Tak to jest z młodziakami :P

Od kiedy przyjechałam do Sopotu w poniedziałek, każdego dnia średnia temperatura wynosiła ponad 27 stopni. Przekonałam się, że prażące słońce i bezchmurne niebo jednak może się przejjeść. Więc gdy wczoraj nareszcie było chłodniej, ustaliliśmy z trenerem, że poskaczemy przeszkody krosowe koło południa- kiedy to normalnie wyjście na słońce o tej porze groziło udarem :P

Oczywiście zaczęliśmy od rozgrzeweczki do której zaliczało się skakanie malutkich kłódek. Timi trochę mnie denerwował na początku, ponieważ gdy tylko wyszedł ze stajni od razu się podjarał, wiecie duża przestrzeń, świeże powietrze itp. :P, a im bardziej jest podniecony tym bardziej mu odwala- boi się koni, zaczyna brykać, rozpędza się. Takie młodzieńcze wybryki. Ale ja niestety nie jestem starym wyjadaczem z doświadczeniem, żeby to zupełnie zignorować. Tak więc musiałam go kilka razy zatrzymać, zadziałać mocniej wodzą czy łydką, ale na szczęście gdy zaczęły się już trudniejsze zadania niż na rozgrzewce to skupił się na robocie. Głównie skakaliśmy przeszkody z klasy P, trochę z L i 1*. Timon skakał bardzo dobrze, aczkolwiek trochę inaczej niż na skokach. Tak jak wcześniej wspominałam gdy pisałam o krosie w Baborówku, prawie każdą krosówkę skacze z mocnym zapasem, wyskakuje o wiele wyżej i do tego (z mojego punktu widzenia- jako osoby na nim skaczącej) robi w powietrzu jakby barana- strasznie mocno wybija w skoku. Teraz już mniej to odczuwałam niż na zawodach, powoli się przyzwyczajam, ale czasami wystawia na próbę moją równowagę :P

Przez cały trening spojrzał się tylko na dwie przeszkody: szweda i wąski front. Szweda jechałam w ciągu z kilkoma innymi przeszkodami. Przy najeździe już czułam, że jest niepewny, więc przytrzymałam mocniej łydką, ale w ostatnim momencie, tuż przed skokiem gdy Timi się zawahał, lekko go kopnęłam i skoczył. Niestety z wąskim miałam większe problemy… Przy pierwszym najeździe wydawało mi się że kucyk jest w kupie, czyli „w tunelu pomiędzy moimi łydkami i wodzami”. Później dowiedziałam się, że był jednak krzywy co spowodowało spłynięcie w lewo. Niestety gdy za pierwszym razem schrzaniłam potem było coraz trudniej. Skończył się na tym że pan Łukasz stał po jednaj stronie przeszkody z drągiem w ręku, a Agata na swoim Lifcie po drugiej imitując odskok. W końcu udało mi się skoczyć ten wąski front. Tak to właśnie jest z tymi młodziakami. Niestety bardzo szybko uczą się złych rzeczy, więc gdy za pierwszym razem się nie uda i one łapią to w lot i później potrzeba już takiego specjalisty jak nasz trener żeby uratować sytuację. I tu spada na mnie jeszcze większa odpowiedzialność, muszę bardzo mocno pilnować, nie dość że siebie to jeszcze konia.

Na szczęście Timon „ma dobrą głowę”, łatwo przyswaja umiejętności, ale też można go szybko oduczyć złych. Dzisiaj np. miałam trening ujeżdżeniowy, podczas którego w sumie jeździłam tylko przez chwilę.imageimagePlan był taki, że pan Łukasz wsiądzie najpierw i Tima „podrobi”, a potem ja pojadę kilka razy czworobok żeby poćwiczyć przed zawodami. Jednak jak pan Łukasz się wziął za kucyka, to aż nie mógł przestać- zajęło mu to prawie całą jazdę. Trzeba jednak przyznać, że Timi chodził świetnie- bardzo ładnie wyciągał, był mega podstawiony i zebrany, prawie jak prawdziwy koń ujeżdżeniowy. Gdy wreszcie trenejro skończył, Timi był mocno zmęczony, dlatego myślałam, że już damy mu spokój. Tu jednak musiałam wsiąść, żeby poczuć jak to jest gdy Timi chodzi jak należy. Nagle wszystko się udawało, nie machał głową, nie wychodził z ustawienia przy przejściach, do tego rzeczywiście czułam jakbym jeździła na startującym samolocie. Teraz tylko muszę tak Timiego wyprodukować podczas zawodów- stoi przede mną duże wyzwanie :P

Komentarze

6

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.