Ostatnie szlify przed ME – Baborówko

 

Zgrupowanie w Baborówku, z którego dopiero, co wróciłam uświadomiło mi jak niewiele czasu pozostało do Mistrzostw Europy. To już tylko dwa tygodnie do samych zawodów, nie mówiąc o wyjeździe z Polski i zgrupowaniu organizacyjnym, przed, które jest zaplanowane na 12-14.07. Wiedziałam, że ten czas bardzo szybko upłynie, ale nie aż tak… A jeszcze tyle rzeczy do dopilnowania :O

 

 

Przede wszystkim zapewne jesteście ciekawi jak w ogóle będzie wyglądała nasza podróż do Irlandii. Otóż, tak jak wspomniałam 12go Lipca zaczyna się zgrupowanie organizacyjne w Drzonkowie, skąd 14.07 Zależnie od pogody będziemy wyjeżdżać albo w nocy, (jeśli gorąco), albo samym świtem. Podobnie jak w zeszłym roku te dwa dni przeznaczona będą na ostatnie treningi, w tym zapewne jakiś lekki galopik kondycyjny, ostatnie sprawdzenie koni pod względem zdrowotnym i oczywiście ogromne pakowanie. W zeszłym roku do Montelibretti konie jechały w wielkim koniowozie, do którego również zmieścił się cały sprzęt i tym razem będzie podobnie, ale jako, że jedzie więcej koni dodatkowo podczepiona zostanie przyczepa trzykonna gdzie zmieści się reszta rzeczy, w tym przede wszystkim siano. Zawodnicy i kadra pojedzie dwoma busami dziewięcioosobowymi z dużą przestrzenią bagażową, więc na szczęście nie musimy się ograniczać. :P Już na miejscu w Millstreet udało się zarezerwować dla ekipy pokoje w hotelu znajdującym się 800 metrów od ośrodka, co patrząc na to jak trudno było znaleźć nocleg dla mojej rodziny mniej niż 15km od ośrodka, jest jakimś cudem! I ogólnie odnośnie samej podróży… Mamy do przejechania ponad 2000 km w tym dwa razy będziemy płynąć promem. To chyba mówi już samo za siebie :P

 

 

Wyjeżdżamy z Drzonkowa i przez cały dzień będziemy kierować się do Holandii gdzie zaplanowany jest nocleg. Jako że pierwszym prom jest “otwarty”, czyli nie ma możliwości umówienia się na konkretną godzinę, nie mamy pewności, na który prom znajdzie się dla nas miejsce. W związku z tym miejsce noclegowe musi znajdować się w bliskiej odległości od promu, żeby w razie jakichkolwiek komplikacji czy opóźnia mieć się gdzie podziać. Ale oczywiście zakładamy, że wszystko pójdzie dobrze;) Gdy już przedrzemy się przez kanał La Manche cały drugi dzień podróży poświęcamy na przejazd przez Anglię, gdzie również blisko przystani mamy kolejny nocleg. Tym razem jednak prom można ustalić na godzinę, więc powinno się obejść bez problemów, no i na trzeci dzień pozostaje nam tylko przejechać całą Irlandię i jesteśmy…

Patrząc jeszcze na dodatkowe utrudnienia, a mianowicie lewostronny ruch uliczny w Anglii i Irlandii, pozostaje mi tylko bardzo serdecznie pozdrowić kierowców, życzyć im szczęścia i cieszyć się, że ja będę tylko pasażerem :P

I w ten oto sposób dojeżdżamy do Millstreet 16.07, gdzie będziemy mieli jeszcze trzy dodatkowe dni na zaaklimatyzowanie się, odpoczynek i przygotowanie do zawodów. Będzie to zdecydowanie moja największa wyprawa w życiu i sama nie mogę się doczekać żeby zobaczyć jak to wyjdzie :D

 

Skoro macie już względny pogląd na sytuację możemy chyba przejść do ostatniego zgrupowania, które odbyło się w Baborówku podczas międzynarodowych zawodów WKKW i Mistrzostw Seniorów.

