To trzeba przeżyć…

Zacznę od filmów z ujeżdżenia i skoków, o których pisałam wcześniej:

W niedzielę dzień zaczął się później. Stwierdziłyśmy, że skoro startuję dopiero o 11.21 nie musimy wszystkie wstawać świtem i jechać do stajni, tylko mama pojedzie do Donka, nakarmi go a mi pozwoli przespać się o te pół godziny dłużej. Niestety nie mogłyśmy zostać w hotelu dłużej ponieważ jeszcze przed startem chciałam przejść kros, tak więc musiałyśmy tam być przed rozpoczęciem konkursu klasy LL. Przy okazji oglądania krosu udało mi się obejrzeć bardzo ładne przejazdy Julii Kornaszewskiej (która wygrała LL) i Michała Konarskiego (który z kolei wygrał klasę L).

IMG_3436małe

Na rozprężalnię wyjechałam jak zwykle trochę za późno, ale i tak spokojnie wyrobiłam się z rozgrzaniem Donka. Trzeba przyznać, że bez problemu mogłam najeżdżać na przeszkody w różnych tempach i bez względu na to bardzo ładnie skakał. Do skakania było tam kilka kłód, domek i wąski frącik, który kucyk wciągnął nosem.

Zbliżał się czas mojego startu, wraz z nim byłam co raz bardziej zdenerwowana. Jeszcze bardziej stresowało mnie, że wszyscy którzy przede mną startowali jechali wszystko jak po sznurku. Miałam nadzieję, że u mnie też tak będzie.
Gdy wjechałam do start boksu wszystko potoczyło się bardzo szybko. Wiedziałam że pierwsze trzy przeszkody muszę pojechać aktywnie, ponieważ wtedy Donek się wkręci i dalej już nie będzie problemu, będzie „w szale”. Co prawda nie pasowało mi do trójki, ale chyba się udało. Tak jak ustaliłam z panią Kasią przed przeszkoda numer cztery, nie wjechałam na tę górkę prostopadle do niej tylko po lekkim ukosie tak żeby mieć łagodniejszy stok. Oczywiście pamiętałam żeby mieć zamknięta zewnętrzną wodzę itp. ale i tak nie było z tym problemu. Przy skoku-wyskoku musiałam Donkowi dodać pewności, w postaci bacika po łopatce, ale też poszło bez problemu. Bardzo bałam się tej biedronki (wąskiego frontu), ale jak widać na filmie nie dość że Donek nie próbował kombinować to jeszcze skoczył takim pełnym skokiem.

IMG_4559małe

Niestety wielką wpadkę zaliczyłam na kaczce. Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie do końca pamiętam o co chodziło, ale wnioskując po filmie chciałam chyba zrobić duży skok. Nie było to zbyt mądre z mojej strony, ponieważ wiadomo, że przed przeszkodą do wody zawsze konie zwalniają chociażby po to by zobaczyć co jest za nią. Tak więc wyszło na to, że ja się położyłam i gdyby nie to, że Donek najwidoczniej chciał to skoczyć poleciałabym hen daleko w to błoto i nie byłoby czego zbierać. Na szczęście kucyk stwierdził, że przełoży ten mój i jego ciężar na drugą stronę i mnie wyratował.

IMG_3439male

Potem wszystko poszło już bez problemu: szwed (co prawda 4 razy klepnęłam Donka po łopatce, ale to raczej dlatego, że ja się go bałam a nie on) no i beczki po skosie (ach, przydają się te treningi skokowe z Trenerem Michałkiem). Na metę dotarłam w czasie i bez punktów karnych. Najdziwniejsze, że pozwoliło mi to przesunąć się aż o 6 pozycji do góry, ponieważ zawodnicy jadący po mnie mieli kłopoty na trasie, a kilkoro nawet spadło. Ostatecznie skończyłam na miejscu 4 na 24 startujące konie i 19, które ukończyło zawody.

IMG_3441małe
IMG_4649małe

Po dekoracji zaczęła się już szara rzeczywistość: pakowanie, 7mio godzinna podróż bo była niedziela i duży ruch na drodze, a po przyjeździe do stajni około północy trzeba było jeszcze zadbać o nogi Donka.

IMG_3455małe

Ogólnie jestem z zawodów zadowolona. Bardzo mi się podobało, że na krosie miałam nowe wyzwania, przeszkody do których trzeba było podejść bardziej technicznie. Mam też szacunek dla Doncastera, który pomimo swojej folbluciej kruchości i delikatności pokazał w krosie niesamowitą szczerość i charakter. Fajnie jest mieć na krosie w koniu partnera na którym można polegać. Uściskałam go za to i ucałowałam w nos.

Komentarze

8

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.