Pierwsze dwie gwiazdki w sezonie (Sopot 21.04.17)

Dobra, ostatnim razem zrobiło się trochę poważnie dlatego teraz trzeba przejść do przyjemniejszych spraw, czyli obiecanej relacji z kwietniowych zawodów w Sopocie ;)

Międzynarodowe zawody w Sopocie odbywały się tym razem dwa tygodnie pod rząd z czego w pierwszym tylko krótkie konkursy (CIC 1*,2*,3*), a w następnym również długie (CCI 1*,2*,3*). Dla przypomnienia główną różnicą pomiędzy tymi dwoma rodzajami zawodów jest długość trasy crossu, która w CIC jest krótsza zwykle o około 1km od CCI, w związku z czym CCi jest znacznie bardziej wymagająca pod względem kondycyjnym. Przede wszystkim jednak wynik kwalifikacyjny w zawodach CCI upoważnia zawodnika do wystartowania w najważniejszych imprezach typu np. Mistrzostwa Europy. Dlatego szczególnie drugi tydzień zawodów był dla mnie bardzo ważny, jako że na żadnym z koni nie miałam jeszcze zagrania na tegoroczne Mistrzostwa Europy. Dodatkowo możliwość wystartowania w domu, na znanym terenie no i oczywiście po mniejszych kosztach była bardzo kusząca. Odnośnie pierwszego tygodnia gdzie startowałam w konkursie CIC 2*, dla Czarka miał być raczej jako start rozgrzewkowy, podczas gdy dla Timka były to pierwsze dwie gwiazdki w ogóle i trzeba było wystartować najpierw w krótkich i zobaczyć jak pójdzie, żeby potem jechać długie.

 

 

Niestety po raz kolejny będę zmuszona wspomnieć o niedopasowanych siodłach ponieważ podczas tych zawodów szczególnie Czarek bardzo mocno odczuł skutki jazdy w nich… I przy okazji chciałabym ogromnie podziękować pani Anecie Worontkiewicz, która dzięki swoim magicznym fizjoterapeutycznym rękom, ogromnej wiedzy i sercu do tej pracy i specjalistycznemu sprzętowi uratowała sytuację nie tylko na tyle aby wystartować, ale jeszcze na tak dobrym poziomie! Jeszcze raz bardzo dziękuję <3<3<3

Wracając do zawodów wydaje mi się, że tym razem o dziwo najciekawsze rzeczy działy się na ujeżdżeniu. Wyjątkowo tego dnia konie postanowiły zamienić się rolami… Jako pierwszym startowałam na Timonku i w sumie nie wiem do końca co mam o tym przejeździe powiedzieć. Fakt, że akurat wtedy przyszła nad Hipodrom masakryczna wichura, wszystko trzepotało, głośniki się przewracały itd. ale żeby to spowodowało taką reakcję u Timka…? Pierwsze słyszę, ale chyba na to wygląda. W każdym razie w momencie gdy miałam wjechać na linię środkową najwidoczniej koń dojrzał łomoczące flagi, czy usyszał łopocące na wietrze folie owijające głośniki, a może faceta z parasolką, nie wiem bo dosłownie musiałam się skupić na siedzeniu w siodle… Nigdy wcześniej nie spotkałam się u Scottiego z taką reakcją na cokolwiek (może oprócz felernego konia podczas crossu w Jaroszówce bardzo dawno temu) no i oczywiście po akcjach które zrobił i jego ciągłym napięciu podczas przejazdu nie spodziewałam się dobrego wyniku…

W ramach rekompensaty za moje krzywdy tym razem Czaruś okazał się nad wyraz spokojny i dojrzały jak na siebie. Na rozprężalni jak zwykle chodził świetnie (szczególnie, że poprzedniego dnia Pani Anetka zainterweniowała, więc nie mogło być inaczej ;)). Co prawda był trochę świeży, ale wraz z Panią Gosią (której przy okazji chciałabym również bardzo podziękować!!!) z którą przygotowywałyśmy się do startu postawiłyśmy na ćwiczenia które wymagały od niego stałej uwagi i koncentracji na mnie. Jednak jak już dobrze wiemy, dla Cezarego całkowicie normalnym jest, że po takiej spokojnej rozgrzewce wchodzi na czworobok i zaczyna robić swoje wygibasy, więc nawet nie łudziłam się, że tym razem może być inaczej. Byłam przygotowana na zmagania z dzikim instynktem, który nie tylko będę musiała okiełznać, ale dodatkowo zrobić to niepostrzeżenie i jak najlepszym stylu… Ku mojemu zdziwieniu nie było tak źle jak myślałam. Oczywiście Czarusiowi od czasu do czasu przypominało się, że ma ochotę pofiglować, ale udało mi się go ogarnąć na tyle, żeby tylko raz zmienił  mi nogę i może ze dwa odskoczył od czegoś. W ten oto sposób na pierwszych zawodach dwugwiazdkowych w sezonie uzyskaliśmy świetny wynik 44 pkt i po próbie ujeżdżenia zajmowaliśmy 5 miejsce na 53 pary startujące z kilkunastu krajów świata.

