w zimnej wodzie (owijki działają tylko wtedy gdy są mokre). Nogi Czarka pod owijkami były CHŁODNE! Miałam nawet taki pomysł żeby zmierzyć temperaturę nóg po zastosowaniu owijek, ale zabranie termometra na kros akurat wypadło mi z głowy ;) Niemniej jednak byłam szczerze zaskoczona, że taki prosty produkt tak skutecznie odprowadza ciepło! Okazuje się że za tą magię odpowiada technologia. Zwykły mokry materiał nałożony na nogi po chwili by już grzał. Ale najwyraźniej tkanina polimerowa z której wykonane są te ochraniacze skutecznie odprowadza i odparowuje ciepło z nóg konia. Polecam samemu sprawdzić…

W Strzegomiu zatem pierwsza różnica polegała na tym, że nogi Czarka zostały schłodzone natychmiast po krosie, a nie dopiero po godzinnym spacerze i z tej zmiany jestem na maksa zadowolona!

Potem miałam długą dyskusję z trenerem Piotrem Kulikowskim, który nieufnie podszedł do pomysłu zrezygnowania z lodu. Nie ma jednak innego sposobu sprawdzenia czy Aerochill działa bez spróbowania w praktyce.

Kilka godzin po krosie Czarek był w wyśmienitej formie – biegaliśmy z nim i miałam wrażenie, że z łatwością poszedł by kolejny kros tego samego wieczoru.

Następnego dnia jednak przydarzyła się niespodziewana sytuacja – rano koń kulał. Nie było żadnej opuchlizny, ale w jednym miejscu na nodze było pulsujące zgrubienie. Tak jak pisałam na FB nie wiedząc co jest przyczyną kulawizny zdecydowaliśmy się zrezygnować ze skoków, żeby nie ryzykować zdrowia Rudego.
Spakowaliśmy samochód w tempie rekordowym i ruszyliśmy do kliniki doktora Przewoźnego (250km), żeby jeszcze przed powrotem do Niemiec zdiagnozować sytuację.

Doktor Przewoźny na szczęście stwierdził krwiaka, który musiał powstać w nocy lub rano gdy koń się najpewniej sam kopnął, bo trudno uderzyć się w coś twardego w stajni namiotowej… Niemniej jednak krwiak naciskał na ścięgno i powodował ból. Po porannym schładzaniu nóg, w ciągu pół dnia krwiak wchłonął się na tyle, że po południu koń już praktycznie nie kulał… Taki pech, ale i szczęście, że to nic poważnego.

Oczywiście przed wizytą u lekarza zadawaliśmy sobie pytanie czy ta kulawizna była wynikiem tego, że nie schłodziliśmy nóg Czarka lodem. Zapytałyśmy o to lekarza. Krwiak ewidentnie był świeży przy sprawdzaniu, musiał więc powstać w nocy, lub rano. Doktor powiedział, że najważniejsze po krosie jest samo schłodzenie i potwierdził, że oba sposoby osiągnięcia tego celu działają, zarówno lód jak i owijki chłodzące.

Moje przemyślenia pochodzące z tego doświadczenia są następujące:

1. Przewagą Aerochill jest łatwość ich stosowania co powoduje, że mogę je użyć tuż po krosie czy innym wysiłku. To jest dla mnie bardzo duży plus!

2. Patrząc na samą mechanikę działania obu metod: okładanie nóg konia lodem powoduje zahamowanie krążenia po to, aby w przypadku uszkodzeń nie dochodziło do nadmiernego podsiąkania uszkodzonego miejsca osoczem, co powoduje opuchlizny. Gwałtowne ochłodzenie powoduje też zahamowanie powstawania lokalnego procesu zapalnego. Aerochill ochładza nogi o kilkanaście stopni metodą odparowania nie hamując krążenia w nogach. Niewątpliwie działanie tej metody jest bardziej subtelne, ale nie wiem jak bardzo skuteczne w przypadku mikrokontuzji. Dlatego w przypadku dużych krosów połączę dla pewności te dwie metody. Tuż po krosie Aerochill a po powrocie do stajni lód, aby zadziałać przy ewentualnych konkretnych mikrouszkodzeniach w nogach. Być może zmniejszę ilość powtórzeń okładu lodem.

3. Wydaje mi się, że Aerochille spokojnie można stosować zamiast glinki czy wcierki np po parkurze, po treningach, niewątpliwie jest to duże ułatwienie dla codziennej pielęgnacji nóg konia sportowego.

4. Rano przed przeglądem można zastosować Aerochille dla zmniejszenia ewentualnych obrzęków.

5. Dostałam też do testowania derkę chłodzącą Aerochill, której mechanizm stosowania jest taki sam jak owijek – 2 min w zimnej wodzie i na konia. Szczególnie pomocna będzie na pewno podczas długich transportów w upale – zmniejszenie odczuwalnej temperatury o 10-15 stopni będzie wtedy zbawienne! Oczywiście także tuż po krosie – w Strzegomiu było na to jeszcze za zimno…

Podsumowując – chłodzące ochraniacze Aerochill zostają ze mną na stałe!

Komentarze

5

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.