Wakacyjne przygody (część 1)

Może jestem dziwna, ale muszę Wam powiedzieć, że przez cały ostatni rok szkolny NIE CHCIAŁAM wakacji. Nawet w te ostatnie, najbardziej męczące dni podczas których czas dłuży się niemiłosiernie, nie marzyłam (tak jak większość dzieci, a raczej młodzieży) by się skończył… gdyż wiedziałam że wakacje (z resztą jak zwykle) miną mega szybko, a po nich nadejdzie TRZECIA KLASA razem z pakietem testów gimnazjalnych! I tak się niestety stało, ale przynajmniej mogę śmiało powiedzieć, że pomimo braku treningów, nie zmarnowałam tego czasu np. siedząc przed telewizorem, lecz wręcz przeciwnie: wykorzystałam go w pełni.

Jak to zwykle bywa najpierw trzeba wysiedzieć swoje u rodziny. Tak więc pierwsze trzy tygodnie spędziłam albo w domu, albo u kuzynek i dziadków. Oczywiście nie narzekam. Mieszkanie w jednym domu z babcią która codziennie robi ci lane kluski, naleśniki, ciasta, pierożki…( i jak tu schudnąć, lub chociażby utrzymać wagę?) Szczeże mówiąc, to było bardzo fajnie. Z moimi kuzynkami a to raz byłyśmy na basenie, a to w kinie, albo np. dzięki nim zrobiłam moje pierwsze ciasto z czarną porzeczkami i muszę przyznać że było naprawdę dobre – i znów zjadło się kilka kawałków (żegnaj wago :P ).

W mojej szkole jest taka jakby tradycja (przynajmniej u mojego wychowawcy), że klasy drugie i trzecie zamiast na kilkudniową wycieczkę jadą na spływ kajakowy. W związku z tym, że nie mogłam na nią pojechać (Mistrzostwa Polski) wybrałam się z moją siostrą na wakacyjny spływ po rzece Drawa. Był on oraganizowany przez mojego nauczyciela od wf, który jeszcze później zaprosił mnie na obóz siatkarski (ale to potem). W porównaniu z tym co mówiła moja klasa, nasz spływ był o wiele fajniejszy, ale zarazem były na nim o wiele cięższe warunki.

Nasz spływ wyglądał mniej więcej tak: najpierw 12 godzin podróży pociągiem z przesiadkami np. o 4 rano, a następnie codzienne spanie w namiocie, bez żadnej cywilizacji, mycie się w rzekach lub jeziorach, codzienne pakowanie całego swojego bagażu do kajaków, jedzenie głównie chleba z dżemem albo jakimś twarożkiem lub zupki chińskiej itp. No i po 10-12 godzin pływania kajakiem na dzień. Ale i tak mi się podobało. Najlepsze były te wieczory przy ognisku, kiedy mój nauczyciel wyjmował gitarę i grał do 5 rano, a my darliśmy buzie, a jak nas znużyło, to albo zasypialiśmy przy ognisku albo szliśmy do namiotu i tam zapadaliśmy w stosunkowo krótki sen :P

Z kolei najbardziej uprzykrzającą rzeczą na tym spływie było pakowanie bagarzy do kajaków i to co sie z tym wiązało. Oczywiście na spływie klasowym nie było twgo problemu, gdyż był specjalnie wynajęty samochód tylko po to by przewozić bagaże i jedzenie od obozowiska do obozowiska. W ten sposób nie było możliwe żeby wywalić się w kajaku razem z wszystkimi ciuchami. Na szczęście mi się to nie przytrafiło, lecz mojej siostrze, chociaz w sumie to tym gorzej bo to ona miała na swoim kajaku wszystkie nasze ubrania L No i na domiar złego  akurat tego wieczoru zaczęło padać (co zalicza się do drugiej najgorszej rzeczy na tym spływie). Oznaczało to, że te wszystkie ciuchy które wystawiłysmy na słońce rano, żeby sie wysuszyły stały sie jeszcze bardziej mokre niż przedtem…