 

Następnego dnia przyszedł czas aby zmierzyć się z parkurem. Nie wydawał się on strasznie trudny, ale jak wiadomo skoki nie są moją najmocniejsza stroną, więc musiałam się mocno sprężyć. Dobrą rzeczą w słabym wyniku z ujeżdzenia na Timonie był fakt, że mogłam przejechać ten parkur za pierwszym razem bez większego stresu bo i tak miałam bardzo słaby wynik i nie było szans na wynik kwalifikacyjny.

Co do samego przejazdu jechało mi się bardzo słabo. Nie z powodu konia tylko dlatego, że byłam wyjątkowo roztrzepana i w sumie zupełnie niemyśląca. Poczułam się jak za dawnych lat kiedy to pokonywało się parkury zupełnie na pałę. Nie mam pojęcia czy powodem była wczesna godzina czy stres, ale w każdym razie ja dałam dupy, ale za to koń starał się ogromnie, ale czasami nie był już w stanie mnie wyratować dlatego skończyliśmy z dwoma zrzutkami.

Co do Czarusia na którym startowałam jako jedna z ostatnich trzeba przyznać, że odczuwałam już lekkie ciśnienie spowodowane wysokim miejscem.. I w tym momencie muszę wspomnieć o Julce Elzanowskiej, której były to pierwsze zawody dwugwiazdkowe ever. Poprzedniego dnia wraz ze swoim koniem Lucky Comeback przejechali genialny program ujeżdżeniowy, który uplasował ich na drugim miejscu (jeszcze raz ogromne gratulacje!). Julia oprócz z dobrego równego poziomu ujeżdżeniowego jest również znana z prawie zawsze czystych parkurów. Tak się akurat złożyło, że startowała zaledwie kilka koni przede mną dzięki czemu mogłam popatrzeć (przy okazji jako rozrywka podczas rozprężenia) na jej świetny, czysty przejazd i szczerze mówiąc właśnie on mega zmotywował mnie do startu. Skoro Julka może tak dobrze pojechać, to mogę i ja!

Czaruś tego dnia był równie pobudzony co poprzedniego (tyle, że akurat podczas skoków jest to całkiem przydatne) i wreszcie, po raz pierwszy od długiego czas się udało pojechać całkowicie na czysto :D.

 

Ostatni dzień zawodów był to podwójny pierwszy cross dwugwiazdkowy – na Czarku w tym sezonie, a na Scottym w ogóle. Ogólnie odnośnie trasy nie wydawała się ona jakoś przerażająco trudna. Na pewno pojawiło się kilka nowych przeszkód, głównie w stylu stacjonat oraz musieliśmy pokonać wyjątkowo dużo kombinacji. Zdecydowanie najtrudniejszą była kombinacja z nieprzyjemną stacjonatą na górce, fula do rowu, trzy do wąskiego frontu, oraz druga woda złożona z czteroczłonowej kombinacji. Oczywiście dużą rolę grał tutaj również czas, ale ja z założenia miałam raczej jechać dość spokojnie, aby konie nie skończyły zbyt zmęczone.

Ponownie jako pierwszym jechałam na Scottim i w sumie stres dopadł mnie dopiero gdy stałam już w stratboksie. Pomimo, że z zewnątrz wyglądało to całkiem dobrze jak słyszałam i od trenera i od pozostałych widzów, niestety jak to zwykle ze mną nie jechało się najlepiej. Scotti był straszliwie chętny do galopowania przez co miałam trudności z jego skracaniem, a w związku z tak dużą ilością kombinacji było to mocno problematyczne. Z drugiej jednak strony zmusiło mnie to do płynnej jazdy bez nadmiernych zmian tempa i szybkości galopu, dzięki czemu z łatwością wyrobiłam się w normie czasu.

