Ujeżdżeniowe początki 2017

Witajcie ludziska po kolejnej dłuższej przerwie, mam dla Was dobrą wiadomość albowiem aktualnie mam ferie i będą się one ciągnąć aż do 30, co oznacza że wreszcie mam trochę czasu na zajęcie się blogiem (również się cieszę z tego powodu). ;)

Jak zapewne wiecie z fb w ostatni weekend startowałam w zawodach ujeżdżeniowych, otwierających sezon 2017. Ogólnie były to zawody na miejscu w Sopocie, pierwsze z serii Dressage Winter Cup, w których brałam udział w konkursie P i C. Pewnie zastanawiacie się dlaczego w takiej konfiguracji, ale nie martwcie się, była to przemyślana decyzja ;) Otóż jak dało się zauważyć po startach zeszłym roku ja i Czaruś tworzymy bardzo nierówną parę pod względem wynikowym, raz się ma sześćdziesiąt kilka punktów z czworoboku na 2*, a potem nagle zajmuje trzecie miejsce w MPJ w ujeżdżeniu. Da się jednak zaobserwować ogólną prawidłowość, czyli podczas zawodów wkkw, gdzie w większości jechałam dość łatwe programy ujeżdżeniowe Czarusiowi odwalało, a gdy miałam się zmierzyć z trudnymi programami C w większości było ok lub lepiej niż ok. Drugą kwestią jet to na co konkretnie reaguje Cezary. Widzę tutaj trzy możliwe opcje: po pierwsze kwestia nowego otoczenia, w którym nagle koń musi się skupić i posłusznie wykonywać figury. Po drugie jako, że wbrew pozorom Czaruś potrafi być koniem charakternym, szukającym “imprezy” i mającym czasami własne pomysły na życie, możliwe jest że przy łatwych programach ma po prostu za dużo czasu na ich realizację, a w połączeniu z ogromną świadomością ciała i świetną równowagą nie jest dla niego problemem wykonywać elementy i jednocześnie kopać, brykać czy odganiać się od much (czego właśnie byliśmy świadkami w Strzegomiu podczas 2*). Takie zachowania mogły się wzmocnić gdy w poprzednich latach jeszcze zupełnie nie ogarniałam jazdy na nim i pozwoliłam żeby takie zachowania na czworoboku się rozwijały. W związku z tym zostały one po prostu utrwalone i koniowi się wydaje, że gdy wchodzi na czworobok jest bezkarny i może sobie iść w bajlando. No i trzecia opcja, o której wspominali mi już wielokrotnie trenerzy i osoby z poza mojego najbliższego kręgu jeździeckiego, czyli mój stres przekładający się na konia. Oczywiście zgadzam się z tym pomimo, że podczas zawodów staram się w jak najmniejszym stopniu okazywać moje zestresowanie i tak na pewno jest ono wyczuwalne dla konia, jednak nie wydaje mi się żeby jego stopień był tak różny podczas zawodów wkkw i ujeżdżnia jaki widać po wynikach. Poza tym Timon, który jest znacznie wrażliwszym emocjonalnie koniem niż Chenaro i o wiele szybciej przy zbyt dużym stresie potrafi się zagotować, jakoś wytrzymuje moje napięcie, dlatego tym bardziej nie wydaje mi się żeby to był przeważający czynnik. A dodatkowo skoro ja toleruję czasami bardzo nieracjonalne zachowania Czarka, on również musi nauczyć się tolerować moje… A, no i tak dla ułatwienia sytuacji jest jeszcze czwarta opcja, czyli wszystkiego po trochu ;) I właśnie w celu sprawdzenia, które z tych czynników najbardziej działają na Czarusia postanowiłam wystartować w zawodach ujeżdżeniowych na dwóch zupełnie innych poziomach trudności. Stwierdziłam bowiem, że kwestia otoczenia w tym przypadku jest raczej wykluczona, bo to przecież nasza hala, na której trenujemy codziennie. I teraz start w P jako prowokacja do odpału, jako że głównie jest tam jazda na wprost, czyli dużo czasu do namysłu dla konisia oraz start w klasie C, szczególnie trudny jako, że od startów w zeszłym roku miałam z p. Gosią zaledwie kilka treningów i prawie w ogólnie nie ćwiczyłam elementów z tego programu. Czyli ogólnie zawody bardziej jako sprawdzenie skupienia i karności konia niż naszych umiejętności.

