Pierwsze podium w tym roku

Oficjalnie ogłaszam, że sezon WKKW 2016 został rozpoczęty! :D Zawody w Jaroszówce jak pewnie wiecie były moimi pierwszymi w tym roku i w sumie jak dotąd najbardziej wyczekiwanymi. Podczas zimy miałam styczność z wieloma konkursami skoków, a nawet również zobaczyłam kawałek świata ujeżdżeniowego, dzięki czemu trochę zmieniła mi się perspektywa widzenia zawodów, szczególnie odnośnie warunków stajennych, pogodowych i treningowych. W związku z tym podczas jechania do Jaroszówki zaczęłam się zastanawiać co de facto sprawia, że wybrałam akurat dyscyplinę WKKW…. i jakoś wtedy nie byłam w stanie sobie jeszcze przypomnieć.

Po mega długiej drodze w końcu udało nam się zajechać na miejsce około godziny 16.00. Niestety w Jaroszówce w przeciwieństwie do Gdańska, od dwóch dni padało. Pierwsze trudności już pojawiły się podczas rozładunku sprzętu, kiedy to trzeba było przeciągnąć pakę na drugą stronę stajni po grząskim i niezbyt równym podłożu (na szczęście udało nam się wziąć do pomocy silnego mężczyznę :P).

IMG_3025

IMG_3023

Po podaniu obiadku konikom i przekąszeniu samemu czegoś z bufetu grillowego około dwie godziny później trzeba było zacząć się szykować do treningów. Ogólnie mówiąc obydwa pod względem pracy były całkiem udane, Czaruś na początku był troszkę podniecony nowym miejscem, lecz po dłuższej rozgrzewce udało się skupić jego uwagę na robocie gimnastycznej, a następnie elementach z czworoboku 1*A, z kolei ze Scottim mimo początkowego usztywnienia w końcu osiągnęliśmy względne porozumienie dzięki czemu udało się go trochę rozluźnić. Jednak ku mojemu zdziwieniu znacznie dłużej niż zwykle zajęło mi pogodzenie się z myślą, że musiałam jeździć w deszczu oraz przyzwyczajenie się do tego stanu rzeczy już podczas treningu (z resztą konie też nie wydawały się zbyt szczęśliwe :P).

IMG_9531

Następnego dnia jako że mój konkurs zaczynał się o 9.00, a przewidywaliśmy (na podstawie doświadczenia z HPP), że Chenaro może cierpieć na nadmiar energii podczas czworoboku, trzeba było jeszcze pojeździć na nim rano, więc ostatecznie na nogach było się już przed 6.00. Tym razem również głównie skupiliśmy się na pracy rozluźnieniowo- gimnastycznej, włączając w to wszelkiego rodzaju chody boczne (aby uczulić kucyka na pomoce przesuwające) oraz zmian tempa w niższym ustawieniu (również na pomoce przyspieszające i zwalniające przy jednoczesnym rozluźnieniu). Kucyk o dziwo zarówno podczas porannego treningu jak i rozprężenia przed startem zachowywał się na prawdę przyzwoicie.

IMG_9547

IMG_9557

IMG_9660

Oprócz kilku incydentów kiedy to byliśmy zmuszeni do awaryjnego omijania koni na placu, kucyk był bardzo spokojny, kupiony i posłuszny… niestety dzięki temu udało mu się uśpić czujność zarówno moją jak i mojego Trenera (którym jest obecnie Janek Kamiński), ponieważ zamiast żużlować całe 40 min, de facto praca nie była jakoś strasznie intensywna “bo po co skoro taki grzeczny a do tego wszystkie elementy wykonuje”… Jak się okazało już podczas przejazdu – zostaliśmy zrobieni w przysłowiowego konia… :D Już gdy okrążałam czworobok czułam, wzbierającą w Czarku energię, a co dopiero po wjechaniu na linię środkową. Sytuacja była podobna do pierwszego dnia HPP, ponieważ po raz kolejny siedziałam jak na tykającej bombie. Co prawda w tym programie było znacznie mniej elementów do zepsucia niż w ujeżdżeniowym programie C1, ale zawsze mogliśmy go lepiej pojechać. Na szczęście jak się później okazało po wyniku 46 p.k., udało się zamaskować niedociągnięcia przed sędziami, ale mimo tego zdecydowanie nie byłam zadowolona z tego przejazdu…

To co może cieszyć, to że najlepszą ocenę wśród ocen ogólnych dostałam za jeźdźca – po 7,5 pkt od obu sędziów :)

Następnie przyszedł czas na Timonka. Po wieczornej jeździe poprzedniego dnia miałam nadzieję, że po raz kolejny uda nam się go rozluźnić i wziąć na kontakt, ale niestety nie było to takie łatwe. Niestety ostatnio dość ciężko jest nam się dogadać, moim zdaniem głównie z powodu wzajemnych uprzedzeń i złych nawyków (np. zwykle gdy tylko rozpoczynamy pracę na kontakcie od razu zaczynam się usztywniać co oddziałuje bezpośrednio również na konia). Tak więc mimo usilnych prób nie do końca udało nam się osiągnąć rozluźnienie i przyjęcie kontaktu kucyka w takim stopniu jak na HPP, co niestety odbiło się również na komforcie i jakości przejazdu.

