Zgrupowanie w Strzegomiu

Już następnego dnia po zakończeniu HPP w Michałowicach byliśmy gotowi do dalszej pracy w Strzegomiu. Na szczęście (zarówno dla mnie jak i dla koni) tym razem nasze treningi miały się skupić na zupełnie innych dyscyplinach, czyli w poniedziałek na skokach a wtorek cross. Szczerze mówiąc trochę obawiałam się tych treningów, ponieważ od wtedy nie skakałam niczego konkretniejszego przez ponad półtora tygodnia, w związku z czym moja zdolność widzenia odległości mogła się znacznie pogorszyć… (a i tak nie była w najlepszej kondycji :P)

W okolicach południa miałam mieć pierwszy trening na Chenaro. Oprócz martwienia się o odległości jeszcze dodatkowo doszła kwestia wywalania z siodła, ale w miarę pracy okazało się, że ani jedno ani drugie nie stanowiło przeszkody nie do pokonania. Ogólnie na początku rozgrzewaliśmy się sami, a następnie po przyjeździe p. Dibowskiego pozostawało nam poskakanie na rozprężalni i ostatecznie przejechanie całego parkuru (w moim przypadku na poziomie mniej więcej 120cm). Trzeba przyznać, że kucyk pomimo wcale nie łatwego zadania, przejechał cały parkur na czysto i to w jakim stylu! Jeszcze w życiu tak dobrze nie gibał!

Nie wiem czy to przez tęsknotę za skokami czy co, ale mimo iż kilka razy podyktowałam dość niekomfortowe odskoki, albo za mocno weszłam w linię przez co robiło się za blisko, zawsze wychodził z opresji. Jedyne co jeszcze musimy poprawić to kontrola nad tempem (ale z tym i tak lepiej, bo bardzo dobrze się skracał w liniach) oraz nad moim spokojem i rozluźnieniem. Z tego co zauważyłam podczas tego przejazdu jako, że Czarkuś jak chce to potrafi być bardzo reaktywnym koniem to w sytuacjach gdy użyję pomocy chaotycznie- zbyt gwałtownie lub z za dużą siłą od razu zaczyna lekko panikować, a do tego często wyraźnie przejmuje ode mnie usztywnienie, blokując tym samym plecy. Pomimo jednak tych niedociągnięć udało nam się nazbierac dużo pochwał szczególnie na temat Czarka :D

Podczas rozgrzewki na Timim nie mogło być już tak przyjemnie, ponieważ p. Andreas postanowił nas pomęczyć przez skoki z kłusa, które miały na celu sprawienie by Scotty zaczął skakać bardziej w górę niż do przodu, dzięki czemu byłby również łatwiejszy w kontrolowaniu. Pomimo faktu, że nie przepadam za bardzo za ćwiczeniami z kłusa, dały one oczekiwany efekt dzięki czemu mogliśmy przejść do parkouru.

IMG_8990

Pan Dibowski zwracał uwagę głównie nad tym aby trzymać go na wyższym ustawieniu, jak to nazwał “otwartego”, żeby unikać jego rolowania się które – swoją drogą – dawno już nie występowało. Dzięki temu też sam galop był bardziej pod górę.

IMG_8982

Parkour jechało mi sie całkiem spoko bo kucyk reagował na moje półparady. Nie miałam problemu z ustawieniem, ale niestety w niektórych momentach też trochę działałam chaotycznie przez to wytrącałam go z odpowiedniego rytmu czego efektem były dwie zrzutki które miałam podczas parkouru. Po przejeździe trener zwrócił mi uwagę żeby zostawać “ope” i żeby podnosić mu głowę i pilnować aby był bardziej podstawiony.

To co mi się bardzo podobało, to to że Timon świetnie skakał tego dnia! Czułam jak bardzo elastycznie reaguje, jak cała jego szyja i grzbiet pracują, jeszcze w życiu nie miałam tak dobrego uczucia w czasie skoków na nim. 

 

Następnego dnia przyszedł czas na krosik, tym razem treningi zaczęły się wczesnym rankiem ponieważ do południa musiałyśmy skończyć, żeby dojechać 600 km do domu tego dnia.

Pierwszy w crossie był Timon. Po raz kolejny zaprezentowaliśmy się z całkiem dobrej strony, ponieważ miałam sporo kontroli nad chłopakami (zapewne dlatego że były zmęczone po zawodach ujeżdżeniowych), dzięki czemu cały obrazek był dobry. Z drugiej strony przez to, że nie byłam do końca skoncentrowana (nie wiem dlaczego), trochę za mało byłam z koniem i za mało byłam zdecydowana, przez co niektóre skoki były dość chaotyczne.

 

Czarek był drugi. Podczas tej jazdy postanowiłam sobie, że będę bardziej świadoma, ale niestety pomimo usilnych starań nie zawsze mi to wychodziło. W trakcie treningu zarówno Pan Dibowski jak i Pan Piotr zwrócili uwagę, że jadąc na przeszkody maluje mi się na twarzy znak zapytania, a do tego na Czarku powinnam tej pewności jeszcze więcej i on sam z siebie nie ma jej tyle co Timon. Tak więc przejmuje tą niepewność i nie wie gdzie ma jechać. Ale też częściowo problem leży w tym, że nie jestem pewna mojego oka i jak widzę przed sobą dużego szweda to też się troszkę boję, że wyjdzie mi odskok w złym miejscu i wyjdzie z tego jakiś kiks. Ale na szczęście pomimo tych problemów kucyki były w stanie mnie wyratować i wydaje mi się że ostatecznie nie wyglądało to tak źle. Czarek ogólnie skakał bardzo dobrze, tyle że tym razem, w przeciwieństwie do skoków gdzie wybicie się bardziej w górę jest porządane, tak w crossie takie wysoki skoki można zaliczyć jako nadużywanie energii i utrata rytmu. Dlatego zwrócono mi uwagę abym utrzymywała nieco mocniejsze tempo w celu spłaszczenia tych skoków. Ogólnie Czarek prowadził się o wiele lepiej niż w Racocie, ale niestety jeszcze nie do końca czułam się komfortowo w tej jeździe, a szczególnie tą średnią reakcję na pomoce wstrzymujące widać było w linii hyrda/wąski kiedy to po dobrym wejściu zrobiło się za blisko do wąskiego fronty i niezbyt udało mi się go skrócić i wyszedł lekki kiks. Ogólnie jednak Pan Dibowski nas chwalił.

Fajne jest w zgrupowaniach to, że coraz bardziej są uważane za normalne treningi, a nie jakiś wielki event z P. Dibowskim. Przez to człowiek przestaje się już tak stresować przed P. Andreasem, tylko raczej traktuje go jako Trenera dzięki czemu atmosfera jest fajna, bo zgrywamy się jako team.

IMG_8786

IMG_8544

IMG_8456

IMG_8442

Niestety na kolejne zgrupowanie przyjdzie mi poczekać dłużej, bo zaczyna się sezon i robi się gęsto ze startami i nie wiem czy uda mi się pojawić 7-8 Czerwca w Baborówku… Za niecały tydzień wyjazd na pierwsze CIC w Jaroszówce, więc pora juz zacząć trzymać kciuki…

 

 

Komentarze

12

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.