Przecież mówiłam, że jeszcze sporo pracy przed nami…

Witajcie!

Mistrzostwa Europy zakończyły się już ponad dwa tygodnie temu, ale po połowie ciężkiego sezonu, którego zwieńczeniem były jeszcze cięższe zawody postanowiłam zrobić sobie dłuższą przerwę od… wszystkiego. Bardzo cieszę się z faktu, że spędzam ten czas w Polsce w moim domu, jako, że udało mi się wrócić na stare śmieci między innymi z powodu ostatnio dokuczających mi pleców. Wiem, że to nie zabrzmi za dobrze, ale naprawdę cieszę się, że nie muszę już spędzać całego mojego czasu w stajni. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że nie byłam w domu od roku. W tym czasie na palcach mogę policzyć dni, w których miałam naprawdę wolne. Połączenie szkoły w obcym języku, pracy fizycznej na terenie szkolnej stajni, jeżdżenie szkolnych koni z treningiem moich dwóch koni i zawodami wyczerpało mnie w ciągu tego roku zupełnie zarówno fizycznie jak i psychicznie.

Tym bardziej się cieszę, że pomimo doskwierających mi pleców wreszcie jestem w stanie spotykać się z ludźmi nie z grona jeździeckiego, przebywać z moją rodziną, iść do kina czy na zakupy, no i najnormalniej w świecie poobijać się ;) Jak koń może mieć wakacje to i ja! Jednak takich zawodów jak ME nie można pozostawić bez komentarza. Przygotujcie się, bo coś czuję, że wpis będzie długi (bo niestety nie umiem pisać krótko) ;P

 

 

Jak już pisałam Mistrzostwa Europy poprzedzało tygodniowe zgrupowanie w Holandii, w miejscu gdzie odbywały się wtedy nasze ostatnie, przygotowawcze zawody w Maarsbergen. Naszym trenerem z ramienia PZJ był w tym czasie pan Paweł Śniegucki, ale większość zawodników miała plany treningowe na cały pobyt przygotowane przez ich trenerów, które uwzględniały zarówno pracę czworobokową, skokową jak i kondycyjną. Zostaliśmy ulokowani w bardzo wysokiej klasy hotelu, z zapewnionymi posiłkami oraz możliwością korzystania z centrum sportowego, (z którego co prawda skorzystałam tylko jeden raz ;P). Tak jak od początku byłam raczej przeciwna pomysłowi dziesięciodniowego zgrupowania tuż przed najważniejszymi zawodami, w oderwaniu od własnych trenerów i możliwości doszlifowywania ostatnich detali przed ME, tak akurat dla mnie ostatecznie okazało się bardzo przydatnym. Mocno przemęczona gęstymi startami czerwcowymi miałam idealny czas aby trochę “przystopować”. W ostatnim czasie zarówno przez moją pracę w szkole, trenowanie z Sagenhaftem do 1* jak i dopracowywanie formy Chenaro, wszystko działo się bardzo szybko, z dużym natężeniem, a dodatkowo na każdym kroku czaiły się jakieś wyzwania. Dlatego ogromnie miłą odmianą była chwila spokoju, kiedy to na cały dzień było tylko jedno, główne zadanie, a przez resztę można było przejść ze spokojem i na luzie. Z resztą podobnie sprawa wyglądała dla Chenaro, jako że, również i on ostatnimi czasy wydawał się dość wypompowany. Dlatego razem z moim trenerem postanowiliśmy żeby również i jemu dać możliwość regeneracji i zebrania sił przed ME korzystając z tego zgrupowania z dala od szkoły i pracy w szkole.

