Znowu w formie :)

Dzisiaj do stajni pojechałam tylko po to, żeby sprawdzić formę Sojuza. Okazało się, że zdążył się stęsknić – wyraźnie szukał kontaktu, oraz marchewek…

IMG_0885W czasie przygotowania do jazdy Sojuz tak szukał marchewki, że omal mnie nie przewrócił :)IMG_0851

 

IMG_0840Tęsknotę okazywał liżąc mnie co chwilę, tak jak tutaj po rękawie :)IMG_0860Po wjeździe do hali okazało się, że są otwarte te drugie drzwi. Co to znaczy? Że trzeba sprawdzić co jest za nimi!IMG_0870

 

IMG_0893

 

IMG_0898

W hali na szczęście była Pani Ewa, więc mogła obejrzeć moje pierwsze zakłusowania. Pierwsze na lewo nie było zupełnie czyste, ale już kolejne tak. Więc jeśli Smok naciągnął sobie coś w czasie ostatniego treningu skokowego, to już najwyraźniej wraca do formy.

Decyzja zapadła aby dziś tylko stępować i kłusować. Jazda była pełna wrażeń. Widać było gołym okiem, że Smoczek stał przez trzy dni. Cztery razy prawie przyprawił mnie o zawał serca, a za piątym mało co (jak to mój dziadek mówi) “sprawdziłam czy ziemia jest twarda”. Pomijając te momenty nie jeździło mi się najgorzej. Oczywiście po takiej przerwie było nieuniknione, że Sojuz będzie trochę sztywny, ale za to był bardzo żwawy.

IMG_0940IMG_0943

Mam nadzieję, że każdy kolejny trening skokowy będzie już mógł być na dworze, żebyśmy nie musieli robić tych gwałtownych zakrętów. Nadchodzącą wiosnę zwiastuje w naszej stajni… uruchomienie myjki!

IMG_0954

Komentarze

59
  • Robin

    Oby powrót już na stałe, życzę Wam, żeby się więcej przypadków nie przytrafiało :P

    Odpowiedz
  • kasiaqq

    Dobrze że wszystko wraca do normy :) Mam nadzieję ze już takich zdarzeń nie będzie :)

