Włoska przygoda

Bardzo długo zbierałam się do napisania tego postu, głównie dlatego, że od powrotu z Włoch czekały mnie jeszcze zawody w Baborówku podczas których nie miałam zbytnio czasu na poświęcenie się tak długiemu wpisowi, a potem z powodu zalewu zaległości i aktualności z mojej ukochanej szkoły… Aktualnie obydwa kucyki są poza Gdańskiem, Czarek na wakacjach, a Timi u Janka w stajni, dzięki czemu można powiedzieć, że ja mam przerwę wakacyjną, podczas której de facto całkowicie muszę się poświęcić szkole oraz prawu jazdy (kurs teoretyczny miałam w styczniu :P). Mam nadzieję, że zbytnio nie cierpieliście z powodu opóźnienia w opublikowaniu tego posta, ale sami rozumiecie- klasa maturalna… ;)

Jak każda przygoda, nasza podróż na ME zaczynała się dość nieprzyjemnie, czyli od pakowania się. Muszę przyznać że jeszcze w życiu nie miałam tylu rzeczy do zapakowania! Musiałam się spakować zarówno na Mistrzostwa we Włoszech, czyli letnie ciuchy, klapki, wszystkie kadrowe rzeczy i oczywiście cały zestaw konkursowych ubrań, a także na późniejsze zawody w Baborówku na które jechałam bezpośrednio po powrocie z Włoch, czyli z kolei ciepłe jesienne ubrania, kurtki, kalosze (o których zapomniałam :P) no i kolejny zestaw ciuchów konkursowych. Dodatkowo z rzeczy końskich oprócz wypakowanej po sufit paki na ME, musiałam oddzielnie przygotować rzeczy dla Czarka do Włoch i dla Scottiego do Baborówka, plus derki jesienne, polarowe, padokowe itp. I ponadto mega ogromną ilość paszy (7 worków) i owsa (60kg) na zawody… Szczerze mówiąc nie wiem w jaki sposób zdołałyśmy się z mamą spakować, a co dopiero nie zapomnieć o czymś istotnym (najważniejsze: konie, paszporty i SIODŁA! :P). I w ten sposób wyruszyłyśmy do Jaroszówki :)

14258200_1021315641318276_5903000944228436047_o

 

Misterny plan na to całe przedsięwzięcie wyglądał tak: w drodze do Jaroszówki miałyśmy zostawić jednego konia na tydzień w Golden Dream (pod Łodzią), a z drugim koniem miałyśmy jechać na zgrupowanie do Jaroszówki i na ME. Po powrocie z ME miałyśmy zajechać do Golden Dream i zamienić konie – Czarek miał zostać na odpoczynek, a Scotty miał dalej pojechać do Baborówka na finał Pucharu Polski.

 

14316822_1021407087975798_2520920050420558974_n

 

W Jaroszówce miało się odbyć dwudniowe zgrupowanie organizacyjne, podczas którego przede wszystkim mieliśmy ostatecznie sprawdzić stan zdrowia koni oraz spakować się do kamperów, w których mieliśmy mieszkać przez najbliższe półtora tygodnia (juniorki razem, czyli ja Julka Elzanowska, Milena Jarowicz i już we Włoszech dołączyła do nas Camila Garbien, faceci w drugim czyli Kuba Kreft, Marcel Dul, trener Piotr Kulikowski i doktor Michał Kornaszewki, a w trzecim młode jeźdźczynie Ola Grzybkowska, we Włoszech Ania Bortnik i pani psycholog Marzanna Herzig). Konie miały jechać dużą ciężarówką w której miał też pojechać caly sprzęt, paki, pasze i siano na drogę.