IMG_9797

Zdarzyło mi się popełnić kilka błędów, w tym na początku za szybkie tempo kłusa, przez co kucyk zamiast kroczyć zbalansowanym, obszerniejszym ruchem, zaczął szybko drobić tym samym uniemożliwiając następnie wykonanie np. dobrego wydłużonego kłusa, czy też jedno z zagalopowań, kiedy to za mało przygotowałam konia w efekcie czego za późno odpowiedział mi na pomoce. Ostatecznie jednak nie wypadłam na tle innych zawodników tak źle, ponieważ udało nam się uzyskać wynik 44.7 :) Po ujeżdżeniu zajmowaliśmy pozycję czwartą (Scotty) i piątą (Chenaro).

Nareszcie nadeszła chwila przerwy, podczas której po raz pierwszy od poprzedniego sezonu wybrałam się na cross (szkoda tylko, że znów zaczęło padać… :P). Najpierw miałam iść sama, a potem z trenerami (bo na zawodach był też Piotr Kulikowski – Trener Kadry Juniorów). Ogólnie trasa była bardzo podobna do tej z poprzedniego roku, dzięki czemu przynajmniej nie odczuwałam zbyt dużego stresu jako że, przynajmniej na Czarku, udało mi się już przejechać tą trasę. Jedną z większych zmian była nowa kombinacja z kłodą na szczycie górki w dół do wąskiego frontu na cztery foule (nr przeszkód 8 i 9). W sumie jedyną kwestią jaka wzbudzała we mnie niepokój to stan podłoża, ponieważ z tego co wiedziałam miało jeszcze padać podczas dnia i przez większość nocy.

IMG_9866

IMG_9878

Późnym popołudniem zaczął się konkurs skoków klasy 1* i 2*. Startowałam jako jedna z pierwszych, więc już przed oglądaniem parkuru musiałam być rozkłusowana. Odnośnie samych przejazdów z Chenaro jestem bardzo zadowolona, zarówno z wyniku (na czysto :D) jak i z jakości jazdy. Mimo, że ten przejazd nie był idealny i czasami dawałam kucykowi dość trudne zadania (częste zmiany tempa, kilka dalszych odskoków w tym mocne wejście w drugi szereg, kiedy to kucyk musiał się wykazać dużą zwinnością aby nie dotknąć drugiego członu) Czaruś cały czas bardzo dobrze się prowadził i był uważny na moje pomoce :) Dzięki bezbłędnemu przejazdowi oraz błędom zawodników uplasowanych wyżej awansowaliśmy z Chenaro na miejsce 2 :).

Niestety przejazd na Timonie nie należał do tak udanych. Nie wiem do końca dlaczego, ale ja nie do końca byłam w stanie się skupić na przejeździe, zapewne również przez co nie udało mi się doprowadzić kucyka do takiego ustawienia i zebrania jak z kolei podczas ostatniego zgrupowania :( Podczas parkuru przytrafiło się kilka błędów w efekcie czego zarobiliśmy 12 p.k, co oznaczało spadek na 13 pozycję.

Pierwsze dwa błędy wyniknęły z całkowitego nieporozumienia w wejściu w linię złożoną ze stacjonaty i oksera, kiedy to moim zdaniem odskok wyszedł trochę za daleko, ale zamiast wesprzeć konia łydką i pokazać, że ma skoczyć ja wyszłam ramionami do lotu, który odbył się dopiero malutką fulę później. No a jak się źle weszło w pierwszą przeszkodę w lini to tez odbija się to na drugiej. Na szczęście udało nam się pozbierać dzięki czemu następne trzy przeszkody pokonaliśmy bezbłędnie (oprócz ponownie zbyt mocnego wejścia w szereg), ale oczywiście Gosia musiała pomyśleć, że to już ostatnia przeszkoda i oczywiście kolejny drąg znalazł się na ziemi…

IMG_0222

Z dotychczasowych przejazdów tylko jeden dało się zaliczyć do udanych. Na szczęście rozprężenie przed crossem na Chenaro, którym jechałam również jako jedna z pierwszych w moim konkursie około godziny 13.30 (wreszcie można było się wyspać! :D), zapowiadało się całkiem dobrze. Kucyk pomimo początkowego usztywniania się w reakcji na półparady, zachowywał się bardzo dobrze, reagował świetnie na pomoce przyspieszające, a następnie szybko skracał się przed przeszkodami bez cały czas pozostając rozluźnionym.

