Pierwsze starcia :P

Jak już pewnie wiecie aktualnie znajdujemy się na zawodach skokowych w Dąbrówce Małej gdzie dzisiaj rozegrało się moje i Czarka pierwsze wspólne starcie z parkurem L i P. Szczerze mówiąc jak na pierwsze starty na nim w moim życiu jestem całkiem zadowolona, aczkolwiek porównując moje uczucia podczas pierwszego i drugiego przejazdu, a do tego dokładając opinię Trenera i nagranie, stwierdzam, że jeszcze długa droga przed nami do pełnego zgrania i wzajemnego wyczucia.

Dzisiejszego dnia pozwoliłyśmy z dziewczynami sobie na odrobinę luksusu (głównie z powodu tego, że nasze konkursy zaczynały się dopiero o 11.00) w związku z czym w stajni byłyśmy trochę przed 8.00. Co śmieszne pomimo tak dużej ilości czasu do naszych startów skończyło się na tym, że Trener musiał mi pomagać konia siodłać bo bym się nie wyrobiła :P

Na rozprężalni (oprócz nieustanych prób uniknięcia zderzenia się z pozostałymi końmi) starałam się też zwracać uwagę na mój dosiad szczególnie: niższe anglezowanie, półsiad i pozycja podczas skoku. Odnośnie parkuru jak zawsze w konkursach dwufazowych był on strasznie długi i pełen zakrętasów (jednak były ona raczej logiczne, więc nawet gdybym zapomniała trasy i tak bym trafiła na następną). Zauważyłam, że przeszkody były ustawione w kolejności rosnącej z czego pierwsza zaczynała się od około 80 cm, a dopiero te na końcu osiągały właściwą wysokość metra (ale nie mówię, że mi to przeszkadzało :P). Jak wiecie teoretycznie w drugą część dwufazówki można by porównać do rozgrywki, lecz zgonie z wolą Trenera ja miałam jechać treningowo- dużymi łukami, w równym rytmie tak po prostu żeby Czarka wyczuć.

Po wyjechaniu na parkur czułam, że Czarek jest nabuzowany, ale uznałam, że to zupełnie normalne biorąc pod uwagę nowe miejsce, zawody, publiczność itd. Jednak gdy zaczęłam jechać parkur wydawało mi się jakbym jechała na jakimś innym koniu w porównaniu do treningów kiedy to Czarek sobie spokojnie galopował (czasami zdarzyło mu się bryknąć :P). Ogólnie skakało mi się bardzo fajnie, co prawda Trener powiedział, że za bardzo zmieniam tempo: wolniej w zakręcie a do przeszkody dojeżdżam (tak samo było na treningu skokowym w Sopocie), podczas gdy powinnam w zakręcie dojeżdżać, a po wyprostowaniu czekać odbierając tempo, ale byłam zbyt zdezorientowana zachowaniem Rudego żeby myśleć o takich rzeczach :P Niestety chwilowo nie mam filmu z tego przejazdu, bo znajduje się na telefonie Trenera.

Mając cały czas w pamięci jakiego stracha sobie narobiłam gdy rano dowiedziałam się, że za 5 min mam być na rozprężalni podczas gdy przebierałam się jeszcze w koniowozie, a koń nie był w ogóle gotowy, od razu po moim przejeździe (oczywiście po obrobieniu Czarka) zajęłam się przygotowywaniem Timona. Skończyło się na tym, że musiałam z nim w pełnym oporządzeniu stać przez około 40 min w boksie czekając na znak od pana Łukasza kiedy mogę w końcu wyjść na rozprężalnię. Oczywiście wtedy gdy brakowało nam czasu, to zawodnicy przejeżdżali parkury w tempie ekspresowym, a kiedy miałam konia gotowego to wlekli się niemiłosiernie…

Zarówno ja jak i Pan Łukasz byliśmy bardzo zadowoleni z postępów jakie poczynił Timon. Otóż po wejściu na rozprężalnię (gdzie wtedy znajdowało się koło 8 koni) nie odstawiał żadnych akcji. Jedyne co było po nim widać to lekkie spinanie się, lecz po przyłożeniu łydki spokojnie dawał się przekonać by przejść obok tych strasznych koni. Tak samo kulturalnie zachowywał się podczas skoków, nie było już zabijania się na stojakach… co będę słodzić, po prostu ręka Trenera działa :D

Przed drugim przejazdem byłam już lekko zmęczona, a do tego doszło jeszcze poddenerwowanie z powodu męczących myśli pt.–> „chcę jeść!!!”. Na szczęście gdy przyszła pora na oglądanie parkuru i przygotowywanie się do wyjazdu zapomniałam o tym. Parkur w klasie P pomimo tego, że krótszy, sprawiał mi o wiele większe trudności w zapamiętaniu (podczas przejazdu 4 razy nie wiedziałam gdzie mam jechać :P).

Drugi przejazd przede wszystkim (przynajmniej w moim odczuciu bo po filmie tego nie widać) był o wiele szybszy. Bardzo fajne w jeżdżeniu na Czarku jest to, że nawet jeżeli jedzie się częściowo poza kontrolą, to jednak w ogromnej większości przypadków pasuje odległość, po prostu jakoś łatwo się ją łapie (co prawda teraz na ostatniej było trochę za daleko :P). I tak najbardziej podobał mi się komentarz Trenejra „nareszcie był dobry galop”, podczas gdy ja myślałam że pędziłam jak wichura :D… Rzeczywiście gdy patrzyłam na mój film nie wyglądało to aż tak szybko, pomimo faktu, że miałam za długie wodze i czasami na nich wisiałam (sory kucyk :*), ale tak naprawdę Czarek mnie mocno wywoził. Rozumiem, że takie tempo jest minimalne do jeżdżenia konkursów P i wyżej, lecz ważne żebym to ja ustalała to tempo, trzeba będzie na ten aspekt zwrócić uwagę. Poniżej film z pierwszego przejazdu Timona, oraz drugiego przejazdu Czarka. Jak widać Timon jest znacznie bardziej charakterny i temperamentny od poczciwego Rudaska.

Trzymajcie kciuki za jutro :D

Komentarze

2
  • Lunar

    Na filmiku te przeszkody wydają się straszne małe dla Timona, i ma chłop charakterek!
    Trzymam kciuki i pozdrawiam!
    P.S. Od dłuższego czasu zastanawiam się, czy twoja mama nadaj jeździ konno…

    Odpowiedz
  • oluchp

    Czy ja słyszę Pana Pacyńskiego jako sędziego? :)

    Odpowiedz

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.