Pierwsze zawody sezonu – Strzegom Spring Open

Pierwsze zawody w sezonie już dawno za nami, a ja wciąż jestem Wam winna relację! Niestety przez fakt, że tuz po powrocie znów ciągnął mnie wir obowiązków związanych ze szkołą i pracą, a także fakt, że troje (a od wczoraj czworo) z siedmiu naszych pracowników jest chorych, roboty w stajni jest aż nadto. W związku z tym, gdy tylko miałam wolny czas, który teoretycznie mogłabym wykorzystać na napisanie czegoś zwykle byłam bardziej w nastroju by po prostu walnąć się na łóżko i nie już więcej wstawać :P

Jak wiecie na zawody wzięłam dwa konie, ale startowałam tylko na Czenaro, ponieważ w związku z problemami z okiem Sagenhafta i dość niedawnym zakończeniem tygodniowego pobytu w klinice nie było opcji by wystartować. Przyjechałam jednak z obydwoma, jako, że alternatywą dla niego byłby boks i padok przez sześć dni, a tymczasem wyjazd umożliwił nam zobaczenie jak Szymuś zachowuje się w innym miejscu zarówno w stajni jak i na treningach.

 

 

Pod względem tego pierwszego okazał się absolutnie bezproblemowy, a wręcz muszę przyznać, że tak jak zwykle jest już okropnie łakomy tak nowe środowisko jeszcze bardziej to wzmożyło :P Dodatkowo zauważyłam, że bez codziennych, kilkugodzinnych pobytów na padoku chłopczyk zaczynał się strasznie nudzić sam w boksie… Z drugiej jednak strony było to mega słodkie, gdy wracałam z treningów z Czarkiem a Shaggiś już czekał z wystawionym łebkiem i rżał na nasz widok <3 Taka babska skłonność do rozczulania się :P

 

 

Odnośnie treningów na Szymonie to nie były one zbyt intensywne (również w związku z leczeniem) i bardziej opierały się na pracy rozluźnieniowej z wstępami do elementów z czworoboku klasy P i 1*.Oprócz pierwszej jazdy następnego dnia po przyjeździe, kiedy to niestety trafiliśmy na największy tłok na placu, przez co Shagiś zaczął troszkę panikować, ogólnie zachowywał się bardzo przyzwoicie, a wręcz można by powiedzieć, że był prawie dzielny. Oczywiście zdarzało się non stop, ze jego uwaga umykała mi żeby przyjrzeć się jakiemuś bardzo strasznemu zjawisku jak np. biegający pies, czy wisząca na płocie derka, ale i tak było znacznie lepiej niż przypuszczałam. Mega cieszyłam się również z faktu, że kucyk się wszystkim bardzo podobał!!! :D

 

 

Przechodząc wreszcie do głównego tematu- Czaruli. Nasz plan na ujeżdżenie był całkiem prosty, a mianowicie podczas rozprężenia mieliśmy za zadanie zmęczyć Czarka na tyle abym podczas przejazdu mogła go spokojnie jechać i nie martwić się o brykanka itd. Jak zwykle  nie do końca nam to wyszło… Po pierwsze podczas rozgrzewki Chenaro był strasznie dziwny do jazdy, ponieważ tak jak na prawą stronę wszystko było ok tak na lewą był zupełnie pusty na wewnętrznej wodzy, co utrudniło mi trochę normalny tryb rozgrzewki. A po drugie najwyraźniej zrobiłam genialną robotę przy galopach kondycyjnych, bo pomimo długiego rozprężenia w wysokich chodach i tak przed wjazdem na czworobok był świeżutki…

Tak więc gdy zaczęłam objeżdżać czworobok i jak zwykle przy lewym jego rogu Czarek zaczął swoje numery, byłam już cała zestresowana, że podczas przejazdu to się powtórzy. W związku z tym zamiast być rozluźnionym, poruszać się razem z koniem, a przede wszystkim mieć aktywne pomoce, po prostu siedziałam na nim spięta i de facto podróżowałam. Tymczasem okazało się, że koń tym razem postanowił być spokojny na czworoboku, lecz przez fakt, że ja byłam taka sztywna on zaczął to ode mnie przejmować podczas galopu, z czego wynikły te wszystkie błędy, jak słabe przejście do stępa z galopu, w konsekwencji nieprzygotowany zwrot czy zmiana zadnich nóg w kontrgalopie. Tak więc jak już wiecie jakie były moje odczucia, to chyba zgodzicie się, że wynik 68% jest w tym wypadku całkiem niezły :P

 

 

Wieczorem po ujeżdżeniu było spotkanie z komisją WKKW i dostałam puchar za prowadzenie w Rankingu PZJ MJ 2017…

 

 

Odnośnie trasy crossu to nie była ona zbyt trudna… i bardzo dobrze. Przez odwołanie pierwszych zawodów w Strzegomiu z powodu pogody, pokrzyżowały nam się troszkę plany. Pierwotnie miałam zacząć ten sezon na Chenaro od 1*, tak więc dokładnie potrzebowaliśmy takiego przyjemnego i zachęcającego crossu z dużą ilością pojedynczych przeszkód.

 

 

 

 

Co do samego przejazdu to był on całkiem ok. Co prawda Czenaro zupełnie nie reagował na moje próby skrócenia go, tak więc trochę musiałam się tam nawysilać (co szczególnie widać w linii po białym okserze do coffina). Dodatkowo dałam mu kilka trudnych zadań do wykonania, tak jak np. wąski na drugiej wodzie, kiedy do dystans okazał się o wiele za krótki… I co najlepsze w tym koniu, wykonał je bez mrugnięcia okiem :D

 

Niestety nie mogliśmy skończyć zawodów, o czym napiszę w kolejnym wpisie. Czaruś się kopnął w nogę, powstał krwiak i był na tyle bolesny, że zdecydowaliśmy się nie startować w skokach bo te zawody były rozgrzewką do Sopockich trzech gwiazdek, które są dla nas priorytetowe. Tak więc postanowiliśmy zadbać o zdrowie Rudego i dobrze go przygotować do Sopotu.

Podsumowując te zawody – przede wszystkim nie macie nawet pojęcia jak dobrze jest poczuć się znowu u siebie po tych wszystkich miesiącach! Porozmawiać po polsku, zobaczyć wszystkich znajomych… Pogoda była wymarzona (oprócz zalanych oficerek przed ujeżdżeniem…), tak więc mega fajnie się czułam w Strzegomiu i już się nie mogę doczekać Sopotu!

Komentarze

3

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.