14352486_1774206486192967_6741356769636366354_o

14380085_1774200806193535_6333565201549997811_o

 

Zdecydowanie najwięcej czasu zajął nam ten drugi punkt, czyli pakowanie szczególnie, że musieliśmy również zaopatrzyć się w jedzenie na drogę i na ME ponieważ nie mieliśmy zapewnionych posiłków na miejscu. Szczerze mówiąc porównując do dziewczyn wydawało mi się, że nakupiłyśmy z mamą zdecydowanie najwięcej jedzenia dla mnie. W przyszłości okazało cała zgrzewka mleka się w drodze zepsuła, a to co zostało wykorzystałyśmy jeszcze podczas Pucharu Polski więc wyszło w sumie dobrze. Trzeba przyznać, że byłam bardzo dumna z naszej współpracy i zorganizowania w kamperze juniorek, bo uwinęłyśmy się stosunkowo szybko z pakowaniem i organizacją kampera, a do tego zagospodarowałyśmy przestrzeń bardzo przemyślnie, tak że nawet mimo ogromnej ilości rzeczy udało się zachować porządek ;)

 

14352123_1774759729470976_4897788671296775113_o

 

W bagażniku jednego z kamperów trzeba było pomieścić między innymi duże drewniane ławy do obozu polskiego teamu we Włoszech, krzesła, stoły, namioty, grile etc etc

 

14379652_1774759606137655_1955567822107633585_o

14352356_1774759559470993_3420844553305689824_o

14352085_1774759486137667_6429315127790385495_o

14324244_1774759406137675_3107747485803384121_o

 

Wszyscy byliśmy bardzo podekscytowani wyprawą (może oprócz kierowców :P) W sobotę wyjazd był zaplanowany na godzinę 4.00 rano, ale niestety jak się okazało nie pojechaliśmy w pełnym składzie. W piątek po południu podczas ostatniego przeglądu koni okazało się że Al Gierek nie może jechać na ME :(. Nie było to nic poważnego, prawdopodobnie po prostu przeciążenie, ale nie można było ryzykować zdrowia konia. Ogromny pech, wszyscy bardzo współczuliśmy Marcelowi, ale nic nie dało się zrobić, pozostawała jedynie decyzja czy sam Marcel chce pojechać z nami, w tym przypadku tylko na wakacje jako, że wszystko było już przygotowane i zapłacone również za niego. Koń miał pozostać pod dobrą opieka jego trenera. Na szczęście Marcel postanowił zabrać się z nami :) Miało to również swoje plusy, bo oprócz świetnej przygody, przyznał potem, że po napatrzeniu się na nas jeżdżących kiedy to on nie miał takiej możliwości, mega zatęsknił za jazdą i wrócił z jeszcze większym zapałem do pracy ;)

W sobotę rano udało się w miarę w czasie nakarmić i zapakować konie, tak więc wyruszyliśmy!

14572580_925206330917049_1276400825_o

14311455_1774759666137649_8547800487905375038_o

14305444_1774759826137633_1021702458220255960_o

14352312_1774759986137617_6830381635238229476_o

14324218_1774760042804278_994923427378681114_o

14305370_1774760139470935_4349263418343069789_o

14352575_1774760129470936_1824203688784091097_o

14600645_925206360917046_799769205_o

 

Podróż miała nam zająć dwa pełne dni, a postój na noc zaplanowany był w Monachium w Niemczech. O dziwo droga nie dłużyła się wcale tak jak można by się tego spodziewać, ja prawie cały czas spędziłam z przodu na siedzeniu pasażera, a dziewczyny ułożyły się z tyłu głównie śpiąc, albo udając że się uczą :P

Ja na początku również próbowałam się uczyć, miałam nawet zaplanowane ile powinnam nadrobić, ale wkrótce stwierdziłam, że nie będę marnować takiego wyjazdu na naukę (i bardzo dobrze!), a gdy dopadały mnie jakieś wyrzuty sumienia mówiłam sobie, że za granicą i tak nie będę miała internetu, więc nie dowiem się co robili przez ten czas w szkole :P I tak w sumie nie miałam jak się uczyć, bo albo gadałam z dziewczynami, z panem Piotrem, który osobiście postanowił mieć na nas oko, albo była przerwa, karmienie koni, a w międzyczasie mieliśmy wyścigi kamperów w pogoni za koniowozem, albo zabawę w chowanego gdy pojechał złą drogą :P. A dodatkowo gdy już wjechaliśmy do Włoch nie mogłam oderwać wzroku od oszałamiających górskich krajobrazów <3

 

14364795_1775034899443459_4798484436926668639_n

14572472_10207221892889984_1307673827_o

14647299_925206714250344_813278908_o

14646755_925206734250342_1912022001_o

14632635_925206730917009_13092217_o

14274303_925206744250341_1736898091_o

14572507_925206747583674_1594507023_o

 

