Nadrabiam: Finał Pucharu Polski

Niektórzy z Was już się niepokoili, że porzucam bloga… Otóż jestem, nie porzucam, tylko czasu tak strasznie brak. Bo matura, dodatkowo zawody jesienią np ME, czy finał Pucharu Polski, które w maturalnej klasie oznaczają dużo nadrabiania…. Końcówka prawa jazdy, czyli “odjeżdżanie” zaległych godzin za kółkiem, Cavaliada i konieczność nauki. Brakuje mi już czasu na wszystko, w tym niestety również na bloga :(

A do nadrobienia na blogu wszystko co było po ME, w zasadzie do odgruzowania, bo sporo się dzieje. W skrócie zatem trzeba, chyba muszę się nauczyć pisać mniej dokładnie :)

 

A więc zacznę od finału Pucharu Polski:

Jak sami wiecie finał w Baborówku miał taki termin, że zawodnicy którzy mają jednego konia i byli na ME tydzień przed finałem PP, zostali praktycznie wyeliminowani z rozgrywki finałowej. Tu przykład Julki Elzanowskiej, która w Pucharze była druga przed finałem ale nie mogła jechać w tydzień po ME zawodów. Szkoda, że tak ułożono kalendarz zawodów. Oczywiście dało to szansę powalczenia o medale osobom z dalszych miejsc, ale na Puchar pracuje się cały rok, więc powinno mieć się szansę na zwieńczenie tego procesu. Zgadzacie się ze mną?

 

 

Na finał przyjechała Wiktoria Knap, ale ona z kolei miała pecha, bo praktycznie w dniu przeglądu wet jej koń się uderzył w nogę w związku z czym musiała wycofać go z zawodów, a dosłownie następnego dnia był już zupełnie zdrowy. Tak więc jechałam finał w większości rywalizując z zupełnie mi nieznanymi zawodniczkami.

Zresztą ja również miałam problem z tym finałem, ponieważ podczas MP ujeżdżeniowych i ME na Czarku nie trenowałam ze Scottym praktycznie przez dwa miesiące i na finale PP pierwszy raz od tygodni miałam wykonać na nim coś merytorycznie. Na ujeżdżeniu w związku z tym nie poszło nam za dobrze :(

 

 

Tymczasem wraz z ekipą wróciliśmy z ME około 4 dni przed finałem przez co jakby nie liczyć byłam już trzeci tydzień w ciągu na zawodach. Miałam ze sobą trochę ciepłych ubrań, ale nie za wiele a pogoda nas nie rozpieszczała. To był najdłuższy czas w końskiej trasie jaki do tej pory w życiu przeżyłam, a wręcz trochę już się czułam jak koczownik. Niemniej jednak po emocjach na Mistrzostwach Europy do tego finału PP podeszłam dość lajtowo, no bo w zasadzie nie miałam nic do stracenia. Koń nie był przygotowany tak jak być powinien do zawodów, ale w sierpniu i wrześniu musiałam się skupić na sprawach priorytetowych czyli trenowaniu na Czarku do MP uj i ME. Tak więc nieobecność najsilniejszych rywalek w osobie Julki i Wiktorii była dla mnie korzystna, bo miałam ogromny zapas punktów nad kolejną zawodniczką i wystarczyło praktycznie znaleźć się wśród 12 pierwszych zawodników w CIC 1* finałowych zawodów, żeby wygrać cały Puchar. Dlatego więc pojechałam.

W dniu crossu od rana była naprawdę potężna mgła. Kategorie LL i L które jechały od 8.00 rano niestety miały z tym problem odpadło sporo zawodników.

 

 

Ja jechałam koło południa, gdy mgły już nie było. Jechało się dokładnie tak jak napisałam wcześniej, jak na tykającej bombie. Widać że Scotty był zgłodniały crossu, mknął jak wiatr. Poszło nam bezbłędnie. Ale w czasie obchodzenia krosu wspominaliśmy sobie nasze pierwsze zawody, kiedy to spadłam na przeszkodzie wodnej którą pomyliłam. Dużo ludzi zna ten film i mieliśmy ubaw wspominają tamtą sytuację, a przecież wtedy gdy się wydarzyła była dla mnie strasznie przykra… (Na youtube można znaleźć film z tej sytuacji pod nazwą “co naprawdę wydarzyło się w Baborówku”)

 

 

W ostatnim dniu gdy były skoki miałam spory zapas punktów, zatem dość spokojnie podeszłam do startu. I tak jak zwykle, gdy się niczego nie oczekuje udaje się pojechać skoki w dobrym stylu. Dzięki czemu utrzymałam pierwszą pozycję w PP i nawet przejazd sprawił mi duzo przyjemności :) Było to bardzo miłe zamknięcie sezonu, wiedziałam przecież że to ostatnie zawody w 2016. Fajnie jest skończyć je złotem.

 

 

 

 

A na końcu jeszcze fame! ;P Wywiady, wywiady, wywiady :) Generalnie Puchar był miłym domknięciem sezonu, pierwszym wspólnym rokiem pracy z Panią Gosią i z Jankiem, który wynikami pokazał, że ta współpraca ma sens :)

 

Komentarze

11
  • asia

    Gosiaaa jesteś tu w końcu! Ja sama się przyznam, że również zaniedbałam bloga i fb i nie śledziłam wszystkiego na bieżąco bo natłok obowiązków jest ogromny. :)

    Odpowiedz
  • Kinga

    Jej!! Jaki to miły widok kiedy pojawia się nowy wpis :D
    Oczywiście gratuluje złota i trzymam kciuki w sezonie 2017 :)

    Odpowiedz
  • Marta

    gratuluję bardzo mocno !

    Odpowiedz
  • konik6628

    Wielkie gratki tak trzymaj :D

    Odpowiedz
  • madzia

    Mam pytanie, czy będziesz na Cavaliadzie w Warszawie?

    Odpowiedz
  • justii

    jak miło znowu czytać twojego bloga!! Mam nadzieje jeszcze coś przeczytać w tym roku ;) Już nie moge doczekac się filmiku podsumowującego rok!! :D Gratuluje wygranej i powodzenia w nadrabianiu :)

    Odpowiedz
  • Zosia

    Szczęśliwego Nowego Roku !

    Odpowiedz
  • madzia

    Samych sukcesów w Nowym Roku!

    Odpowiedz
  • Ania Olczak.

    Cześć! Twoje wpisy są świetne! Nie skłamię, jeżeli powiem, że jesteś moim wielkim autorytetem.
    Czytam Twojego bloga od kiedy pamiętam. I zawsze z niecierpliwością czekam na kolejne wieści.
    Sama mam wielkie marzenia o zawodach – przede wszystkim w ujeżdżeniu.
    Mam jednak problem – nie mogę znaleźć dobrego sportowego klubu jeździeckiego.
    Nie mogę mieć swojego konia, co tylko komplikuje sprawę. Był jeden SKJ – tam nauczyłam się dobrze jeździć, ale ceny były nieziemskie, więc musiałam zrezygnować. Od tamtej pory nieustannie poszukuję miejsca dla siebie.
    Mieszkam w Warszawie. Dlatego właśnie chciałam zapytać – czy SKJ Trawers nadal istnieje?
    Słyszałam przeróżne pogłoski o zamknięciu, dlatego też pytam.
    Sportowa jazda w świetnym klubie takim, jak był czy jest Trawers jest dla mnie w tej chwili spełnieniem marzeń.
    Dlatego będę niezmiernie wdzięczna za Twoją odpowiedź. Z góry dziękuję. I serdecznie pozdrawiam. (:

    Odpowiedz

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.