I wreszcie po tym okropnie długim wstępie możemy przejść do rzeczy ;P

Podczas całych zawodów p. Gosia miała wielu innych zawodników dla których te starty miały być przygotowaniem do sezonu, a ja jechałam raczej w ramach treningu, że oprócz kilku ogólnych uwag rozprężałam się sama. Odnośnie pierwszego dnia okazał się on być o wiele gorszy niż drugi. Na początku startowałam w konkursie P1, który zaczął się dopiero około godziny 11.30, co bynajmniej nie przeszkodziło mi w tym żeby ledwo wyrobić się z przygotowaniem sprzętu, konia i koreczków :P. W każdym razie na rozprężalni kucyk chodził bardzo przyzwoicie, aczkolwiek nie zdążyłam całkowicie się rozprężyć, ponieważ było pewne zamieszanie z długością opóźnienia. Na początku ludzie mówili że około 25 min, potem że 10, a na koniec wyszło że 5, więc jak można sobie wyobrazić trochę pokrzyżowało mi to plany i ostatecznie wjechałam na czworobok ledwo po zagalopowaniu w obie strony. I tak jak się spodziewałam, Czaruś miał podczas tego przejazdu ogromną inwencję twórczą, a tak samo jak on ja również miałam więcej czasu na reakcję i szczerze mówiąc niestety niejeden raz musiałam go przywołać do porządku, dyskretnie bo dyskretnie, ale dosadnie. Ogólnie przejazd był tragiczny, nierówny i niedokładny, ale przecież chodziło o ogarnięcie kucyka, co udało się w przeważającym stopniu, a już gdy wróciłam po przejeździe na rozprężalnię i chwilę jeszcze go pojeździłam –  chodził jak złoto! ;). Odnośnie wyniku, po raz kolejny mi się upiekło ponieważ wygrałam konkurs, ale moim osobistym zdaniem jeśli umiemy wyciągnąć 70 procent w C to w P zadowalające mogłoby być dopiero 80%. No i oczywiście, jak zwykle w P musiałam zrobić jakąś pomyłkę, głupie przekątne w anglezowanym :P

 

C1 pod względem zachowania Czarusia było już znacznie lepsze, aczkolwiek nadal musiał bardzo dużą część energii poświecić na jego skupianie i wybijanie z głowy głupich pomysłów, lecz pod względem technicznym nie było zbytnio na czym zawiesić oka. Szczerze mówiąc ja też byłam jakaś taka nie do końca ogarnięta, a w połączeniu z koniem, któremu było bardzo trudno nagle jechać w zebraniu i wykonywać wszystkie elementy tak ciasno upakowane, dodatkowo walcząc z falą kaszlu (alergia) nie wyszło najlepiej, stąd wynik 62%…

 

Zdj. Cecylia Łęszczak

 

Następny dzień zapowiadał się na o wiele przyjemniej :) Tym razem udało mi się całkowicie wyrobić na pierwszy konkurs. Może trochę pomogło mi, że był opóźniony o dwie godziny w stosunku do poprzedniego dnia… :P Czaruś zarówno na rozprężalni jak i podczas samego przejazdu zachowywał się świetnie. Sam czworobok wydawał się o wiele lepszy, przynajmniej znacznie lepiej mi się jechało, Czaruś był luźny i sam się niósł, większość elementów wykonanych było dokładnie, no i w końcu nie miałam żadnej pomyłki, dlatego zdziwiło mnie, że wynik nie różnił się znacznie od tego z poprzedniego dnia. Gdy jednak dorwałam się do filmu, który nagrała mama mojej koleżanki (za co bardzo dziękuję) okazało się, inaczej niż zwykle wyglądało to gorzej niż się jechało. Moje ogólne zastrzeżenie: koń zbyt rozwleczony, za mało zebrania, za mało podstawienia, co niosło za sobą słabszą jakość nie tylko chodów ale wszystkich elementów, przejść, dodań, no i oczywiście precyzja przede wszystkim. A poza tym ten jeździec jakoś tak strasznie się garbił!!! :P Więcej pracy przed nami niż by się mogło wydawać…