Wszystko ładnie, pięknie, ale oczywiście jak to nasze polskie szczęście gdy tylko dojechaliśmy na miejsce i zaczęliśmy się rozpakowywać rozpętała się ogromna ulewa (a ja oczywiście nie wzięłam kaloszy! :P), która oprócz naszego całkowitego przemoknięcia i przemarznięcia skończyła się również podtopieniem boksów w stajniach, przez co nie dość że konie musiały stać w kałużach to musieliśmy też zrezygnować z rozpakowywania rzeczy. Na szczęście następnego dnia nie mieliśmy nic lepszego do roboty niż właśnie rozpakowywanie, organizowanie i rozmieszczenia rzeczy oraz ogarnianie naszego obozowiska, bo konie po podróży miały jedynie wyjść na spacer i trawkę.

 

img_9054

 

Następne dwa dni oprócz codziennych treningów, głównie spędziliśmy na tzw. integracji (szczególnie z Camilą którą poznaliśmy dopiero już w Montelibretti), zwiedzaniu okolic, cieszeniu się słoneczną pogodą oraz leniuchowaniu.

14646838_925206774250338_1933028161_o

14599646_925206767583672_356487368_o

14585797_925206764250339_1893424518_o

14628126_10207221893169991_738902906_n

 

Mieliśmy też co zwiedzać w samym ośrodku w Montelibretti ponieważ jest on bardzo duży, a z resztą tez bardzo ładny. Montelibretti to ośrodek jeździecki należący do wojska. Dlatego przez całe zawody byliśmy obsługiwani przez wojskowych którzy jeździli np w busach jako kierowcy (bo doległości od parkingu do miejsca rozgrywania konkursów były spore) i ogólnie stanowili obsługę techniczną, pilnowali koni etc.

 

W Montelibretti jest mnóstwo zieleni, wzdłuż drogi wjazdowej ciągnie się łąka przystosowana do jeżdżenia. Stoi na niej jeden czworobok treningowy i dalej dwa kolejne konkursowe, oraz postawione są również przeszkody crossowe w tym również mały kompleks wodny. Cała arena treningowa połączona jest z dwoma placami piaszczystymi, a po drugiej stronie od nich znajduje się główna trawiasta arena z widowniami na której odbywały się konkursy. Za arenami znajduje się część stajenna, wybieg z czarnego żwirku na przegląd weterynaryjny oraz kampery z prysznicami. Dla koni zbudowano cztery rzędy drewnianych stajni z zadaszeniem (co uratowało nam skórę podczas ulewy :P). Stajnie były bardzo fajnie zrobione bo sufit nad korytarzem był oddzielony od tego nad boksami, dzięki czemu w dzień ciepłe powietrze ulatywało i nie było tak gorąco. Za stajniami znajdował się ogromny parking dla samochodów i ciężarówek i tam właśnie znajdowały się kampusy większości narodów, w tym nasz :) I wreszcie obok parkingu zaczynało się ogromne pole płaskie na początku, a dalej z niewielkimi pagórkami, na którym stał cross (nie mogliśmy się doczekać aby zobaczyć go w całości!).

 

img_9056

 

Dwa dni przed rozpoczęciem zawodów dowiedzieliśmy się w jakiej kolejności mamy stratować i ja miałam jechać jako trzecia czyli ujeżdżenie miałam mieć w piątek rano, bo dla tych co nie wiedzą ujeżdżenie na ME zajmuje całe dwa dni. W czwartek startuje dwoje z drużyny i w piątek kolejna dwójka. Bardzo ucieszyłam się z powodu startu w piątek ponieważ w takim wypadku mogłam jeszcze mieć w czwartek dodatkowy trening ujeżdżeniowy z p. Gosią.