    Odpowiedz
  • asia

    fajnie, że dałaś zdjecia:D

    Odpowiedz
  • Alvasenaie

    Witaj
    Przeczytałam Twojego bloga, jak mi się wydaje – w całości(mogłam coś pominąć, ale chyba tak się nie stało). I nasuwa mi się tu wiele, wiele pytań. I niestety te pytania przyjemne być nie mogą. Rzeczy które tu napiszę odnoszą się zapewne nie tylko do Ciebie, przeciwnie – prawdopodobnie dotyczą większości jeźdźców sportowych. Nie chciałabym byś czuła się osobiście atakowana, ani nic w tym rodzaju, stąd to wyjaśnienie. Mimo to ten tekst jest do Ciebie, a nie do wszystich – bo o innych nic nie wiem, a o Tobie, z tego bloga, coś jednak wiem. Tyle wyjaśnienia, przejdźmy do rzeczy.
    Już na pierwszy rzut oka widać, że jeździsz konno, jak to się mówi “sportowo”, a nie “rekreacyjnie”. Jak rozumiem, traktujesz to poważnie, sądząc z codziennych treningów, jazd z trenerem, własnego, nieźle wyszkolonego konia klasy wyższej niż przeciętna(sądząc z jego historii). Taka jazda zajmuje wiele pieniędzy, czasu i wyrzeczeń. Poza tym przyjmuję, że wiesz dużo o koniach, zarówno o samym zwierzęciu, jak i o jeździe, sporcie jako takim. Patrząc na Twoje wpisy i na to jak piszesz o swoich koniach najpierw o Arysie, później o Sojuzie, wnioskuję, że koń nie jest Ci zwierzęciem obojętnym. Również Twoje lekkie zainteresowanie, gdy w komentarzach został wspomniany tak zwany “natural” wskazywałoby, że zależy Ci na Twoim koniu i uważasz go za “kogoś”, a nie za “coś”. Poza tym, jak rozumiem, jesteś osobą w miarę dorosłą i dojrzałą, ostatecznie osoba o mentalności dziecka nie jest zdolna do ciężkiej pracy i tylu wyrzeczeń. Zatem jesteś jeźdźcem świadomym, dojrzałym i wykształconym, sportowym, któremu na własnym koniu zależy. Jeśli tak – przejdźmy dalej, jeśli nie… Załóżmy jednak, że tak jest.
    Niestety w oczy rzuca mi się wiele faktów, które stoją w sprzeczności z powyższym wyliczeniem. Zanim jednak zacznę je wymieniać, chciałabym powiedzieć jeszcze jedno. Wielu jeźdźców sportowych jeździ tak jak Ty, ale proszę, nie powołuj się na nich, jeśli będziesz mi odpowiadać. Przykro patrzeć na wiele z tych sportowych koni. Bo choć wykonują wyniosłe i piękne ruchy, w samych tych koniach nie ma piękna. Bo tylko z radości, wolności i współpracy jest prawdziwe piękno. Ale wrócimy do Ciebie i Sojuza.
    Jak już wspomniałam, widzę wiele sprzeczności. Od czego by tu zacząć… Może od tego co było niedawno. Pierwsza rzecz – kulawizna Twojego konia. Jak sama napisałaś koń okulał i to bardzo, na obie nogi. Przyczyna? Nieznana. Zapadła decyzja o nie wzywaniu weterynarza. Nie wiecie dlaczego koń kuleje, pada podejrzenie, że być może cośnstało się na treningu, jak za ostro skręcił. Jeśli tak było, to oznacza, że został popełniony błąd w treningu. I choć błędy popełnia każdy, to należałoby ten błąd przeanalizować i zmienić sposób treningu, tak, żeby więcej się nie powtórzył. Jak już wcześniej wspomniałam, jesteś osobą jeżdżącą sportowo, a Sojuz jest koniem wysokiej klasy, prawdopodobnie dosyć cennym. Szkoda, żeby mu się coś stało prawda? Dla konia sportowego poważniejsza kontuzja, to duży problem. Przerwa w treningach, spadek kondycji, formy, gorsze porozumienie z jeźdźcem, nie mówiąc o opuszczonych zawodach, wydanych pieniądzach itd. itd. Czyli jednym słowem duży krok w tył. Taka gwałtowna, mocna kulawizna i to na obie nogi, to może być wszystko – naciągnięcia i naderwana ścięgien, wiązadeł, uraz mięśni(naderwanie, uraz od siodła), trzeszczki, uraz, uszkodzenie kręgosłupa, uszkodzenia stawu… Lista jest bardzo długa. Rozumiem, że można powstrzymać się od wezwania weterynarza, jeśli wiemy co koniowi dolega… Ale Wy nie wiecie. Rozumiem, że można się powstrzymać, jeśli możliwe jest wyłączenia konia z jazd w razie późniejszych powikłań, jeśli konia można łatwo zastąpić, albo jeśli nam na nim nie zależy. Skoro jesteś jeźdźcem świadomym i wykształconym to zapewne wiesz, że jeśli nie była to tylko przejściowa kontuzja, to uraz może się powtórzyć i to zapewne w stopniu większym niż poprzednio. Zapewne wiesz też, że powtarzające się kontuzje mogą spowodować trwałe szkody. I zapewne wiesz też, że wszystkie poważniejsze kontuzje, które koń za młodu przejdzie, będą rzutować na jego starość. Mimo to nie wiedząc co koniowi było, dlaczego to się stało, jak temu zapobiec, niefrasobliwie wracasz do treningu. Może to nic poważnego, ale kto to wie? Cóż, wasza decyzja, wasza sprawa, czyż nie? Niestety nie, bo wasza decyzja dotyczy konia, który do gadania nic nie ma, a jeśli coś go boli, to raczej wam o tym nie powie.
    Kolejna sprawa – wspomniane niegdyś gnicie strzałek. I tu sprawa będzie krótka, bo nie wiem czy jest aktualna, a nie lubię rozgrzebywać przeszłości. Gnicie strzałek, jak za pewne wiesz, z powietrza się nie bierze, bo raczej bierze się z jego braku, jako że spowodowane jest procesem zachodzącym beztlenowo. Czyli bierze się z gnoju, błota, niewłaściwej korekcji i pielęgnacji kopyt. Dlaczego koń sportowy był w takich warunkach? Nie wnikam. Z tego, że w pewnym momencie wspomniałaś, że trzeba się wziąć poważnie za ich leczenie wnioskuję, że nie zawsze poważnie było to leczone. Jak wiadomo strzałka pełni ogromną rolę w końskim kopycie, jako amortyzator i pompa krwi. Do poważnego sportu koń potrzebuje dobrych kopyt. Jeśli ma skakać i galopować, kopyta muszą być w świetnym stanie, nie mogą być obolałe. Żeby brać, trzeba też dawać. Dlaczego więc owo gnicie strzałek wogóle się zaczęło i dlaczego trwało tak długo, nie będąc poważnie i intensywnie leczone?
    Odchodząc na razie od sprawy zdrowia Twojego Rumaka, przejdźmy do samej jazdy. Będę tu mówić o wędzidle, pomocach dawanych rękami i ustawieniu głowy konia, a także o zebraniu jako takim. Ale zacznijmy od początku. W pewnym momencie przeczytałam, że po pewnej jeździe(w terenie chyba) miałaś uszkodzoną skórę na rękach, bo koń “ciągnął”, czyli napierał na wędzidło. Zastanowiłaś się wtedy może, że jeżeli Ty, trzymając w rękach skórzane paski, masz obolałe, poobcierane ręce, to jak musi czuć się Twój koń? Jaki ból odczuwał w pysku? Żuchwa, podniebienie i język konia jest znacznie wrażliwszy od Twojej skóry. Metal jest znacznie twardszy od skórzanych wodzy. Co czuł wtedy Twój koń? Ból. Myślisz, że gdyby bolało, to by nie ciągnął? Wręcz przeciwnie, jeśli boli, to koń ciągnie, bo koń od bólu ucieka. Ale przecież, zapewne to wiesz, prawda? Więc dlaczego do tego doszło? Podczas każdej jazdy, gdy koń ciągnie, gdy bolą Cię ręce, jego też to boli i to jeszcze bardziej niż Ciebie. Kolejna rzecz to skośnik – część ogłowia, pasek biegnący przed nachrapnikiem. Jak widzę na zdjęciach używasz go na każdej jeździe. Dlaczego? Poprawia akceptację przez konia wędzidła? Nie, nie poprawia. Poprawia tylko wygląd konia, przez to, że uniemożliwia mu otwarcie pyska, po to, żeby nikt nie widział, że koń z bólu pysk ten otwiera. I to jest jedyna tak na prawdę funkcja skośnika – ukrywać ból konia przed oczami innych. Zamyka mu usta, by nie mógł pokazać, że go boli, by nie mógł temu bólowi zapobiec. Dlaczego więc używasz tego paska, skoro zależy Ci na koniu? I dalej, ustawienie głowy konia. Tyle razy czytałam na blogu o tym, jak zganaszować konia, jak ustawić jego głowę, pomoce, sposoby itd. Ustawienie głowy konia powinno wynikać tylko i wyłącznie z zebrania konia. Koń zebrany sam, bez żadnych pomocy ustawia głowę. Po co więc ustawiać ją na siłę? Oczywiście, przez niektórych postrzegane jest to jako ładne, ale wartości samej w sobie nie ma. Podobnie ustawianie głowy konia na dole jest ustawianie implikacji. Koń roozluźniony, jechany poprawnie, od tyłu do przodu, zaokrągla grzbiet, wydłuża szyję, kierując głowę w dół i do przodu(!). Czyli rozluźniony prawidłowo zebrany koń ganaszuje się(sam), wydłuża szyję, kierując głowę w dół i do przodu, ale wynika to z zebrania i rozluźnienia, a nie z tego, że jeździec ciągnie za wodze. Wyraźnie widać to w chodach wyciągniętych – powinny być one nie tylko wyciągnięciem kroku, ale również rozciągnięciem ram w szczególności szyi, podczas gdy głowa ciągnie w dół i do przodu. Do czego więc służy to “ręczne” ganaszowanie konia i ciągnięcie jego głowy w dół? “Ładnemu” wyglądowi i wyższej ocenie sędziów? Chyba tak.
    I dochodzimy w pewnym momencie do pytania. Czym jest dla Ciebie koń? Celem? Czy środkiem do celu? Jeśli jest tylko środkiem, a chodzi Ci o wygrywanie zawodów, oklaski publiczności, flots, nagrody, sławę i pieniądze, to współczuję, naprawdę współczuję Sojuzowi, a także wszystkim tym koniom, na których będziesz jeździć. I chyba nie muszę tego rozwijać. A jeśli koń jest dla Ciebie celem samym w sobie, jeśli jego rozwój fizyczny, rozwijanie możliwości, zdrowie psychiczne i fizyczne, a także porozumienie pomiędzy jeździecem a koniem, łącząca ich więź jest celem, jeśli to jest najważniejsze, to dlaczego jego zdrowie jest tak często ignorowane, czemu tak trudno zrezygnować z jakichś zawodów dla jego zdrowia, jeśli coś jest nie tak, dlaczego sprawiasz mu ból wędzidłem, sznurujesz pysk skośnikiem, powodujesz sztuczne ustawienie jego głowy, zamiast dochodzić do niego przez rozluźnienie… Dlaczego?
    Jak już wspomniałam, nie piszę tego, by Cię atakować. Piszę, dlatego, że jest mi smutno, gdy patrzę na to co piszesz. Jest mi smutno, gdy myślę o tych koniach i o ludziach, którzy robią to co robią, nie wiedzieć dlaczego. Kiedyś też robiłam podobnie a potem zrozumiałam. I zdziwiłam się jak łatwo jeździć na koniu, bez użycia przemocy, bez bata, ostróg, wędzideł. Jak najbardziej szalony koń daje sobą powodować na kantarze, na lekkim kontakcie, jak najbardziej wybijający, staje się dużo wygodniejszy, jak koń nie lubiący skoków, odnajduje w nich przyjemność, jak koń nie chcący galopować, idzie naprzód. Tylko dlatego, że nie ma już bólu, że nie trzeba się już bać, usztywniać i uciekać. Wszystko jest możliwe, trzeba tylko chcieć. Ale trzeba też pamiętać, że w sporcie jeździeckim, cokolwiek robimy, jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za siebie, ale także za konia i za jego zdrowie i szczęście.
    Tak szczęśliwie zabrnęłam do końca tej długiej wypowiedzi. Czekam na Twoją odpowiedź. Najchętniej w czynach, choć przyjmę też słowa.
    Pozdrawiam, Alvasenaie
    PS: Maila nie podam. Celowo.

