Robimy postępy :)

Czy dla Was również ostatni tydzień był jak wprawka do wakacji? W moim przypadku oczywiście nie było szkoły (majówka i matury), a do tego mój aktualnie jedyny koń przez pierwsze pół tygodnia odpoczywał po zawodach WKKW (udało mi się nawet odwiedzić rodzinę :)), aż nie mogłam się przyzwyczaić do takiej ilości wolnego czasu (oczywiście większość spędziłam na czytaniu i oglądaniu serialu… :P)

Odnośnie Czarusia lekką pracę zaczęłam już w środę, ogólnie pierwotnie chciałam z nim iść na stępik na plażę, ale niestety okazało się, że nasz sezon już się skończył, a wyjście z koniem mogłoby się nawet skończyć mandatem, więc byłam zmuszona zrezygnować z tej wycieczki. Z kolei mogłam również wybrać się do lasu, ale jak to już jest na hipo trzeba by przejść przez jakąś ulicę, skrzyżowanie itp. a jako, że nie miałam kompana który znałby drogę skończyło się na szwendaniu po hipo (zawsze coś :P). W czwartek ustawiłam sobie ćwiczenie z drągów i cavalletek, które podesłał mi wcześniej Trenejro, podczas którego głównie miałam się skupić na równym rytmie galopu i dokładnym wyjeżdżaniu zakrętów. Ćwiczenie zaczęło mi bardzo dobrze wychodzić gdy postanowiłam sobie liczyć w głowie rytm galopu i muszę przyznać, że dzięki utrzymywaniu równego tempa znacznie mniej musiałam zwracać uwagę na miejsce odskoku, bo w większości samo zaczęło przychodzić :)

Następnego dnia miałam pierwszy od czasu rozpreżęlnia przed zawodami trening ujeżdżeniowy z p. Gosią. Jako, że nie widziałyśmy się cały tydzień, musiałyśmy nadrobić kilka tematów, więc de facto trening zaczęłyśmy po kilkunasto minutowej pogawędce :P. Ogólnie obawiałam się troszkę, że będziemy miały za mało czasu, ponieważ po mojej jeździe była jeszcze umówiona jedna dziewczyna, ale ostatecznie okazało się, że Czarek chodził świetnie więc skończyłyśmy jedynie z malutkim opóźnieniem. :P Na początku jazdy musiałyśmy się trochę zająć kontaktem, ponieważ tak jak z dołu mogłoby się wydawać, że kucyk jest rozluźniony i dobrze ustawiony, tak po prostu stwierdził, że może mu się upiecze jeśli sam się ustawi schowany za wędzidło (poza moim kontaktem). W związku z tym zaczęłyśmy pracę od dodań i skróceń na obie strony, a następnie jeździe w ciągłych chodach bocznych (łopatki, trawersy, ustępowania na kole itp.), aby bardziej zaangażować mu zad i rozluźnić, w czego efekcie przy mojej stabilnej ręce, w końcu udało się go wziąć na kontakt. Następnie przeszłyśmy do pracy w galopie, również robiłyśmy wiele skróceń i dodań, przy czym przy skróceniu mocno skupiałam się aby zamiast zwykłego wytracenia tępa, koń galopował równie energicznie jak podczas dodania, ale bardziej pod górę, czyli energię z ruchu w przód przenieść do pracy w górę. Ostatecznie jak to powiedziała p. Gosia wyglądałam tak jak Hoy podczas rozprężenia przed czworobokiem, czyli koń galopował w mega zebraniu, wolnym galopie ale bardzo podstawiony, a ja dosłownie tylko podróżowałam na nim jedynie z podtrzymującą łydką. Jest to tak przyjemne uczucie, że można by nie przestawać przez dzień i noc :D Następnie wprowadziłyśmy ćwiczenia z lotnymi zmianami nogi i jako, że już bardzo dawno tego nie robiliśmy (nie chciałyśmy prowokować kucyka do zmian przez czworobokiem 2*) kucyk na początku się bardzo zdziwił, że w ogóle coś takiego umie, przez co początkowo nie wychodziły najlepiej, ale z czasem i trochę energiczniejszym tempem w końcu się udało :D

Podczas tego weekendu odbywają się zawody regionalne w skokach tak więc zgodnie z ustaleniami urządziłam sobie wczoraj trening skokowy w postaci startów standardowo w klasie P i N. Główne co chciałam poprawić w stosunku do skoków 2* to znacznie luźniejsza sylwetka, z lekką, oddawaną w skoku ręką dzięki czemu kucyk mógłby bardziej popracować szyją, a także jako że mam tendencje do częstego spóźniania się na parkurach (jak ostatnim razem) trochę odważniejsza i bardziej aktywna jazda oraz – o ile się dało – krótsze zakręty.

Ogólnie w klasie P nie było w sumie gdzie się rozpędzić, ponieważ wszystkie linie przychodziły bardzo szybko a poza tym wszędzie były dość ciasne dystanse. Z kolei jak to bywa przy pierwszych startach w danym dniu, Czaruś był dość mocno podniecony, w związku z czym byłam zmuszona do dość częstego używania półparad, a z kolei jakoś podczas tego przejazdu nie chciał ich do końca przyjmować, więc tak jak widać to było szczególnie po 8 przeszkodzie zamiast się posłuchać pomocy zaczął się w nią wpierać i lekko szarpać. Dodatkowo (co również było dobrze widać po ósemce) zaczął mi mocno wpadać łopatkami w zakręty przez co de fakty wychodziły zbyt płytkie , tak więc ogólnie mimo, że z zewnątrz nie wyglądało to tak źle to nie jechało mi się najlepiej.

Na szczęście dla odmiany przejazd w klasie N był bardzo przyjemny (w sumie dawno nie jechało się tak dobrze :D). Na rozprężalni między skokami przepracowałam sobie trochę te zakręty po skoku robiąc ustępowanie na zewnątrz koła, więc z tym już nie było problemu. Z kolei jako, że był to już drugi parkur to zarówno ja jak i kucyk byliśmy bardziej oswojeni z placem i samym startem, więc ja byłam luźniejsza a kucyk mniej nabuzowany. No i nareszcie odważyłam się na trochę aktywniejsza jazdę w zakrętach i robienie krótszych zakrętów (co prawda daleko mi jeszcze do jazdy rozgrywkowej, ale zawsze przynajmniej już się nie wyjeżdża narożników na placu :P). Jednak jeśli idzie zbyt dobrze to też niedobrze, bo oczywiście jak to ja przed ostatnią przeszkodą którą do tego była stacjonata musiałam się już witać z gąską, bo skoczyłam dość mocno w tripla i zamiast wziąć konia bardziej na siebie pozwoliłam mu trochę wisieć z szyją i rozciągnąć galop w czego wyniku na szczęście tylko lekko musnął ostatnią przeszkodę, ale jak wiadomo w takich sytuacjach jeśli przytrafi się zrzutka może być bardzo kosztowna. Tak więc ogólnie kucyk spisał się bardzo przyzwoicie, obydwa parkury na czysto nawet przy moich kilku wpadkach, wiec myślę że zasłużył na dzień odpoczynku na padoczku :)

Komentarze

6

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.