Otóż na początku myślałam, że będziemy normalnie startować w zawodach, oczywiście w zależności czy Juniorzy czy Młodzi jeźdźcy w 1* lub 2* tylko, że jako tzw. przedskoczki, jednak okazało się, że zostało to zorganizowane całkowicie niezależnie od zawodów, ale mieliśmy się ubrać i zachowywać jak byśmy byli na zawodach, stąd frak etc. W piątek, jako, że konkursy na głównym placu zaczynały się około 9.30 wszyscy zawodnicy musieli zdążyć przejechać czworobok przed, w związku z czym zaczęliśmy o godzinie 8.00 rano. Nie dość, że było okropnie wcześnie to do tego warunki pogodowe można by zakwalifikować, jako wysoce niekorzystne.

Było chłodno, deszczowo, ale chyba mimo wszystko najgorszy był ten okropny wiatr, który z resztą towarzyszył nam prawie do samego wieczora. W każdym razie wiedząc jak wygląda główna arena, na której wiele się dzieje, ponieważ z jednej strony flagi, parasole, plakaty na płocie, a z drugiej jeszcze więcej flag, kolorowe przeszkody crossowe, no i dodatkowo najgorsze ciemne budy z ruszającymi się ludźmi w środku, są idealnym pretekstem dla Czarka do zabawy.

W związku z tym od początku przygotowywałam się na pracowity czworobok i w sumie bardzo cieszyłam się, że trafiliśmy akurat na tak ciężkie warunki, ponieważ dzięki nim można było sprawdzić czy rzeczywiście umiem już zapobiegać i przeciwdziałać odpałom Czarusia, szczególnie, że bardzo podobne warunki mogą się trafić podczas ME. Kiedy wsiadłam przed startem na konia, wiedziałam, że Chenaro jest bardzo w humorze na (jak nazwał ten stan Janek) “flying day”. W związku z tym podczas rozprężenia bardziej skupiłam się na jego zmęczeniu, szczególnie, że poprzedniego dnia miałam trening z p. Gosią, podczas którego głównie pracowałyśmy nad elementami. Doszło nawet do tego, że przez kilka minut popylałam galopikiem w półsiadzie, jedynie w celu spuszczenia pary z konia. Na około 25 min przed startem kierowałam się już do treningowego czworoboku, gdzie mogłam się już bardziej zająć elementami z czworoboku. Jako że Czaruś nadal wydawał się bardzo świeży stwierdziłam, że najpierw porobię ćwiczenia w galopie, a na koniec dobiję go jeszcze dodaniami w kłusie, których oboje serdecznie nienawidzimy :P. Oczywiście mojego planu nie udało się wykonać w 100% ponieważ gdy tylko wjechałam na główny plac poczułam zabierającą się w Czarku energię… Jednak udało się nie tylko przetrwać, ale nawet wykręcić całkiem niezły czworobok :D Oprócz wpadki w prawym narożniku tuż po zjeździe z linii środkowej gdzie oczywiście musiał mi zagalopować, resztę czworoboku trzymałam Czarka w ryzach. Oczywiście nie ustrzegłam się kilka błędów i niedociągnięć, w tym np. cała część na linii EB po przejściu do stępa z lewego galopu, kiedy to jak się przyjrzycie na filmie widać, w jakim stopniu Czaruś był zaabsorbowany przez sunącą po trawniku plastikową torebkę, w związku, z czym oczywiście nie udało się do końca wykonać elementów tak jak bym chciała. Jednak mimo wszystko i tak jestem ogromnie zadowolona z tego jak pracowałam podczas tego czworoboku, a przede wszystkim cieszę się, że dało mi to odrobinę pewności siebie, ponieważ przynajmniej teraz wiem, że nie jestem skazana na łaskę Czarka, ponieważ mam namacalny dowód, że rzeczywiście da się to przepracować i pomimo jego odpałów przejechać jakiś przyzwoity czworobok. A no i muszę się pochwalić, że od jednego z sędziów p. Agaty Jarzyckiej uzyskałam moją pierwszą w życiu 9 za jeźdźca <3 <3 <3!