Muszę Wam powiedzieć, że koni tam nie brakowało, a mianowicie jednej starszej zimnokrwistej klaczki o imieniu Baśka. Było to na obozowisku, które rozbiliśmy stosunkowo późno. Rozładowaliśmy bagaże, postawiliśmy namioty, zjedliśmy kolację (barszcz czerwony w proszku)i chwilę pośpiewaliśmy przy ognisku, a potem nastąpiła szybka ewakuacja gdyż złapała nas ulewa. Następnego dnia ni stąd ni z owąd pojawia się tam koń. Moim zdaniem Baśka zaliczała sie do bardzo ciekawskich koni, a poza tym po prostu brakowało jej nowych wrażeń, co by wyjaśniało przyczynę tego, że pogryzła nam szynkę, zjadła trochę pasztetu i rozgniotła kilka misek. Do tego tam raczej nikt nie znał się na koniach i nie wiedzieł jak ją przegonić, tak więc potrzebna była moja pomoc. Jeszcze jeden problem polegał na tym, że nawet gdy się ją przegoniło, po kilku minutach wracała jak bumerang. W końcu byłam zmuszona wypędzić ją do niemców obozujących po drugiej stronie pola, a gdy wróciła, to tylko do pobliskiego lasu, z którego już nie wyszła (chyba się obraziła) :P Przy okazji, tak wyglądało nasze obozowisko:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy wróciłam ze spływu do domu miałam zaledwie dwa dni na przepranie ubrań i kolejny wyjazd. Tym razem pojechałam w nieco mniej spartańskie warunki, a mianowicie do sanatorium. Tym razem czułam się tam o wiele pewniej niż zimą, szczególnie, że już pierwszego dnia prawie cały odział zszedł się do mojego pokoju. Było to spowodowane bardzo dużym zainteresowaniem moją siostrą i całym tematem „Top Model”. Najciekawsze, że temat zaczął się od mojego nazwiska i spekulacji dziewczyn z turnusu, czy czasem nie jestem siostrą mojej siostry… J W każdym razie dość szybko zgrałam się z tym turnusem przez co te osiem z dni które z nimi spędziłam (znów trafiłam na zmianę turnusów) minęło błyskawicznie L Podczas natępnego tygodnia musiałam męczyć się z moją współlokatorką która na prawdę nie przypadła mi do gustu. Za to barzdo dobrze dogadywałam się z inna dziewczyną, która tak jak ja przyjechała tam leczyć kręgosłup. W kazdym razie codzinnie wieczorem oglądałysmy razem horrory na komputerze innej dziewczyny (którą z resztą również lubiłam). Między innymi był to film pt. „Nieproszeni goście”, „Nie bój się ciemności” (chyba tak to brzmiało) i najfajniejszy: „The house on the end of the roud”. Główną rzeczą którą wywnioskowałyśmy z tych filmów jest prosty: las to samo zło. Tak więc przed moim wyjazdem gdy się żegnałysmy (zwykle w takich sytuacjach nie wiem co powiedzieć) ona nagle wyskoczyła mi z tekstem „I pamiętaj że gdy tylko pójdziesz do lasu, weź ze sobą kij”. Nigdy tego nie zapomnę…

Dalszy ciąg historii już jutro, bo dziś już pewnie nie macie siły tak długiego postu czytać :D

Komentarze

23
  • alusiaptrusia123

    Z tymi testami to maskara jest (szczególnie jak ma się babcie nauczycielkę) przez cały okrąglutki rok musiałam się przygotowywać do testu a najgorsze jest to, że dzień przed testem się rozchorowałam (zapalenie górnych dróg oddechowych) i musiałam pisać w innym terminie. :P
    Ja nigdy nie byłam na spływie kajakowym i nie wiem jak to jest uczucie.
    A co do horrorów to mam uraz dziecięcy i nie za bardzo je lubię chociaż mnie przyciągają (nie wiem jak to zabrzmi)
    PS. Jak też nigdy nie przepadałam za wakacjami ale te wakacje była najfajniejsze jakie przeżyłam (ze względu na konie).
    PS2. Przepraszam, że się tak rozpisałam.