Na szczęście to wystarczyło żeby zdobyć kolejne pierwsze miejsce i wygrać całą rundę P :D

 

Z programu C2 jestem bardzo dumna, ze względu na zachowanie Czarusia, który pomimo mojego dużego zestresowania i ruchu na hali był całkowicie skupiony na mnie i nawet nie przyszło mu do głowy żeby coś nabroić (może oprócz galopu na koniec kiedy nagle zdarzył się jakiś huk, ale to mu wybaczamy). Jednak od strony technicznej to po raz kolejny szału nie było, aczkolwiek było znacznie lepiej niż dnia poprzedniego. Cieszę się jednak, że ja tym razem była bardziej ogarnięta i rzeczywiście starałam się przepracowywać elementy i je przygotowywać, aczkolwiek nie zmienia to faktu że zrąbałam pierwsze zatrzymanie, zaskoczyło mnie drugie po kłusie, czy dałam za mocną półparadę w ciągu w lewo, przez co wdała się tam lekka nieregularność. No i ta wpadka z bacikiem pod koniec stepa wyciągniętego… ;P  Z tego co dobre to na pewno cofanie, nad którym pracowałam w ostatnim czasie i najwidoczniej się opłaciło, no i zmiany na przekątnych, które udało się w miarę dobrze przygotować. Jeszcze tylko poprawić resztę czworoboku i gotowe ;P Ostatecznie sędziny oceniły mnie na ponad 65% czyli w miarę przyzwoicie i wystarczyło to aby zająć druga lokatę w rundzie C, tuż za Olą Lesner na swoim pięknym Forsie, której po raz kolejny serdecznie gratuluję ;*

 

Taka piękna zmiana ;P

Zdj. Cecylia Łęszczak

 

W ten oto sposób zakończyły się zawody i na szczęście główny cel czyli ogarnięcie zachowania Czarka udało się zrealizować niemal w 100 procentach. Jednak jeśli miałabym ocenić, który z czynników wywoływał jego odpały, to raczej przede wszystkim skłoniłabym się do opcji pierwszej, czyli  własnych pomysłów i przeświadczenia, że na czworoboku jest się bezkarnym, ponieważ podczas ostatniego przejazdu w C2 byłam zdecydowanie najbardziej zestresowana i z relacji widzów wiem, że było to po mnie widać, a co dopiero musiał czuć koń? Wystarczyło jednak, że pilnowałam żeby Czaruś był na mnie skupiony przez cały czas i jakoś udało się przebrnąć czworobok w przyzwoitym stylu. A może Wy macie jakieś ciekawe obserwacje lub doświadczenia, które pomogły by rozgryźć tę zagadkę? :)

Następne zawody ujeżdżeniowe za miesiąc, drugie z serii Dressage Winter Cup i do tej pory żużlujemy ujeżdżenie, ponieważ plan jest abyśmy wtedy pojechali już CC, a jak na razie w miarę ogarniamy jedynie lotne zmiany co trzy i cztery takty, co z resztą dało się zauważyć po małej improwizacji w C2 na linij środkowej ;P

Nie musicie dziękować za wreszcie porządny wpis pod 1500 słów ;P

Komentarze

18
  • D

    Czemu startowalaś tylko na Chenaro :) ?