 

 

 

 

I po tak długiej relacji z ujeżdżenia postaram się zwięźle napisać o dalszych zmaganiach bo widzę, że przekroczyłam już barierę 1000 słów ;P

Więc tak, następnego dnia wieczorem po zakończeniu konkursów udostępniono nam cross. Plan na Czarka był taki żeby przy okazji galopów kondycyjnych poskakać kilka większych przeszkód i kombinacji z 1 i 2*. Po raz kolejny Czaruś był całkiem energiczny tyle, że tym razem było to znacznie bardziej pożądane. Ogólnie kucyk skakał bardzo dobrze, nie skakaliśmy co prawda jakiś mega trudnych rzeczy, ale zważając na moją nie najlepszą dyspozycję (poprzedniego dnia nawaliły mi plecy i niestety mocno utrudniały mi dobrą pracę w siodle) spisał się bardzo dobrze i pomimo kilku moich pomyłek nie stracił pewności.

 

 

 

Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o genialnej imprezie, która tradycyjnie odbyła się z soboty na niedzielę w stodole w Baborówku, kiedy to zamiast jechać do lekarza w sprawie pleców, całkowicie nieodpowiedzialnie postanowiłam razem z mamą zostać odrobinę dłużej… I tak bawiłyśmy się genialnie chyba do około 1.00 w nocy (oczywiście od kiedy mam prawo jazdy na mnie spadła rola odwożenia do hotelu, więc mama bawiła się odrobinę lepiej :P) i o dziwo następnego dnia wstałam z łóżka, a nawet czułam się lepiej niż przed imprezą ;P

Odnośnie ostatniego dnia, kiedy to przyszedł czas na parkour nie mogę powiedzieć, że się stresowałam, ale szczerze mówiąc bardzo zależało mi na dobrym stylu przejazdu, nie tylko żeby udowodnić sobie, że potrafię, ale przede wszystkim pokazać, że nie ma miejsca na powtórkę słabego stylu z Mistrzostw Polski. No i po raz kolejny się udało :D Nie wiem jak to się dzieje, ale Czaruś po wysiłku fizycznym w stylu cross albo galopy, kiedy to powinien być zmęczony zazwyczaj skacze jeszcze lepiej niż zwykle. Tak więc z resztą jak sami widzieliście latał jak samolot, co prawda ta jedna zrzutka spowodowana była właśnie tym, że daleko wylądował po okserze i po prostu nie zdążył się skrócić, ale tak to genialnie :D Tak więc jak sami widzicie, pod względem treningowym to zgrupowanie było dla nas bardzo udane i dzięki niemu poczułam, że rzeczywiście jesteśmy dobrze przygotowani na te Mistrzostwa ;D

 

Trening skokowy kadry przed MIstrzostwami Europy

Opublikowany przez Zebrazklasa.com – blog na 2 lipca 2017

 

Tak jak wspomniałam na początku, podczas tych zawodów odbywały się również Mistrzostwa Seniorów, w których również brał udział mój trener Janek Kamiński. Chciałabym mu jeszcze raz serdecznie pogratulować zdobycia srebrnego medalu i zostania Wicemistrzem Polski Seniorów!!!! W piątek podczas czworoboków tak jak mówiłam warunki pogodowe były bardzo niesprzyjające, ale Janek wraz z Seniorem zdawali się zupełnie ich nie dostrzegać, dzięki czemu jako jeden z niewielu zrobił dobry, a przede wszystkim spokojny czworobok, potem świetny stylowo cross i na koniec parkour z zaledwie jedną zrzutką! Jeszcze raz ogromne gratulacje!

 

Komentarze

6

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.