Niestabilny start

Chociaż zima właśnie ma nadejść, dla koni sportowych powoli się kończy. Dlatego wczoraj był pierwszy trening przygotowujący do skoków. Jeździłam tym razem na Donku. To były pierwsze od kilku miesięcy skoki także dla mnie. Oczywiście nie były to wysokie loty, ale i miła odmiana. Nie wiem w jaki sposób udało mi się tyle czasu wytrzymać tylko się ujeżdżając. Co prawda sam początek był fatalny, ponieważ pani Kasia postawiły mi krzyżki z kłusa, czego (jak już dobrze wiecie) NIE CIERPIĘ! Przez to biedny Doncaster nie dość, że musiał mnie nosić, to jeszcze poobijał sobie plecy. Wtedy właśnie po raz pierwszy przyszło mi na myśl czy przypadkiem nie mogłabym zostać dresażystką… Wiem że to głupie. Ja jako pingwin?! Niestety jak człowiek jest w szoku, przychodzą mu na myśl naprawdę dziwne rzeczy :P

W każdym razie, zrezygnowałam z tego pomysłu, gdy wreszcie zaczęłam skakać z galopu. Donek bardzo mnie w tym wspomógł, ponieważ sam starał odmierzać sobie do przeszkód, dzięki czemu nie wyglądało to najgorzej. Niestety, jak sami zobaczycie na filmie, każda przerwa od skoków, nawet jeżeli jeździ się normalnie ujeżdżenie, można powiedzieć, „rozregulowuje” jeźdźca, a także ujeżdżanego dłuższy czas konia. Pomijając fakt, że nigdy nie miałam jakiegoś wybitnego oka do odskoków (patrz Puchar Polski otatnia przeszkoda- nigdy sobie tego nie wybaczę :P), teraz czułam się jakbym uczyła się tego od zera. Mam nadzieję że uda mi się to poprawić, bo przecież w tym sezonie mam jeździć 1*, czyli przeszkody 115cm… Na szczęście jest na to jeszcze trochę czasu :)

Pytaliście się co tam słychać u Sojuza. Otóż, jest pod troskliwą opieką pani Kasi i miewa się całkiem dobrze. Mi nie starcza czasu na tyle koni, bo jak sami rozumiecie za chwilę egzaminy gimnazjalne a z Sojuzem praca póki co jest ściśle ujeżdżeniowa. Pani Kasia, jako główny cel postanowił, że trzeba go najpierw zachęcić do współpracy, a potem dopiero zajmować się czystym ujeżdżeniem. Rutyna bardzo źle na niego działa dlatego pani Kasia co jakiś czas jeździ w teren, na spacer albo idzie jeździć na łąkę. Ostatnio mówiła, że zaczęła pracę na jego ureaktywnianiem, ale początki są trudne. Niestety Sojuz bardzo często zamiast odpowiadać na prośby pani Kasi, odbiera wszystkie inne bodźce ze środowiska, w związku z czym zaczyna się wszystkiego bać :P

Co do spraw stajennych, oświadczam że skończyłam temat wydzierżawienia kotki Nidalki, ponieważ widziałam jak w brutalny sposób bawiła się myszą, a potem ją zjadła. Wiem, że takie jest jej zadanie, ale w każdym razie było to OBRZYDLIWE.

A oto film. Niestety jest dość ciemny, bo w naszej hali jest za mało światła dla potrzeb kamery. Ale kluczowe momenty widać :)

Komentarze

13
  • Domi

    Gdzie teraz właściwie jeździsz? Dlaczego na Donku skoro teraz pracujesz z Kaziem? Jesteś jeszcze w Trawersie? Napiszesz coś o tym? ;DD

    Odpowiedz
    • zebrazklasa

      Cały czas od wiosny jeżdżę w Stajni Grzmiąca, ale klubowo należę do Trawersu. Jeżdżę w tej chwili na Ostlerze i Donku, chociaż nie wiem czy tak zostanie na cały sezon, niestety to jest jeszcze niewiadomą.

      Odpowiedz
  • konik6628

    No troche ciemno jest…a tak wgl to czemu tak nie lubisz tych skokòw z kłusa? Trzymam kciuki z 1* :)

    Odpowiedz
  • Wika

    też nie lubie skakać z kłusa. nigdy nie wiem kiedy koń się wybije :) chyba w ogóle porzucę skoki na rzecz “ujeżmęki”

    Odpowiedz
  • weronikowa

    Nie mart się też nie lubię skakać z kłusa hahahaha
    http://weareequestrian.wordpress.com/

    Odpowiedz
  • Hania

    Fajnie, że znowu piszesz częściej :)

    Odpowiedz
  • asia

    Fajnie, że nareszcie skoki. Szkoda, że nie przekonałaś się do kotów ja mam dwa brytyjskie niebieskie krótkowłose ( Merlina i Lunę) i są naprawdę cudowne :).

