Witamy w końskim świecie!

Moja pierwsza jazda od półtora miesiąca była zaplanowana na 12.00, ale oczywiście zanim się osiodłało itp. troszkę się schodzi. Tak więc ostatecznie wsiadłam na Donka około 30 min później. Jak zwykle zaczęło się od kłusa i galopu na długiej szyi. Następnie była krótka przerwa a potem zaczęłyśmy prawdziwą pracę jaką? Ujeżdżeniową :) Zaliczały się do niej: łopadki i ustępowania w kłusie i stępie, jak również lotne zmiany nogi i łopatki w galopie. Donkaster ogólnie zachopwywał sie całkiem nie żle, oprócz tego, że troszkę był sztywny na lewą stronę… Jak juz zauważyliście opisuję moją jazdę jakby była ona którąś z kolei w tym tygodniu, jakby po prostu nie było żadnej przerwy. Muszę przyznać, że tak właśnie się czułam! Donek jest na tyle łatwym i bezproblemowym koniem w obsłudze, że nawet nie czułam róznicy, czy miałam przerwę czy nie. Spodziewam się, że gdybym po takiej przerwie wsiadła teraz na Sojuza (o ile byłby formie) to dostałabym taki wycisk, że przez kolejne trzy dni nie mogłabym się ruszać :P

Co do Smoka to nareszcie miałam czas żeby się nim zająć. Podczas zdejmowania koni z padoku, rozmawiałam z Pania Kasią, która powiedziała mi o tak zwanych 7 grach Pata Parelliego. Pewnie wiele z Was słyszało o tej metodzie, ale ja nie miałam o niej pojęcia (jakby ktoś również nie miał pojęcia, niech wejdzie np. na tę stronę: http://parelli.pl.tl/ i tam wejdzie w zakładkę „7 gier”). W każdym razie stwierdziłam, że przez letnią przerwę podczas której stosunkowo rzadko bywałam u Sojuza – on zdecydowanie zdziczał. Stwierdziłam, że fajnie by było sie z nim na przywitanie trochę pobawić w takie gierki :P

Zgodnie z zaleceniami zaczęłam od „zabawy w przyjaźń”. Celem tej gry jest zdobycie zaufania konia, poprzez możliwość dotykania go po całym ciele np. z szeleszczącą torebką w ręku. Dzięki tej grze konie stają się odważniejsze, co Sojuzowi na pewno się przyda (ostatnio przestraszył się motyla :P). Jak się spodziewałam, nie było zbyt dużych problemów z tym by Smok się przyzwyczaił do tej torebki, co prawda drobny problem był z potylicą i uszami, ale jakoś się z tym uporałam :)

Przeszłam do zabawy numer 2 czyli „zabawy w jeża”. Ma ona na celu nauczenie konia ustępować od nacisku co znacznie pomaga w dalszej pracy pod siodłem. Ten ciągły nacisk dłonią jest stosowany w 4 fazach – dotyk sierści, potem skóry, potem mięśni, a na końcu kości. Każda faza jest mocniejsza od poprzedniej i dopiero kiedy koń przynajmniej spróbuje odpowiedzieć, następuje odpuszczenie nacisku. W ten sposób wygoda uczy konia, żeby zrobił właściwą rzecz. Na początku było ciężko, musiałam się mocno nasiłować, żeby Sojuz ustąpił, ale już po kilku próbach chyba zaświeciła mu lampka w główce i wszystko zaczęło stawać się coraz prostsze i prostsze  Oczywiście musiałam dodać coś od siebie, a mianowicie krótkie spacery z rożnymi efektami dźwiękowymi. Co rusz albo tupałam, wyłam albo uderzałam butem o drewnianą ścianę hali. Pierwsze kilka razy Sojuz drgnął a później już nawet nie zwracał uwagi (mam nadzieję że tak mu już zostanie :D). Zabawa tak dobrze nam szła, że mama musiała mi przypomnieć, że muszę też ze Smokiem pospacerować, co oczywiście uczyniłam.

No a teraz jakie mamy plany na najbliższą przyszłość. Dzięki uprzejmości Pani Kasi i Martyny będziemy pracować z Donkiem tej jesieni. Póki co mamy w planach start w Rybniku (ok 15 września), a potem w Białym Borze na Pucharze Polski (6-10 Października). Do tej pory jakoś nie udawało mi się zawitać na Puchar Polski, w tym roku będzie mój pierwszy raz. Szkoda tylko, że mamy tak daleko do Białego Boru (ok 450km!). Tak więc zabieram się do pracy i oczywiście pisania bloga :)

Komentarze

11

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.