Jak zapewne wiecie te Mistrzostwa były wyjątkowe, ponieważ w jednym miejscu rozgrywane były zawody dla trzech dyscyplin i absolutnie genialną rzeczą były wspólne stajnie dla wszystkich zawodników z danego kraju. Okazało się, że jest nas całkiem sporo ;) Planowo mieliśmy wyjechać z Maarsbergen w niedzielę 8 lipca wieczorem tak, aby na miejsce przybyć w poniedziałek rankiem. Okazało się bowiem, że w związku w wcześniejszym rozpoczęciem ME przez pozostałe dyscypliny, uroczyste rozpoczęcie Mistrzostw miało się odbyć już w poniedziałek 9 lipca ok 19.00, a nie jak zwykle na mistrzostwach WKKWowskich w środę wieczorem. W związku z tym cała niedziela została głównie przeznaczona na sprawy organizacyjne, przygotowywanie rzeczy i koni do długiej podróży. Po całonocnej podróży w końcu udało nam się zajechać na miejsce zawodów w Fontainebleau. Przy rozładunku zawsze jest dość sporo chaosu, jednak tym razem problemy zaczęły się już przy wjeździe na teren zawodów. Niestety byliśmy zmuszeni do długiego czekania przed bramą z powodu jakiś problemów ze zgłoszeniami upoważnionych do wjazdu samochodów. Dodatkowo tuż po rozładunku koni wywiązała się zupełnie niepotrzebna kłótnia z szefem ekipy o to, czy wszystkie nasze paki powinny stać w boksach przeznaczonych na sprzęt i pasze, czy pod boksami naszych koni tak jak zawsze ma to miejsce… Oczywiście sądzę, że wszyscy mieli dobre intencje, ale zdecydowanie zmarnowało to trochę energii nam wszystkim i niestety popsuło atmosferę w zespole :(

 

Jeszcze tego samego dnia odbywało się oficjalne rozpoczęcie zawodów dla wszystkich zawodników. (Co ciekawe tak jak dla ujeżdżeniowców i WKKWistów rzeczywiście było to rozpoczęcie zawodów tak skoczkowie byli już po pierwszym konkursie rozgrywanym rano…) Po długiej nocnej podróży wszyscy dosłownie marzyli o odświeżającym prysznicu i chwili na spokojne przygotowanie się do rozpoczęcia. Okazało się to niestety nie takie proste, jako że po przyjeździe do domniemanego hotelu zastaliśmy zdziwionych recepcjonistów i brak rezerwacji jakichkolwiek pokoi. Udało się, co prawda wynegocjować trzy zastępcze czteroosobowe pokoje na kolejne dwa dni, ale po włożeniu do środka walizek musieliśmy z powodu braku miejsca spędzić większość czasu siedząc na korytarzu… Nie wspominając już o standardzie łazienek i krążących dookoła hotelu podejrzanych typach zmierzających głównie w kierunku domu publicznego, który jak się okazało znajdował się tuż obok… Na szczęście większość zawodników ostatecznie miała możliwość przeniesienia się do innych miejsc noclegowych zapewnionych przez rodziców. Niestety z powodu wczesnego rozpoczęcia ME większość rodziców i trenerów nie zdążyła dojechać na tą uroczystość.

Wieczorem wszyscy zebraliśmy się obok głównego parkuru trawiastego. Znów staliśmy pośród najlepszych młodych zawodników z całej Europy. Cali ubrani w narodowe barwy, z flagami, chorągiewkami i wiankami na szyjach. I pomimo, że bawiłam się bardzo dobrze, byłam radosna, mogłam zintegrować się z zawodnikami z innych dyscyplin to jednak czegoś brakowało… Zazwyczaj towarzyszy temu wydarzeniu podekscytowanie nadchodzącym wyzwaniem, właśnie podczas tej ceremonii zawodnicy zdają sobie sprawę, że zaczynają się te – tak długo wyczekiwane Mistrzostwa Europy – ale nie tym razem… Może to naturalne, że po kilku już ME, podczas których wcale nie wszystko szło tak jak by się chciało zawodnik przestaje tak to przeżywać. Zaczyna je postrzegać bardziej, jako normalne zawody, podczas których wszystko może się zdarzyć, a nie jak wyczekiwany cudowny moment, kiedy to zdobędzie się medal i pokaże wszystkim, na co go stać. Można to nazwać doświadczeniem ;) Na pewno też miała na to wpływ już wtedy niezbyt dobra atmosfera w zespole. Myślę, że generalnie tym razem nie czuliśmy się u siebie. Podczas poprzednich trzech Mistrzostw Europy byliśmy niejako centralnym punktem tego wydarzenia, w końcu to nasze najważniejsze w sezonie zawody na które pracowaliśmy cały rok… W poprzednich latach czuło się, że cała ekipa nam towarzysząca jest nam szczerze oddana i życzy nam jak najlepiej. Tym razem jednak miało się poczucie, że nie chodziło tu w ogóle o nas. Byliśmy tam, bo nas “dopuszczono”, czuliśmy się jak by zrobiono nam łaskę, że mogliśmy się znaleźć akurat na tych zawodach… Na przykład dochodziły do zawodników informacje, że jeśli nie przestaniemy się “buntować” (np w związku z chęcią wyprowadzenia się z hotelu) to cała ekipa narodowa może zostać wycofana z zawodów… Niewątpliwie taka atmosfera wpłynęła na naszą motywację, ale przede wszystkim wiarę w siebie.

