Praca nad nawykami

Wczoraj nareszcie robiłam coś innego niż dresaż. Tak długo nie skakałam że aż dziwnie się czułam siedząc nie w ujeżdżeniowym siodle :P

Ogólnie skakało mi się całkiem dobrze, Timon się starał, oczywiście czasami zdarzała mi się jakaś mała wpadka, ale chyba wyglądało to też przyzwoicie :) Bardzo chętnie bym Wam pokazała film z tego treningu, który nakręcił tata Agaty (za co mu bardzo dziękuję :)), ale niestety zawiódł sprzęt (komputer) i nie mogę przesłać go do internetu :( Więc znowu będzie sam tekst, współczuję Wam :P

Ostatnio Trener mówił, są dwa typy koni skokowych: konie które potrzebują tempa do skoków i te którym prędkość nie jest potrzebna. Timon należy do tej drugiej grupy. Oznacza to, że mogę galopować stosunkowo wolnym galopem by skakać duże przeszkody, ale za to muszę bardzo wspomagać go łydką, żeby pomimo małej prędkości był osadzony na zadzie. Do tego dochodzi jeszcze mój wcześniejszy problem ze skręcaniem, którą to sztukę ciągle muszę doskonalić. Dlatego na treningach skokowych nie skaczemy jakichś ogromnych wysokości (też nie chcemy kucyka zbyt obciążać) tylko bardziej skupiamy się na ćwiczeniach technicznych na mniejszych przeszkodach- główne cele: podstawiony koń, ładny, swobodny skok, dobre zachowania mojego ciała, utrzymywanie równego tempa i trafianie między chorągiewki :)

Wczorajsza jazda zaczęła się oczywiście od rozgrzewki, byłam bardzo zadowolona, ponieważ nie widziałam na horyzoncie żadnego innego konia, dzięki czemu nie musiałam się martwić, że Timon będzie się czegoś bał. Na początku jeździłam przez malutkie krzyżaczki w kłusie i galopie. Miałam utrzymywać ten sam, spokojny rytm i celować na środek przeszkody jeżdżąc po kole. Następnie przejeżdżałam przez dwa krzyżaki po kole w prawo (trudniejsza strona do zakręcania). Właśnie wtedy doświadczyłam superowego uczucia, kiedy to przed przeszkodą odchyliłam się do tyłu, wyprostowałam plecy i wypięłam brzuch do przodu… Timon się wtedy bardzo ładnie skrócił i osadził na zadzie :D Niestety udawało mi się to zrobić tylko przy krzyżaczkach, bo gdy stały już wyższe przeszkody to musiałam się trochę bardziej spinać :(

Podczas jechania całego parkuru złożonego z ośmiu przeszkód, zdarzyła mi się zrzutka. Jak zwykle nie była to wina konia, lecz moja. Niestety w sytuacjach gdy nie pasuje mi odległość do przeszkody i nie wiem czy się zdjąć o jedną fule wcześniej czy dołożyć, po prostu się pochylam i zostawiam konia samego, podczas gdy powinnam czekać coraz bardziej podpierać łydką i odchylać się do tyły w miarę przybliżania się do przeszkody, tak by koń nawet jeżeli będzie za blisko miał więcej ciężaru na zadzie i by mógł się wyratować. Jak sami widzicie teoria jest prosta i bardzo dobrze ją znam, lecz to o czym teraz pisałam dzieje się ciągu zaledwie kilku sekund. Nie ma wtedy czasu żeby myśleć co ma się zrobić w danej chwili, działa instynkt lub po prostu wyrobiony nawyk. To pierwsze często opiera się na farcie, a to drugie osiąga się poprzez milionowe powtarzanie danej rzeczy (biedne konie :P). Tak więc zanim skończyłam jazdę musiałam z pięć razy powtórzyć linię po łuku, którą miałam pojechać na ciasne sześć fule, tak był to płynny, rytmiczny przejazd. Przy okazji chciałam udoskonalić mój półsiad, a mianowicie bardziej wypinać biodra do tyłu, i w końcu przy ostatnim przejeździe nie zapomniałam o tym. Czy Wy też tak macie, że tuż po skończeniu przejazdu myślicie, że następnym razem trzeba coś poprawić, a gdy już do niego dochodzi to o tym zapominacie? Ja mam tak mega często :P

No i zbliżamy się do zawodów w Sopocie. Wiadomo już, że ujeżdżenie klasy P zaczyna się o 11.15 w piątek, po pół godzinie są skoki, czyli tak jak najbardziej lubię. W sobotę kros zaczyna się o 8.00 co patrząc na prognozy pogody będzie dla nas niewątpliwie dobre, bo ma być bardzo gorąco.

10531447_730944286943117_1916927630868224808_o

No i w Sopocie zostaję tylko do 13go Sierpnia, bo od 16go jadę na wakacje na prawie trzy tygodnie! Mam nadzieję, że odpocznę, bo przed nami ciężki rok…

Komentarze

8

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.