Przełomowe trzy długie gwiazdki…

Z okazji zbliżającego się Nowego Roku i faktu, że dosłownie za chwilę zaczniemy już nalewać szampana do kieliszków i świętować nadejście roku 2019, postanowiłam opisać Wam moje przełomowe osiągnięcie tego roku. Dzięki niemu przyszłe dwa lata mogą być najbardziej ekscytującymi w moim życiu. Oczywiście mówię tu o ostatnich przejechanych w tym sezonie zawodach czyli CCI 3* w Strzegomiu. Odbywały się w październiku i były niewątpliwie kulminacyjnym punktem naszego sezonu jako że, po raz pierwszy mieliśmy się zmierzyć z długim formatem 3*, co jak wszyscy wiedzą jest bardzo dużym wyzwaniem zarówno dla konia jak i dla jeźdźca. Dodatkowo był to ogromnie istotny start, ponieważ od jego rezultatu zależały nasze plany na najbliższą przyszłość. Przede wszystkim był to test dla Czarka pod względem siły i wytrzymałości podczas krosu oraz dla nas obydwu jako pary i tego czy jesteśmy już gotowi na startowanie na takim poziomie. Na podstawie oceny tych dwóch czynników mogliśmy z kolei podjąć decyzję czy możemy kontynuować starty na tym poziomie i czy w ogóle jest sens ustawiać plan zawodów na przyszły sezon tak aby jego głównym punktem były np. Mistrzostwa Europy Seniorów czy nawet kwalifikacja do IO Tokyo 2020… Jak sami widzicie były to niezwykle istotne zawody i jak możecie sobie wyobrazić również bardzo emocjonujące… Szczególnie, że wydarzyło się podczas nich kilka nietypowych rzeczy…

Zawody w Strzegomiu zaczęły się jak każde inne. Przyjechałam dwa dni przed rozpoczęciem, rozpakowałam obydwa konie i miałam pierwsze trening na terenie ośrodka. Czarek był w bardzo dobrej formie jako że, od skończenia krótkiej przerwy po Mistrzostwach Europy naszym głównym celem było przygotowanie go zarówno pod względem technicznym jak i (a raczej przede wszystkim) wytrzymałościowym właśnie do tych zawodów. I tak mogłoby zostać do samego rozpoczęcie konkurencji ujeżdżenia, ale nie tym razem… Podczas treningu dzień przed zawodami okazało się, że zamiast na moim zwykłym Czarku, przepuszczalnym i chętnym do pracy, siedziałam na zupełnie innym koniu, który raczej zaliczał się do tych sztywnych i opornych. Zupełnie nie wiedziałam co robić ponieważ nie dość, że miałam przed sobą ogromne wyzwanie to jeszcze pokonywanie go na nie do końca pewnym koniu mogłoby się okazać po prostu niebezpiecznym. Zarówno nogi jak i plecy, które są jednym z newralgicznych punktów ciała mojego konia, wyglądały dobrze tak więc dodatkowo zupełnie nie wiedziałam co jest przyczyną takiego stanu rzeczy. Na szczęście z pomocą przyszła pani Anetka Worontkiewicz, z którą współpracowałam przez lata podczas pobytu w Gdańsku… Za pomocą długiej rozmowy video na messengerze (!) udało nam się wspólnymi siłami (wiedzy pani Anetki i moich rąk) nie tylko dojść do przyczyny problemu, ale również manualnie ją przerobić (jeszcze raz dziękuję ogromnie za pomoc pani Anetko <3). Okazało się, że Czaruś musiał jakimś cudem tak wytarzać się w boksie, że ucierpiał przy tym jego mięsień ramienno-głowowy, co skutkowało sztywnością w ciele i zupełnym brakiem chęci do pracy. Co prawda trochę kosztowała nas ta półtora godzinna rozmowa internetowa, ale za to następnego dnia Czaruś wreszcie z powrotem był sobą (nawet tą zbyt energiczną wersją :P). Jak możecie się pewnie domyślać, po tak stresującej przygodzie zadowoliłby mnie prawie każdy wynik uzyskany z próby ujeżdżenia, a tymczasem otrzymaliśmy 31 punktów i po ujeżdżeniu byliśmy na 9 pozycji (najwyżej z polskich zawodników)! :P

 

Malgorzata CYBULSKA i CHENARO 2 – dressage CCI3* – 11.10.2018

Świetny wynik polskiej pary w próbie ujeżdżenia – @Gosia Cybulska i CHENARO 2 w najtrudniejszym konkursie (CCI3*) zawodów Strzegom October Festival zajmują 10. pozycję z wynikiem 31,50.