Nie zmienia to jednak faktu, że ogromnie szkoda byłoby nie wykorzystać takiego wydarzenia, skoro pracowało się na to dzień w dzień przez bardzo długi czas. Dlatego obiecałam sobie, że postaram się to zrobić, ale czy mi wyszło…

 

A look back at the parade of nations yesterday 😍#FTB2018 #LONGINESFEIEUROPEANCHAMPIONSHIPS #SupportYourNation #Parade #Nations #Dressage #Showjumping #Eventing LONGINES Fédération Equestre Internationale FFE – Fédération Française d'Equitation

Opublikowany przez GRAND PRIX Event Wtorek, 10 lipca 2018

 

Nasza konkurencja zaczynała się dopiero w czwartek, tak więc do tego czasu mogliśmy cieszyć się zawodami innych dyscyplin. Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że aby zorganizować zawody dla trzech dyscyplin w jednym czasie trzeba mieć do dyspozycji ogromny ośrodek. I tak właśnie było. Na zawodach było obecnych ponad 650 par z kilkudziesięciu krajów! Przez pierwsze dni równocześnie odbywały się ME ujeżdżenia w kilku kategoriach wiekowych i ME skoków. Od czwartku doszło WKKW. Dzieliliśmy place treningowe, a na krosie nawet arenę zawodów. Niewątpliwie wymagało to od organizatorów mistrzostwa świata w organizacji, a dodatkowo byli niezwykle mili i elastyczni. Np jak zorientowali się, że przygotowany dla osób spoza ścisłej ekipy parking, był położony zbyt daleko od stajni, to błyskawicznie otworzyli kolejny parking blisko stajni i reorganizowali ruch.

 

 

Mając w perspektywie dwa dni do pierwszego startu postanowiliśmy pooglądać pozostałe dyscypliny. Oczywiście najpierw postanowiliśmy zobaczyć naszych skoczków w akcji. Z tego, co słyszałam tak jak ich konie przyzwyczajone są do dużych, pełnowymiarowych przeszkód o wszelakich barwach i dosłownie najróżniejszych kształtach, tak w tych parkurach największą trudnością okazał się być teren. Główny plac trawiasty, na którym odgrywały się prawie wszystkie konkursy skoczków, był, bowiem wyjątkowo nierówny. Zwykłe krótkie linie postawione tym razem z górki lub do rozjechania pod nią sprawiały nie małe problemy z resztą nie tylko naszej ekipie.

 

 

Muszę jednak przyznać, że tak jak oglądanie kilku pierwszych koni było bardzo interesujące tak z czasem, podziwianie tych genialnych koni, które pokonywały przeszkody 150 jak gdyby nigdy nic, tak z czasem zaczynało się to robić monotonne, a nawet (bez urazy dla skoczków) trochę nudne. Dlatego ostatecznie rzecz biorąc podczas całych zawodów okazało się, że znacznie częściej bywałam na czworobokach niż na parkurach… Oprócz faktu, że jakimś cudem jest to dla mnie bardziej interesujące, to samo patrzenie na tych zawodników i TE KONIE, kiedy to czasami dosłownie miało się wrażenie, że prawie nie dotykają ziemi, wykonując wszystkie elementy z taka gracją i lekkością, było coś jeszcze, co mnie tam przyciągało… A mianowicie moja kochana pani Gosia, która przyjechała ze swoją zawodniczką Olą Lesner i jej młodym, genialnym koniem Forsem. Jak miło było je znów zobaczyć i kibicować podczas zawodów!!! <3

 

Opublikowany przez Łukasz Kowalski / LukaszKowalski.com Piątek, 13 lipca 2018

 

