Zew natury

Wczorajszy trening nie był zbyt interesujący. Było to ujeżdżenie z panią Ewą. Robiłyśmy to co zwykle, tyle że wychodziło znacznie lepiej. Po pewnym ćwiczeniu, które polegało na robieniu ósemki z dziesięcio-metrowych kółek w stępie, kłusie i galopie, Sojuz się rozluźnił i podstawił. Za to dzisiaj było o wiele ciekawiej…

Przez to, że w nocy padało, ujeżdżalnia na dworze była mokra, więc miałam trening w hali. Od początku zauważyłam że Smok ma dużo energii. W stajni strasznie się wiercił, a gdy na niego wsiadłam to miał jakiegoś dziwnego spida w stępie, tak więc powiedziałam do pani Ewa (tak żartem) że możemy dzisiaj więcej popracować bo Sojuz ma dużo energii. I to był mój błąd…

Zaczęłyśmy od różnego rodzaju przejść w obie strony. Niestety z moją kondycją nie jest najlepiej, tak więc kłus ćwiczebny mnie znokautował. Niestety najgorsze miało dopiero nadejść, a mianowicie galop. Pomimo rzekomej energii Sojuza, nie chciał od samodzielnie trzymać swojej głowy w górze, tak więc byłam zmuszona mu pomóc. Do tego pani Ewa chciała mnie przetestować, rzucając na głęboką wodę. W programie P4 który pojawia się na olimpiadzie młodzieży występuje straszny element, którym jest zwykła zmiana nogi (przez stęp) z kontrgalopu. I właśnie nad tym ćwiczeniem męczyłam się jakieś piętnaście minut.

Było naprawdę ciężko, Sojuz naprawdę się napracował, co po jeździe mu wynagrodziłam. Zafundowałam mu soczysty teren :)

Zajął on około godziny i był w pełni wyposażony w kłus i galop. Pojechałyśmy w dwa konie i było naprawdę przyjemnie. Oczywiście pomijając momenty, w których nie mogłam utrzymać w ryzach Sojuza nawet jeżeli jechał jako pierwszy (pewnie poczuł już cros). Była nawet taka sytuacja, że prawie się zgubiłyśmy :) Wszystko w lesie było strasznie zarośnięte, tak więc nie poznałyśmy drogi która prowadziła do stajni. Przez dobre piętnaście min. błądziłyśmy, przedzierając się przez chaszcze, ale na szczęście wyratował nas doświadczony koń (nie mówimy tutaj o Smoku), który znał te tereny jak własny… boks. Dzięki niemu trafiłyśmy do punktu z którego łatwo było już dojść do stajni. Pomimo kilku wpadek, Sojuz miał chyba niezły ubaw. Przez cały czas był rozluźniony, dobrze czuł się w towarzystwie drugiego konia i cały czas szedł ochoczo do przodu. Z tego wnioskuję że w najbliższym czasie musimy to powtórzyć :)

Komentarze

24

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.