    Odpowiedz
    • zebrazklasa

      Droga Alvasenaie,

      Jak rozumiem rozliczasz moje postępowanie nie podając swojego maila (“celowo”) bo czujesz że masz do tego prawo. Jakie? Skąd? O mnie wiesz wiele z bloga, ale nie wszystko wiesz. Ty pozostajesz anonimowa. Nie będę się tłumaczyć osobie, która z założenia zakłada złą wolę i celowe złe traktowanie zwierząt przeze mnie. Rozliczasz rzeczy, które działy się nawet rok temu i nie są już aktualne i WYMAGASZ odpowiedzi. Tymczasem sama mówisz, że kiedyś tak robiłaś, ale dziś już jesteś ideałem który rozlicza innych. Nie podoba mi się twój mentorski ton pełen wyższości. To niestety nie świadczy dobrze. Nie jest to rozmowa partnerska tylko przyczepialska i agresywna. Mój koń i decyzje jakie w związku z nim zapadają podejmują naprawdę odpowiedzialne osoby, które mają w tym wieloletnie doświadczenie. Moja mama i trenerzy. Wybacz ale wierzę w ich profesjonalność i dobrą wolę i nie zamierzam jej kwestionować. Nie żyjemy w idealnym świecie, gdzie konie pracują z ludźmi na zasadzie naturalu. Nie żyjemy też w świecie w którym ludzie jak czegoś potrzebują to idą i biorą to ze sklepu i nie muszą pracować. Ja też nie chcę chodzić do szkoły i siedzieć w ławce przez 8 godzin, czy mi się przedmiot podoba czy nie. Każdy coś musi robić czego nie lubi, koń również. Rozejrzyj się dookoła i popatrz na te wszystkie konie które są niedożywione, trzymane w fatalnych warunkach i wykorzystywane ponad siły do pracy. Np konie na Krupówkach, które dosłownie umierają z przemęczenia i zwróć tam swoją energię i chęć walki o naprawę świata.

      Myślę, że skośnik przez godzinę dziennie, nawet jeśli nielubiany przez konia nie robi mu żadnej krzywdy. Pozostałą cześć dnia spędza on bowiem na padoku (przynajmniej 6 godzin dziennie), lub w pięknej stajni w dużym boksie. Jest świetnie odżywiony i zadbany. Lekarz jest u niego przynajmniej raz na miesiąc (niestety) i myślę, że tym razem również zostanie wezwany żeby potwierdzić czy jest w stanie dalej trenować. Ale trzeba też zrozumieć, że te decyzje należą do nas i nie masz prawa ich kwestionować, bo nie znasz nawet całej historii. Przykre jest dla mnie, że tak kochając konie i martwiąc się o ich uczucia, nie wahasz się okazywać braku szacunku ludziom, nawet jeśli ich krzywdzisz swoimi oskarżeniami. Niestety jest to częsty przypadek, znam sporo takich osób, które tak kochają zwierzęta, że nienawidzą ludzi i nie wahają się ich krzywdzić w każdej swojej wypowiedzi i szczególnie wiele jest ich niestety wśród “koniarzy”. Jeśli przeczytałabyś naprawdę wnikliwie mojego bloga, to zauważyłabyś że zmiana stajni wynikała z czegoś konkretnego. Że po zmianie stajni przestaliśmy mieć kłopoty ze strzałkami. Że chciałam mieć normalne warunki pracy zimą dla tego konia. Pod dachem a nie pod gołym niebem na zmarźniętej ziemi. Że pracując z nową trenerką mamy rezultaty (szybkie) w postaci zebrania Smoka i wydelikacenia w pysku, zaufania mojej ręce. Jest tyle filmów z treningów, że można zauważyć jak Pani Ewa osiąga zebranie. Nie ganaszując na siłę. Obolałe ręce też wynikają z tego jaką ten koń miał historię. W moich rękach będąc od roku jest z nim znacznie lepiej. Niestety przejęłam go od kogoś gdy miał 9 lat. Miał swoją historię i jego postępowanie, wieszanie się na wodzy z czegoś pewnie wynikało. Ja nie odważam się oskarżać swoich poprzedników, bo nie mam dowodów żadnej ich winy. Ale z jakiegoś powodu Smok boi się mężczyzn i nie lubi hali. Z jakiegoś powodu gdy przenieśliśmy się do tej stajni pocił się w hali ze strachu i denerwował masakrycznie. To też moja wina? Jesteśmy pół roku w nowym miejscu i koń się już nie boi hali, zmienia się jego postępowanie odnośnie wieszania się. Ale to jest proces. Ty widzisz świat biało czarny i to jest niestety błąd, bo świat taki nie jest.

      Oczywiście jak się czyta, żeby się przyczepić, to się zawsze coś znajdzie. Generalnie osiągnęłaś tyle, że jest mi przykro, bo czuję się niesłusznie oskarżana i to na dodatek anonimowo. Zabrakło odwagi cywilnej, ale gratuluję poczucia idealnego postępowania. Ja się wciąż uczę i tego nie zaprzeczam. Natomiast jeśli myślisz że trafiłaś ze swoimi oskarżeniami, to niestety nie trafiłaś. Zmarnowałaś czas swój i mój. Ja uważam, że Smok jest zadbany i szczęśliwy na tyle na ile może być szczęśliwy koń, który nie żyje na wolności. Jeśli jest Ci smutno gdy czytasz mojego bloga – nie czytaj go.

      Odpowiedz
      • Alvasenaie

        Witaj
        Tak, domyślałam się takiej reakcji, mimo, iż, jak powiedziałam wcześniej, atak na Ciebie nie jest moim celem. Gdybym była Twoim wrogiem, to nie powiedziałabym nic, a zamiast tego rozpowiadałabym potem o tym gdzie indziej. I niestety wiele osób tak robi. Podejmując decyzję o pisaniu takiego bloga, niestety ale sprawiasz, że Twoje życie i decyzje stają się publiczne. Piszesz niemal o każdym dniu i treningu. Dlatego też, wiele osób Cię oceniać będzie, ba! już wiele Cię oceniło. Niektórzy będą pozytywnie nastawieni, pochwalą konia, Ciebie, i na tym skończą. Ale niektórzy będą nastawieni negatywnie, tak jak ja. Niestety nie unikniesz oceny, bo pisząc o swoich decyzjach, jednocześnie sprawiasz, że inni Cię oceniają. Wiem jak wiele jest koni zaniedbanych, wysyłanych na rzeź, zdaję sobie z tego sprawę. Nie porównuję Twojego konia do nich i nie przeczę, że mimo wszystko miał w życiu trochę szczęścia. A Twojego bloga czytam z prostego powodu – zawsze fascynowało mnie to, dlaczego ludzie robią, to co robią, chociaż nie muszą. Ot, tamta sprawa skośnika – po co? Dlaczego? Jeśli równie dobrze można bez tego? Każdy musi robić czasami coś, czego nie lubi, ja muszę, Ty też. Konie też muszą to robić. Ale po co sprawiać to coś bardziej nieprzyjemnym niż być musi? Jeśli możemy komuś ulżyć, czemu tego nie zrobić? Poruszam wiele spraw z przed roku, ale z pewnego konkretnego powodu – nigdy i nigdzie na swoim blogu nie odwołałaś tego, co było wcześniej. Nigdy nie odwołałaś słów, o tym jak ganaszować konia “ręcznie” i , instrukcja o tym nadal wisi, gdzieś na początku bloga, nigdy nie doczekawszy odwołania. Skoro tak – uważam, ze jest to nadal aktualne. To, że jest lepiej, widzę I cieszy mnie to, choćby ze względu na konia. Wracając na chwilę do mnie – jak wspomniałam też kiedyś tak robiłam, uważając że koń to musi, choć nigdy nie zajmowałam się jazdą sportową w takim stopniu. Ale ideałem nie jestem, pewnie nigdy nie będę I to właśnie chciałam jak najmocniej podkreślić. Odpowiedzi Twojej bynajmniej nie wymagałam, lecz czekałam na nią, po to, byś mogła przedstawić swój punkt widzenia. Ja lubię dyskusje, nawet bardzo, tak długa jak są kulturalne i na poziomie. Widzisz, równie dobrze mogłabym o nic nie zapytać, wrzucić Cię do szufladki i nie zajrzeć tu nigdy więcej. Mogłabym, ale nie chcę, bo uważam, że lepiej jest wiedzieć co inni myślą, niż dowiedzieć się tego kiedyś przypadkiem. Ja po prostu mówię, to co myślę, to co mi się nasuwa, czytając tego bloga. Jeśli tak nie jest – czemu tego nie napiszesz, nie sprostujesz? Jak już wspomniałam, wiele osób będzie Cię oceniać po tym, co zobaczy, a nie każdy się wypowie na ten temat w komentarzu. Wiele osób będzie czytać stare posty I uważać je za aktualne, bo dla wielu porady Twoich trenerów są cenne. Przypomina mi się tu opis pod jakimś zdjęciem sprzed roku: “trener i jego nie znosząca sprzeciwu ręka” w pozytywnym brzmieniu. Nie wiem jak było w rzeczywistości, ale brzmi jakby koń został zganaszowany siłowo. Nadal jest to aktualne? Nigdzie nic o tym nie ma.
        Oglądałaś kiedyś film przedstawiający Pawła Jachymka i jego konia Wichra z Cavaliady? Zaufanie, więź z koniem I sport wcale się nie wykluczają, wręcz przeciwnie – pierwsze pomaga w drugim.
        Pozdrawiam, Alvasenaie