 

 

Tutaj muszę również wspomnieć o mojej wspaniałej luzaczce Karolinie Ziółek (której ponownie serdecznie dziękuję <3), która okazała się być chyba najlepszym pomocnikiem jakiego kiedykolwiek miałam. Nie dość, że nie musiałam się prawie o nic martwić to jeszcze jej spokój i opanowanie (a uwierzcie mi czasami potrafię być nieznośna na zawodach, wystarczy spytać moją mamę :P) sprawiały, że mogła się odprężyć i rzeczywiście skupić tylko i wyłącznie na startach. W każdym po oddaniu konia Karci miałam chwilę odstapki, bardzo potrzebną bo przecież za chwilę trzeba było już zaczynać ogarniać drugiego konia…

Właśnie, odnośnie przejazdu na Czarku to historia jest trochę dłuższa. Ogólnie tak jak wspominałam wcześniej ustaliłam z moim trenerem Jankiem, że będę jechała dość spokojnie, bo w końcu w przyszłym tygodniu konie jeszcze raz miały wystartować do tego w długich konkursach. Jednak po przejeździe Scottiego, na którym tak łatwo udało mi się zmieścić w normie czasu utrzymanie wyniku z ujeżdżenia Czarka wydawało się w zasięgu ręki. I stety lub niestety postanowiłam zrobić po swojemu. W związku z czym po również całkiem ładnym przejeździe, w którym niestety pojawił się problem z kombinacją wodną, kiedy to nie zgadzał mi się dystans w pierwszej lini, co spowodowało trudności również przy dalszych członach nawet pomimo mojej próby skorygowania. Na szczęście Czaruś był czujny i nie bez trudności udało mu się wyratować mnie z opresji  (z czego jest z resztą filmik na fb). Okazało się jednak że Chenaro był aż nazbyt dobrze reagującym koniem, w związku z czym kombinacje jechałam w trochę wolniejszym tempie, co z kolei zmuszało do szybszego w dystansach żeby wyrobić się w czasie. Gdy dojechałam na metę z koniem, muszę przyznać całkiem nieźle schetanym oprócz Karci czekał tam na mnie również wkurzony Janek. Zupełnie mu się nie dziwię, gdybym sama była trenerem również tak bym zareagowała na zawodnika, który nie słucha uwag i uprawia sobie swawolkę… Fakt, w tym wypadku mogłoby się wydawać że zachowałam się dość nieodpowiedzialnie, ale nawet w swojej nieodpowienialności miałam istotne powody. Po pierwsze i najważniejsze nawet nie pomyślałabym podjęciu takiego wyzwania, gdybym nie była pewna, że mój koń da radę. Znając Czarka, jego chart ducha, wielkie serce, a przede wszystkim kondycję nad którą sama pracowałam wiedziałam, że nawet jeśli na tym crossie wyciśnie się z niego wszystkie siły, w przyszłym tygodniu i tak da sobie świetnie radę. Dodatkowo miałam w zanadrzu również panią Anetkę, w raz z którą zapewniłyśmy mu chyba najlepszą opiekę i możliwość do regeneracji jaką się dało. Po drugie nie ukrywam, że wchodził w moją decyzję również aspekt finansowy. Mianowicie miałam nadzieję, że jeśli utrzymam wynik uda mi się podskoczyć w kwalifikacji końcowej na podium i w ten sposób dzięki nagrodzie pieniężnej odzyskamy de facto stracone pieniądze za start na Scottim, jako że nawet nie udało nam się zdobyć kwalifikacji… No i dlatego postanowiłam zaryzykować… dzięki czemu ostatecznie uplasowałam się na drugim miejscu i co prawda nie bez wyrzutów sumienia odebrałam nagrodę pieniężną (z której swoją drogą moja mama się bardzo ucieszyła).

I w ten oto sposób doszliśmy do zakończenia pierwszych zawodów w Sopocie :) Pierwotnie chciałam opisać w jednym poście oba tygodnie, jednak nie wiem czy zauważyliście ale jakoś strasznie się rozpisałam i wyszło mi ponad 1600 słów, więc wydaje mi się że w tym miejscu powinnam skończyć ;)

Komentarze

6
  • Karcia

    Luzakowanie takiej zawodniczce jak i koniom to sama przyjemność 😘

    Odpowiedz
  • Kinga

    Gratuluje!! Szkoda Scottiego jednak to jego pierwszy start dlatego wynik można mu chyba wybaczyć ;)
    Co do twojego zachowania to ja uważam, że dobry sportowiec powinien dbać o wynik. Jeśli wyjeżdżasz na zawody tylko po to aby je ukończyć to jest coś nie halo. Miałaś już dużo czasu na zapoznanie się z Czarkiem, dlatego czekamy na dobre miejsca ;)
    Co robi Scotti obecnie? Bo nie jest z tobą, trenuje czy odpoczywa?

    Odpowiedz
  • justii

    Taa kobieca intuicja, Janek musaai to zrozumiec :p

    Odpowiedz
  • bisnis usaha jasa

    Hі there! I coulԀ have sworn I’ve visited this website before but after broѡsing through a few of the posts I realized it’s new to me.Regardless, І’m definitely pleased I stumbled upon it
    and I’ll be bookmarking іtt and checking back
    frequently!

    Odpowiedz

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.