Święta na koniach <3

Wczoraj miałam kolejny trening ujeżdżeniowy, jednak z innym trenerem. Pani Ewa pojechała na zawody, w związku z czym przez najbliższe dni będę jeździć z Moniką. Jak na pierwszy raz nie było źle, ale Sojuz nie pomagał mi w dobrym zaprezentowaniu się. Było strasznie gorąco i duszno (cisza przed burzą), dlatego Smokowi na prawdę nie chciało się pracować :P

IMG_1879

Głównie pracowałyśmy nad wygięciami i tym aby Sojuz opierał się na zewnętrznej wodzy i nie kładł się na wewnętrzną łydkę. Niestety było dużo kłusa ćwiczebnego, co było naprawdę ciężkie szczególnie, że akurat na nasz trening wyszło słońce i mało co się nie topiłam. W każdym razie najpierw w stępie robiłam ustępowania od wewnętrznej łydki na kole, a gdy w końcu zaczęły wychodzić, wtedy to samo w kłusie. Następnie zajęłyśmy się ósemką w kłusie, tak aby Sojuz się ładnie wyginał. Na początku nie wychodziło to zbyt dobrze a szczególnie w prawo, ale jak już zaczęło to Monika musiała utrudnić mi ćwiczenie. Wtedy miałam robić tą samą ósemkę, ale w galopie z przejściami do kłusa na złączeniu. Ponownie w lewo było dobrze, a w prawo nie bardzo, tak więc wzięłyśmy Smoka na kółko w prawo i męczyłyśmy to ćwiczenie chyba z 10 min.  Po krótkiej przerwie przystąpiłyśmy do ostatniego ćwiczenia czyli do przejść z galopu do stępa i na odwrót. Sojuz był już rozluźniony, a za razem lekki w pysku tak więc z tym nie miał większego problemu, dzięki czemu na reszcie mogliśmy odpocząć :)

Po jeździe stwierdziłam że na stęp zabiorę go do lasu. Chciałam pojechać tą samą drogą którą za pierwszym razem jechałam z Zosią. Wiedziałam że jest tam dość błotnisto, ale myślałam że tylko przez krótki odcinek. Okazało się że musiałam przejść przez bajoro (przy którym było mnóstwo komarów), a potem, że muszę to zrobić ponownie, ponieważ przez ostatnie burze drzewo zablokowało tą ścieżkę. Tak więc zawróciłam i dalej jechałam już normalną suchą dróżką. Wszystko byłoby cudownie gdyby nie te okropne komary. Gdy tylko znalazłam odpowiednią ścieżkę, od razu ruszyliśmy szybkim kłusem by się od nich uwolnić. Wtedy to nawet Sojuz się uspokoił i szedł rozluźniony. Muszę częściej zabierać go na takie wyprawy, żeby przyzwyczaił się do dziwnych rzeczy chowających się w każdym zakamarku. W końcu już niedługo ma jechać cross. Nareszcie!

Jak już wróciliśmy Sojuz był cały w zaklejkach z potu, dlatego stwierdziłam że skoro jest w miarę ciepło to go przetrę mokrą gąbką. Smok wydawał się zachwycony tym pomysłem, szczególnie, że po jego realizacji wypuściłam go na trawkę, a na dodatek po jakiś 25 min. dostał smakowity obiad złożony z całych dwóch miarek owsa :)

Komentarze

17

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.