    Odpowiedz
    • webmaster

      Na Scottym będę startować 29 stycznia w skokach. Te zawody były po to żeby się przymierzyć z Czarkiem do CC w tym roku a Scotty nie będzie raczej startował w ujeżdżeniu

      Odpowiedz
  • Gabrysia

    Wydaje mi się albo Czarek ma na tym filmiku takie leniwe chodzy. Ogólnie odniosłam wrażenie już takiego znudzonego Czarka. Brakuje w nim tego zapału. Może faktycznie było to spowodowane twoim stresem. To moje odczucie po obejrzeniu wpisu ☺

    Odpowiedz
  • Julka

    Super, że napisałaś w końcu posta :) I gratuluję pierwszego miejsca :)

    Odpowiedz
  • konik66

    Super gratki ;-)

    Odpowiedz
  • jody

    Jak dla mnie, na filmiku, podobnie jak stwierdziła Gabrysia, Czarek jest taki leniwy, ‘rozwleczony’. Może tylko ja tak mam, ale odnoszę wrażenie, że gdyby nie twoje ostrogi i genialnie działająca łydka to Chenaro po prostu by zasnął na tym czworoboku. Brak mu takiego zapału, mocy, siły, chęci do parcia naprzód – czegoś takiego, co prezentował np. podczas HPP w Michałowicach. Był wtedy taki wesolutki i zadowolony, a teraz odnoszę jednak wrażenie smutnego, leniwego.
    Może ta moja opinia to po prostu zimowy kryzys i brak chęci do robienia czegokolwiek w taką pogodę? Życzę powodzenia Gosia, mam nadzieję, że spotkamy się na HPP z pełnym mocy Czarkiem! :*

    Odpowiedz
  • justii

    A może Czarek ma tendencje do popisywania się na zawodach i stąd te jego zachowania? kiedy będzie jakis filmik podsumowujący 2016r? :D

    Odpowiedz
  • Kinga

    Sezon rozpoczęłaś bardzo udanie, życzę Ci aby do końca sezonu tak było ;)
    Dołączam się do pytań co u Scottiego?

    Odpowiedz
  • madzia

    Kiedy filmik podsumowujący rok 2017?

    Odpowiedz
  • Wenus

    Gosiu, ja mam ciekawe doświadczenie związane ze stresem na koniu i – co za tym idzie- jazdą na mocno zestresowanym wierzchowcu.
    Jeździłam na niskim kucku i dziwnie mi się na nim jeździło, bo dosiadłam go drugi raz. Przyjechały do nas inne instruktorki i ważnym było dobrze się zaprezentować. Nawet z początku nie zauważyłam, jak wielki stres mi wtedy towarzyszył.
    Galopowałam sobie na spokojnie, ale zauważyłam, że kucyk nie jest należycie zebrany i się troszku że tak powiem wlecze. Zebrałam go, łydka do boku, bacik do łopatki- ja spięta, bo się zagapiłam z tym zebraniem i kucyk wyraźnie też pod wpływem stresu był, bo nerwowo wystrzelił przed siebie, galopował i nerwowo skakał po maneżu, a ja próbowałam go jakoś zatrzymać, choć ledwo utrzymałam się w siodle. Zaczęłam się jeszcze bardziej stresować, więc ciało do tyłu i półparady. Kucyk się chciał jak raz postarać i stanął jak wryty, a ja cała spięta przeleciałam nad przednim łękiem i wylądowałam głową z dwa centy od betonowego krawężnika…
    Na szczęście nic mi się nie stało i zrozumiałam, że:

    MORAŁ
    Pod wpływem stresu tak bardzo próbowałam uratować przejazd, że przesadziłam z pomocami i zapomniałam o podstawach których uczy się na początku swojej przygody z jazdą. Czasem warto się cofnąć, żeby iść na przód. No, taki mam mały morał ;P

    Pozdrawiam!
    ~Wenus z bloga wenushowrse (#hamskareklamawtle XDDDD)

    Odpowiedz

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.