Rozpoczęcie zawodów odbywało się w środę po południu, a jeszcze przed nim zaplanowany był przegląd koni, podczas którego zorganizowany został konkurs na najładniej przygotowanego konia. Mogło by się wydawać, że była to motywująca wiadomość, ale gdy zobaczyłam jak Camila szykuje swojego konia na przegląd to już wiedziałam, że z nią nie wygram, a co dopiero z resztą Brytyjczyków czy Francuzami… :P Postanowiłam więc wyglądać przyzwoicie i tak też zaprezentował się Czaruś, dzięki czemu bez problemu przeszłam przegląd, jak z resztą cała polska ekipa ;)

 

img_7790

img_7796-2

 

Ceremonia otwarcia zrobiła na mnie ogromne wrażenie, była bardzo dobrze zorganizowana, zapewnione zostały specjalne atrakcje jak lądujący obok nas spadochroniarze, orkiestra konna, a przede wszystkim nie dłużyła się nam nawet pomimo faktu, że większość przemówień było po włosku, więc prawie nic nie rozumieliśmy :P Po jej zakończeniu oprócz tysiąca zdjęć z całą ferajną zaplanowane było cocktail party niedaleko ośrodka w pięknym, starym pałacu, gdzie zostaliśmy poczęstowani szampanem, winami i (co najbardziej mnie interesowało) bardzo dobrym jedzeniem ;). Dla chętnych poniżej 40to minutowy film z rozpoczęcia ME, na początku na widowni widać polski team rodziców.

 

img_7998

img_8148

img_8203

img_8286

img_8367

img_8395

img_8447

img_8585

 

Następnego dnia zaczynały się już konkursy! Na pierwszy ogień poszła Milena, Camila i Kubuś, który z resztą zrobił najlepszy czworobok z drużyny Młodych Jeźdźców :) Ja na szczęście nie musiałam się jeszcze stresować i spokojnie mogłam kibicować drużynie, a w międzyczasie siedzieć z p. Gosią na trybunach i obgadywać przejazdy, co uwielbiam z Nią robić :)

img_9467

 

Około godziny 11.00 miałam zaplanowany ujeżdżeniowy trening, jako że była to godzina podobna do tej o której stratowałam następnego dnia. Trzeba przyznać, że mając w pamięci poprzedni dość nieudany trening, byłam bardzo zaskoczona i zachwycona bo kucyk chodził genialnie. Bardzo możliwe, że jazda skokowa z Jankiem poprzedniego dnia sprawiła że Czaruś trochę odpuścił psychicznie (bo rzeczywiście podczas skoków wydawał się jakoś chętniejszy do życia :P), ale po prostu był mega rozluźniony, a jednocześnie super pracował zadem i świetnie reagował na pomoce. Jak to mówi pani Gosia chodził miodzio!

 

img_7356-2

 

Jedyne co to wydawało się że był trochę zmęczony, bardzo możliwe że stłumił go trochę uspokajacz, który zaczęłam mu podawać kilka dni wcześniej, a tez na pewno temperatura go przybiła bo już po 20 min treningu był cały zlany potem. W związku z tym postanowiłam, że zrobię podobnie jak podczas Mistrzostw Ujeżdżeniowych, że po prostu dam mu większe porcje żarcia i trochę mniej uspokajacza żeby następnego dnia miał więcej energii, ale nadal był skupiony na mnie. I niestety najwyraźniej przegięłam…

W piątek mój start wyznaczony był na chwilę przed 12.00, czyli idealnie bo dało się spokojnie przygotować, słońce było już na tyle wysoko że cały plac konkursowy był oświetlony, a dodatkowo nie miało być jeszcze tak gorąco ale zarazem już na tyle alby Czaruś to odczuł. Tak pierwsze punkty się zgadzały tak niestety temperatura tego dnia okazała się o wiele niższa niż zakładałam a do tego słońce schowało się za chmurami, co bynajmniej nie pomogło mi w opanowaniu nadmiaru energii Chenaro, którą poczułam od momentu gdy zaczęłam się rozprężać. Tak jak to później analizowałam z p. Gosią, trzeba było wtedy wziąć go po prostu przegalopować kilka minut aby stracił parę, ale za zbyt mocno miałyśmy w pamięci obraz z poprzedniego dnia, kiedy to był mega do pchania przez co tez się gorzej prezentował. Nasze rozprężenie wyglądało zupełnie inaczej niż pierwotnie zamierzałyśmy, bo prawie przez cały czas byłam zmuszona galopować i nawet pod koniec wydawało się że już Czaruś się trochę ogarnął… Ale niestety gdy tylko wjechałam na arenę znów poczułam jak staje się tykającą bombą. Objechałam raz czworobok oczywiście z podgalopowaniem przy lewym rogu, dostałam dzwonek ale stwierdziłam że muszę objechać jeszcze raz tyle że tym razem zamknąć konia całkowicie na pomocach i jak najbardziej skupić na sobie. Nie było to jednak zbyt łatwe, bo Czarka interesowało dosłownie wszystko tylko nie ja i gdy po kolejnej wolcie z kolejnym podgalopowaniem wjeżdżałam na czworobok, wiedziałam już że będzie to katastrofa. Niestety w niektórych sytuacjach nie można już liczyć na zrobienie jak najlepszego przejazdu, na pokazanie swoich możliwości w pełnej skali, bo jest to po prostu niemożliwe. Czasami trzeba ograniczyć się zaledwie do ratowania elementów które jeszcze się da, do jak najmniejszego schrzanienia figury, a nawet czasami tylko do samego przetrwania czworoboku.

