Pierwsze cztery gwiazdki za granicą!

Dzień dobry wszystkim! Pozdrawiam Was z prawie słonecznego pomorza gdzie spędzam mój krótki urlopik, zbierając siły po wyprawie do Francji i przed dalszą, jeszcze bardziej ekscytującą częścią sezonu jeździeckiego :)

Przechodząc od razu do sedna… Jak zapewne wiecie tegoroczne Mistrzostwa Europy Seniorów w Luhmuhlen zbliżają się wielkimi krokami. W związku z tym zawody w Jardy we Francji miały być, co prawda przedostatnim, ale zapewne najtrudniejszym sprawdzianem dla zawodników aspirujących do wystąpienia na MES, czyli w tym przypadku: Pawła Spisaka, Mateusza Kiempy, Asi Pawlak oraz Janka Kamińskiego. Jedynym wyjątkiem byłam ja, dla której przede wszystkim były to drugie, po czerwcowym Strzegomiu, zawody w tym roku, pierwsze na poziomie 4* w tym sezonie i pierwsze ever na tym poziomie za granicą, czyli generalnie na spokojnie i bez stresu :P

Haras de Jardy to ogromny ośrodek jeździecki znajdujący się tuż obok Wersalu, jednak trasa jaką mieliśmy wraż z końmi do pokonania do blisko 2 tys kilometrów w jedną stronę. Dlatego na takiej trasie zawsze planuje się postój, po to by konie mogły spokojnie zjeść i odpocząć i to samo jeśli chodzi o kierowców.

Pierwszym przystankiem w wyprawie do Francji był Warendorf gdzie mieliśmy spędzić cztery dni na ostatnich przygotowaniach do zawodów pod okiem Andreasa Ostholta. Pierwotnym planem było trenowanie z naszym byłym/aktualnym trenerem Kadry Seniorów, ale niestety był on nieosiągalny w tym terminie ponieważ wyjeżdżał na Mistrzostwa Europy Juniorów i Młodych Jeźdźców ze swoją córka Aliną. Tak więc zgodnie z planem przyjechaliśmy do Warendorfu w niedzielę a wyjechaliśmy w środę wieczorem, mając tym samym trzy treningi z Andreasem. W moim przypadku były to dwa treningi ujeżdżeniowe i trzeci krosowy i muszę przyznać, że nie dość, że naprawdę dużo mi one dały to jeszcze bardzo mile je wspominam :) W kwestii ujeżdżeniowej przede wszystkim miałam możliwość dopracowania samego programu, który miałam jechać w Jardy. Było to dla mnie tym bardziej wartościowe jako że trenując zaledwie dwa miesiące wcześniej nie miałam na to zbyt wiele czasu, a poza tym niestety stosunkowo rzadko mam możliwość trenowania ujeżdżenia z kimś kto mógłby spojrzeć jak to wygląda „z dołu”. Przede wszystkim skupiliśmy się więc na poprawieniu jakości galopu w kontrgalopach oraz Andreas zwrócił mi uwagę abym lepiej przygotowywała i pokazywała gdzie ruch się zaczyna, a gdzie kończy (np. przy ciągach w galopie z linii środkowej do ściany) co ostatecznie bardzo mocno wpływa na generalny obrazek przejazdu.

Ostatniego dnia pobytu w Warendorfie miałam trening krosowy na głównym placu kwarcowym, podczas którego mieliśmy głównie skupić się nad moją szwankującą ostatnio równowagą w siodle. W związku z tym Andreas przygotował dla nas wiele kombinacji i linii złożonych w większości z wąskich frontów, przeszkód ustawionych po skosie oraz wskoków i zeskoków. I tak jak podczas treningów ujeżdżeniowych wypadałam całkiem dobrze tak tym razem pojawiały się pewne trudności… Szczególnie w kombinacjach złożonych z zeskoków i wąskich frontów ustawionych na małych odległościach, gdzie już podczas lądowania należało przygotowywać się do następnego skoku wychodził brak równowagi. Największym jednak problemem był mój brak „agresji” czy też pewności, że chcę być po drugiej stronie przeszkody, co z kolei widać było w stylu doprowadzenia konia do przeszkód. Generalne wnioski: mam konia który jest w 100% szczery i pomoże mi gdy tylko będzie mógł, a mi potrzeba jeszcze trochę więcej praktyki. I szczerze mówiąc ciężko się z tym nie zgodzić ;)

W tym miejscu muszę jednak wspomnieć o bardzo niefortunnym wypadku Asi Pawlak i jej podstawowego konia Friedy. Niestety podczas naszego wspólnego treningu przy wskoku na bankiet kobyła mocno uderzyła kopytem o przeszkodę w wyniku czego ostatecznie okazało się, że złamała kość kopytową. Aktualnie Frieda jest już w domu i powoli dochodzi do siebie, ale niestety na pewno do końca sezonu nie będzie już mogła uczestniczyć w zawodach tym samym jedna z najlepszych polskich par nie będzie mogła zaprezentować się na najważniejszym tegorocznym starcie w MES. Bardzo niefortunny i przykry wypadek…

W środę wyruszyliśmy więc w 10 godzinną wyprawę do Jardy, niestety o jednego zawodnika i konia mniej…
Nasze zawody rozpoczynały się w piątek popołudniu jak zawsze od konkurencji ujeżdżenia. Czwartek upłynął nam więc na uporządkowaniu stajni i obozowiska oraz na lekkim rozruchu dla koni, które musiały zebrać siły po długiej podróży.