    Odpowiedz
  • blackorda

    mam 19 lat, ostatni raz metrówki widziałam i bez strachu skakałam – ba, nawet raz w życiu wtedy z sukcesem wystartowałam w L dwufazowej – prawie 4 lata temu… obecnie jedyna stajnia w okolicy się, że tak to ujmę “prywatyzuje”, tzn. połowa koni sprzedanych, reszta to zwykłe konie szkółkowe plus masa w hotelu… przez kolejne 3 lata trener zaczął mi dawać wcześniej wymienione konie szkółkowe, młode, same nic nie umiejące… jazdy kończyły się na niechęci mojej i koni, kilkoma poważnymi upadkami łącznie z prawie skręconym moim karkiem po upadku z 3,5 letniego ogiera w czasie skoków, gdzie obydwoje nic nie umieliśmy.. teraz mam uraz i boję się skakać nawet 70cm okserów, a 3 lata temu pobijałam własne rekordy 120cm okserów, 130cm stacjonat… mam wrażenie, że w jeździectwie się tylko cofam a trener tylko krzyczy :( kiedyś sprawiało mi to przyjemność… teraz? nie ma mnie 2 miesiące w stajni i jakoś za tym nie tęsknię… tzn. tęsknię, ale za tamtymi czasami :( jak tu się czegoś nauczyć? w tym roku wyjeżdżam na studia do Warszawy i mam nadzieję, że jednak jakieś marzenia się spełnią, zwłaszcza, że nie marzę o nie wiadomo czym… chcę od tak, dla siebie, dojść do klasy max. P (jeżeli mi to będzie dane, mam srebrną odznakę, ale jeszcze niezdaną L na styl)
    obserwując jednak Twoje poczynania kurcze mam jakąś nadzieję, że jakoś to będzie, że się przełamię, że przypomnę sobie, jaka to radość, kiedy współpracuje się ze świetnym koniem i trenerem, kiedy nie boję się na każdych skokach poważnego grożącego mojemu życiu upadku.. wiem, że nie jest to sport bezpieczny, ale wiem również, że gdy się znajdzie z czworonożnym przyjacielem wspólny język, to można zrobić naprawdę dużo…
    serdecznie pozdrawiam i życzę sukcesów :)

    Odpowiedz
    • zebrazklasa

      Nie wiem co mam Ci powiedzieć, oprócz słów pocieszenia. Uraz psychiczny to nie przelewki, nad tym trzeba pracować poprostu powoli i z kimś mądrym. Co do krzyczącego trenera – miałam takiego przez kilka lat i ogromnie się cieszę, że już tego nie muszę przeżywać. Nic mądrego nie umiem Ci powiedzieć. Znam ludzi którzy mieli kiedyś uraz po wypadku, a potem im przeszedł. Może trzeba do tego na spokojnie podchodzić? Ale zmiana trenera by się przydała, bo nerwami nic nie zrobisz. Trzymaj się! Trzymam kciuki za Ciebie, żeby Ci się udało pokonać te wszystkie bariery! pozdrawiam ciepło,
      G.

      Odpowiedz
    • zebrazklasa

      Aha, a jak jedziesz na studia do Warszawy, to większość uczelni ma jakieś swoje sekcje jeździeckie. Przynajmniej SGGW ma. Może wtedy się sytuacja poprawi? Mam nadzieję że tak!

      Odpowiedz
  • blackorda

    SGGW ma, tak samo jak i WUM, na który w pierwszej kolejności wbijam :) wiem, pewnie będzie ciężko pogodzić lekarski z jeździectwem, przynajmniej na początku, ale liczę, że gdzieś zacznę znowu… od nowa, z nowym trenerem, koniem, nawet od podstaw skoków i ogólnie “czegoś więcej”.. a za parę lat, kto wie, może własny rumak? czas pokaże :)
    serdecznie pozdrawiam i również życzę powodzenia :)

    Odpowiedz
  • Kasia :)

    Ja też nienawidzę skakać z kłusa :D
    Podzielam Twoje zdanie na temat skoków ,ponieważ też je kocham.
    Aha dodam tylko ,że mam 175 cm wzrostu ,żeby nie było ,że jestem tu jakimś niskim odmieńcem :)
    Chciałam spytać ,czy będziesz startować i na Donku i na Kaziku ?
    Świetnie jeździsz i chyba będę Ci o tym przypominać pod każdym postem !
    Dobrej motywacji nigdy za dużo ;)

    Odpowiedz

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.