Wesoła historia o zawodach w Sopocie :D

Dzień dobry wszystkim!

Minął już tydzień od naszych pierwszych tegorocznych zawodów w Sopocie, więc jestem Wam winna jakąś relację :) Były one o tyle wyjątkowe, że ja występowałam jedynie w roli luzaka i pomagałam przy przygotowywaniu moich koni dla startującego na nich Alika. Tak jak pisałam w poprzednim wpisie, obydwa konie startowały na niższym poziomie niż skończyły poprzedni sezon głównie ze względu na bezpieczeństwo oraz komfort zarówno konia jak i jeźdźca. I tak przechodząc do sedna…

Następnego dnia po przyjeździe do Sopotu Alik musiał się już zmierzyć z pierwszym czworobokiem na Czarku. Znając tego konia już kupę czasu skorzystaliśmy z naszego sprawdzonego systemu: rano pojeździliśmy go dłużej, ale bez większej presji, tak żeby się po prostu wybiegał, co dawało znaczne większe szanse na spokojnego konia na czworoboku. I udało się! Sama nawet byłam zdziwiona jak grzecznie się Czarosław zachowywał. Niestety film z ujeżdżenia zaginął w akcji na którymś z telefonów, więc muszę trochę o nim opowiedzieć. Ogólny obrazem był całkiem przyjemny, nawet pomimo kilku błędów, które się wkradły. Szczególnie w kłusie było czasami widać lekkie usztywnienie zarówno ze strony jeźdźca jak i konia, ale sama wiem jak trudno jest wysiedzieć w ćwiczebnym na Czarku, więc nie jest to nic dziwnego :P Co prawda Alik nie był zadowolony z przejazdu, ale ja uważam, że jak na pierwszy raz i tak było całkiem przyzwoicie, co ostatecznie potwierdził wynik 31.7 ;)

Następnego dnia przyszedł czas na Szymona, który tak jak na rozprężalni chodził super, prawie w ogóle nie bał się już koni, był rozluźniony i dobrze reagował na pomoce, tak niestety ta dobra passa skończyła się podczas objeżdżania dookoła czworoboku. Sam przejazd był dość nierówny, niektóre elementy były wykonane dobrze, a następnie przychodził moment kiedy to Szymusiowi przepalały się styki w mózgu i nagle na przykład nie chciał przejść do kłusa przez następne 15 metrów. Tak więc ostatecznie trochę szkoda było tych niepotrzebnych błędów, ale jak to mówią pierwsze koty za płoty.

fot. Aleksandra Ziętak <3 Co się nie dojedzie to się dowygląda :P

Przechodząc wreszcie do bardziej interesujących konkurencji :D Patrząc chociażby na ostatni bardzo udany trening krosowy w Baborówku, tak jak się spodziewałam konkurencja terenowa nie sprawiła chłopakom żadnych problemów. W przypadku Czarka nie było się czemu dziwić, takie 2* raczej nie robiły na nim większego wrażenia. W pewnych momentach nawet przypominał mi Sojuza, który dopiero na poziomie około 120 cm zaczynał rzeczywiście przeskakiwać te przeszkody, a nie dosłownie przez nie przełazić :P

Szymuś również bardzo dobrze poradził sobie z pierwszym krosem w tym roku. Muszę przyznać, że przed przejazdem jego i Alika trochę się stresowałam pamiętając jakie numery potrafił odstawiać podczas krosu. Na szczęście moje obawy się nie sprawdziły i obydwoje przejechali linię mety cali i zdrowi, a do tego w na prawdę dobrym stylu :D

Parkoury również pokonane były w dobry stylu z czego wszyscy byliśmy całkiem zadowoleni, nawet biorąc pod uwagę zrzutki, które pojawiły się w obydwu przejazdach. Alik zrobił szczególnie dobrą robotę na Sagenhafcie, który w liniach niestety nie do końca chciał się skracać odpowiadając na delikatne pomoce. Spodziewam się, że gdybym ja siedziała wtedy na tym konia, nasz wynik po skokach zwiększyłby się zapewne o jakieś 16 punktów, tymczasem Alikowi udało się to ograniczyć tylko do jednej przypadkowej zrzutki na ostatniej przeszkodzie :P

fot. Kskal <3

No i na koniec mała relacja z mojej strony ;) Po pierwsze i oczywiste, cudownie było znów przyjechać do Sopotu, ale niestety nawet nie startując, nie chodząc krosów itd. wciąż (i w sumie jak zwykle) było za mało czasu aby rzeczywiście nacieszyć się tym miejscem. Po drugie nawet biorąc pod uwagę fakt, że nie byłam luzakiem w pełnym formacie, ponieważ przez plecy nie mogłam jeszcze nosić ciężkich wiader czy sprzątać boksów, to i tak te zawody dały mi strasznie w kość! Chociażby świadczy o tym fakt, że w niedzielę po przeglądzie MUSIAŁAM położyć się na półtorej godzinki spać, ponieważ byłam dosłownie martwa! No i trzecim wnioskiem jaki wyciągnęłam z tych zawodów jest fakt, że chyba bym zwariowała gdyby nie to, że już z powrotem zaczęłam jeździć. Oczywiście wcześniej też było mi tęskno do siodła, ale podczas tych zawodów to aż mnie nosiło żeby wsiąść :P

Tutaj videorelacja, którą przygotowałam po części z filmów z przejazdów i po części z relacji, które wstawiałam na mojego Instagrama. Mam nadzieję, że będzie się Wam podobał! :D

Oczywiście chciałabym również podziękować wszystkim, którzy trzymali za nas kciuki, komentowali i wspierali podczas tych zawodów <3 Przede wszystkim trenerowi p. Piotrowi Kulikowskiemu tym razem w szczególności za pomoc przy porannych karmieniach :P, mojej Mamie, Cioci i Wujkowi za wsparcie zarówno mentalne jak i finansowe, no i oczywiście również Alikowi, który świetnie spisał się w roli mojego zastępcy :D

No i teraz pozostaje nam tylko zbierać siły i pracować dalej, bo JUŻ ZA DWA I PÓŁ TYGODNIA zawody w Baborówku, w których tym razem również i ja mam zamiar wystartować! :O

Komentarze

4

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.