Skąd wziąć konia do sportu?

Cześć,

Skąd wziąć konia to wieczne pytanie sportowców. Ile od konia zależy? Na słabym koniu nawet najlepszy jeździec nic nie wygra. Na dobrym koniu nawet słaby jeździec może coś przy odrobinie szczęścia ugrać. Zatem koń jest baaardzo ważny. Zdrowy koń oczywiście.

Pierwszą opcją posiadania konia jest dzierżawa. Znacznie łatwiej jest wydzierżawić kuca niż dużego konia do sportu. Ale i tak w tej dziedzinie jest trudno znaleźć dobrego konia, którego ktoś chce wydzierżawić. Ja w Trawersie zaczęłam jazdy od przekochanego kuca o imieniu Dunia.

Dunia była jednak kucem szkółkowym, tzn była przeznaczona do jazdy rekreacyjnej a nie sportowej. Dlatego wydzierżawiłam kuca o imieniu Trawiata.

Trawiata zdecydowanie nie lubiła współpracować z jeźdźcem. Wykorzystywała wszystkie błędy które popełniałam i nie byłam w stanie jej okiełznać. Zatem kolejnym koniem (na kilka miesięcy), które próbowałam była Maska. Maska była bardzo zdolna, ale zdecydowanie dla mnie za szybka. Rozpędzała się do nieprzytomności a ja nie umiałam jej opanować. Po kilku miesiącach gdy już wydawało mi się że się z nią zgrałam, została wysłana za granicę na sprzedaż i znowu zostałam bez konia. Zatem jak widać dzierżawa konia jest trudna i niepewna.

Jednak kupno konia jest tym bardziej trudne. Po pierwsze trzeba zwracać uwagę na to czy koń jest w stałym treningu. Bardzo wiele osób sprzedaje konie sportowe po przerwie np na urodzenie źrebaka. Nikt kto ma dobrego sportowego konia, nie będzie mu fundował długiej przerwy bez przyczyny. Najczęściej przyczyną jest kontuzja lub po prostu choroba, którą ma się nadzieję zaleczyć. My jako niedoświadczeni kupcy kupiłyśmy właśnie w taki sposób naszego pierwszego konia Disney. Disney jest cudowna z charakteru. Szybka, posłuszna, dużo umie z ujeżdżenia, uważnie skacze. Wydawało się, że jest to klacz profesor (wiek 15 lat) dla mnie – uczennicy. Disney miała właśnie przerwę dwuletnią w karierze sportowej na urodzenie źrebaków. Po jej kupieniu wystartowałyśmy w dwóch zawodach, po czym klacz zaczęła kuleć i nigdy nie przestała. Nie wspomnę ile wysiłku i pieniędzy kosztowało nas jej leczenie. Niestety wyrok był okrutny – zwyrodnienia trzeszczek. Praktycznie nieuleczalne. Nie ustrzegły nas prześwietlenia klaczy przez lokalnego weterynarza przed jej zakupem. Tamtejszy weterynarz stwierdził, że nią jest wszystko w porządku. Dlaczego tak stwierdził mogę się tylko domyślać, niemniej Disney po dwóch miesiącach była już nieuleczalnie chora. Pamiętajcie zatem – przy kupnie konia do prześwietleń bierzemy tylko naszego, zaufanego lekarza. Taniej jest wydać pieniądze na badania i nie kupić konia, niż kupić konia, który jest chory. Bardzo pokochałam Disney i bardzo, bardzo mocno przeżyłam jej chorobę. Pół roku nie trenowałam w ogóle, ponieważ leczyłyśmy Disney przy pomocy wkładek ortopedycznych pod kopytami, zastrzyków itp. Niestety nie udało się poprawić jej stanu, a ja do dziś mam łzy w oczach gdy ją wspominam. I to jest charakterystyczne dla jeździectwa. Tak, jak przynosi ogromną satysfakcję, tak przynosi również dużo trudów, przeciwności, upokorzeń i łez. Trzeba umieć sobie poradzić z tymi negatywnymi uczuciami, żeby móc w tym sporcie przetrwać.