W naszym przypadku na pewno sytuacja nie była przyjemna, Czarek nie dość że był cały usztywniony i napięty, czekający wręcz na pretekst do odpału to jeszcze gdy już je robił skutkowało zwykle schrzaniona całą figurą, jak w przypadku kontrgalopu podczas którego zmienił nogę. I co z tego, że ostatecznie nie zostaliśmy ocenieni najgorzej bo na 54pkt, jak było nas stać na wynik 10 punktów mniejszy! Po zjechaniu z czworoboku jeszcze w życiu nie byłam tak zła na tego konia, chociaż zdawałam sobie sprawę że to ja ponoszę za to odpowiedzialność. Szczególnie mnie to bolało bo przecież na MPJ w ujeżdżeniu było tak świetnie, wszyscy mieli ogromne oczekiwania, z resztą włącznie ze mną, a tu kolejna klapa… Po raz kolejny chciałam pokazać na co nas stać albo chociaż zaprezentować się na naszym poziomie nawet jeśli wdarłyby się jakieś błędy, ale przynajmniej mogłabym próbować pojechać jak najlepiej, a nie znowu tylko przetrwać… Długo zajęło mi zanim pogodziłam się z tą sytuacją, ale nie miałam wyjścia, czasu odwrócić się nie dało, a ja następnego dnia musiałam się zmierzyć z crossem… Film z całości ME znajdziecie na końcu tego wpisu.

img_9133

img_9155-2

img_9207

 

 

Cross oczywiście obeszłam pięć razy, zaczynając od pierwszego dnia pobytu. Osobiście wydaje mi się ze był on trochę łatwiejszy niż poprzedniego troku w Białym Borze, ale z tego co rozmawiałam z ludźmi zdania były podzielone. Co pewne – wyglądał on bardzo ładnie, wszystkie przeszkody były dopracowane, kolorowe i ślicznie ozdobione. Co do bardziej technicznych kwestii większość trasy znajdowała się na terenie płaskim, bo jak wiadomo było znacznie mniej męczące dla koni, ale za to ogromna większość przeszkód była zadaniami na równowagę, bo ciągle zdarzały się jakieś małe góreczki, dołki, przejazdy przez strumyczki, co znacznie podwyższało ich trudność techniczną. Rzeczą, która mi się osobiście bardzo podobało była spójność tego crossu. Przeszkody były bardzo równomiernie rozłożone, nie było tam co prawda zbyt dużo kombinacji, ale za to przeszkody same w sobie stały dość masywne, dzięki czemu miało się wrażenie zachowania podobnej skali trudności przez całą trasę. Wszystkie kombinacje postawione były bardzo fair i większość z nich zyskiwała na trudności nie przez charakter samej przeszkody, ale głównie przez świetne wykorzystanie terenu. Osobiście czułam się całkiem pewnie odnośnie tego crossu, co prawda trochę obawiałam się o wytrzymałość Czarka, ale przygotowywałam go całkiem solidnie, a patrząc na stan energetyczny podczas czworoboku zapowiadało się dobrze. Też zauważyłam że w porównaniu do poprzedniego roku kiedy to cross podczas ME był dla mnie mega przerażający zarówno ze względu na trudność kombinacji jak i wielkość przeszkód, tak tutaj nawet pierwsze przejście nie zrobiło na mnie tak dużego wrażenia, co tym bardziej upewniło mnie, że jestem dobrze przygotowana :) Jeśli ktoś ma ochotę wirtualnie przejechać ten cross to poniższy film w całości go pokazuje:

img_7857-2

img_7877-2

img_7914-2

 