        Odpowiedz
    • Zoe

      Hmmm.. po twoich niektórych słowach Alvasenaie wychodzi, że za dużo się na jeździectwie (szczególnie sportowym) nie znasz (bez obrazy ;3). Skośnik to zło? A co zrobisz jeśli ci koń przełoży język na wędzidło? Niektóre konie tak robią. W sporcie ważny jest kontakt z pyskiem konia. Mamy mu za każdym razem popuszczać wodze by nabrał złych nawyków? Tak troche bez sensu napisałaś/eś ;/

      Odpowiedz
      • Alvasenaie

        Zoe, a wiesz dlaczego konie przekładają język nad wędzidło? Dlatego, żeby chronić się przed bólem podniebienia, spowodowanym działaniem wędzidła(efekt dziadka do orzechów). Jeżeli koń tak robi, to ma powód. A skośnik to właśnie sposób na ukrywanie błędów i kolejne narzędzie, którym człowiek chce uzyskać kontrolę na koniem(uniemożliwiając mu ten sposób obrony przed bólem wędzidła), bez nawiązywania współpracy(jeśli współpracujemy ze sobą, nie potrzebujemy patentów)
        Alvasenaie

        Odpowiedz
      • Zoe

        Hmmm, widziałam jak dziewczyna jeździła na delikatnym kontakcie (bardzo doświadczona osoba) i koń przekładał bo się nudził. Rozumiem, że te słowa piszesz do Gosi w dobrej wierze ale to raczej powinnyście na priv załatwiać ;)

        Odpowiedz
  • Karo

    Słodko wyglądacie na tym zdjęciu co Sojuz Cię liże. Ma takie sweet oczy :)

    Odpowiedz
  • kartagina

    Trzeba przyznac, ale Sojuz jest bardzo urodziwy. ;D
    A tak btw. co z galopami kondycyjnymi?

    Odpowiedz
  • grala

    Straszny słodziak ze Sojuzka *-*

    Odpowiedz
  • horserka85

    Alvasenaie, wiem że nie powinnam się wtrącać do tej dyskusji, ale Gosia ma swoich trenerów i polega na ich doświadczeniu. Założę się, że ty miałaś tak samo, też miałaś trenera odnosiłaś sukcesy i nie chciałabyś zmarnować tego co osiągnęłaś, ale wtedy dotarło do Ciebie to co próbujesz przekazać Gosi. Alvasenaie, jazda konna sprawia nam przyjemność, ale nie tylko nam, ale koniom też. Sama jazda na koniu nie wpływa dobrze na jego zdrowie, choćby kręgosłupa. To dlaczego jeździsz, skoro wiesz, że to nie wpływa korzystnie na ich zdrowie? Ale tak już jest, że jazda konna to po prostu nasza pasja i więź z koniem. Nie jest Twoją sprawą, jak Gosia jeździ i jakich pomocy używa. Czemu nie przyczepisz się np. do Anky van Grunsven? Rollkur to coś strasznego! Gosia jeździ bardzo ładnie, i mimo przeciwności odnosi ogromne sukcesy :)
    PS:Nie powinnam się wtrącać, ale bronię Gosię

