Ponowne zaskoczenie

Wiem, że to już było, lecz znów muszę powiedzieć, że nie był to czworobok mojego życia (pomimo najlepszego wyniku ever- 40.4 :P). Na rozprężalni starałam się trzymać na uboczu, żeby nie mieć zbyt wielu konfrontacji z innymi końmi. Jednak oczywiście zdarzały się “niebezpieczne” sytuacje, ale pod tym względem oboje z Timim poczyniliśmy postępy- Timon zwykle jedynie trochę odskakuje (nie wpada w panikę), a mi udaje się ignorować jego wybryki- zachowuję (prawie) stoicki spokój :P

IMG_4618Co do samego przejazdu to głównie ZA MAŁO ŁYDEK. Niestety gdy pojawia się większy stres, a do tego poświęcać muszę część uwagi np. mojemu wyglądowi, mam tendencję do trzymania za mocnego kontaktu. Stosunkowo powinnam wtedy bardziej podpierać konia łydką… muszę jeszcze nad tym poćwiczyć :) Z tego powodu kłusy były mniej energiczne od tych w Baborówku, albo też za wczesne przejście do kłusa przy pierwszym kontrgalopie. Pewnie także z tego powodu czasami Scotty lekko wychodził mi z ustawienia lub się przeganaszowywał. Do plusów tego przejazdu na pewno trzeba zaliczyć cofanie, które pomimo tego, że nie było jeszcze doskonałe to jednak i tak lepsze niż na poprzednich zawodach. Tym razem się nie wypaszczył, ponieważ za każdym razem gdy przykładałam cofniętą łydkę by się cofnął przerabiałam go palcami- tak jak powinno się to robić. Podsumowując (jak bardzo często mi się zdarza) mój przejazd wyglądał lepiej niż moje osobiste co do niego odczucia. Ale nie wiedziałam, że aż tak :P

IMG_4638

Dobrze, że wyniki poznałam dopiero po dwóch próbach, bo  dzięki temu jechałam skoki na większym luzie- mniej mi zależało. Po wyjechaniu z czworoboku była szybka akcja z przesiodływaniem, oglądaniem parkuru i rozprężeniem, bo Trener musiał jak najszybciej wyjechać z Sopotu, z powodu jego równoległego z naszymi startowania w zawodach skokowych w Ciekocinku na Borze. Niby powtarzałam sobie parkur ze sześć razy, ale i tak podczas przejazdu te dwa razy zapomniałam gdzie jest kolejna przeszkoda, dobrze, że przynajmniej wiedziałam w która stronę mam skręcać to przeszkody same się nawijały :P

IMG_4788IMG_4776

Ogólnie skoki jechało się całkiem spoko, oczywiście oprócz tej jednej zrzutki kiedy to zrobiłam dokładnie to samo o czym mówiłam w poprzednim wpisie- nie pasowała odległość, a ja się położyłam i zostawiłam Timsona samego. Na szczęście akurat wtedy mama straciła ostrość aparatu, więc nie widać tej sytuacji dokładnie, jak miło :P Reszta była fajna, tyle, że bardziej muszę siedzieć z tyłu i mieć nogi do  przodu. Było to trudne zadanie, bo tak jak na treningach skokowych Scotty skacze normalnie tak na zawodach musi wyskakiwać bardziej do góry, przez co bardziej wybija. Wiem, że z jednej strony to dobrze jednak jeszcze nie znam Timiego na tyle, żeby się tego spodziewać. Jak to podsumował Trenejro im więcej przeszkód z parkuru miałam za sobą tym lepiej prowadziłam kucyka, mam nadzieję, że tak samo będzie to działać względem ilości przejechanych zawodów :)

Relacje z przeżyć podczas krosu i okolic w następnym wpisie. Wiem, że już nie możecie się doczekać :P

Komentarze

5

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.