Ograniczone możliwości

Gdy korzysta się z konkursów skokowych na Hipodromie, to wszystko jest łatwe. Ale gdy się w nich nie startuje, a na dworzu w większości przypadków leje, to sprawa się komplikuje. Hale są pozajmowane i jedyne co zostaje, to albo stępowanie z koniem na podwórku (bo na torze panują ogólnie mokradła), wypuszczenie konia na padok, albo wyjście na spacer np nad morze.

W czwartek skorzystałam jeszcze z wolnej hali i próbowałam poprawić ćwiczenie na drągach. Tym razem od początku postawiłam wszystkie kombinacje pod dobrymi kątami i muszę przyznać, że całkiem kulturalnie zaczęło nam to wychodzić. Jako, że cały czas próbowałam jeździć w półsiadzie żeby go doskonalić, to musiałam pamiętać o dobrym balansie ciała. W związku z tym, że jestem za długa często pochylam się za bardzo do przodu, przez co koń ma większy ciężar na przednich nogach i nie galopuje “pod górkę” (nie podstawia się) tak więc musiałam tego pilnować. W jednej kombinacji drągów ustawiłam sobie trochę wyższą kawaletkę i musiałam pamiętać o równowadze, pamiętać o prostych plecach i trzymaniu go do góry.

W piątek z Czarkiem wybraliśmy się nad morze. Tym razem z jednej strony zachowywał się lepiej a z drugiej gorzej, ponieważ był swobodniejszy podczas tego spaceru nie reagował na wszystko ciekawością połączoną ze spięciem, o wiele łatwiej było wejść do wody i dzięki temu można było też pokłusować zarówno na plaży jak i w wodzie (przy czym był to raczej pasaż na 10pkt niż kłus). Później przez chwilę pogalopowałyśmy po plaży. Niestety w drodze powrotnej nie było już tak przyjemnie i kolorowo ponieważ jako że Czaruś przestał się bać, to zaczęło mu odwalać. Kilkakrotnie zrobił swoją sławną dzidę, a kilkakrotnie musiałyśmy postać chwilę w miejscu i go uspokoić bo się zagotował. Ale za to odkryłyśmy jego talent, ponieważ sam z siebie wykonuje tyle zaawansowanych figur ujeżdżeniowych i westernowych jak żaden inny koń. Szkoda tylko że gdy chcę żeby je wykonał to jest o wiele ciężej… :P

W tym czasie żeby było sprawniej wypuściłam Sojuza na padok. Niestety po powrocie znad morza dowiedziałam się, że Sojuz wydostał się z padoku wyłamując belki z ogrodzenia (które są plastikowe, więc łatwo to zrobić) i biegał sobie swobodnie po torze dopóki ktoś go nie złapał… :( Nie muszę chyba opisywać wyglądu konia i derki z której zeskrobywałam błoto przez 10 min z jednej strony…

Pytacie się dlaczego jeżdżę ostatnio sama. Jak już pisałam jestem w tej chwili w spokojniejszym okresie pracy z końmi i zmiany systemu treningów. Będę jeździć teraz z kilkoma trenerami różnej specjalizacji, zamiast jednego trenera do wszystkich dyscyplin. Zaczynam takie treningi od poniedziałku, zobaczymy czy taki system się sprawdzi. Trzymajcie kciuki!

 

Komentarze

15

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.