Wakacyjne przygody (część 2)

Zgodnie z obietnicą chcę się z Wami podzielić wrażeniami z tegorocznych wakacji bez koni. Ostatnim punktem moich tegorocznych podbojów wakacyjnych były Węgry, Bułgaria i Rumunia. Dzięki mojemu nauczycielowi od wf-u mogłam pojechać na dwutygodniowy obóz siatkarski do tych właśnie krajów. Muszę przyznać że dzięki niemu, nie miałam nawet czasu na to by tęsknić za końmi :P

Wszystko zaczęło się od całonocnej wyprawy autobusem na Węgry. Gdy przyszłam do autobusu to miałam zamiar siedzieć koło znanych sobie dziewczyn na końcu autobusu. Okazało się jednak, że nie było tam miejsc więc wylądowałam z przodu autobusu sama na dwóch miejscach, co oznaczało całkiem wygodną drzemkę (a one musiały się tam z tyłu się kisić :P): A cała podróż na Węgry trwała koło 15 godzin… Większość osób zajmowała miejsca na podłodze autokaru, żeby się wygodnie wyciągnąć.

IMG_3029

Na Węgrzech pierwsze dwa i pół dnia spędziłyśmy mieszkając w akademiku z całkiem dobrymi warunkami. Jedyny problem jaki mieliśmy (oprócz kolejek do prysznica :D) było to, że do hali sportowej, stołówki i właściwie do wszystkiego miałyśmy mega daleko. Dlatego gdy tylko przyjechałyśmy od razu musiałyśmy z powrotem wychodzić, ponieważ czekały na nas jeszcze 4 mecze tego dnia. Ogólnie grało mi się całkiem dobrze,  szczególnie, że nie robiłam tego od jakiś 8 miesięcy. Nie będę mówić o wynikach meczy, bo nie były zachwycające, „ale przecież siatkówka ma być zabawą” jak to zawsze pocieszał nas trener :P

Drugiego dnia na Węgrzech musiałyśmy zerwać się już o 5.30, żeby zdążyć na kolejny mecz, który był zaplanowany na 7.00.  Jak miło grać na czczo… Jako wynagrodzenie naszych bezowocnych trudów (bo przegrywałyśmy mecze tego dnia) po południu wybrałyśmy się do Aqua Parku. Na początku plan był taki, że zostaniemy tam jakieś 2 godziny, jednak było tak fajnie że wyszłyśmy sześć godzin po wejściu! Jedynym problemem były tłumy ludzi, a raczej dosłownie stada! Sami zobaczcie:

IMG_3027

Zdjęcie niżej akurat było na tak zwanej sztucznej fali. Zwróćcie uwagę na tych ludzi z tyłu, i pomyśleć że oni wszyscy się zmieścili do tego basenu:

IMG_3028

Następnego dnia około 13.00 wyjechaliśmy w długą podróż do miejscowości Primorsko w Bułgarii. Podróż trwała prawie całą dobę i tym razem nie miałam tak wygodnej miejscówy, więc musiałam usadowić się na podłodze. Dobrze Wam radzę, jeżeli kiedykolwiek wybierzecie się w taką długą wycieczkę autokarem – od razu zajmujcie miejsce na ziemi! Jak dobrze było zasnąć kiedy nic ci się nie wbija, nie drętwieje… oczywiście nie może się równać z łóżkiem, ale i tak bosko w porównaniu do spania na siedząco :P

Na Węgrzech miałyśmy 22 zawodniczki które mogły grac w każdym meczu, w Bułgarii jednak były one już podzielone na młodziczki, kadetki i juniorki. Mnie przypadł udział w kadetkach i juniorkach na pozycji środkowej bloku. Co do hotelu, to nie miał on tak dobrych warunków jak węgierski akademik (np. nie miał prysznica), ale za to miał basen (a przy ichniejszej pogodzie jest on wręcz niezbędny) i najlepsze: morze które było jakieś 500 metrów od wejścia!

IMG_3023 IMG_3025 IMG_3026

Ogólnie wyglądało to tak, że codziennie szłyśmy na jakiś mecz (nie tylko żeby grać ale również kibicować), a resztę czasu spedzałyśmy w basenie, morzu, albo grając w karty z Estończykami (długa historia :P). Z morzem był jednak jeden problem – ratownicy. Za każdym razem kiedy był wielkie fale i można było naprawdę się zabawić, wieszali czerwoną flagę i za każdym razem gdy woda oblała cię wyżej niż kolana zaczynali gwizdać i musiałaś wyjść z wody. Dlatego zwykle wychodziłysmy na plażę żeby sie opalać, a prawdziwe kąpanie odbywało się po osiemnastej kiedy ratownicy kończyli pracę. Morze Czerwone ma to do siebie, że jest bardzo ciepłe, do tego nawet o 18.00 w Bułagarii jest ponad 25 stopni, tak więc kąpało się super! Późnymi wieczorami wychodziłyśmy na miasto, żeby na przykład kupić pamiątki dla rodziny. Fajne było to, że akurat wtedy całe miasto jakby ożywało. Zupełnie odwrotnie niż na przykład w Warszawie gdzie o 21.00 wszystko jest zamykane. Bardzo fajne było również to, że nie musiałaś iść do restauracji żeby coś zjeść tylko np. mogłaś sobie zamówić naleśniki z czekoladą i bananem, pizzę, ciasto z budyniem tak po prostu przy staraganie. Mogłabym jeszcze tak długo opowiadać, ale fakt jest taki, że co dobre szybko się kończy i ani sie nie obejrzałam a te 8 dni minęło i już trzeba było wyjeżdżać :(

Ostatnim przystankiem był hotel w Rumuni w którym spędziliśmy noc, ponieważ nasza podróz powrotna trwała ponad dobę, tak więc kierowcy musieli odpocząć. Był to bardzo dobry hotel, z prysznicem w pokoju (!) i pięknymi widokami:

IMG_3030

IMG_3021

Fajne jeszcze było to że prezes klubu zafundował nam kolację (której nie było w planie). Była totalnie pyszna (grilowany kotlet w panierce z serem, frytki, sałatka…. mmmmmmm), szczególnie, że nie było w niej ani ogórków ani pomidorów, które musiałam jeść dosłownie na każdym posiłku w Bułgarii :P Nastęna część podróży minęła szybko. Cały czas grałam w karty z moim trenerem (nauczycielem), prezesem i dziewczynami z mojego pokoju. Do domu dotarłam około 3 rano i pierwsze co zobaczyłam w moim pokoju to przygotowane przez moją mamę książki do szkoły, przez co uświadomiłam sobie, że to już koniec wakacji, pomimo tego że SEKUNDĘ temu był ich początek :)

Aha! I coś o czym zapomniałam napisać! Z Bułgarii przywiozłam brązowy medal, który zdobyłyśmy w kategorii juniorek :) Taka miła pamiątka :)

Komentarze

3

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.