Tak wygląda hala w Jardy…

Teren jest ogromy i bardzo malowniczy

Jedna ze stajni

Mieliśmy szczęście stać w zadaszonej, przewiewnej i przestronnej stajni przeznaczonej dla zawodników konkursu czterogwiazdkowego. Niższe konkursy stały w stajniach namiotowych niezadaszonych w których było bardzo gorąco.

Na poranek następnego dnia zaplanowany był trening ujeżdżeniowy na Czarku, którego głównym celem, jak zwykle podczas zawodów, było fizyczne zmęczenie konia, w celu uniknięcia ewentualnych dodatkowych atrakcji podczas samego czworoboku.

Tutaj muszę wspomnieć, że w stabilności mojej pozycji w siodle ujeżdżeniowym znacznie pomogły mi nowe strzemiona FreeJump, które wraz z szerokimi puśliskami niesamowicie stabilizują nogę. Na prawdę polecam wszystkim!

Powoli zbliżało się popołudnie, a tym samym w końcu nadeszła godzina mojego startu (ci którzy startują w zawodach wiedzą jak męczące potrafi być czekanie na start :P).

Tak jak poranny trening nie należał do najbardziej udanych, głównie z powodu ciągłego rozpraszania się uwagi mojego konia, tak podczas rozprężenia kucyk był w pełni skupiony na mnie, responsywny i wyjątkowo jezdny.

Nawet wywrócenie się płotu przy rozprężalni przez strasznie silny wiatr nie wytrąciło nas z równowagi :O I tak pod ponad dwóch godzinach spędzonych w siodle tego dnia przyszedł czas na wjazd na czworobok. I trzeba przyznać, że jechało się absolutnie genialnie!

Kto czyta tego bloga zapewne wie, że zazwyczaj jestem bardzo wymagająca wobec samej siebie, przez co często sama sobie wyrzucam, że ciągle jest coś źle. Dlatego tym bardziej należy docenić jeżeli mówię, że ten przejazd był świetny! Oczywiście zdarzyły nam się pewne błędy, ale jeszcze nigdy (może oprócz wygranego konkursy w Rensvoude w zeszłym roku) nie miałam pod sobą tak skupionego, rozluźnionego i jezdnego konia na czworoboku. Z resztą sami zobaczcie!

Nietypowo skoki oraz kros były zaplanowane na niedzielę w związku z czym oprócz popołudniowego lekkiego treningu skokowego sobota była wolna. Miało się więc dość sporo czasu na przejście i przeanalizowanie trasy krosu i muszę przyznać, że chyba jeszcze nigdy nie byłam tak zestresowana trudnością trasy po pierwszym jego zobaczeniu! Był to zdecydowanie najtrudniejszy kros z jakim miałam kiedykolwiek do czynienia! W Haras de Jardy równolegle rozgrywały się zawody 4* z cyklu Master Riders przygotowane dla najlepszych zawodników na świecie i to dla nich był przygotowany ten kros, stąd tak techniczne zadania, z którymi własnie miałam tego dnia się zmierzyć…

Co chwilę trzeba było zmierzyć się z jakimś wymagającym zadaniem czy niezwykle trudną technicznie kombinacją i rzeczywiście na tym poziomie nie było już miejsca na błędy. Zwykle opisuję jedną lub maksymalnie dwie najtrudniejsze kombinacje, ale w tym przypadku wszystkie takie były.

Przed połową krosu należało zmierzyć się z dwoma wąskimi (ale za to bardzo głębokimi!) frontami i stołem na lini S-ki, następnie czekały na nas dwa kornery po bardzo dużym łuku, potem kombinacja wodna złożona ze stołu, kornera, wyskoku i wąskiego frontu po skosie na jedną foule i na koniec kombinacja ze stołem na górce i trzema wąskimi frontami (również wysokimi i szerokimi) ustawionymi w zygzaku na 3 i 4 foule. Do tego należało dodać wszystkie pozostałe przeszkody, krętą trasę i wyśrubowana normę czasu i otrzymywało się najtrudniejszy technicznie kros w moim życiu ;)