Przechodząc wreszcie do sedna czyli naszych konkursów. Ujeżdżenie w ME WKKW jak zawsze zostało rozłożone na dwa dni, z czego ja, jako trzecia w ekipie startowałam w piątek. Jako że do Fontainebleau przyjechaliśmy już w poniedziałek mieliśmy jeszcze trochę czasu żeby potrenować. We wtorek razem moim trenerem Piotrem Kulikowskim mieliśmy lekki trening ujeżdżeniowy, który szczerze mówiąc nie szedł zbyt dobrze, dlatego ogromnie cieszyłam się, że następnego dnia mieliśmy sobie trochę poskakać. Okazało się, że nie tylko ja… Wreszcie czułam znów mojego starego Czarka, który dosłownie zachowywał się jak koń skokowy! Za każdym razem przy najeździe na przeszkodę nakręcał się jak szalony, a nawet raz po wylądowaniu sobie przez chwilę pobrykał! :D

 

Fontainebleau trening skokowy

Opublikowany przez Polish Eventing Team Środa, 11 lipca 2018

 

Następnego dnia mieliśmy kolejny trening ujeżdżeniowy, lecz tym razem wypadł on bardzo dobrze. Przede wszystkim tym razem Czaruś był znacznie bardziej zmotywowany i skory do pracy, a także tym razem dołączyła do nas pani Gosia wspierając swoją wiedzą i radą, (za co jeszcze raz ogromnie dziękuję :****).

Odnośnie tego treningu to muszę wspomnieć o uczuciu, które towarzyszyło mi przez cały czas. A mianowicie na tego typu zawodach absolutnie fenomenalna jest możliwość porównania swoich umiejętności do zawodników, wokół którzy należą jednak do czołówki Europy. Gdzie się nie spojrzy kolejny dobrze prezentująca się para, w większości przypadków na podobnym poziomie lub lepsza ode mnie… Wtedy człowiek ma przed sobą namacalny dowód o ile lepszym można być mając mniej więcej tyle samo lat. Nie wiem jak w przypadku innych zawodników, ale mnie to bardzo motywuje i jest mega inspirujące. Do tej pory pamiętam jak jedna Niemka zaprezentowała tuż przede mną serpentynę w kontrgalopie, kiedy to jedynym moim komentarzem było “i tak to się robi” :P

Wreszcie przyszedł ten dzień, próba ujeżdżenia. Bardzo zależało mi żeby tak jak w poprzednim roku dobrze rozpocząć zawody. I niestety pomimo pomocy dwóch trenerów oraz prawie spokojnego i względnie współpracującego konia pod sobą, (co i tak można uznać za sukces) nie do końca nam się to udało.

 

Oczywiście nie mogę powiedzieć, że była to jakaś tragedia, ale popełniłam kilka bardzo kosztownych błędów. Przede wszystkim skopałam obydwa półpiruety, które dosłownie 5 min temu na czworoboku treningowym wychodziły bardzo dobrze. Tak samo ogromna szkoda zmarnowanego bardzo dobrego galopu wyciągniętego zakończonego naszym standardowym trikiem, czyli zmianą zadnich nóg. Tak jak przy półpiruetach nie do końca wiem, co się stało, prawdopodobnie Czarek po prostu stracił równowagę przez zbyt duży krok zadnią noga, tak w dodaniu była to w dużej mierze moja wina, ponieważ chciałam do końca wykorzystać tak dobry galop i za późno zaczęłam go przygotowywać do skrócenia. A szkoda… No i dodatkowo doszły pomniejsze błędy jak krzywe zatrzymanie czy przejście z galopu do stępa przez kłus… I w ten oto sposób zamiast możliwego wyniku spokojnie około 28 punktów, otrzymałam ponad 31 pkt, co ostatecznie uplasowało mnie na 19 miejscu… Wiadomo, że był to dopiero początek zawodów, ale jednak znacznie przyjemniej szłoby się na trasę crossu będąc bliżej czołówki zawodów… Trzeba przyznać, że sędziowie oceniali nas też bardzo surowo. Miało się wrażenie, że niemieckie, francuskie czy brytyjskie nazwiska dostają na wjazd na czworobok co najmniej pół oceny wyżej. śmialiśmy się nawet, że trzeba sobie poszukać jakiegoś obcokrajowca z ładnym nazwiskiem… Nie byłam więc zachwycona moja oceną, a przed nami były jeszcze dwie konkurencje – ale o tym w następnym wpisie…

Jeśli macie jakieś pytania odnośnie ME – piszcie w komentarzach!

Komentarze

22

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.