W sobotę startowałam po raz kolejny jako trzecia z drużyny i wypadało to chwilę przed 13.00. Tak jak podczas przygotowywania się jeszcze stres mnie nie dopadał, tak poczułam go gdy już wsiadłam na konia.

img_9668

img_9699

img_9716

 

Wydawało się że byłam jakoś trochę otumaniona, przez co też na początku nie najlepiej mi się skakało, bo albo nie pasował odskok albo wychodziłam za bardzo z ciałem. Miało to też swoje dobre strony bo zdałam sobie sprawę że podczas przejazdu będę musiała zwracać bardzo dużą uwagę na moją równowagę i pozycję ciała. pierwsze 25 min spędziliśmy na rozprężalni na łące przy czworobokach, a na ostatnie 15 min przeszliśmy na inną, mniejszą z czterema przeszkodami tuz przy crossie. Pod koniec byłam już dość mocno zestresowana, ale jak zawsze gdy wygalopowaliśmy ze startboxu ( i też jak zawsze nie pasowało mi do pierwszej przeszkody) cały stres minął i zostałam tylko ja, Czarek, trasa przed nami i moje myśli… Zdecydowanie mogę stwierdzić że był to jeden z najlepszych crossów w moim życiu jak nie najlepszy, a co pewne Chenaro jeszcze nigdy nie spisał się tak genialnie jak wtedy!!!

Świetnie reagował na moje pomoce, na ciało, głos, potrafił też przejąć inicjatywę np. tak jak przy ostatniej kombinacji i ostatniej przeszkodzie, a przede wszystkim też sam myślał i reagował co było szczególnie pomocne w kombinacjach z górkami pomiędzy, no i oczywiście jak galopował… Ja sama przede wszystkim starałam się jechać z głową, myśleć pomiędzy przeszkodami i kontrolować swoje ciało. Do pierwszej kombinacji wodnej zajęło mi ogarnianie się psychiczne, co np. było widać po moim nie najlepszym zachowaniu właśnie na pierwszej przeszkodzie tej kombinacji (na filmie to te biało niebieskie przeszkody pod koniec) kiedy to zdecydowanie za bardzo się położyłam, odskok wyszedł za blisko i ogólnie całą sytuację uratował koń, ale to już mnie trochę otrzeźwiło i dalej było super!

Dodatkowo podczas całego przejazdu miałam czas pod kontrolą, zgodnie z planem udało mi się wypracować 20 sekundowy zapas przy przedostatniej kombinacji dzięki czemu mogłam końcówkę przejechać już spokojnie. Czysto w czasie i tak trzymać!!! Mega byłam szczęśliwa i dumna z Czarka, szczególnie że ogólnie całej naszej drużynie poszło całkiem dobrze co zaowocowało w wskoczeniu na 6 pozycję w klasyfikacji druzynowej :) Tylko Milence przytrafił się jeden błąd, a Julka prawdopodobnie z powodu długiej przerwy spowodowanej brakiem wody przed jej przejazdem miała spóźnienie, ale i tak ogólnie uważam to za ogromny sukces :D

 

14480606_1597559470549694_3974248529762604761_o

14480490_1597559550549686_8973895861870371465_o

14480594_1597559527216355_6511815457202430156_o

img_9792

img_9796

img_9907

Oczywiście po crossie należała się Czarkowi nagroda w postaci tego co lubi najbardziej – porządnego drapanka!

 

Ogólnie o dziwo na crossie było bardzo dużo eliminacji bo prawie 20 np. cała drużyna rosyjska została wyeliminowana, ale za to jeśli ludzie przejeżdżali na czysto przeszkody to raczej rzadko mieli problemy z czasem. Co trzeba podkreślić po raz kolejny organizacja była na bardzo wysokim poziomie (oprócz wpadki z brakiem wody i zatrzymaniem startów), bo np. przy dość poważnym wypadku jednego z włoskich zawodników kiedy to koń miał złamanie nogi, bardzo sprawnie podjęli działanie i w przeciągu mniej niż 30 min koń był w drodze do szpitala. Odnośnie Młodych Jeźdźców, to po raz kolejny Kubuś zasłużył na miano bohatera, bo jako jedyny przejechał wszystkie przeszkody i kombinacje bez problemów, co prawda ze spóźnieniem, ale i tak ogromny sukces i szacun! :*