Opublikowany przez Świat Koni Czwartek, 11 października 2018

 

Przyszedł czas na zapoznanie się z trasą krosu trzech długich gwiazdek (całkiem nieźle brzmi :O). Przede wszystkim muszę powiedzieć, że była ona niemożliwie długa, bo około 5 km! Odnośnie strony technicznej krosu to oczywiście tak jak przystało na ten poziom był on zarówno trudny jak i duży. Trzeba było szczególnie zwrócić uwagę na kombinację z wąskim frontem z górki (gdzie można było wybrać opcję na trzy foule z szerszym w wąskim frontem lub na pięć z węższym) oraz na wiele kornerów w tym jednej kombinacji z dwoma kornerami po łuku. Na szczęście dla nas był to bardzo równy kros pod względem trudności pokonywanych przeszkód, oczywiście na wszystkich trzeba było zachowywać czujność ale nie wytypowaliśmy żadnej która mogłaby sprawić szczególne problemy. Znaczenie większy nacisk był położony właśnie na aspekt wytrzymałościowy, jako że mieliśmy galopować ponad 10 min po pagórkowatym terenie pokonując dokładnie 42 skoki…

 

 

Moje dwa największe koszmary :P

 

 

 

Przyszedł czas na przejechanie naszych pierwszych trzech długich gwiazdek (nie mogę przestać to powtarzać XD), stresowałam się jak nigdy, ale gdy dotarłam na rozprężalnię nie było już odwrotu. Ci którzy oglądali mnie na żywo lub na relacji live to widzieli, inni może wiedzą z informacji na fb, ale napisze to jeszcze raz: UDAŁO SIĘ! Przejechaliśmy na czysto z półminutowym spóźnieniem, a co najważniejsze w całkiem dobrym stylu i bez większych problemów. Od początku do końca jechało mi się świetnie, Czaruś był bardzo reaktywny, uważny, a co najważniejsze pewny w każdym skoku. Ogromnym sukcesem był również fakt, ze dotarł on do mety w bardzo dobrej kondycji i nawet mogę przypuszczać, że spokojnie dałby radę galopować jeszcze ze dwie minuty więcej. Było to genialne doświadczenie, ale nie bez przygód… Na szczęście ten moment nie został nagrany i puszczony w oficjalnej relacji, ale na jednaj z przeszkód zdarzył nam się pewien wypadeczek… :P W połowie krosu była kombinacja złożona z dwóch kornerów po łuku, o której już wspominałam i niestety z mojej winy nie przypasował nam tam odskok. Nie jest to nic niezwykłego, czasami się zdarza i trzeba sobie jakoś dalej poradzić… ale tym razem Czaruś musiał się naprawdę nieźle wygimnastykować żeby wyjść z tej opresji, przez co ja z kolei w tak dziwny sposób wyleciałam w górę z siodła, że aż wybuchła mi kamizelka wybuchowa! To działo się tak szybko, że w tamtym momencie skupiłam się tylko na trafieniu w drugi człon kombinacji, ale gdy już go skoczyliśmy dosłownie zaczęłam się dusić bo przypięta do ciała kamizelka która nagle nabiera powietrza stanowi dość dużą siłę nacisku… Na szczęście trwało to tylko kilkanaście sekund zanim powietrze zaczęło z powrotem schodzić i miałam wtedy akurat moment do galopowania bez przeszkód, ale i tak było to naprawdę ekstremalne doznanie… Na filmie możecie z resztą zobaczyć (6h 39min 45sek), że przy najeździe na pierwszą kombinację wodną jestem trochę bardziej „napuchnięta” niż normalnie…

