Straszne przymiarki

Dzisiaj miałam trening ujeżdżeniowy z panią Ewą na 16.00 i o dziwo się nie spóźniłam się, ale jak ja tego nie zrobiłam to pani Ewa musiała ;) Tak więc przez jakieś 10 min stępowałam, a potem zaczęłam sama kłusować i rozgrzewać Stefana. Po dłuższej chwili pani Ewa skończyła z poprzednią osobą i mogła się zająć mną.

Na dzisiejszym treningu podstawiałyśmy Sojuzowi zad przez ogromną ilość przejść. Najpierw oczywiście musiałam go troszkę obudzić, bo żeby robić takie szybkie przejścia na przykład z kłusa do stępa i z powrotem, koń musi reagować natychmiastowo na pierwszą łydkę. Nie może być tak, że ty przyciskasz łydkę i mija pięć kroków zanim koń stwierdzi, że może jednak zareaguje. Jeżeli tak robi to musi być pobudzony przez bacik. Pierwsza łydka nie działa – to bacik. Nie trwa długo zanim koń nauczy się tej zasady. Sojuz już prawie załapał.

Równie ważnym elementem jazdy oprócz podstawienia zadu była głowa. Starałyśmy się żeby Sojuz miękki w pysku, miał zaokrąglona szyję i dobrze ustawiony łeb. Tak ogólnie to akurat to udawało mi się całkiem dobrze. Jedynie przy przejściach trochę się wypaszczał dlatego również robiłyśmy ich tak dużo. Za każdym razem albo się pochylałam albo trochę puszczałam wodze. I to wystarczało.

Po jeździe musiałyśmy czekać godzinę żeby przymierzyć siodło Zuzi. Ona ma to samo co wcześniej przymierzałyśmy (to które mi najbardziej pasowało) tyle, że z wydłużoną tybinką i chciałyśmy sprawdzić jak w nim się siedzi. Przez to po wsadzeniu Sojuza do boksu poczekałyśmy pół godziny w ciepłym pokoju (który jest obok siodlarni i można sobie zrobić herbatkę) i znowu musiałyśmy wyjąć biednego konia i pojechać z nim na halę. Gdy już w nim siedziałam okazało się, że Zuzia ma jeszcze jedno siodło w którym nie jeździ ponieważ jest za duże na jej kucyka i że mogę na nie wsiąść żeby zobaczyć czy jest wygodne. I muszę przyznać, że było bardzo wygodne. Nie jestem pewna czy wygodniejsze od tamtego drugiego od Zuzi, ale w każdym razie wygodne. Żeby je porównać kilkakrotnie przesiodływałyśmy biednego Sojuza i pewnie za każdym razem gdy zdejmowałyśmy z niego siodło myślał ze to już koniec a tutaj znowu i znowu. Mam nadzieję że mi wybaczy…

Przyszły tydzień będzie słaby z treningami, ponieważ jutro mam wizytę u rehabilitanta z kręgosłupem, we wtorek u ortodonty. We środę mam jedyny w tym tygodniu normalny trening skokowy, a w czwartek wyjeżdżam do babci na przedłużony weekend, więc wyleci mi trening czwartkowy i sobotni. Znajoma Pani Ewy wsiądzie na Sojuza w piątek, lub sobotę, a jutro i we wtorek będzie mu musiała starczyć maszyna, chyba, że po ortodoncie zdołam podjechać do stajni i pojeździć sama. Pewnie tak własnie spróbuję zrobić, a wtedy wezmę jeszcze raz to siodło Zuzi do spróbowania, ale tym razem podłożę pod nie miśka, bo dzisiaj wydawało mi się, że że trochę pracowało tylnym łękiem.

Komentarze

10

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.