Przejścia, przejścia, przejścia

Dzisiaj miałam ujeżdżenie, ale nie tylko konne. Musiałam pojechać kolejką WKD do Warszawy, żeby z mamą pojechać do ortodonty. To już zajęło dwie i pół godziny jazdy. Potem od ortodonty do stajni- kolejna godzina. W stajni osiodłałam na próbę to siodło, które Zosia ma na sprzedaż i wyszłam na halę, a tu się okazało, że Pani Ewa zamierzała wsiąść na Twenty w tym samym czasie i potrzebowała to właśnie siodło. Tak więc w sumie straciłam tylko czas na przesiodływanie a siodła i tak nie spróbowałam. Po ponownym przesiodłaniu zabrałam się do pracy.

Starałam się robić dużo przejść z kłusa do stępu i od razu po dwóch krokach z powrotem do kłusa. Pani Ewa mi tłumaczyła na poprzednim treningu, że takie ćwiczenia robi się po to, żeby wzmocnić mięśnie zadu, oraz wyćwiczyć szybkość reakcji na łydkę. Tylko trzeba pilnować, żeby te ćwiczenia wykonywać symetrycznie, dokładnie tyle samo na prawą i lewą stronę.

Stefan mi zakłusowywał bardzo ładnie i szybko jak przyciskalam łydke. Próbowałam go rozluźniać i wyginać, a potem zrobiłam przerwę. Później w galopie starałam sie żeby był podstawiony, ale nikt mi nie mówił czy jest podstawiony, więc na wszelki wypadek go pobudzałam i wtedy czułam się jak na bujanym koniu. Jak galopowałam to Stefan z tyłu szybciej galopował i bardziej mnie wybijało, czyli wyszło na to, że się podstawił, czyli osiągnęłam cel. Na drugą nogę zrobiłam ponownie przejścia do kłusa, stępa, kłusa i do galopu. Przejścia, przejścia, przejścia.

Jutro na 15.00 jadę do rehabilitanta, a potem wracam do domu i jadę na trening skokowy na 18.30.

Komentarze

4

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.