Co do samego przejazdu ogólnie jechało mi się genialnie! :D Kucyk co prawda przy pierwszych trzech przeszkodach wydawał się lekko zdezorientowany odnośnie kierunku jazdy, przez co trochę dryfował, ale już od pierwszej kombinacji (stół z wąskim) nabrał pewności. Prowadził się bardzo dobrze, o dziwo tak jak podczas zgrupowania zdarzało mu się wpierać w kontakt, tak podczas przejazdu super reagował na moją rękę, szczególnie przy skracaniu. Oczywiście przy kilku przeszkodach nie do końca zgadzał się dystans, w tym przy katastroficznie przejechanej linii na pierwszej wodzie, kiedy to przez złe wejście przez hyrdę wyszło do bankietu 4/5 foule, a do tego podczas wyskoku podłoże zassało kucykowi zadnie nogi… Ostatecznie kucykowi udało się wyratować mnie z opresji, co prawda był zmuszony do skoczenia trzeciego członu prawie ze stój, ale na szczęście do końca crossu już nie naraziłam go na taki wysiłek. Dodatkowo dzięki temu, że nie odczuwałam podczas przejazdu tak dużego stresu mogłam zaczerpnąć więcej przyjemności ze skakania oraz z samego dzikiego galopu przez pola… Długo by opowiadać, ale jechało mi się na prawdę genialnie, a do tego spóźniłam się tylko jedną sekundę, dzięki czemu dało mi się utrzymać na drugiej pozycji :D

Po szybkim przesiodłaniu znów byłam już na rozprężalni z Timonkiem. Tym razem jednak historia wyglądała zupełnie inaczej niż podczas skoków. Zapewne dlatego, że ja byłam bardziej rozluźniona i naładowana pozytywnymi fluidami po udanym przejedzie na Chanaro, a także dlatego że po prostu obydwoje znacznie lepiej czujemy się w tej konkurencji, na rozprężalni skakało mi się na Timku świetnie. Takie samo odczucie z resztą towarzyszyło mi podczas crossu. Scotti również prowadził się bardzo dobrze, szczególnie, że w przeciwieństwie do Czarka od początku był bardzo pewny kierunku jazdy, ale przy tym uważał na sygnały wysyłane przez moje pomoce oraz warto zwrócić również uwagę, że podczas całego przejazdu galopował z nosem do góry :D Tym razem jednak jako, że nie walczyłam o jakąś świetna pozycję, a do tego podłoże po przejeździe koni z całego konkursu (jechałąm druga od końca) również nie było za świetne (szczególnie przy odskokach i lądowaniach, kiedy to aż czułam jak zasysa Timiemu kopyta) nie starałam się za wszelką cenę być w normie czasu, co jednak nie oznaczało, że nie wykorzystaliśmy okazji do radochy z mocnego galopu ;) Oczywiście nie mogło być idealnie, więc po raz kolejny kucyk miał okazje do wyratowania mnie w kilku przypadkach, np. przy spektakularnym widzeniu przed cornerem czy pierwszej wodzie :P

Skończyliśmy zawody na miejscu 2 na Chenaro i 11 na Scottym. Nagroda za 2 miejsce w wysokości 150 Euro nie pokryła nawet kosztów wpisowego, co w tym sporcie jest niestety regułą… Zaszczytem jednak było być na podium w gronie Mistrzów Polski Seniorów!

IMG_0360

IMG_0365

IMG_0371

Tak więc podsumowując zawody można udać za udane. Wiem nad czym mam pracować ze Scottym, a zostało nam tylko 2 tyg do dwóch gwiazdek w Sopocie (którą będę jechać na obu koniach). Pomimo nieprzyjemniej pogody przypomniałam sobie dlaczego akurat WKKW jest moją dyscypliną. Nie tylko z powodu tego, że jest wszechstronna i dlatego nigdy nie jest nudna, ale przede wszystkim przez cross, który daje jedyne w swoim rodzaju emocje, których nie zazna się nigdzie indziej :) WKKW to jest po prostu styl życia, taki trochę cygański, pełen ciężkiej pracy, ale też pozostający najbliżej tego do czego koń został stworzony i najbliższy prawdziwej natury.

Niestety minusem tego stylu życia jest powrót do domu o 2.20 rano i położenie się spać o 3.00 aby wstać o 7.00 i iść na dwie klasówki do szkoły. No ale wszystko trzeba znieść, WKKWiści są twardzi ;P

Komentarze

20

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.