Prześladowczy cień :P

Dzisiaj po skończeniu porannego wpisu od razu pojechałam na trening. Niestety trochę się spóźniłam przez przymierzanie kolejnych siodeł. Gdy wjechałam na halę akurat zaczęła się ta wichura śnieżna. Sojuz cały czas przyglądał się drzwiom za którymi poruszał się śnieg. Hala jest namiotowa, tak więc w dzień gdy po namiocie spływają grudki śniegu, to od wewnątrz to widać. Po prostu tak się ich bał, że cały czas chodził spięty. Jak już nareszcie się ogarnął i troszkę się rozluźnił wjechała na halę Ola i zapaliła światło. I to był najgorszy ruch jaki mogła zrobić. Nie spodziewając się niczego stępowałam spokojnie, aż w końcu Sojuz zaczął się cofać i z przerażeniem w oczach uciekać razem ze mną. Okazało się, że bał się własnego cienia który znalazł się w tej chwili przed nim. Co za geniusz! No wiem, że już dawno nie chodził w hali ale przecież jak jeździmy na dworze to też tam są lampy i cienie. Nie wiem co mu się stało ale wyglądało to bardzo śmiesznie. Taki duży a taki płochliwy…

W każdym razie pierwszą część jazdy straciłam na przymierzanie siodeł. Pan przyjechał z Poznania, żeby mi je pokazać a i tak okazało się, że to co miałam przed wczoraj jest najlepsze. Jedno z nich strasznie mnie wbijało do przodu, drugie było za duże, a w trzecim wbijały mi się poduszki w uda. Czemu niektórzy mają tak, że od razu znajdują to właściwe i są nim zachwyceni, a inni muszą przymierzać milion i znajdują takie które jest bardzo fajne ale i tak nie idealne. To nie sprawiedliwe.

Gdy już skończyłam z tym przymierzaniem zajęłam się pracą. Dzisiaj było już o wiele lepiej niż przed wczoraj. Smok był miękki w pysku i trochę żwawszy. Jednak i tak nie na tyle żeby zadowolić panią Ewę. Jeździłam wokół niej w kółko niestety przy drzwiach. I wtedy zwalniał i wpatrywał się w nie jak by miały go pożreć. Wtedy pani Ewa powiedziała, że jak koń się czegoś boi trzeba go wygiąć w drugą stronę żeby nie widział tej strasznej rzeczy i zająć ruchem, więc trzeba go w tym momencie jechać. I rzeczywiście to działa :)

Na jeździe gównie skupiałyśmy się na ustawieniu głowy Sojuza i podstawieniu jego zadu. Głównie go wyginałam, starałam się żeby się nie zawieszał na pysku, żeby był aktywny i podstawiony i żeby przy przejściach miał głowę na dole.

Kosztowało mnie to tyle wysiłku w postaci kłusa ćwiczebnego, że jak pani Ewa pozwoliłam mi przejść do stępa to po prostu umarłam.

W sumie to nie tylko ja się zmęczyłam, gdyż Sojuz był o wiele mokrzejszy niż ja. Przez to musiałam stępować jaszcze przez 20 min. Na szczęście miałam co robić ponieważ wtedy jeździła jedna dziewczyna która skakała „tylko” 140 cm jak to ona powiedziała.

Jeździła też na placu Zuzia na kucu Twenty Two, która była na ujeżdżeniowych mistrzostwach Europy. Jak tak na nią patrzyłam to stwierdziłam, że tez bym chciała robić trawersy, rewersy, przejścia z galopu do stój tak na raz. Wyglądało to tak ładnie i wydawało się, że jest to dla niej takie łatwe… Zazdroszczę :P

Komentarze

7

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.