    Odpowiedz
    • Alvasenaie

      Witaj horseska85!
      Jak chodzi o dyskusję – z miłą chęcią podyskutuję z każdym, z Tobą również, szczególnie, że Twoje słowa są kulturalne i uprzejme, co zawsze bardzo cenię. Jeśli chodzi o to co myślę o Anky von Grunsven, to… ekhem. Gdybym miała jej powiedzieć co o niej myślę, mam bardzo dziwne wrażenie, że komentarz by tutaj nie wystarczył. Ale ja nie lubię mówić o kimś za jego plecami, dlatego nikogo się nie czepiam publicznie, jeśli nie jest to miejsce, do którego on ma swobodny dostęp. Sama nie chciałabym być w takiej sytuacji i dlatego też tego nie robię.
      Jeśli chodzi o mnie – raczej nie miałam sportowych osiągnięć, nie chciałabym tutaj udawać kogoś, kim nie jestem, jako że wiele lat temu postanowiłam nie startować w zawodach. Robiłam podobnie jak Gosia, to znaczy miałam podobne podejście, bo po prostu nie zastanawiałam się nad tym co czuje koń. Ja sama jeżdżę konno i uważam, że to jest w porządku. Dlaczego? Oczywiście, że jazda konna najlepsza dla końskiego kręgosłupa I pleców nie jest, to prawda. Szczególnie badania przeprowadzane przez Nevzorova I spółkę na to wskazują, że jazda w siodle jest dla konia bolesna I tak dalej. Kiedy się o tym dowiedziałam, zastanawiałam się poważnie nad tym, jak to jest na prawdę. I w pewnym momencie pomyślałam tak: my ludzie przez całe życie musimy robić wiele rzeczy, których robić nie chcemy: chodzić do szkoły, potem do pracy, ciągle narażeni jesteśmy na stres, niedosypiamy, nieraz musimy nosić ciężkie przedmioty. Nosząc plecak do szkoły też często bolały mnie plecy, byłam zmęczona. Podobnie jest z końmi, jak to zresztą zauważyła Gosia. One też często muszą robić rzeczy, których robić nie chcą, z prostego powodu: po co nam koń, na którym nic nie można robić I do tego jeszcze trzeba za niego płacić, prawda? Jazda konna sprawia nam przyjemność, dlatego to robimy. Jednak będąc świadomymi tego, jaki wpływ mamy na nasze konie, możemy znaleźć pewne kompromisy, które dla nas będą znaczyły niewiele, a dla naszych koni mogą być bardzo istotne. Jak już wspomniałaś, jazda konna ma negatywny wpływ na koński grzbiet, a mimo to jeżdżę konno, uważając, że koń musi na siebie pracować. Jednak wiedząc o tym, jaki wpływ ta jazda ma I dlaczego, staram się jeździć na koniu najlepiej jak potrafię, unikać obijania mu się o grzbiet, na przykład nie próbuję na siłę wysiadywać kłusa, na wybijającym I sztywnym koniu, zamiast tego rozluźniam I uspokajam konia w kłusie anglezowanym, albo galopie. Zresztą dzisiaj wiadomo, że nauka wysiadywanego kłusa na siłę jest dużo mniej efektywna, niż nauka w rozluźnieniu, z częstymi przejściami do stępa, albo do kłusa anglezowanego. Więc jeśli zdaża mi się kogoś uczyć, albo jeśli uczę siebie na nowo(bo np. mam wybijającego, sztywnego konia) robię to w ten sposób – z szacunku do końskiego grzbietu, a po części również do siedzenia jeźdźca. Tak samo, gdy wyjeżdżam w teren na dłużej, co jakiś czas robię mu krótką przerwę, zsiadam, luzuję popręg I pozwalam jego grzbietowi odpocząć. W podobny sposób zrezygnowałam z wędzidła, na rzecz kantara, dlatego że zrozumiałam jakie ono może mieć działanie na koński pysk. Nie mówię, że wędzidło zawsze jest złe, ale niestety niewiele osób zawsze używa go poprawnie, dlatego postanowiłam nie ryzykować, że skrzywdzę konia. Wiem, że w sporcie jest ono niestety konieczne, przynajmniej na zawodach, bo start na ogłowiu bezwędzidłowym nie zawsze jest dozwolony(na skokach zdaje się, że tak, ale na ujeżdzeniu już nie, a szkoda). Do czego dążę? Do tego, że każdy z nas, może zrobić takie małe rzeczy, które dla nas nie zmienią wiele, a poprawią życie naszym koniom, sprawią że będą one szczęśliwsze również podczas jazdy, a przez to I my będziemy miały z nich większą przyjemność. Rezygnacja z jazdy jest dość dużą zmianą, która miałaby bardzo poważne konsekwencje. Ale jest wiele takich małych rzeczy, które możemy zrobić, a uprawianie sportu nie jest z tym sprzeczne. Bo chodzi mi tylko o to, żeby zobaczyć konia w koniu, zrozumieć go I dążyć do porozumienia z nim, wsłuchując się w niego. Czasami okaże się, że nic nie tracąc zyskamy wspaniałego przyjaciela, partnera I nauczyciela. Jeszcze wracając na chwilę do trenerów. Tak, wiem, że Gosia ma zapewne świetnych trenerów itd. Mimo to zawsze nawołuję do tego, by samodzielnie rozpatrzyć to co robimy. Nigdy nie zakładam nieomylności trenera, bo trener to też człowiek. My jesteśmy odpowiedzialni za nasze czyny, a nie on. Widziałam wielu zawodników, zdobywających najwyższe miejsca w zawodach, których metody treningowe były bardzo kontrowersyjne, choćby wspomniana już Anky von Grunsven. Często okazuję się, że to co jest powszechne, jest powszechnym błędem – tak jak powszechnym błędem jest ganaszowanie na siłę, zbyt mocne używanie pomocy, szczególnie wodzy, ostróg I bata, choć nie tylko. Tego uczy wielu trenerów, a mimo to nie jest to właściwe. Dlatego nigdy nie radzę zakładać nieomylność trenera za aksjomat. Niestety obecnie to, że ktoś wygrał najważniejsze zawody, nie oznacza, że jest najlepszym jeźdźcem. I niestety trenerzy zazwyczaj uczą jak wygrywać zawody, a nie jak być dobrym jeźdźcem. Stąd jak mi się wydaje, wynikają problemy. To jak Gosia jeździ nie byłoby niczyją sprawą, gdyby nie to, że jeździ na koniu, który te pomoce odbiera. Dlatego bawię się w jego nieproszonego adwokata :) Nie przeczę również, że technicznie jeździ bardzo ładnie, szczególnie jak na osobę 15 letnią. Brakuje mi jedynie takiej chęci konia do jazdy i silnej z nim więzi, która objawiałaby się chętnym przyjmowaniem pomocy przez konia, delikatnymi pomocami jeźdźca i olbrzymim zaufaniem, przykładem jest tu owo “wypaszczanie” jak to nazywa Gosia, czyli zadzieranie głowy do góry, wyraźne przy przejściach. Uwielbiam patrzeć na dobraną parę, świetnie współpracującą ze sobą: jeźdźca i konia. I chciałabym kiedyś zobaczyć Gosię i Sojuza właśnie takich, ale jak na razie, brakuje mi tego czegoś.
      Pozdrawiam serdecznie, chętnie przeczytam odpowiedź, jeśli mi jej udzielisz.
      Alvasenaie

      Odpowiedz
      • Carmi

        A ja się przyczepie do kantarka i bezwędzidłówek ;)
        W mojej stajni rekreacyjnej konie chodziły tylko i wyłącznie w ten sposób. Zaangażowanie zadu nie pozwalało im unieść i zaokrąglić grzbietu dlatego, że wędzidło stanowi swojego rodzaju przeciwwagę dla siły pochodzącej z zadu (nie bez powodu w mojej nowej stajni mówi się o przeciwwadze zadu i wędzidła). Skutkowało to pozapadanymi, bolącymi kręgosłupami, wierzganiem z powodu bólu i baranami. Przebywałam z tymi końmi cały czas i widział co się dzieje. Np. trafił do nas koń po skokach, który bawił się wędzidłem, w sumie sam sobie wkładał go, bawił się nim podczas jazdy, żuł, zaokrąglał grzbiet, idealnie działał na sygnały. Gdy “przeszedł” na bezwędzidłówkę wszystko zmieniło się jak za dotknięciem różdżki. Po 2 miesiącach koń zaczął robić się wklęsły, stał się agresywny, a odżywał tylko w terenie (jako że tam wędzidło się zakładało) i tylko przy kimś kto umiał go wtedy podstawić, rozjechać i rozluźnić.
        Podobnie miała się rzecz z kobyłką która jest tam 3 lata. Ujeżdżeniowy koń, całe życie na wędzidle. Obecnie kręgosłup boli ją po 3 latach bezwędzidłówki na tyle, że nie pozwala sobie zakładać siodła, a o jeździe na oklep zapomnij. Zimą jak nie było śniegu postanowiłam odwiedzić “stare śmieci” i wybrałam się na niej w teren. Jako że nie było specjalnie warunków do “szaleństw”, to uznałam że jako ostatnia popracuje nad nią. I o ile na bezwędzidłówce umiałam ją zaangażować, jako że nie miała na czym się oprzeć, leciała głową w duł wyciągając jeźdźca z siodła – kręgosłup był wklęsły. W terenie miała na czym się oprzeć i czuło się radość z jazdy jej, jak i mojej, jako że znam dość dobrze tego konia.
        Nie znam się aż na tyle na mechanizmie podstawienie -zaokrąglenie -oparcie. Ale widzę, że na bezwędziłówce mamy: podstawienie-próbę zaokrąglenia i szukania oparcia-po czym koń ostatecznie tylko angażuje zad, zostawiając przód sztywny, robi się ciężki, na tyle że jeździec nie jest w stanie go na tyle utrzymać i w końcu zad też odpuszcza.
        Być może mi się wydaje, ale po półtorej roku w tamtej stajni i po pół roku od przejścia do stajni nastawionej na skoki widzę ogromną różnicę. I nie jest to stajnia typu – ciągniemy za ryj i od niego wszystko się zaczyna. Mam wrażenie, że mniej ingeruje tu jakimikolwiek ruchami wodzy niż w poprzedniej stajni. Wszystko jest robione pod konia, a nie pod jeźdźca, kontakt ma być subtelny, a nadgarstki elastyczne, wszystko opiera się na rozjechaniu konia i dopchaniu go do wędziła, by to on chciał się na nim nieść z własnej woli.
        Oczywiście nie widzę znowu niczego “be” w kantarku, wychodzę z założenia, że odpoczynek też się należy od wędzidła i od siodła. I już na własnym wierzchowcu, na pewno raz na jakiś czas trafi się kantarek, ale bez siodła, bo w sumie miałam porównanie raz na jakiś czas wsiadając na oklep na bezwędzidłówce. Koniowi jest łatwiej, nie sunie pyskiem po ziemi szukając ustawienia, łatwiej go zaangażować. Przez to mam wrażenie, że musimy mieć na konia dwa zestawy – siodło i ogłowie, jak element wspólny i spólny, oraz oklep i kantarek (ew. wędzidło).
        I nie jest to atak, to po prostu moje wnioski, na temat mojego doświadczenia plus rozmowy z moją znajomą samoukiem (który jak samouk nie jeździ), która po wielu latach sama doszła do wniosku, że wędzidło nie robi krzywdy, większą krzywdę wyrządzamy jego brakiem.

