Zbieranie formy

Wczoraj ponownie urządziliśmy sobie treningi w postaci przygotowawczych zawodów stajennych, tyle że tym razem z większym rozmachem. Pan Łukasz razem z Aleksandrą Lusiną ustawili parkur złożony z około 13 przeszkód (dobrze, że miałam dużo czasu na jego zapamiętanie :P) i ogłoszono go jako parkur otwarty, tak więc każdy kto chciał mógł umówić się na daną godzinę i sobie na nim poćwiczyć. Mnie Trenejro ustalił na godzinę 19.45, a Sojuza miałam wziąć na koniec ponieważ miałam na nim poskakać największe przeszkody (czułam się zaszczycona :P).

Prze wyjściem z Rudym miałam dość sporo czasu tak więc na spokojnie mogłam przygotować oba konie do jazdy tak aby w jak najkrótszym czasie je przesiodłać. Podczas obrabiania Rudziocha zauważyłam dużą poprawę w jego zachowaniu- wcześniej wydawał się jakby osowiały, przytłoczony, może trochę przygnębiony, tymczasem teraz zrobił się żywszy i zaczął się do mnie przytulać :D Pewnie uwierzyłabym w to, że mnie pokochał gdyby nie fakt, że ostatnio udało mi się w końcu kupić końskie cukierki i marchewkę, których zaczęłam często używać… jak się nie wie o co chodzi, to chodzi o jedzenie :P

Po dość długiej rozgrzewce wpuszczono mnie na dużą halę gdzie stał parkur. Zaczęłam skakać przez małą stacjonatkę a następnie okserek. Podczas mojego skakania pojedynczych przeszkód kątem oka cały czas widziałam jak pan Łukasz podwyższa po kolei każdą prawie przeszkodę. Muszę przyznać, że już na pierwszym skoku nie układałam się najlepiej, dlatego nie chciałam nawet myśleć co będzie przy wyższych. Ogólnie mój przejazd wyglądał całkiem przyzwoicie (oprócz rzucania się po siodle- przynajmniej w moim odczuciu, bo na filmie nie wygląda to tak dramatycznie jak się czuło). Kłopoty zaczęły się gdy Trenejro powiedział żebym poprawiła ostatnią linię złożoną z dwóch okserów i stacjonaty. Niestety jak to zwykle bywa im bardziej ci zależy tym gorzej wychodzi, i tak właśnie było ze mną. Największe wyrzuty sumienia mam za ten skok rozpaczy, którego musiał doświadczyć Chenaro przez to, że nie skróciłam go w linii—> zrobiło się ni blisko ni daleko, więc wybraliśmy trzecią opcję- wjechanie w środek, a raczej staranowanie :(

Pierwsze co Smok zrobił gdy wszedł na hale była to panika ponieważ stały przed nim przeszkody parkurowe, których przecież nie widział już bardzo długo, co była najwyraźniej wystarczającym pretekstem by od każdej odskakiwać. Ach, te konie wkkw-oskie… :P Jednak na szczęście przynajmniej na nim uratowałam swój honor :) Co prawda pierwsze dwa pojedyncze skoki były lekką masakrą, wtedy poczułam jak zupełnie inaczej te dwa konie skaczą. Po prostu moje ciało samo ułożyło się jak do skoku na Rudym podczas gdy: niespodzianka (!), a pode mną Sojuzik :P Muszę Wam powiedzieć, że podczas ostatnich jazd Smoczek poczynił mega postępy. Tak jak wcześniej na treningu skokowym pisałam, że widziałam jego nogi nad łopatkami jak teraz podczas skoku czułam jakby jego szyja wyginała się w koło- chłopaczek się super stara :)

Jestem ciekawa co się wydarzy na zawodach w weekend…

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.