Wszystko o Sagenhafcie

Dzień dobry wszystkim! Czy wiecie, że już za mniej niż dwa tygodnie zaczyna się mój sezon?! Tą myślą żyję przez jakiś ostatni miesiąc i muszę szczerze przyznać, że chyba jeszcze nigdy tak bardzo nie wyczekiwałam zawodów jak teraz! Szczególnie, że w porównaniu z moim codziennym życiem, w którym zalewają mnie rutynne obowiązki związane z pracą i szkołą, co sprawia że nie jestem w stanie odróżnić od siebie kolejnych dni, będzie to naprawdę ogromny przełom. Co do Czarka to na pewno ekscytujące są nowe wyzwania i cele takie jak np. CIC 3* w Sopocie już pod koniec kwietnia, ale odnośnie pierwszych zawodów w Strzegomiu zdecydowanie najbardziej ciekawa jestem Sagenhafta…

Nasza wspólna droga jest co prawda dość krótka, ale to z czym podczas niej musieliśmy się zmierzyć i przepracować zdecydowanie wybiega poza zwykłe oczekiwania. Dlatego wciąż nie mogę uwierzyć, że teraz jestem w stanie mieć normalny trening crossowy na dworze, podczas gdy jeszcze trzy miesiące temu nie byłam w stanie na tego konia wsiąść… Do tej pory praca z Sagenhaftem głównie skupiała się na wyciszaniu  zwierzaka i zdobywaniu zaufania do mnie, jako że na początku, jak to zdarza mi się powiedzieć, Shaggi przytłoczony był życiem, czyli nowym miejscem, nowym jeźdźcem itd. na co reagował dosłownie paniką. I tak jak zapewne pamiętacie, z Czarkiem również pojawiały się problemy w stylu braku kontroli lub też upadków, jednak różnica była taka że w tych sytuacjach przynajmniej koń wiedział doskonale co robi i nawet gdy dla mnie kończyło się to upadkiem dla niego w większość przypadków była to jedynie zabawa. W przypadku Sagenhafta niestety sytuacja była znacznie bardziej niebezpieczna, ponieważ gdy wpadał w panikę i zaczynał zwiewać, zwykle nie do końca wiadomo dlaczego, on sam nie miał nad sobą kontroli a co dopiero ja… Z drugiej jednak strony gdy ma się konia, który z pozoru jest strachliwy i nadwrażliwy na wszystkie bodźce przez co jeżdżąc na nim człowiek musi się ogromnie kontrolować, a w czasie okazuje się cudownym i oddanym zwierzakiem, to po pierwsze można, a wręcz jest się zmuszonym do nauki, a po drugie zyskuje się wielką sympatię i więź <3

Dopiero jakieś dwa tygodnie temu doszliśmy do momenty gdy mogłam zacząć pracować nad techniką zarówno odnośnie skoków jak i ujeżdżenia. Wtedy dopiero zabrałam się za podstawowe sprawy jak odpowiednia reakcja na dosiad czy łydkę, na jakość przejść czy prawidłowy rysunek serpentyn. W sumie ostatni filmik na fb z pracy ujeżdżeniowej był chyba moim 5 prawdziwym treningiem skupiającym się na elementach z czworoboku, podczas którego np. pierwszy raz wprowadziłam element zatrzymania z kłusa :P Z kolei odnośnie skoków to miałam łącznie dokładnie 6 treningów z czego trzy na przeszkodach kolorowych i trzy z crossówkami. Oczywiście na początku zaczęliśmy od pracy na dużej hali, którą Szymek znał już bardzo dobrze i czuł się na niej dość bezpiecznie (choć nie zawsze :P), no a ostatni trening na dworze był zdecydowanym przełomem, bo choć wcześniej już próbowałam pracować na placu zewnętrznym to nigdy z prawdziwymi skokami…

Tak więc po tym, jak zawsze ze mną, króciutkim wstępie możemy przejść do rzeczywistego omówienia ostatniego treningu :P

Wraz z p. Jakobsem mieliśmy w głowach pewien plan treningu, jako że wspominałam mu że w Strzegomiu klasa P skupia się bardziej na technicznych kombinacjach niż wysokości. Dlatego podczas naszej jazdy mieliśmy poskakać dużo rzeczy po łukach i po skosie, ale oczywiście z Shaggim nigdy nic nie wiadomo… Okazało się jednak, że kucyk zachowywał się świetnie, tak więc po mojej rozgrzewce przeszliśmy od razu do skakania malutkiej stacjonaty, a następnie całych parkourów.

Ogólnie gdy Shaggi jest rozluźniony to jeździ się na nim bardzo przyjemnie, jednak w przypadku skoków to czasami przed przeszkodami zdarza mu się przyspieszać i w tych momentach przestawać reagować na dosiad czy półparady przez co dość ciężko jest z powrotem zwrócić na siebie jego uwagę. I teraz moim zadaniem jest przede wszystkim nie zawieszanie na wodzy, ponieważ gdy on nie reaguje i zaczyna przyspieszać niestety moim odruchem zamiast, krótkich półparad w stylu “Halo! Ja tutaj jestem i czegoś od Ciebie chcę” zaczyna się ciągnięcie, na co on odpowiada zaparciem się i tak dalej… Dodatkową sprawą jest to, że w zakrętach mając świadomość, że on prawdopodobnie za chwilę będzie za bardzo do przodu czasami zaczynam się czaić albo bardziej go skracać, przez co de facto w ostatecznym rozrachunku on jeszcze bardziej się nakręca. No i oczywiście najważniejsze, czyli pozostawać luźną w ciele, bo kucyk bardzo nie lubi jak się na nim zakleszczam (ale to już względnie opanowałam, jako że nie jeden raz musiałam się już rozluźnić podczas dzikiego galopu bez kontroli, żeby się w ogóle zatrzymać :P).

Tak więc tak jak chcieliśmy, głównie skupiliśmy się na liniach po łuku, włączając w nie również przeszkody techniczne jak np. ten mały wąski froncik. Oczywiście nie mówię, że trening był idealny zarówno z mojej strony jak z Szymona, ale jak na pierwszy na dworze, podczas którego i tak przeszliśmy szybko do kombinacji, które skakałam wcześniej z Czarkiem, uważam za bardzo udany. Tutaj muszę dodać, że wszystkie nieodpowiednie dystanse do przeszkód były oczywiście przeze mnie zamierzone, niech chłopak rozwija swoją piątą nogę :P Czasami jeszcze pojawia się problem, z jego zachowaniem po przeszkodzie, szczególnie gdy właśnie nie pasuje odskok, gdy zaczyna ze mną trochę lecieć… Ale mamy jeszcze przecież 11 dni do wyjazdu, to jeszcze zdążymy to przepracować ;P

Miłego oglądania! Dajcie znać czy się podobało ;)

Komentarze

20

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.