    Odpowiedz
  • Magda :)

    Czekałam od rana na wpis i się doczekałam .:)
    Też w tym roku piszę testy i chyba wiem co czujesz , ja bym najchętniej przeskoczyła i jeden rok .
    A co do koni i miejsc gdzie wyjeżdżamy na wakacje to można to podsumować tak ” Konie . konie wszędzie ” :P

    Odpowiedz
  • hania

    Gosia jedziesz na finał pucharu polski do BB ?. :)

    Odpowiedz
  • KaraKoniara

    A ja w tym roku dopiero zaczęłam jeździć, choć marzyłam o tym od ponad 3 lat. Niestety niedługo będę musiała skończyć na zawsze… Bo jak na złość teraz skręciłam kostkę, a jeżdżę z koleżanką i ona będzie miała wyższy poziom jak zrobię przerwę, więc będę musiała przestać jeździć!

    Odpowiedz
    • zebrazklasa

      no co Ty. skręciłaś kostkę, to kilka miesięcy trwa leczenie, a w kilka miesięcy ona Cię tak strasznie nie wyprzedzi!

      Odpowiedz
      • KaraKoniara

        Ale mama pozwoliła mi jeździć tylko przez wrzesień… Moja ostatnia jazda już minęła, ale powiedziałam mamie, że mnie nie boli i może pojadę się pożegnać chociaż…. Instruktorka mówiła, że nie mogę przestać jeździć, bo dosiad w stępie i kłusie po 6-ciu jazdach mam na BOJ :) Niestety-rodzice… Nie widzą w jeździe nit ciekawego, a ja nigdy nie miałam przyjaciół, a jedyne komu się zwierzam to konie, choć i tak nie czuję że mnie jakoś kochają, bo jestem tylko dziewczynką, która raz w tygodniu przychodzi do stajni…

        Odpowiedz
  • asia

    Po tak dlugiej przerwie to ja mogę czytać wpisy na 50 stron :D Fajna ta Baśka ;). A treningi na Donku kiedy zaczynasz???

    Odpowiedz
  • Klaudia

    Ja również – mimo, że jestem stara dupa czekałam na Twój wpis całe wakacje :)
    Twoje testy teraz bardziej przypominają maturkę, więc będziesz miała jakiś przedsmak. Ja pisałamw tym roku i był to najgorszy tydzień w życiu – no może prócz oczekiwania na wyniki ze studiów :D – w każdym bądź razie życzę powodzenia :)
    Kiedy są te zawody w Białym Borze? Mieszkam 200km i o ile dam radę chętnie bym wpadła:>

    Odpowiedz
  • zebrazklasa

    Przepraszam Was bardzo, ale niestety nie zdołałam dzisiaj napisać postu, który zaspokoiłby Wasze potrzeby :( Byłam strasznie zabiegana, a gdy wreszcie usiadłam wieczorem nie mogłam wykrzesać z siebie ani trochę weny twórczej, tak więc obiecuję Wam że jutro napiszę dwa posty (o wakacjach i o moim pierwszym treningu na Donku (!) ) w których będzie duuuuuuuużo zdjęć. Jeszcze raz przepraszam i dobranoc :*

    Odpowiedz
  • Oliwia

    Nareszcie kolejny wpis! Codziennie wchodziłam po kilkanaście razy. A swoją drogą to ci zazdroszczę tego wyjazdu na spływ kajakowy…Też bym chciała, a ta klaczka prze słodka:*
    Ja bym jej nie wygoniła xD

    Odpowiedz

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.