 

 

Dodatkowo po zakończeniu krosu jeszcze podczas rozstępowywania Chenaro, okazało się że transmisja online na Świecie Koni jest opóźniona, dzięki czemu miałam okazję zobaczyć siebie w akcji prawie live :P Co prawda słaba jakość zdjęcia, ale musiałam je pokazać :D

 

Następnego dnia po porannym przeglądzie trzeba było się zmierzyć z ostatnią konkurencją czyli skokami, z której niestety jestem najmniej zadowolona. Parkour okazał się być całkiem trudny dla mnie i Czarka głównie z powodu tego, że większość odległości pomiędzy przeszkodami było ciasnych, co dla nas oznaczało że były bardzo ciasne. I tak jak poprzednie parkoury zarówno na treningach jak i na zawodach wychodziły już nam całkiem przyzwoicie tak tym razem niestety oprócz dwóch zrzutek załapaliśmy jeszcze aż 12 punktów karnych za czas. Niestety wszystkie te błędy zostały popełnione z mojej winy, jako, że wyszłam z założenia, że skoro jest ciasno to muszę od początku do końca utrzymać mocno skrócony galop. Z tego powodu w niektórych zakrętach traciliśmy energię i zmagazynowany galop, czego konsekwencją były pomyłki w dystansach oraz ostatecznie zbyt wolne tempo i punkty za przekroczenie normy czasu. Muszę przyznać, że po skończeniu przejazdu byłam naprawdę zła na siebie, tym bardziej że po tych kilku na prawdę udanych występach i treningach skokowych zaczynałam już nabierać większego zaufania i pewności siebie… Ale cóż, wniosek może być tylko jeden- mamy jeszcze nad czym pracować, a ostatecznie i tak osiągnęliśmy ogromny sukces, ponieważ zdobyliśmy już za pierwszym podejściem wynik kwalifikacyjny! :D

 

W tym momencie chciałabym ogromnie podziękować wszystkim osobom, które wspierały mnie i kibicowały nie tylko podczas tych zawodów, ale i przez cały rok! Oczywiście w szczególności mojej rodzinie w tym mojej najukochańszej Mamie oraz Cioci Marzenie i Wujkowi Calvinowi Walden za ogromne wsparcie nie tylko psychiczne, ale i finansowe <3 Mojemu Trenerowi Panu Piotrowi Kulikowskiemu za jego nadzwyczajne zaangażowanie i wiarę w nas (i za to, że wciąż ze mną wytrzymuje choć wiem, że czasami nie jest łatwo ;P). Wszystkim sponsorom w tym przed wszystkich firmie Pikeur Eskadron Polska! A na koniec dziękuję za to, że trafił mi się taki koń jak Chenaro, który może okazać się koniem mojego życia! :D

Jaki zatem skutek miały te zawody w Strzegomiu? Dzięki udanym zagraniom w 3* jestem powołana do kadry seniorów pomimo, że wiekowo jestem jeszcze w przyszłym roku młodym jeźdźcem! Oznacza to, że być może będę walczyć o zagranie drużynowe (pierwsze od kilkudziesięciu lat) na Igryszka Olimpijskie w Tokyo! Taka szansa pojawia się podczas majowych zawodów w Baborówku, gdzie Europa Centralna i Wschodnia ma zawody kwalifikacyjne gdzie wygrana drużyna zdobywa kwalifikacje olimpijskie. Przyszły rok będzie niezwykle trudny, bo praktycznie wszystkie zawody będziemy mieli na poziomie 3*. Najbliższe 1,5 roku będzie najważniejsze w mojej dotychczasowej karierze sportowej i jestem tym faktem niezwykle podekscytowana!

I tym miłym akcentem zakończę relację z pełnych wrażeń i niespodzianek przełomowych zawodów w Strzegomiu :D I życzę wszystkiego najlepszego w w Nowym Roku!!!

Komentarze

4

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.