Zatem szukamy konia w ciągłym treningu, którego wyniki sportowe możemy sprawdzić (są dostępne w internecie). W wynikach możemy zobaczyć które miejsca zajmował, czy miał punkty karne za zrzutki, czy miał eliminacje np za wyłamania przeszkód. Staramy się obejrzeć tego konia w czasie zawodów. Staramy się też dostać go na jakiś czas na próbę. Generalnie najlepsza sytuacja jest wtedy, gdy przy kupnie konia może pomóc i doradzić trener. Mając na uwadze wspólną współpracę w przyszłości, w jego interesie jest doradzić rozwojowego, zdrowego konia. Właśnie w taki sposób kupiłyśmy naszego drugiego konia Ryśka (oficjalnie Arysa):

Ryś był w Trawersie od trzech lat. Ryś jako folblut (pełna krew angielska) rozpoczynał swoją karierę (jeszcze jako ogier) na wyścigach w Sopocie. W 2008 roku kupiła go moja Trener dla swojego syna. Niestety urósł on w jednym roku tak dużo, że Ryś stał się przymały. Trafił zatem w ręce kolejnego zawodnika w Trawersie, Łukasza. Łukasz miał na nim swoje sukcesy. Pojechał kilka razy Olimpiadę Młodzieży w WKKW i zajął dość wysokie miejsce. Zatem tu należy podkreślić, że Ryś był już przyuczony przez Trenera do WKKW. Półtora roku temu Łukasz zdecydował, że nie będzie już jeździł konno. Ryś czekał zatem na nowego właściciela. A ja czekałam na wyzdrowienie Disney. I tak czekaliśmy obok siebie do czasu, gdy moja Trener zdenerwowała się faktem, że nie trenuję już tyle czasu. Doradziła, żebyśmy wydzierżawiły Ryśka, żebyśmy on i ja nie czekali tak na próżno. Pierwsze moje kontakty z Ryśkiem były trudne. On miał wcześniej tylko męskich jeźdźców. Co to dla niego znaczyło nie wiem, ale mając na sobie nową delikatniejszą istotę niż dotychczas postanowił sprawdzić czy się na nim utrzymam. Przez pierwsze kilka tygodni spadałam codziennie. Potem nauczyłam się tak siedzieć, że w tej chwili bardzo trudno zrzucić mnie z siodła. I za to jestem wdzięczna Ryśkowi, to były pierwsze lekcje bardzo potrzebne przed uprawianiem WKKW. Po kilku miesiącach dzierżawy Ryśka, musiałyśmy już się przed sobą przyznać z mamą, że nie da się wyleczyć Disney. Zapadła decyzja że kupujemy Ryśka. Była jesień 2010. Z Ryśkiem dostałyśmy w spadku profesjonalny crosowy kask do WKKW. On skłonił nas do refleksji czy byłybyśmy zainteresowane WKKW? Nasz klub SKJ Trawers specjalizuje się w WKKW. W tej dziedzinie jest najlepszy w Polsce, jeśli chodzi o dzieci. Zdecydowałyśmy się spróbować. Wiosną 2011 Rysiek zatem był moim nauczycielem podczas kolejnego kroku w karierze – pierwszych startów w zawodach WKKW.

W tej dziedzinie umie on znacznie więcej niż ja. Ja się wciąż uczę. I za to też jestem mu również bardzo wdzięczna.

Tak więc taki model zakupu konia okazał się dla nas najlepszy. Kierowany poradą trenera, koń w stałym treningu, w wieku 10 lat, zdrowy, potrafiący więcej niż umiem ja. Taką drogę kupna konia Wam polecam.

Oczywiście najlepsi zawodnicy mają więcej niż jednego konia. Koń to bowiem żywe stworzenie, może mieć mieć lepszy i gorszy dzień, może się (odpukać) rozchorować i wtedy trzeba rezygnować z zawodów. Też chciałabym mieć dwa konie, ale…. jeszcze niedawno posiadanie jednego było dla mnie zupełnie nierealną perspektywą. Zatem trzeba się cieszyć tym, co się ma!

I na razie się żegnam, do przeczytania…

Komentarze

7

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.