        Odpowiedz
  • horserka85

    Nie chcę dalej spamować wpisu Gosi, dlatego powiem tylko tyle, że są konie trudne i łatwe. Może Sojuz będzie akurat trudnym koniem do zebrania poprzez rozluźnienie? Tego nie wiesz, ale zauważ, że Gosia ma 15 lat, ma szkołę, ma egzaminy i dużo nauki. Zapewne chce być kimś w przyszłości i dlatego musi się uczyć i nie pozwala jej to na długie treningi, żeby dążyć tylko do tego, aby koń z własnej woli ustawił głowę. To wymaga dużo czasu i pracy, a w roku szkolnym mało kto ma go wystarczająco dużo. Nie wiem ile masz lat, ale zakładam, że jeśli skończyłaś szkołę i masz pracę (pomijam studia) to po albo przed pracą masz czas dla konia i nie musisz się z niczego uczyć, ale tego nie wiem. Po prostu chcę powiedzieć, że nowe rzeczy powinna wprowadzać stopniowo, ale także zauważ, że miała problemy z dyskopatią i może nie wpływać to dobrze na jej stan zdrowotny, tego także nie wiem. A co ostróg, bata, skośnika, ja osobiście nie używam ostróg, bo boję się, że przez moją głupotę koń ucierpi. Bat stosuję na konie nie chcące iść do przodu jako “zastraszajkę” jeśli jest konieczność to go użyję. A skośnik? Owszem także używam, ale zapinam go na tyle luźno, żeby koń miał na tyle swobody na ile może, ale żeby się nie zsunął. Jeśli Gosia chce te rzeczy stosować, dajmy jej wolną rękę i nie wyrażajmy swojej opinii, żeby wzbudzić takie jakby poczucie winy ;) Tyle z mojej strony :)

    Odpowiedz
    • Alvasenaie

      Dyskusja spamem nie jest, jeśli już coś, to najwyżej lekkim zagracaniem. :)
      Napiszę więc krótko: brak czasu, czy trudność konia, nie są według mnie(zresztą według starych zasad klasycznej jazdy konnej również, jak mi się zdaje) żadnym wytłumaczeniem do sztucznego(niewynikającego z ustawienia konia), ręcznego ustawiania głowy konia, czy też pracy bez rozluźnienia i współpracy, ponieważ to wszystko odczuwa koń, który wiele do gadania, niestety nie ma. To my jesteśmy odpowiedzialni za to, co robimy, czy tego chcemy, czy nie. Niestety :)
      Alvasenaie

      Odpowiedz
      • zebrazklasa

        Dla mnie rozmowa z Tobą nie jest dyskusją, ponieważ nie pytasz o moje zdanie, tylko narzucasz mi swoje, oraz oskarżasz. Stawiasz pytania dlaczego coś robię, jak byś mnie przesłuchiwała. Pomimo pozorów uprzejmości w pierwszym i ostatnim zdaniu twojej pierwszej wypowiedzi, reszta jest agresywna. Stawiasz siebie na pozycji osoby która jedyna ma rację, więc to nie jest żadna dyskusja. Szczególnie prowadzona przez osobę dorosłą, pod przykrywką anonimowości z nastolatką która dopiero wszystkiego się uczy. Skoro Ty miałaś czas zrozumieć swoje działania, daj innym to samo prawo. A przede wszystkim zrozum, że nie wiesz całej obiektywnej prawdy o tym co i dlaczego się u mnie dzieje, bo nie da się opisać każdej minuty każdego dnia i każdej decyzji. Celem tego bloga nie jest propagowanie jedynej słusznej prawdy, tylko pokazanie, że jeździectwo to trudna sztuka, że trzeba wiele poświęcić, żeby je uprawiać. Blog ten ma też dać nadzieję tym, którym się wydaje, że spotykają ich trudności nie do pokonania. A tym którzy chcą uprawiać ten sport ma przybliżyć to jak on wygląda w rzeczywistości od kuchni. Nie zamierzam się tłumaczyć, bo nie podoba mi się forma takiego “przesłuchania”. Cieszę się, że twój koń pomimo bólu pleców on noszenia jeźdźca jest szczęśliwy a Ty jesteś dobrym właścicielem. Ciesz się tym również. Żyj i daj żyć.

        Odpowiedz
  • Alvasenaie

    Jeśli nie chcesz się tłumaczyć, to się nie tłumacz. Może po prostu nie masz wytłumaczenia. Niestety wobec tego moje zdanie o Tobie pozostanie takie, jakie jest. Jeśli zaś myślisz, że moja wypowiedź jest agresywna, albo nieuprzejma, to popatrz na swoją. Tyle z mojej strony.
    Alvasenaie

    Odpowiedz
  • Justyna

    Jeny…
    No cóż.. taka cena sławy.. ale i tak jest więcej osób które Cię lubią;D

    Odpowiedz
  • asia

    Przeczytałam te wszystkie komentarze i jestem zdania, że Alvasenaie trochę przesadzasz z tym wszystkim. Sojuz jest u nie szczęśliwy to widać. Jeśli dalej chcesz ją obrażać to już lepiej jej bloga nie czytaj.

    Odpowiedz
  • Nika

    Racja, to już przesada, jak chcesz pisać, to nie tu.
    Współczuję Gosiu, musi ci być przykro :(

    Odpowiedz
  • Ola

    Moim zdaniem to jest głupie, że porównujesz się do zebry z klasą, uważasz, że jesteś pokrzywdzona przez los i że niby jeździsz na koniach mimo wielu przeciwności ! co mają powiedzieć dzieci, które tyrają w stajni, żeby tylko chwile pojeździć na koniach ? Ty masz wszystko co chcesz: konia startujesz w zawodach, twoja mama wozi Cię na każdy trening. Marzenie każdego koniarza i ty tego nie doceniasz i tylko uważasz jak to ty biedna nie jesteś bo masz długie nogi i mama Cię raz na jazdę nie mogła zawieść !

    Odpowiedz
    • zebrazklasa

      Olu, Zdaję sobie sprawę z tego, że i tak mam wiele szczęścia bo w ogóle mogę jeździć w porównaniu do tych dzieci które nie mogą. Ale jest i druga strona tego medalu, są ludzie, którzy jeżdżą tak jak ja, ale nie mają takich “pechów” jak ja. Nie twierdzę, że jestem w najgorszej sytuacji, tylko twierdzę, że napotykam na wiele przeszkód, jak choćby moja dyskopatia, która wyłączyła mnie na miesiące z treningu i w każdej chwili może wrócić. A dzieciakom które mają gorzej dedykuję mój blog, żeby mogły chociaż poczytać, że nie jest tak łatwo i bezproblemowo także tym, którzy jeżdżą. Skojarzenie z zebrą to moje skojarzenie, każdy ma do tego prawo.

      Odpowiedz
    • Zosia

      wolontarjat jest rzeczą dodatkową i osoby pracujące na wolontarjacie robia to bez przymusu (dobrowolnie)

      Odpowiedz
  • Marla

    Nie mam słów do komentowania twoich wyżaleń , ale szczególnie rozwalaż mnie tym , że nie masz pojęcia o byciu skrzywdzonym przez los , nie chcę się powtarzać i tylko potwierdze wypowiedzi Ola i Alvasenaie . Twój sposób jazdy nie jest jakiś wyczynowy , ale sama dobra nie jestem i zostawie to do skomentowania innym , ale wiec , żę jeszcze trohę a ludzie zaczną cię gnębić.Generalnie nie pisze tego żeby zacząć się z tobą kłócić czy coś , tylko próbuje ci z lekką hamskością uświadomić twoje błędy

    Odpowiedz
  • asia

    Gosiu nie przejmuj się nimi po prostu ci zazdroszczą

    Odpowiedz
    • Magda :)

      Dokładnie .Pewnie myślą sobie , że Gosia nagle zmieni styl jazdy , albo wgl przestanie jeździć . Pewnie te trzy osoby się znają i się zmówiły , bo nagle pod jednym wpisem trzy osoby krytykują jazdę Gosi ? Coś mi się tu nie zgadza .