Przyszła niedziela co oznaczało, że musiałam się zmierzyć z moją „ulubioną inaczej” konkurencją, czyli skokami. Tak jak już wspominałam o dziwo po mojej prawie półrocznej przerwie zaczęłam skakać znacznie lepiej niż przed, ale bynajmniej nie oznaczało to że byłam pewniejsza moich umiejętności. Parkour oczywiście nie odstępował poziomem trudności od reszty konkurencji- bardzo dużo linii po łukach, dwa szeregi, no i oczywiście odpowiednia wysokość. Dlatego właśnie stwierdziłam, że trzeba to mieć jak najszybciej za sobą… No i niespodzianka! Parkour również jechało mi się super, udało mi się zachować dobry, energiczny rytm, Czaruś był poskładany i jak zwykle skakał jak samolot, no i w reszcie przejechaliśmy parkour na czysto! :D był to tym większy sukces, jako że utrzymaliśmy nasz wynik z czworoboku 30,2 pk i wskoczyliśmy na czwartą lokatę – a Michael Jung spadł za nas po trzech zrzutkach! :D

Po skokach jak widać w poniższej wypowiedzi byłam bardzo zadowolona ;P

Skoki na czysto w czasie!

Opublikowany przez Zebrazklasa.com – blog Niedziela, 14 lipca 2019

Niestety czas euforii był dość krótki, ponieważ zdaliśmy sobie sprawę, że już niedługo będziemy musieli zmierzyć się z najtrudniejszą próbą- z krosem. Miejmy to więc jak najszybciej za sobą… Początek krosu jechałam dość niepewnie, właśnie bez tej „agresji” o której mówił Andreas i dopiero po pierwszej kombinacji wodnej gdzie drugą przeszkodę skoczyłam prawie z miejsca, stwierdziłam, że trzeba się wziąć w garść. I tak środkową część krosu jechało mi się całkiem dobrze. Udało nam się pokonać wszystkie kombinacje pewnie, płynnie i w dobrym stylu. Przede wszystkim genialne było to, że Czaruś nie dość, że galopował jak przecinak to jeszcze był bardzo chętny do skakania, tak jakby sam robił wszystko żeby znaleźć się między chorągiewkami. Przyszła końcówka krosu i ostatnia kombinacja z wąskimi frontami, gdzie niestety przytrafiło nam nie trafienie w przeszkodę… Mój błąd polegał na tym, że za bardzo skróciłam Czarka przed kombinacją, przez co ostatecznie dystans do pierwszego wąskiego frontu wyszedł dość długi. Musiałam więc pojechać te trzy foule do przody, przez co wyszedł bardzo duży skok, wyciągnęło mnie z siodła i niestety zanim się pozbierałam była już foula po, czyli o tą jedną za dużo. Próbowałam jeszcze wykręcić na następna przeszkodę, ale nie było nawet takiej szansy… Jak już mówiłam, na tym poziomie nie ma już miejsca na błędy. Ostatecznie dostałam 20 pkt za wyłamanie i 20 za czas spadając na 30 lokatę w konkursie. Analizując film z teo przejazdu okazało się, że na naprawienie tego ominiętego skoku poświęciłam 23 sekundy – czyli dodatkowe ponad 9 pkt karnych…

Nie zmienia to jednak faktu, że zarówno ja jaki i trenerzy uważają ten kros za bardzo udany. Pierwsze tak trudne zawody w sezonie, pierwsze 4* po operacji po zaledwie 3 treningach krosowych wliczając w nie start w Strzegomiu, a udało się je przejechać w bardzo dobrym stylu, pokazując tym samym nasz potencjał na więcej. Jestem nawet skłonna powiedzieć, że cieszę się że stało się jak się stało. Przypomina mi to trochę sytuację z poprzedniego roku z MP w Facimiechu, kiedy to wyłamanie na krosie było pobudką i dodatkowym motywatorem do dalszej pracy przed ME w Fontainebleau. Tak więc teraz możemy na spokojnie skupić się na pracy, bez większej presji przygotowując się do startu w Mistrzostwach Europy Seniorów, które rozpoczynają się już za dokładnie 6 tygodni!!!

W tym miejscu muszę ogromnie podziękować wszystkim którzy mi kibicowali i trzymali za mnie kciuki! <3 Całej ekipie, która przybyła żeby mnie wspierać i pomagać podczas zawodów w Jardy, czyli mojej Mamie i Cioci Marzenie za bezcenne wsparcie psychiczne oraz finansowe, Alikowi, w roli najlepszego luzaka na świecie oraz panu Piotrowi za jego rady trenerskie, które doprowadziły mnie do tak wysokiego poziomu sportowego! Oczywiście również chcę podziękować naszemu trenerowi kadry panu Marcinowi Konarskiemu, który sprawował pieczę nad całymi zawodami oraz przekazał mi cenne uwagi i słowa wsparcia i zaufał na tyle aby zdecydować się na wysłanie mnie na ME Seniorów. Dziękuję też całej polskiej ekipie za niezapomnianą atmosferę oraz ogromną pomoc w dotarciu i powrocie z zawodów!

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.