Następnego dnia miał się odbyć przegląd i parkour do których zawczasu ciężko jest się przygotować, a więc nie pozostawało nam nic innego do robienia jak świętować, a wieczorna impreza z DJem była idealna okazją. Oczywiście nie będę szczegółowo relacjonować co tam się działo, ale mogę powiedzieć, że zabawa była świetna! :D

Niedziela zaczęła się po dość krótkiej drzemce.Trzeba było znów zwlec się z łóżka i w mega ekspresowym tempie przygotować do drugiego przeglądu weterynaryjnego. Na szczęście mogłam liczyć na pomoc ze strony rodziny, bo inaczej na prawdę nie dałabym rady :P Podczas przeglądu nie było żadnych problemów, tak więc mogliśmy spokojnie wrócić do kamperów na śniadanko, a następne zacząć się przygotowywać do ostatniej próby skoków.

 

img_0393

 

Po obejrzeniu parkouru miałam odczucie jakby stał on dość niski, ale za to było dużo kombinacji po łuku, różnokolorowe przeszkody i potrójny szereg, który jednak zawsze robi wrażenie. Tym razem jednak jechaliśmy w kolejności odwrotnej do zajmowanych miejsc tak więc startowałam jako około 25 od końca. Na początku rozprężaliśmy się na piaszczystym placu , a na kilka końcowych skoków przechodziliśmy na trawę. Muszę przyznać, że zaczynałam już się denerwować faktem, że przy małych skokach rozprężeniowych nie widziałam żadnych odległości. Nie wiem czy to wynikało z podświadomego stresu, czy może z niewyspania, ale na szczęście nie pozwoliłam się zawładnąć złymi myślom, dzięki czemu z czasem kryzys minął i wzrok wrócił.

Kucyk ogólnie skakał bardzo dobrze, chociaż czuć było że cross poprzedniego dnia dał mu nieźle w kość. Po wjeździe na parkour myślałam tylko o kolejności przeszkód i równym rytmie galopu, co w większości przypadków ułatwiło mi znalezienie dobrego punktu odbicia. Jedynie przy pojedynczej stacjonacie z rowem mi nie pasowało. Starałam się zareagować w ostatniej chwili lecz i tak odskok nie był najlepszy, ale kucykowi udało się wyratować z opresji. I tak skończyłam zawody całkiem przyzwoitym parkourem, z nie najgorszym wynikiem 58 pkt (choć oczywiście mogło być lepiej), zajmując tym samym 24 indywidualną lokatę (najlepszą z polskich juniorów), a teamowo 6 miejsce :)

 

 

 

Gdy nasz pobyt w Montelibretti, uczestnictwo i przeżywanie tej wyjątkowej imprezy chyliło się ku końcowi, jeszcze wtedy nie wiedziałam jak ogromnie będę tęsknic za tym miejscem. Podsumowując za największy sukces zdecydowaniu uważam nasz przejazd na crossie, w którym nareszcie mogliśmy z Czarusiem pokazać na co nas stać, po prostu byliśmy w naszym żywiole! :D Ogromnie będę tęsknic za tą przygodą, zarówno za samymi zawodami, jak i za atmosferą, poznanymi ludźmi… i jak teraz patrzę za okno to też za pogodą :P Oczywiście chciałabym też ogromnie podziękować osobom, które bardzo pomogły mi przygotować się do tych zawodów. Pani Gosi Hałeła-Pawłowskiej i Jankowi Kamińskiemu, oraz przede wszystkim ludziom bez którym nie miałabym nawet szansy myśleć o występie na ME, czyli mojej rodzinie, a w szczególności mojej mamie, cioci i wujkowi – Marzenie i Calvinowi Walden i ich wielkiemu wsparciu i pomocy. No i oczywiście wszystkim wspierającym, trzymającym kciuki za mnie oraz całej ekipie z którą miałam przyjemność przeżywać tą wspaniałą przygodę. Do następnego roku w Irlandii! :D

 

img_8614-3

 

Komentarze

26

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.