      Odpowiedz
      • Magda :)

        Sorki nie wszystkie 3 komentują jazdę , ale coś do niej mają . I nie rozumiem dlaczego czytają blog skoro im się to nie podoba .

        Odpowiedz
  • Nika

    Noo właśnie. Nagle pod jednym wpisem taka dyskusja …
    A skoro nie lubicie Gosi, to po ch .. lerę czytacie jej bloga ? I te komentarze ? Po to, żeby ją pogrążyć, żeby przestała pisać bloga ? Weźcie się no !!

    Odpowiedz
  • Marla

    Tak ogólnie to nie mam pojęcia o Alvasenaie i z nikim się nie zmówiłam i tak to prawda zazdroszcze jej konia , i tego że jej rodzice tak się angażują w to hobby , ale jak ty asia jesteś na tyle płytka by z zazdrości krytykować ludzi to powodzenia.Czytam ten blog ,ponieważ jeżdze w trawersie no i to tyle.

    Odpowiedz
    • asia

      Ja nikomu nie zazdroszcze i nie krytykuje z zazdrości napisałam, że jeśli ci się blog nie podoba to po prostunie czytaj i że Gosi z tego powodu może być przykro. Mi też jest po twoim komentarzu przykro

      Odpowiedz
  • Marla

    Jeżeli ktoś pisze bloga to musi się liczyć z krytyką , a nie mówie przecież że jest jakaś beznadziejna czy coś po prostu wyrażam swoje zdanie a wy w pewnym sensie zabraniacie mi go wyrażać więc kto tu się ma ogarnąć Nika

    Odpowiedz
  • Nika

    Zazdrościcie czy nie rozumiecie, że nic nic nic nic nie zmienicie ( poza przykrościami )

    Odpowiedz
  • Marla

    Masz ciekawą teorie , ale skąd możesz wiedzieć że nic nie zmienimy , skoro zebra pisze bloga
    o koniach to z tego wnioskuje że powinna być otwarta na komentarze dotyczące jej jeżdzieckich zwyczaji , że tak to ujme , a po za tym jak nie chce żebyśmy dawały jej rady itp. to niech po prostu napisze i tak na marginesie gdzie jeżdzisz Nika .

    Odpowiedz
    • Magda :)

      Nie zabraniamy wam wyrażać decyzji :) Tylko mi też jest trochę przykro jak tak komentujecie Gosię , a co do tego , że Gosia porównuje się do zebry z klasą to się nie powinnaś przyczepiać tak szczerze .

      Odpowiedz
    • Nika

      Jeżdżę w Stajni nad jeziorem koło Gliwic. Chodzi mi tylko o to że … noo … jak komentujecie, to może w rzetelny sposób ? Bo z tego co wiem, to o to chodzi, to jest idea tego bloga ; wszedzie są paski zebry, porównania itp. Jak dla mnie pomysłowe. A cieszę się, że piszecie, bo dowiaduję się niektórych faktów ale … no mi to np. nie przeszkadza, że to robicie, ale Gosi jest smutno :(

      Odpowiedz
  • Marla

    Cóż żeby jej było smutno to nie sądze , a jeśli chodzi o tą zebre mi tylko chodzi o to że jednak w filmie pokazywane są o wiele większe przeżycia niż te co ona opisuje i nazwa owszem pomysłowa i ok , ale zwróć uwagę ,że z co niektórymi wpisami to ona przesadza.

    Odpowiedz
  • Alvasenaie

    Carmi,
    Mam dziwne wrażenie, że w tej stajni coś musiało być nie tak. Nie wiem co, nie widząc żadnych zdjęć, filmów, dokładnych relacji. Jednak osiągnięcie szczytu jest możliwe również bez wędzidła. Koń sam w sobie nie potrzebuje go, żeby się poruszać. Widziałaś kiedyś jak pracują ze swoimi końmi Nevzorov albo chociażby Stacy Westfall? Polecam również film “The path of the horse”, dostępny również(w sieci) po polsku, jako “Ścieżka konia” – można tam obejrzeć wielu trenerów z prawdziwego zdarzenia, trenujących ze swoimi końmi bez wędzidła, a często również bez ogłowia i usłyszeć ich rady i opinie(choć miejscami jest wg. mnie lekko przesadzony, to warto zobaczyć)
    Alvasenaie

    Odpowiedz
    • Alvasenaie

      A, jeszcze jedno :)
      Siłowe zmuszanie konia do czegoś, jechanie z przewagą ręki itd. zawsze będzie powodować problemy – czy to na ogłowiu wędzidłowym, czy to na bezwędzidłowym(to tak ogólnie).
      Carmi, jakie to były bezwędzidłówki?
      Alvasenaie

      Odpowiedz
      • Carmi

        Nie wiem, ja praktykuje to co widzę i czuję. I filmy pewnie mnie nie przekonają, chociaż spróbuję obejrzeć. Poza tym ja uważam (co zresztą słyszę sama i widzę), że wędzidło to taka przeciwwaga naszego (i siodła) ciężaru ciągnącego jego kręgosłup do ziemi. Jak mamy konie luzem na lonżowniku (mówię, o starej stajni bo w nowej lożnownika nie ma) to są w stanie same się nieść, ale jak się wsiada na nie, to chociaż ktoś jest w stanie je do tego nakłonić, to po chwili koń ląduje z nosem na ziemi, bo nie umie utrzymać wodzy w pionie. Po włożeniu wędzidła i takim samym działaniu nie ma problemu. Koń opiera się na wędzidle, nie ciągnie, nie zarywa głową do góry, plus ma się wrażenie, że siedzi się minimalnie wyżej.
        Czy ja wiem czy siłowe, w mojej nowej stajni praktycznie nie używamy wodzy, staramy się tylko delikatnie coś akcentować jak już, ale to w ostateczności, bo cały czas używamy łydek i dosiadu, nigdy nie widziałam w kącikach ust, żeby były w jakikolwiek sposób zaszarpane.
        http://www.gnl.pl/images/images_big/2660.jpg to coś tego typu. Takie zwyczajne, wbijające się z siłą słonia w ganasze. Nie widziałam innych, ale wydaje mi się że już hackamore jest lepsze od nich.

