Pierwszy trening w nowej stajni

Z tą nową stajnią to było tak, że ktoś nam powiedział, że jest miejsce w stajni niedaleko nas, gdzie ten ktoś trzyma konia i tam są dobre warunki, a przede wszystkim jest hala. Na początku nie myślałyśmy o tym wiele, ale jednak ta myśl kiełkowała, że nadejdzie zima i będziemy musieli ze Smokiem jeździć na dworze. Tak więc mama zarezerwowała ten boks na miesiąc, żeby spokojnie skończyć sezon wkkw w Paszkowie, bo trzeba było trenować przed Kwiekami. A po Kwiekach, gdy do Marca nie będzie żadnych nowych zawodów, żebyśmy się tam przeprowadzili. Plan jest taki, żebym przez zimę popracowała nad ujeżdżeniem, bo to jest to co jest moją słabością.

Dzisiaj rano mama zajechała obejrzeć jak żyje się Smokowi w nowej stajni. Zastała go na łące jedzącego trawkę, był tak zajęty tą czynnością, że nie reagował w ogóle na zaczepki, wołania itp. Potem podobno poszedł do kolegów (są na padoku w 5 koni) i zgromadzili się w kółku, pogadali, Sojuz i jeszcze jeden stanęli na chwilę do siebie lekko dęba, ale wyglądało to na zabawę. Takiego raju Smok nie miał od dawna, żeby codziennie mógł się swobodnie poruszać przez pół dnia na padoku!

Stajnia od strony padoku wygl;ąda tak – od lewej lążownik, potem hala, potem okrągła karuzela, a potem stajnia:

To nasze graty leżą koło boksu jeszcze nie poukładane po przeprowadzce:

Boks Smoka jest większy niż miał w poprzedniej stajni:

A tu jest korytarz, gdzie wszyscy się szykują do jazdy i stoją tu paki:

Na 19.00 przyjechałam z tatą do stajni przygotować się do jazdy. Przy okazji testowałam siodło Janka i jego siostry Zosi. Pani Ewa trenuje w takim fajnym systemie, że umawiamy się na daną godzinę już rozprężone i z nią pracuje się pół godziny. Pani Ewa od razu mi powiedziała, że pewnie Sojuz wybija, bo ma taką budowę pęcin, która na to wskazuje. Jest badzo miła i wydaje się czasem, że przepowiada przyszłość, bo np jak wykonywałam jakąś figurę, to ona mówiła “nie daj mu się teraz całkowicie powiesić na pysku” i dosłownie w tym momencie się wieszał. Niesamowite. Sojuz rozglądał się i był zdekoncentrowany przez co się zawieszał. Cała jazda była poświęcona temu, żeby go rozluźnić. Wyginałam go na zewnątrz koła i do środka a jak się zawieszał na wewnętrznej wodzy miałam zrobić ustępowanie na zewnątrz, powiększając koło i odpuścić wewnętrzną wodzę. Miał też wg Pani Ewy za daleko zad, trzeba by było go bardziej podstawić. Musiałam go też pobudzać, bo nie był zbyt żywy. A to wszystko wynikało z tego że oboje nie jesteśmy w formie. Mnie bardzo bolał kręgosłup przy siadaniu w siodło. A Smok się tak najadł trawy w ciągu dnia, że aż dostał rozwolnienia, a dodatkowo jeden z koni na padoku ugryzł go w bok, a rana znajdowała się dokładnie pod tybinką siodła. Tak więc na tą stronę gorzej chodził. Okaziłyśmy to, oraz zaglinkowałyśmy, żeby nie puchło.

Ale podsumowując jestem zadowolona z treningu. Jutro smok wyjdzie na padok w derce padokowej, co powinno go uchronić przed ewentualnymi ugryzieniami. Podobno takie “walki” między końmi mają miejsce tylko przez kilka pierwszych dni, zanim konie ustalą między sobą hierarchię.

Następny trening w środę.

Komentarze

20

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.