Nie bez wrażeń :P

Jak już wiecie, zawody skończyły się happy endem, ale nie myślcie, że obyło się bez dodatkowych przeżyć!  Trzeba przyznać, że trochę się stresowałam przed krosem. Wydawał się trudniejszy od tego w Baborówku. Szczególnie obawiałam się trzech przeszkód: szweda- hyrdy z rowem (nr 4)- zwłaszcza, że skakało się ją po długim okresie galopu co utrudniało właściwe przygotowanie konia do skoku, przeszkody nr 9 i 10 (kłody na górce i w prawo pochylni). Bałam się, że nie uda mi się trafić. Bałam się też pierwszego wskoku do wody, gdzie mocno odbijało się słońce od tafli wody. Jednak starałam się nie myśleć o nich zbyt dużo, miałam nadzieję że tak samo jak w Baborówku Timon będzie skakał każdą przeszkodę bez zawahania. Niestety wtedy już znałam oficjane wyniki po ujeżdżeniu i skokach i wiedziałam, że jestem druga, co poskutkowało dodatkowym stresem, spowodowanym chęcią utrzymania pozycji… A jak już wcześniej się przekonałam często bywa tak, że im bardziej komuś zależy tym gorzej wychodzi. Podsumowując: poplątanie z pomieszaniem, mętlik w głowie, w takiej sytuacji najlepiej jest jak najmniej myśleć.

Startowałam o 08.06 a konkurs zaczynał się od 08.00. Gdy zajechałam na rozprężalnię był tam tylko jeden koń. Te warunki bardzo mi sprzyjały, chociaż i tak nie uniknęłam nagłych zrywów, dzikich ucieczek i brykanka, z powodu nadjeżdżającego jednego, jedynego konia… :) Po długim stępie i kłusie nareszcie nadszedł czas zagalopowań i pierwszych skoków. Najpierw małe kłody, potem większe i na koniec ta całkiem duża. Skoczyłam ją trzy razy, wszystko pasowało. Trenejro powiedział, że jeśli chcę mogę ją skoczyć jeszcze raz, no to jadę. Wtedy przemknęła mi przez głowę myśl, że pewnie tym razem nie będzie pasować… i tak się właśnie stało, tak zwany podskoczek (myślałam że odbije się fulę wcześniej, a on tupnął a ja pofruuuunęłam z siodła…) Dobrze, że rozprężalnia była w miarę zagrodzona, bo inaczej raczej byśmy Timsona nie złapali.  Mogłoby się wydawać, że upadek na rozprężalni może tylko zaszkodzić jeźdźcowi na psychikę. Tymczasem dzięki temu się uspokoiłam. Musiało mnie ewidentnie trzebnąć o glebę i wybić niepotrzebne myśli z głowy, tym bardziej, że po takiej sytuacji na rozprężalni, trzeba dostać zgodę od sędziów na start więc szybko musiałam się tym zająć i przestać myśleć o przeszkodach.

Poza tym przestałam się bać ewentualnego upadku na krosie i biorąc pod uwagę zaistniałą sytuację przestało mi tak zależeć na utrzymaniu pozycji.  Tak więc wystartowałam z czystą i otrzeźwioną upadkiem głową (może dzięki temu po raz pierwszy podczas przejazdu pamiętałam, że włączyłam sobie zegarek o 5 sekund wcześniej :P). Co tu dużo mówić, Timon szedł super!!!

 

Niczego się nie bał, stosunkowo dobrze mi się zakręcało (oczywiście trochę się szarpał, ale to od mojej ręki, bo bałam się, że nie wykręci więc używałam mocniejszych pomocy. Jedyne z czym miałam problem to hamowanie. Jak widać na filmie z kasku (patrz cień) przed czwórką Timon często opuszczał głowę, wyciągając mnie tym samym z siodła, przez co nie dało się zwolnić. Dlatego w niektórych momentach musiałam go nawet przyszarpnąć, żeby podniósł głowę, dzięki czemu zaczynały działać półparady.

Za to np. przy żywopłotach gdzie miało być ciasne pięć fule, myślałam, że będzie pędził, więc odchyliłam się i przytrzymałam mocniej, Scotty skrócił się aż za ładnie- nagle zrobiło się za daleko. Nie ogarniam tego konia… :D

No ale fajne jest, że nareszcie przejechałam kros na czysto! Fajnie było w końcu zdobyć jakieś miejce na zawodach, co prawda dekoracji nie było, ale za to puchar ładny, nagroda też fajna :). Najważniejsze że Timon spisał się na medal, szczególnie na krosie, naprawdę co do tego to można mu zaufać

PS: Na filmie z kasku przy prawie każdej przeszkodzie wydaje się, że odskok wychodzi za blisko, a tymczasem dopiero gdy w realu wychodził za daleko na kamerze było ok (tak tylko mówię ) i jeszcze przed trójką jest moment kiedy to nagle skręciłam głowę w prawo- dostałam gałęzią w twarz…

A tutaj jak to wyglądało z boku. Ładny cukiereczek z tego Timonka, co?

Komentarze

12

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.