        Odpowiedz
  • horserka85

    Alvasenaie, nie chcę być niemiła i nie będę, ale Twoje komentarze sprowadzają się do jednego, czyli jeździć bez wędzidła, siodła, bata, ostróg. Zrozum, że Gosia z jakiś konkretnych powodów nie może sobie pozwalać na taką jazdę i wszyscy zrozumieli co próbujesz przekazać. Zrozumiałaś błędy jakie popełniałaś tak? To daj innym czas do przemyślenia ich! Co do Marli i Oli po co komentujecie blog Gosi? Po co? Po to, żeby sprawić komuś przykrość? Bo jeśli tak to chyba Wam się udało, gratulacje. Czemu nie możecie trzymać języka za zębami? Gosia prowadzi swój blog, na który ciężko pracowała tak samo jak na swoją jazdę. Więc JA proszę Was, abyście zostawiły takie komentarze dla siebie, niż kogoś urażały :)

    Odpowiedz
    • Alvasenaie

      Horseska85,
      Czy ja powiedziałam, że mam coś do siodła? Nie. Czy powiedziałam, że mam coś do prawidłowo używanego wędzidła, na lekkim kontakcie? Nie. Czy powiedziałam, że mam coś przeciwko batom, albo ostrogom? Nie. Powiedziałam tylko, że jeżeli naprawdę współpracujemy z koniem, to nie potrzebujemy tego wszystkiego(do siodła mam nastawienie neutralne, byle było dobrze dopasowane). I że mam coś przeciwko jeździe nastwionej nie na współpracę z koniem. To co miałam przekazać – to że każdy jest odpowiedzialny za swoje czyny i decyzje, przekazałam. A teraz odpowiadam tylko na komentarze. Każdy ma prawo wyrazić własne zdanie. Również, jeśli ma je inne, niż ci, co Gosię chwalą. Komentarze nie są tylko do wyrażania zachwytów – są do wyrażania własnego zdania.
      Co do wypowiedzi Oli, odnośnie porównania się Gosi, do zebry z klasą I następującej po niej wypowiedzi Gosi
      Po pierwsze – żadne z nas, tu się wypowiadających, nie jest ofiarą losu, czy coś w tym stylu. Dlaczego? Każdy z nas ma zdrowe oczy i ręce, skoro może to czytać i pisać. Gosiu, masz zdrowe nogi, ręce, widzisz, słyszysz, nie musisz martwić się czy jutro będzie co jeść i gdzie będziesz spać. To już jest szczęście! Masz świetnego konia, trenerów, oboje rodziców, możesz chodzić do szkoły, rozwijać się itd. Zastanawialiście się kiedyś ile szczęścia mamy w życiu? Owszem, są ludzie którzy mają go więcej. Ale jest też wielu, wielku takich, którzy mają go mniej. A ile ludzi jest biednych, chorych, głodnych? Co z tego wynika? Czas uśmiechnąć się do życia, powiedzieć dziękuję i na los nie narzekać. Bo nie ma na co! Jak chodzi o bycie zazdrosnym, to tak samo. Ja zazdrosna nie jestem, bo cieszę się tym co mam(odpowiadając na niektóre komentarze). A jak ktoś jest zazdrosy, to niech lepiej się zastanowi, ile szczęścia ma w życiu – nawet dlatego, że żyje. Czudzego zazdrościcie, swojego nie znacie.
      A jak chodzi o porównanie do zebry – to co w nim złego? Zebra z filmu nie była żadną ofiarą losu – miała kochających właścicieli, najlepszego trenera, jeźdźca, świetnych przyjaciół. Jedyną przeciwnością losu, jaką napotkała, było to, że była zebrą. A Gosia też na jakieś przeciwności napotyka – jest wyższa, ma prosty kręgosłup(a to utrudnia jazdę, bo prosty kręgosłup nie będzie tak dobrze amortyzował wstrząsów, jak ten prawidłowo wygięty). Więc coś w tym porównianiu jest. A każdy wybiera sobie przezwisko jakie chce, na wszystkich blogach I stronach internetowych.
      Życząc optymizmu I radości z życia :) Alvasenaie

      Odpowiedz
  • zebrazklasa

    Dziękuję Ci bardzo Alvasenaie, że mnie wsparłaś :) Jak również (po przemyśleniu) dziękuję za Twoje uwagi, na pewno postaram się je wykorzystać np. skośnik, jednak jeżdżenie na totalnym naturalsie niestety jest bardzo ciężką sprawą, ponieważ jestem ograniczana przez zawody na które jednak chcę jeździć. Zainteresowałam się tym tematem (co prawda nie napisałam o tym na blogu) ale spróbowałam zrobić z Sojuzem Join-Up. Może jest to trochę głupie, ale i tak jak na pierwszy raz poszło całkiem dobrze i na prawdę pomogło :)
    Co do Marly, to nie chcę żebyś myślała, że nie jest mi przykro, ponieważ jest. Sądzę, że większości osób byłoby niemiło gdyby nagle posypał się grad krytyki… Co do zebry z klasą, to wydaje mi się, że do mnie pasuje. Tak w ogóle to to wszystko zaczęło się od przezwiska nadanego mi w trawersie przez trenera.
    Osobiście uważam (przynajmniej z mojego doświadczenia i obserwacji osób jeżdżących w moim klubie), że zwykle coś jest za coś, jak również zawsze można znaleźć dobre strony sytuacji, która pozornie wydaje się niesympatyczna (nawet w przyszłości). Mam dobrego konia, fajną rodzinę, trenerów, ale też różne problemy. Nie wiem co Cię spotkało, ale wnioskując po Twoich komentarzach coś bardzo nieprzyjemnego. Z Twojego punktu widzenia wcale nie przydarzają mi się złe rzeczy, gdyż być może masz gorsze doświadczenia. Rozumiem i szanuję to, ale to nie powinno oznaczać, że możesz oceniać i być nieprzyjemna, bo to sprawia mi przykrość.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia,
    Gosia :)

    Odpowiedz
  • Marla

    w powyrzych komentarzach nie miałam zamiaru sprawiać ci przykrości tyko wyrazić swoją opinie , a tak ogólnie to ja na twoim miejscu nie przejmowałabym się komentarzami do tego stopnia by było mi przykro po prostu traktuj to jako porady.

    Odpowiedz
  • KaraKoniara

    Np ja nie mogę jeździć konno (moi rodzice nie zgadzają się na jazdę od 3 lat) ale cieszy mnie to, że mogę śledzić losy mojej idolki. Zawsze kiedy masz zawody trzymam kciuki i twoje sukcesy poprawiają mi humor. Codziennie płaczę, bo chcę jeździć! Gosia naprawdę mi pomogła DZIĘKUJĘ!!!

    Odpowiedz
    • zebrazklasa

      Kara nie wiem co powiedzieć. Bardzo Ci współczuję, że nie możesz jeździć, tym bardziej że bardzo tego chcesz! Trzymam kciuki za to, żeby twoje marzenie się spełniło! A trzymanie za mnie dziękuję – bardzo, bardzo tego potrzebuję! <3

      Odpowiedz
    • Nika

      Wspułczuję. Ale musisz docenić to, że tak bardzo chcesz :) Mam koleżankę której rodzice boją się o nią na każdym kroku, wszędzie jeździ autem i ma chore serce. Nie pozwalają jej jeździć ona nie ćwiczy na wf źeby sie nie zbłaźnić i nigdy np. na koloni nie chce w nic grać bo nie umie. A potem użala się jaka ona biedna bo nie MOŻE jeździć. A tak naprawdę nigdy sie mamy nie pytała.
      Kiedyś ci się uda, i będziesz mądrzejsza niż początkujący bo masz wiedzę teoretyczną. Powodzenia :)

      Odpowiedz
  • KaraKoniara

    Bardzo wam dziękuję!!! U mnie w szkole tylko jedna dziewczyna “kocha” konie. Rodzice zabierają ją na siłę do stadniny. Co parę miesięcy zmienia stajnie, bo “w każdej jej źle”. Ona jeździ 5 lat, a ma dopiero cavaletti i uważa, że Powinna być co najmniej mistrzynią województwa. Widok takiej osoby strasznie dołuje.
    W naszej szkole nie ma nikogo kto mógłby mi pomóc. Wszyscy uważają, że konie śmierdzą i są drogie.Byłam w w wakacje w stadninie i miałam jedyną lekcje w życiu. Pani instruktor powiedziała, że jestem naprawdę uzdolniona.

    PS Zebra, Dziękuję, za to,że odpisałaś i sorki za błędy, ale przez łzy nie widzę liter! (ze szczęścia oczywiście:)) <3

    Odpowiedz
  • Jaa

    Z jakiej firmy masz ogłowie dla Smoka? Gdzie kupiłaś? Jest śliczne :D

    Odpowiedz

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.